Tag: lektury

Tajemniczy mistrzowie

TAJEMISTJakiś czas temu w Biznesie Bez Stresu mieliśmy Szwajcarski Tydzień oparty na cytatach z książki Wolfganga Koydla „Możesz być bogaty, czyli jak Szwajcarzy osiągnęli sukces”. Autor wspomniał tam o innej książce „Tajemniczy mistrzowie XXI wieku” Hermanna Simona. Tajemniczy mistrzowie to małe, zwinne, doskonale prosperujące firmy, które opanowały wąskie, wyspecjalizowane segmenty rynku. To jest model biznesu, który lubię! Jeśli prowadzisz taką działalność i chcesz stać się światowym liderem, chętnie ci pomogę! Tymczasem przeczytaj trzy cytaty z tej interesującej książki:

Czytaj dalej…

Jeden klik do nowej ikony

Zamiast popłynąć z prądem i rzucić się do czytania biografii Steve’a Jobsa, wyruszyłem ostatnio na poszukiwania kolejnej ikony przemysłu informatycznego. Mój wybór padł na Jeffa Bezosa, założyciela największej wirtualnej księgarni na świecie Amazon.com. O tym, że nie ja jeden traktuję Bezosa jako poważnego kandydata do roli wzorcowego lidera branży, może świadczyć ostatni numer czasopisma Wired, w którym pojawił się bardzo ciekawy wywiad pod tytułem „Jeff Bezos Owns the Web in More Ways Than You Think”[wired.com]. Polecam.

Swoje studia w tym przedmiocie skupiłem na lekturze, wydanej w październiku bieżącego roku, książki Richarda L. Brandta „One click: Jeff Bezos and the rise of Amazon.com” w wersji na… czytnik Amazon Kindle. Nie polecam tego dzieła, ponieważ jest ono mało oryginalnym, powierzchownym wyciągiem informacji wyszukanych przez autora w sieci i różnych publikacjach oraz wynikających z epizodycznej korespondencji z pracownikami Amazon.com. Warto zaczekać na tak solidne, wnikliwe i szczere opracowanie jak biografia Jobsa. Jestem pewien, że Bezos doczeka się takiej publikacji, ponieważ już teraz na to zasługuje.

Z książki Richarda L. Brandta dowiedziałem się, że:

  • W dzieciństwie Jeff Bezos spędzał wiele czasu na ranczu dziadka i tam nauczył się samowystarczalnego podejścia do życia – tego, że gdy coś jest do naprawienia lub zrobienia, to trzeba wziąć się za to, żeby całość się nie zawaliła. To było ziarno przedsiębiorczości, które potem tak wspaniale zakiełkowało.
  • Jeff Bezos podchodzi do wszelkich wyzwań metodycznie i bez emocji. Szukając kobiety swojego życia opracował zestaw kryteriów, które kandydatka powinna spełnić (podejście takie stosują bankierzy podczas oceny, czy warto zawrzeć daną transakcję). Bezos szukał kobiety zaradnej, więc kryterium numer jeden była potencjalna zdolność wybranki do wydostania go z więzienia w jednym z krajów Trzeciego Świata.
  • Praktycznie wszyscy zgadzają się ze stwierdzeniem, że w procesie zakładania Amazon.com Jeff Bezos wykazywał pewność siebie Muhammada Ali, entuzjazm Johna Kennedy’ego i pomysłowość Thomasa Edisona, czyli komplet cech niezbędnych do przekonania innych, żeby przyłączyli się do jego wyprawy w nieznane. Na przykład na samym początku istnienia firmy przekonał do zainwestowania w nią członków swojej rodziny, uczciwie przy tym oświadczając, że prawdopodobieństwo powodzenia wynosi 30% (to i tak świadectwo olbrzymiego optymizmu Jeffa, ponieważ zwykle przyjmuje się, że tylko 1 na 10 start-upów nie przynosi strat inwestorom).
  • Obowiązującą w Krzemowej Dolinie filozofią jest stwierdzenie, że najlepsi są ci, którzy nie wiedzą, że „czegoś nie da się zrobić”, więc to robią wymyślając odpowiedni, nieznany wcześniej sposób.
  • W Amazon.com krążył dowcip, że celem firmy jest stworzenie idealnej strony internetowej, która nie zawierałaby pola wyszukiwania, elementów nawigacyjnych i wykazu oferowanych towarów. Wyświetlałaby tylko jedną rzecz: najtrafniejszą propozycję książki, którą jako następną powinien przeczytać dany klient.
  • Często popełnianym w branży błędem jest wiara, że „sami napiszemy oprogramowanie najlepiej”. W wielu przypadkach to strata czasu w sytuacji, gdy ktoś już zainwestował czas i pieniądze w stworzenie i uczynienie niezawodnym danego komponentu. Wystarczy schować dumę i iść na zakupy.
  • Podczas rekrutacji w Amazon.com stosowano niepisaną zasadę, że każdy następny zatrudniony powinien być lepszy od poprzednich. Dzięki temu poprzeczka cały czas wędrowała coraz wyżej.
  • Według Jeffa Bezosa sztuka tworzenia nowych rzeczy polega na jednoczesnym byciu upartym i elastycznym, przy czym najtrudniejsze jest wyczucie, kiedy być upartym, a kiedy elastycznym.
  • Jeff Bezos jest zwolennikiem tworzenia firm zdecentralizowanych, a nawet zdezorganizowanych, złożonych z kreatywnych „zespołów dwupizzowych” – to znaczy takich, których wszyscy członkowie, gdy zgłodnieją, mogą się najeść dwiema pizzami.
  • Dziadek Bezos, porażony kiedyś brakiem empatii wnuczka wobec papierosowego nałogu babci, powiedział: „Jeff, kiedyś zrozumiesz, że trudniej jest być miłym niż mądrym”.

