Tag: psychologia

PAW

PAWPrzed pojawieniem się w miejscach publicznych ludzie wkładają maski, żeby nikt nie dostrzegł ich prawdziwego oblicza. Niekoniecznie ohydnego, ale kto z nas jest bez skazy? Nobody’s perfect. Są jednak trzy czynniki, które potrafią obnażać ułomności naszego charakteru. Dzięki nim szydło niezawodnie wyłazi z worka. Te czynniki to PAW, czyli:

Czytaj dalej…

Lub odwlekanie

Przyznaję się: znacznie częściej niż powinienem nadaję moim wpisom mylące tytuły.

„Lub odwlekanie” jest jednym z przykładów tego nałogu. Absolutnie nie namawiam cię do polubienia odwlekania, ponieważ uważam je za jedną z najohydniejszych przywar natury ludzkiej. Wręcz przeciwnie, proponuję ci stosowanie sztuczki myślowej, która znacznie utrudni ci znajdowanie wymówek usprawiedliwiających nic-nie-robienie.

Sztuczkę tę wymyślił Derek Sivers.

Jeśli jesteś profesjonalnym odwlekaczem, twój wewnętrzny dialog z samym sobą może wyglądać na przykład tak:

– Wyszedłbym pobiegać, ale nie teraz.

– Jeśli nie teraz, to kiedy?

– Gdy uporam się ze sprzątaniem i będzie ładna pogoda i nie będę zbytnio najedzony i kupię sobie nowe buty.

I po bieganiu. Twój nawykły do wymyślania wymówek mózg dał ci dostatecznie wiele powodów, żeby zostać w domu. A gdybyś tak zamienił słowo „i” na „lub”? Wymówka brzmiałaby wówczas tak:

– Gdy uporam się ze sprzątaniem lub będzie ładna pogoda lub nie będę zbytnio najedzony lub kupię sobie nowe buty.

Hmmm… No właśnie… Warunki wstępne przestały współdziałać i straciły swoją moc. Teraz już nie przypominają betonowego, trzymetrowego muru nie do przeskoczenia. Wyglądają jak wątłe kijki wbite na twojej drodze. Z łatwością je ominiesz lub wyrwiesz z korzeniami.

Skończ z „i”, polub „lub”, żeby pokonać odwlekanie!

Ludzie jak balony

Zdecydowanie zgadzam się z opinią tych przedsiębiorców, którzy twierdzą, że wstępny, prawidłowy dobór współpracowników jest kluczowy dla powodzenia każdego przedsięwzięcia.

Prowadząc rekrutację, szukaj więc ludzi z odpowiednimi kwalifikacjami, ale akceptuj tylko tych, którzy mają pożądany przez ciebie kształt i kolor osobowości, bo…

Ludzie są jak balony.

I nie chodzi mi o to, że są nadęci. W wielu przypadkach ta dość trywialna analogia jest prawdziwa, ale nie ją mam tu na myśli.

Dorosły człowiek, tak jak opuszczający fabrykę balon, ma nadany kształt i kolor, które praktycznie przez całe jego życie pozostaną niezmienne. No, może z wyjątkiem cudownych nawróceń i traumatycznych wydarzeń, które uczynią go kimś zupełnie innym – całkiem innym balonem.

Zauważ, że gdy zaczynasz ściskać balon, czyli wywierać na niego presję, zmienia on kształt, choć często nie na taki, jaki sobie wymarzyłeś. Ale po ustaniu nacisku ochoczo wraca do swojej pierwotnej formy. Choćbyś nie wiem jak go „motywował”, zmiana będzie albo nietrwała (wystarczy, że się odwrócisz…), albo balon z hukiem pęknie i sflaczały upadnie na podłogę.

Z kolorem jest podobnie. Na pomalowanym balonie farba pęka, łuszczy się i odpada, a wyrysowane kształty przybierają zazwyczaj karykaturalny wygląd, który bardziej zależy od fizycznych właściwości gumowej powłoki niż od zamiaru malarza.

Przyjmij zatem do wiadomości, że nie uda ci się „wychować” pracownika. Bagaż genów, wychowania i życiowych doświadczeń, który przynosi na spotkanie rekrutacyjne, będzie ci towarzyszył przez długie lata owocnej lub żałosnej współpracy.

Nie kupuj balonu, jeśli nie podoba ci się jego kształt lub kolor.

Nie łudź się, że potem będzie lepiej, że twój wpływ zbawi zagubioną duszyczkę.

Nie zbawi.

Twój mózg chce wierzyć

Zakończyłem właśnie mozolne przekopywanie się przez, mające naukowe ambicje, dzieło Michaela Shermera „The Believing Brain” („Wierzący umysł”). Na 133 stronie autor wreszcie dociera do swojego głównego twierdzenia, którego udowadnianiu poświęcona jest cała książka:

Jak to jest, że ludzie zaczynają wierzyć w coś, co przeczy zdrowemu rozsądkowi? Odpowiedź zawarta jest w tezie tej książki: na początku jest wiara, a jej uzasadnienie pojawia się później – w postaci faktów, które mogą ją potwierdzać.

