Autor: Krzysztof Wysocki

Wniosek Horstmana z Prawa Parkinsona

Słynne Prawo Parkinsona głosi, iż:

Praca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie.

Do niedawna treść tego prawa nieodmiennie napawała mnie smutkiem i wypełniała uczuciem bezradności wobec spraw, z którymi musimy się pogodzić, ponieważ nie mamy na nie wpływu. Tymczasem Mark Horstman, jeden ze współtwórców składziku z narzędziami dla menedżerów „Manager Tools” [manager-tools.com], w cudowny sposób odwrócił kota ogonem i ogłosił swój Wniosek Horstmana z Prawa Parkinsona:

Praca kurczy się tak, aby zmieścić się w czasie, który na nią przeznaczasz.

Powiesz pewnie: „He, he, he, akurat!”, a tymczasem przypomnij sobie, jak wiele potrafisz zrobić ostatniego dnia przed urlopem. Sprawy, które odwlekałeś tygodniami, załatwiasz w ciągu kilku minut. Nieistotną korespondencję ignorujesz lub z satysfakcją kasujesz. Stajesz się superwydajnym, bezwzględnym egzekutorem, który wycina w pień zaległości i eksterminuje zawartość skrzynki spraw przychodzących.

Powiesz też pewnie: „A co z jakością? Na pewno ucierpi na takim wyżymaniu”. I będziesz miał rację. Pamiętaj jednak, że co najmniej 80% tego, co masz do zrobienia, nie wymaga perfekcji, lecz wystarczająco dobrego „odfajkowania”. Świadomie rezygnując z doskonałości w sprawach mniej ważnych, zyskujesz czas na cyzelowanie dzieł swojego życia. I o to chodzi!

Tak więc, jeśli jeszcze tego nie robisz, zacznij praktycznie stosować Wniosek Horstmana z Prawa Parkinsona:

Praca kurczy się tak, aby zmieścić się w czasie, który na nią przeznaczasz.

Ograniczaj czas realizacji zadań!

Skracaj terminy, które sam sobie wyznaczasz!

Po co?

Żeby mieć czas na to, co ważne i przyjemne.

Czego nie może mieć przywódca?

Przywódca nie może mieć oporów przed stawianiem ludzi w niewygodnych sytuacjach, jeśli służy to osiągnięciu szczytnego celu.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że określenie „szczytny cel” jest szalenie nieprecyzyjne i zdarza się, że to, co jedna osoba uważa za największą cnotę, dla innej jest niewybaczalną zbrodnią. Ale nie o to chodzi w tym wpisie.

Kiedy grupa ludzi realizuje jakieś przedsięwzięcie, większość czynności prowadzących do sukcesu nie polega na:

  • wąchaniu kwiatków,
  • leżeniu na hamaku,
  • popijaniu piwka z kumplami,
  • haratniu w gałę
  • lub korzystaniu na tysiąc sposobów z uroków miłego towarzystwa osobników płci przeciwnej lub własnej.

Ktoś przecież musi:

  • pozmywać naczynia,
  • udrożnić zapchaną rurę kanalizacyjną,
  • postać w kolejce, żeby załatwić sprawę w urzędzie,
  • przeprowadzić trudną rozmowę z kolegą, który ma piach w rękawach
  • lub pilnować rowerów, żeby nikt ich nie ukradł.

Przywódca musi umieć „bez skrupułów” rozdzielić zadania pomiędzy członków swojego zespołu, kierując się tylko jedną przesłanką – sprawnością i niezawodnością ich wykonania przez poszczególne osoby. W związku z tym nieuniknione jest, że jednym dostanie się liczenie worków, a innym ich noszenie.

Stuprocentowa sprawiedliwość i równowaga świata istnieją tylko w marzeniach, a zatem:

Przywódca nie może mieć oporów przed stawianiem ludzi w niewygodnych sytuacjach, jeśli służy to osiągnięciu szczytnego celu.

GTD w 20 sekund

Nie, nie, tak łatwo to nie będzie. Nie obiecuję ci, że w 20 sekund uporządkujesz wszystkie swoje sprawy i zapewnisz sobie spokój umysłu przypominający taflę jeziora o zmierzchu.

Dzisiejszy wpis zawiera 20-sekundową definicję metody GTD (Getting Things Done), którą David Allen przygotował w celu szerzenia swoich idei w wypełnionych lemingami windach korporacyjnych wieżowców na całym świecie.

Oto ekspresowy przepis na GTD:

  • Uwolnij swoją głowę od pamiętania o rzeczach, które potencjalnie mają dla ciebie jakieś znaczenie,
  • wcześniej niż później określ swój stosunek do nich i zdecyduj, co w związku z tym chcesz zrobić,
  • umieść wyniki tych przemyśleń w bezpiecznym miejscu, do którego wiesz, że zajrzysz w odpowiednich okolicznościach,
  • zdaj się na swoją intuicję, wybierając kolejne czynności do wykonania.

To wszystko.

Smacznego!

Biegnij Warszawo 2012

To był najchłodniejszy bieg Biegnij Warszawo od początku świata.

I bardzo dobrze!

Temperatura +10°C i zachmurzone niebo sprzyjały biciu rekordów życiowych, co skrupulatnie wykorzystałem.

Oto tabela moich dotychczasowych wyników uzyskanych w tej imprezie (dystans 10 kilometrów):

Chciałem osiągnąć czas poniżej 53 minut i udało się. Tradycyjnie razem ze mną z dystansem zmagały się moje kochane dzieciaki i też pobiegły szybciej niż w ubiegłym roku. A Pani TesTeqowa kibicowała nam z entuzjazmem i zapamiętaniem.

Było fajnie!

Biegnij Warszawo 2012