Jak się to wszystko skończy?


Żeby uspokoić tę dziewczynę, żeby ją przestawić na słuchanie, opowiadam jej historię mojej rybki. To jest w życiu złotej rybki rybka numer sześćset czterdzieści jeden. Pierwszą kupili mi rodzice, żebym uczył się miłości i troski o inną żywą oddychającą bożą istotę. Sześćset czterdzieści rybek później wiem tylko, że wszystko, co kochasz, umiera. Kiedy po raz pierwszy spotykasz tego kogoś ważnego, możesz liczyć na to, że któregoś dnia ten ktoś umrze i pójdzie do piachu.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (284)


Ezechiel, rozdział dziewiętnasty, wiersz siódmy:
„Napadało na ich wyludnione pałace […]” coś tam, coś tam, coś tam. Nie można mieć całej Biblii w głowie, boby człowiek nie miał miejsca na własne nazwisko.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (277)


Myślisz, że może gdybyś pracował ciężej i szybciej, mógłbyś powstrzymać napór chaosu, ale potem któregoś dnia wymieniasz na tarasie żarówkę z pięcioletnią gwarancją i uświadamiasz sobie, że wymienisz tu żarówkę może jeszcze z dziesięć razy, zanim umrzesz.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (269)


– Czy to bardzo boli, kiedy się umiera?
Cóż kochanie, mówię jej, tak, ale życie boli znacznie bardziej.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (243)


Z zamkniętymi oczami pytam ją, czy wie, jak się to wszystko skończy.
– Na dalszą czy na bliższą metę? – pyta.
Jedno i drugie.
– Na dalszą metę – mówi – wszyscy umrzemy. Potem nasze ciała zgniją. Tu nie ma niespodzianek. Na bliższą metę będziemy odtąd żyli długo i szczęśliwie.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (51)


Rozbitek

Jak łatwo domyślić się z poprzedniego wpisu (krótkotrwałej, bo szybko odgadniętej, zagadki), moją lekturą przez ostatnie dni był „Rozbitek” Chucka Palahniuka. Jeśli, tak jak ja, jesteś fanem filmu „Fight Club” i zaprezentowanej w nim pokręconej, neurotycznej wizji rzeczywistości, „Rozbitek” będzie dla ciebie satysfakcjonującą kontynuacją tych samych klimatów. Jeśli zaś „Fight Club” ci się nie podobał, obejrzyj go jeszcze raz. I jeszcze raz. Aż zobaczysz karykaturę dzisiejszego świata umeblowanego sprzętami z Ikei. Świata, w którym to ty, a nie stół czy krzesło, jesteś towarem i przedmiotem wielowątkowej manipulacji.

