Tag: nawyki

120 spinaczy

SPINACZEW 1993 roku w wieku 23 lat Trent Dyrsmid został zatrudniony na stanowisku maklera giełdowego w niewielkim banku na przedmieściach Vancouver w Kanadzie. Mimo że był nowicjuszem, a przedmieścia nie są miejscem, gdzie działają wielkie instytucje finansowe, Trent w ciągu dwóch lat stał się gwiazdą, której zaczęli pożądać najwięksi gracze na rynku kapitałowym. Jak tego dokonał? Za pomocą 120 spinaczy!

Czytaj dalej…

Teraz! szkoła

Biurko

Jedenasty rozdział mojej książki „Teraz!” nosi tytuł „Teraz! w twojej szkole. Jak wykorzystać do swoich celów czas spędzany w szkole i na studiach”. Oprócz wielu nowych rad i spostrzeżeń znajdziesz tam również POL 2.0 – Procedurę Odrabiania Lekcji wersja 2.0, którą przedstawiłem siedem lat temu w BIZNESIE BEZ STRESU. Była podstawą moich sukcesów, może więc posłużyć i tobie.

Odrobina konsekwencji i samozaparcia pozwoli ci bezstresowo przebrnąć przez kolejny rok tortur edukacyjnych.

Powodzenia!

Groby bliskich?

Uświadomiłem sobie w tym roku, jak obca jest mi ta koncepcja.

Groby bliskich?

Groby zasłużonych?

Mój grób?

Nie, nie neguję potrzeby pamięci o zmarłych i nie wyrzekam się pragnienia, żeby ktoś mnie mile wspominał po moim odejściu. Ale koncepcja zakotwiczenia tych uczuć i myśli w jakimś, mniej lub bardziej odległym od domu, miejscu wydaje mi się obca i w pewnym sensie nieludzka.

Pierwszego listopada rodziny tłumnie odwiedzają groby bliskich. W pośpiechu doprowadzają je do porządku, zapalają znicze, spotykają dawno niewidziane ciocie i wujków, rozmawiają o przeszłości, o teraźniejszości, wspominają zmarłych i przeziębiają się w porywach jesiennego wiatru. Czy cmentarz jest naprawdę najlepszym miejscem, żeby budzić w nas ciepło pamięci o tych, których kochaliśmy, i gawędzić z tymi, którzy są członkami naszej „osobistego plemienia”?

Dlaczego tradycja nakazuje nam składać ciała zmarłych pod ciężkimi płytami z chińskiego marmuru, w przytłaczająco zdobionych trumnach i wystawiać je na pastwę cmentarnego robactwa? Albo spopielone wsypywać do foliowego woreczka i umieszczać w naczyniu o wymyślnym kształcie?

Dlaczego, mimo postępów w wiedzy sanitarnej, nadal kultywujemy obyczaje, które setki lat temu wykształciły się tylko po to, żeby pozostałych przy życiu członków społeczności uchronić przed chorobami, które pokonały zmarłych?

Moi rodzice odeszli pewien czas temu i naprawdę źle bym się czuł, gdyby ich ciała powoli rozpadały się w mrocznych katakumbach. A z popiołem, w który ich zamieniłem i który, zgodnie z obowiązującymi przepisami, musiałem pochować, nie czuję żadnej więzi. Moi rodzice pozostali na zawsze w moim sercu żywi – nie muszę chodzić na cmentarz, żeby o nich pamiętać. Wystarczy, ze spojrzę na zrobiony przez moją Mamę kilimek ze znakiem firmowym, który wisi w moim biurze, albo przejadę się ulicami mojego miasta, które odbudowywał i budował mój Tata.

Tak… Groby bliskich są zaiste bardzo obcą mi koncepcją…

Medytacja

Wielu ludziom wydaje się, że medytacja to siedzenie na specjalnej poduszce w pozycji lotosu, głębokie oddychanie i powtarzanie w kółko kilku słów lub buczenie niczym transformator energetyczny wysokiego napięcia.

Istnieje wiele stron internetowych opisujących tę jedynie słuszną pozycję i z niezachwianą pewnością siebie głoszących, że pierwszą rzeczą, jakiej trzeba nauczyć się w medytacji, jest „właściwy sposób siedzenia”.

Oczywiście nieskrępowana wygoda ciała i możliwość rozluźnienia poszczególnych mięśni mają duże znaczenie dla skuteczności praktyki medytacyjnej, ale nie są jej warunkiem koniecznym. Medytować można także wtedy, gdy okoliczności wcale temu nie sprzyjają. Na przykład w zatłoczonym autobusie, w kolejce do kasy w hipermarkecie czy podczas zmywania talerzy po obiedzie.

Dlaczego?

