Tag: sport

BBS #0045: Proces, głupcze!

Nie masz czasu czytać tego wpisu, to go posłuchaj! Tutaj albo w postaci podcastu Biznesu Bez Stresu dostępnego we wszystkich rozgłośniach od Apple po Spotify i YouTube!

TATAALPYWyobraź sobie osobę, która bardzo chce zrzucić kilka kilogramów, żeby poczuć się lepiej w swoim ciele. I wyobraź sobie, że ta osoba ćwiczy i stosuje zdrową dietę tylko raz do roku – w swoje urodziny. Albo wyobraź sobie szefa, który usiłuje budować kulturę swojej organizacji tylko za pomocą dwóch świątecznych przemówień – wielkanocnego i bożonarodzeniowego. Głupota, prawda?

Czytaj dalej…

BBS #0037: Mylneryki, pięta i kot – czyli rok 2019 w pigułce

Nie masz czasu czytać tego wpisu, to go posłuchaj! Tutaj albo w postaci podcastu Biznesu Bez Stresu dostępnego we wszystkich rozgłośniach od Apple po Spotify i YouTube!

BBS2019Zwykle moje podsumowanie roku dotyczy tylko osiągnięć sportowych, ale dwa tysiące dziewiętnasty był inny. Zdominowała go praca nad książką „Mylneryki. Ilustrowany katalog błędów, skłonności i złudzeń poznawczych”. Jestem z niej naprawdę dumny! Nikt przede mną nie połączył w jednej publikacji psychologii, poezji, wiedzy encyklopedycznej, humoru i stylowych ilustracji. Internetową sprzedaż „Mylneryków” już zakończyłem, ale ebook z fragmentami wciąż jest dostępny. A jeśli chcesz zamówić co najmniej 100 egzemplarzy, żeby rozdać je swoim klientom, to… da się to załatwić.

Moja satysfakcja z wydania tej książki opiera się na trzech filarach:

Czytaj dalej…

Perfekcja procesu

CELOWOJuż wielokrotnie i na różne sposoby rozprawiałem się na łamach Biznesu Bez Stresu z perfekcjonizmem. Dlaczego? Dlatego, że jest to przypadłość, na którą cierpię od dzieciństwa. Lubię to, co dopracowane, nieskazitelne, bezbłędne i nieporysowane. W najważniejszych sprawach warto być perfekcjonistą. Ale co zrobić, jeśli pragnienie doskonałości przenika cię na wskroś i powstrzymuje od działania, ponieważ podejrzewasz, że rezultat nie będzie celujący?

Czytaj dalej…

Do Władywostoku!

WLADYWOSW 2006 roku zacząłem prowadzić dziennik sportowy, w którym po każdym biegu pilnie zapisuję pokonany dystans, czas i warunki atmosferyczne. Zacząłem nieśmiało od 317 kilometrów rocznego przebiegu, żeby w 2016 roku dojść do ponad 100 kilometrów miesięcznie. Gdy podliczyłem to wszystko, okazało się, że przez 12 lat dobiegłem do Władywostoku! Nie do Władysławowa, nie do Białegostoku, ale do Władywostoku nad Morzem Japońskim! Mój biegowy licznik pokazuje dziś ponad 10 tysięcy kilometrów! I to nie jest moje ostatnie słowo!

Czytaj dalej…