A jeśli nigdy nie słyszałeś o filmie „Fight Club”, to masz dwa wyjścia: zamknąć oczy i trwać w nieświadomości lub czym prędzej kupić lub wypożyczyć DVD i ujrzeć prawdę o otaczającej cię rzeczywistości.

A potem przeczytaj „Rozbitka”. Co prawda świat w nim opisany nie różni się od fight-clubowego – wszak to po prostu zachodnia cywilizacja odarta ze złudzeń – ale historia Tendera Bransona została opowiedziana wartko, a tłumaczenie Lecha Jęczmyka jest po prostu doskonałe. No, może z wyjątkiem samego tytułu, ponieważ „Rozbitek” nie w pełni oddaje wszystkie odcienie znaczeniowe oryginalnego „Survivora”, niosącego w sobie, moim zdaniem, nieco więcej optymizmu. Dla mnie rozbitek, to ktoś, kto latami będzie w samotności czekał na ratunek na bezludnej wyspie, a survivor, to osoba, która szczęśliwie umknęła kostusze spod kosy.

Niech poniższe cytaty zachęcą cię do sięgnięcia po tę lekturę i obejrzenia filmu „Fight Club”:


Kiedy się planuje porwanie samolotu w pojedynkę, człowiek zapomina, że gdzieś tam będzie zmuszony zostawić na chwilę zakładników i wyskoczyć do toalety.
(…)
Kiedy zostaliśmy na pokładzie tylko pilot i ja, wystartowaliśmy ponownie.
Pilot, tuż zanim wyskoczył, powiedział mi, że kiedy poszczególne silniki będą obcinać, alarm będzie bez końca ogłaszał, że wyłączył się silnik numer jeden albo trzy, albo któryś. Kiedy wszystkie przestaną działać, jedynym sposobem, żeby lecieć dalej, będzie podniesienie nosa. Trzeba pociągnąć na siebie kierownicę. Nazwał to sterownicą. Żeby ruszyć ster wysokości. Traci się wtedy szybkość, ale utrzymuje wysokość. Wygląda, jakby się miało wybór, wysokość albo szybkość, ale tak czy owak zanurkuje się nosem w ziemię.
To wystarczy, mówię mu, nie mam zamiaru zdawać na licencję pilota. Po prostu muszę skorzystać z toalety jak człowiek. Chcę, żeby już znalazł się za drzwiami.
Zwalniamy do stu siedemdziesięciu pięciu węzłów. Żeby was nie zanudzać szczegółami, schodzimy poniżej dziesięciu tysięcy stóp i otwieramy przednie drzwi kabiny. Pilot wyskakuje, a ja, zanim jeszcze zamknę drzwi, staję w progu i sikam w ślad za nim.
Nigdy w życiu nie czułem takiej ulgi.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (294-293)


Ludzie nie chcą, żeby im prostować życie. Nikt nie chce, żeby mu rozwiązywać jego problemy. Jego dramaty. Jego rozterki. Żeby mu uładzić życie. Posprzątać jego bałagan. Bo co by mu wtedy zostało? Tylko wielkie i przerażające nieznane.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (289)


Ten facet jest dość intensywnie brzydki.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (241)


Mój plan nie polega na tym, żeby dobrze wyglądać. Mój plan, to wyglądać na niewykorzystany potencjał. Chcę osiągnąć wygląd naturalny. Realny. Mam stwarzać wrażenie nieobrobionego surowca. Nie jakiegoś zdesperowanego biedaka, ale kogoś kryjącego w sobie możliwości. Nie kogoś głodnego. Jasne, że chcę wyglądać na kogoś, w kogo warto zainwestować. Uprany, ale nieuprasowany. Czysty, ale niewypolerowany. Pewny siebie, ale skromny.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (226)


Kuratorka dowiedziała się o mnie wszystkiego z wyjątkiem prawdy.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (213)


Nieważne, na czym się znasz.
Ważne, kogo znasz.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (142)