Dlatego, że:

Medytacja to nauka bycia swoim własnym, dobrym przyjacielem – przyjacielem, który cię rozumie i akceptuje.

To właśnie do budowania tej przyjaźni niezbędne jest wsłuchiwanie się w swój oddech, zauważanie i odkładanie na bok przelatujących przez głowę myśli oraz skupianie uwagi na poszczególnych częściach własnego ciała.

Wiele dolegliwości trapiących ludzkie ciało i duszę można złagodzić lub całkowicie uleczyć zaprzyjaźniając się z samym sobą.

Zacznij więc już teraz – od piętnastu oddechów. Jeśli nie prowadzisz pojazdu mechanicznego, zamknij oczy i:

  • przez pierwsze trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za ten dzień.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za tę godzinę.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za tę chwilę.”
  • przez kolejne trzy oddechy podczas wdechu pomyśl: „Jestem wdzięczny”, a podczas wydechu: „za ten oddech.”
  • przez ostatnie trzy oddechy nie myśl już o niczym, tylko poczuj bezgraniczną radość bycia żywą istotą i doceń to, że jesteś w stanie tę radość odnaleźć.

Plusy dodatnie

Istnieją dwa podejścia do ulepszania różnych spraw:

  1. Dodawanie plusów. Podejście to polega na powiększaniu lub wprowadzaniu pozytywnych aspektów danej sprawy, dzięki czemu negatywy stają się tylko nieistotnym, łatwym do zagłuszenia szumem.
  2. Ujmowanie minusów. Podejście to polega na redukcji lub usuwaniu negatywnych aspektów danej sprawy, przez co pozytywy zaczynają przebijać się na pierwszy plan.

Są oczywiście podejścia mieszane, ale zawsze szala przechyla się w jedną lub drugą stronę.

Jestem zdecydowanym zwolennikiem dodawania plusów, ponieważ uważam, że skupianie się na zapraszaniu do swojego życia rzeczy miłych i pożytecznych znacznie bardziej motywuje do wprowadzania zmian i ich utrwalania, niż poświęcanie czasu i uwagi na eliminację tego, co wstydliwe i dołujące.

Oto przykłady mojego podejścia:

  • Stosuję dietę polegającą na jedzeniu smacznych potraw, które powszechnie uznawane są za zdrowe – nie skupiam się na eliminowaniu tego, co niezdrowe.
  • Pracując, zanurzam się całkowicie w bieżącym zadaniu – nie skupiam się na usuwaniu ze swojego otoczenia tego, co potencjalnie mogłoby mnie rozproszyć.
  • Prowadząc samochód, staram się jechać zdecydowanie, ale spokojnie i przewidywalnie – nie skupiam się na drobnych błędach pozostałych kierowców lub niewłaściwym oznakowaniu drogi.

W innych dziedzinach liczę na twoją własną kreatywność. Zamiast myśleć o ujmowaniu minusów skup się na dodawaniu plusów!

4

Leo Babauta podał ostatnio swój czteropunktowy przepis na dokonywanie kluczowych zmian we własnym życiu („How I Changed My Life, In Four Lines” [zenhabits.net]). Oto filary, na których oparł swoje sukcesy w różnych dziedzinach – bieganiu, przechodzeniu na zdrową dietę czy uzdrawianiu swoich finansów:

  1. Wielką zmianę zacznij od niewielkiego kroku w pożądanym kierunku.
  2. W danym momencie skupiaj się tylko na jednej, najważniejszej zmianie.
  3. Raduj się samym działaniem, zamiast skupiać się na bieżących lub przyszłych wynikach.
  4. Bądź wdzięczny, że dane ci było wykonać każdy kolejny krok.

Za szczególnie ważny i skuteczny element przesłania Leo uważam trzeci z wymienionych punktów. Radość działania najlepiej motywuje do wytrwałości we wprowadzaniu pozytywnych zmian. Bez tego stajesz się Syzyfem bezskutecznie wtaczającym kamień lub Don Kichotem walczącym z wiatrakami.

Wiele osób podziwia moją biegową wytrwałość. Pytają: jak to możliwe, że chce ci się trzy razy w tygodniu pokonywać po 8 kilometrów, biegając w kółko po leśnych ścieżkach i osiedlowych uliczkach? To proste. Miarowy rytm kroków, lekko przyspieszony, lecz równomierny oddech, dotyk wiatru na twarzy i ciekawe podcasty w słuchawkach to przyjemność sama w sobie. A przyzwoity wynik w imprezach typu Biegnij Warszawo lub ukończenie Maratonu Warszawskiego nie są celem, lecz dodatkowym bonusem, który otrzymuję od życia i za który jestem wdzięczny otaczającej mnie rzeczywistości.