Na scenie w dole jakiś lokalny kaznodzieja rozgrzewał salę. Część jego wstępnego numeru polegała na tym, żeby doprowadzić widownię do hiperwentylacji. Można to uzyskać przez głośny śpiew. Albo skandowanie. Według agenta, kiedy ludzie krzyczą w ten sposób albo śpiewają na całe gardło hymn „Zadziwiająca łaska”, oddychają zbyt często. Krew ludzka powinna mieć odczyn kwaśny. Kiedy człowiek się przetleni, obniża się poziom dwutlenku węgla we krwi, która nabiera odczynu zasadowego.
– Alkalizacja oddechowa – mówi.
Ludzie popadają w zamroczenie. Przewracają się, słyszą dzwonienie w uszach, drętwieją im palce u rąk i nóg, odczuwają bóle w klatce piersiowej, oblewają się potem. To ma być uniesienie. Ludzie tarzają się po podłodze, z dłońmi skurczonymi w sztywne kleszcze.
To się uważa za ekstazę.
– Ludzie pracujący w biznesie religijnym mówią na to „odwalić homara” – powiada agent. – Nazywają to mówieniem językami.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (137-136)


Żeby nie pozostawić żadnych wątpliwości, koordynator informuje mnie, że agent pozwolił sobie upewnić się co do tego, że moja żona urodzi nasze pierwsze dziecko na zakończenie mojego dziewięciomiesięcznego tournee.
Długofalowe plany przewidują, że moja małżonka będzie miała sześcioro, może siedmioro dzieci, wzorowa rodzina wyznawców.
Koordynator występów mówi, że nie będę musiał ruszyć palcem.
Z mojego punktu widzenia to będzie niepokalane poczęcie.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (75)


…ze starej kultury niewolników nie może wyrosnąć nowa kultura ludzi wolnych.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (25)


2 cytaty – ale jakie!


Ludzie zapominają, że podróż donikąd też zaczyna się od pierwszego kroku.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (159)


Ten jeden jedyny raz agent spytał mnie, gdzie widzę samego siebie za pięć lat.
W grobie, powiedziałem. Widzę siebie, jak jestem trupem i gniję. Albo jako popiół. Widzę siebie spalonego na popiół.
Pamiętam, że miałem w kieszeni naładowany pistolet. Staliśmy we dwójkę za kulisami pełnego ludzi, mrocznego audytorium. Pamiętam, że był to wieczór mojego pierwszego wielkiego występu przed publicznością.
Widzę siebie nieżywego i w Piekle, powiedziałem.
Pamiętam, że tego wieczoru chciałem się zabić.
Założyłem sobie, powiedziałem agentowi, że pierwsze tysiąc lat spędzę w Piekle na jakiejś podrzędnej posadzie, ale potem chciałbym przejść na stanowisko kierownicze. Zostać prawdziwym członkiem drużyny. Piekło może się spodziewać ogromnego wzrostu udziału w rynku w następnym tysiącleciu. Chcę popłynąć na tej fali.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (137)


No właśnie.

2 cytaty – ale jakie?

Z jakiej książki je zaczerpnąłem?

Chuck Palahniuk „Rozbitek”

Cudaki

Seth Godin napisał i opublikował kolejną książkę: „We Are All Weird”, czyli „Wszyscy jesteśmy cudakami”. Natychmiast poprosiłem moją Kindelkę o ściągnięcie elektronicznej wersji tego, ostatniego w tym roku, dzieła autora. Po jednym kliknięciu i dwudziestu sekundach mogłem zagłębić się w lekturze.

Tak jak kilka poprzednich książek Godina, „We Are All Weird” to monotematyczny manifest omawiający kolejny aspekt przeobrażeń światowej gospodarki, dokonujących się w wyniku wszechobecności internetu. Tym razem rzecz jest o wyzwaniach marketingowych związanych z faktem, że klienci są różni i te firmy, które to zauważą i przestaną hołubić statystyczną normalność, znajdą bardzo ciekawe nisze rynkowe do zasiedlenia. Dawniej osoba „odbiegająca od normy” była po prostu lokalnym wybrykiem natury. Internet sprawił, że lokalność straciła swoje znaczenie i cudaki różnego autoramentu mogą tworzyć dość liczne globalne plemiona związane wspólną pasją lub poglądami. Będąc kreatywnym odmieńcem wyznającym te same wartości, możesz w nich znaleźć krąg wiernych odbiorców dla swojej twórczości.

I to wszystko na ten temat. :-)

Zgodnie z tradycją BIZNESU BEZ STRESU zamieszczam kilka cytatów, które uznałem za warte podkreślenia moim wirtualnym, kindlekowym markerem:


Uważam, że pchanie nas wszystkich w kierunku uniwersalnej normalności tylko po to, żebyśmy kupowali coraz więcej masowego chłamu, jest nieefektywne i złe. Biznesową okazję naszych czasów stanowi wspieranie cudaków, oferowanie im produktów i, jeśli tego chcesz, stawanie się jednym z nich.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 78)


W tej godzinie powinieneś podjąć dwie decyzje:
1. Czy chcesz tworzyć, oferować produkty i kierować swoją uwagę na szybko rosnącą populację osobników odbiegających od normy? Innymi słowy, po której stronie zamierzasz się opowiedzieć: obrony status quo czy wspierania odmienności?
i
2. Czy masz w sobie tyle siły, żeby zachęcać ludzi do działań prawych, użytecznych i przynoszących radość – w przeciwieństwie do tego, co system kazał im od zawsze robić? Czy sami powinniśmy decydować o swoich sprawach i innym pozwalać decydować o ich sprawach?

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 86)


Rynek masowy, wytwarzający przeciętne wyroby dla przeciętnych ludzi, został wynaleziony przez organizacje, które chciały, żeby ich fabryki i systemy działały wydajnie.
Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl o odwrotnej naturze tego stwierdzenia.
Najpierw była fabryka. Dzięki niej powstał rynek masowy. Nie na odwrót.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 98)


W manifeście tym nie mówię o cudakach z urodzenia. Mówię o ludziach, którzy podejmują świadomy wybór bycia odmiennymi.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 183)


Rozważmy tragiczny przypadek Van Gogha. Przez całe życie sprzedał tylko jeden obraz, żył w odosobnieniu przekonany, że jego sztuka jest (i zawsze będzie) odstawiana na boczny tor. Wyobraź sobie, jaki wpływ na jego życie i twórczość miałby kontakt z rosnącym kręgiem fanów i innych artystów.
Gdy artysta (nie tylko malarz, ale każdy, kto tworzy nowe idee i nowe dzieła) może liczyć na wzmocnienie oddziaływania swojej pracy, zmienia to zarówno jego samego, jak i podnosi poprzeczkę dla jego następców.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 309)


Pięćset lat temu władze Portugalii zakazały publikowania map Nowego Świata i innych podbijanych terytoriów. Nie chciały, żeby ktokolwiek dowiedział się, co tam jest. Wszechświatowa sieć i zamieszkujące ją plemiona łamią ten zakaz. Każdy publikuje dokładne mapy, dzięki czemu inni odkrywcy mogą poruszać się jeszcze szybciej.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 322)


Gdy się zbliżamy, rzeczywistość ulega obnażeniu. To już nie jest archetyp – to człowiek z krwi i kości. Może niewielkiego wzrostu, może ma tylko jedną nogę, może utyka, a może jego strój to łachmany. Z bliska praktycznie każdy jest nieco dziwny.
I w tym tkwi sedno sprawy: z bliska. Istota cyfrowych społeczeństw polega na tym, że ich członkowie mogą być teraz oglądani z bliska, a sieć pozwala nam skupiać nasze szkiełko badacza jednocześnie na wszystkich.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 606)


Zawsze, gdy społeczeństwo zauważa znaczącą odmienność, obrońcy status quo potępiają ją jako niemoralną. Zniesienie niewolnictwa było potępione jako niemoralne. Podobnie jak emancypacja kobiet czy ruch na rzecz pracy kobiet poza domem. Wiele pokoleń później większość z nas przekonała się, że było wręcz przeciwnie – przynajmniej w przypadku powyższych spraw i że nowa normalność (czyli ówczesna odmienność) stała się również nową moralnością.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 857)


Kiedy istotą religii przestaje być wiara, nadzieja, wyznanie, miłość i pozytywna zmiana, a wiodącą rolę zaczyna odgrywać posłuszeństwo, to takie organizacyjne utrwalanie status quo jest bezpośrednim zaczynem rodzącym odmienność. I w tym przypadku gra kartą moralności jest marnym pomysłem na budowę wspólnoty.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 863)