Przyznam, że znużyły mnie molekularne spekulacje na temat źródła powstawania przekonań w naszym umyśle, jednak całkiem możliwe, że już na tak niskim poziomie ludzki mózg jest silnie zorientowany na tworzenie modeli świata i szukanie dowodów potwierdzających ich poprawność. Niestety ta nadwrażliwość na wykrywanie prawidłowości powoduje znajdowanie ich także tam, gdzie ich nie ma, ponieważ nawet kuriozalne „wytłumaczenie sobie, jak działa świat” przynosi ulgę i przyjemność.

Jak zwykle mam kilka cytatów, na temat których możemy sobie podyskutować:


…wiara pojawia się szybko i naturalnie, zaś sceptycyzm powoli i z trudnością. Ponadto większość ludzi ma problemy z tolerowaniem sytuacji niejednoznacznych .

Michael Shermer „The Believing Brain” (135)


Fakt, że nie jesteśmy w stanie w naturalny sposób wyjaśnić jakiejś zagadki, nie oznacza, iż musimy od razu sięgać po wytłumaczenia oparte na siłach nadprzyrodzonych..

Michael Shermer „The Believing Brain” (158)


Metafora przedstawiająca ludzką pamięć jako taśmę wideo, na której zapisywane są i z której odtwarzane są wspomnienia, jest z gruntu fałszywa. W naszym mózgu nie ma żadnego magnetowidu. Wspomnienia powstają jako element skojarzeniowego procesu uczenia się polegającego na tworzeniu powiązań pomiędzy rzeczami i zdarzeniami zachodzącymi w otaczającym nas środowisku. Powtarzające się skojarzenia powodują tworzenie się nowych połączeń pomiędzy neuronami, następnie wzmacnianych pod wpływem kolejnych bodźców lub osłabianych w wyniku ich braku.
Czy pamiętasz swoje dziesiąte urodziny? A może pamiętasz, jak opowiadała ci o tym twoja matka, gdy miałeś piętnaście lat? A może pamiętasz zdjęcie z tej uroczystości, które oglądałeś w wieku dwudziestu lat? Najprawdopodobniej w tym przypadku na twoje wspomnienia składają się wszystkie te bodźce i zapewne jeszcze wiele innych.

Michael Shermer „The Believing Brain” (191)


Jak na krótko przed samobójczą (czy na pewno?) śmiercią napisał w swoim tekście Kurt Cobain, lider grupy rockowej Nirvana: „Fakt, że jesteś paranoikiem, wcale nie oznacza, iż nie mają cię na celowniku.”

Michael Shermer „The Believing Brain” (225)


„Ludzie mylili się, gdy sądzili, że ziemia jest płaska. Mylili się też, gdy uważali, że jest idealną kulą. Ale jeśli twierdzisz, że myślenie, iż ziemia jest kulą, jest równie nieprawidłowe, jak myślenie, że jest płaska, to mylisz się jeszcze bardziej niż oni.” – Isaac Asimov „The Relativity of Wrong”, 1989

Michael Shermer „The Believing Brain” (229)


Efekt potwierdzenia (błąd konfirmacji) (…) to tendencja do poszukiwania i znajdowania tych świadectw, które potwierdzają wcześniejsze przekonania i ignorowania lub reinterpretowania tych dowodów, które stoją w sprzeczności z tym, w co wierzymy.

Michael Shermer „The Believing Brain” (259)

Plama na prześcieradle

Właśnie odbywa się szkolenie dla grupy menedżerów średniego szczebla.

Prowadzący skutecznie skupia uwagę uczestników, sprawnie omawiając kolejne zagadnienia.

W pewnym momencie na scenie pojawiają się dwie młode, zgrabne asystentki, które rozpościerają duże, białe prześcieradło. Ze środka tej nieskazitelnie czystej kurtyny bezwstydnie łypie na widzów nieregularna, niebieska plama.

Asystentki zwijają prześcieradło i wychodzą, a prowadzący zadaje menedżerom następujące zadanie:

„Napiszcie na kartce, co przed chwilą zobaczyliście. Nie rozpisujcie się. Wystarczy jedno zdanie lub nawet jedno słowo.”

Wyniki tego eksperymentu są zawsze takie same. Przytłaczająca większość uczestników widzi plamę. Tylko nieliczni pamiętają o prześcieradle, a o asystentkach nie wspomina praktycznie nikt.

A ty?

Co widzisz wokół siebie?

Czy tylko plamy, niedoskonałości i skrzypiącą rzeczywistość?

Popatrz uważniej!

Czy dostrzegasz teraz biel prześcieradła, jego wielkość i to, że nie jest dziurawe?

A ludzie?

Czy potrafisz zauważyć swoich współpracowników, szefów i podwładnych?

Warto zobaczyć to, co tak łatwo umyka i wydaje się być tylko tłem, a w istocie stanowi sedno sprawy!

Cała wiedza świata

W mrocznych latach 1980-tych, w mojej głowie rozbłysło pewne marzenie. Pomyślałem sobie wówczas:

Fajnie by było, gdyby powietrze było nasycone całą wiedzą ludzkości.

I teraz, po niespełna trzydziestu latach, dysponujemy tym, co mnie wówczas tak zafascynowało: internet i sprytne telefony komórkowe udostępniają nam całą wiedzę ludzkości wszędzie tam, gdzie tylko mamy zasięg.

Każdy może za darmo czerpać z przepastnych zasobów Wikipedii, przeglądać katalogi dostawców z całego świata, czytać artykuły udostępniane przez ekspertów z najwyższej półki, a nawet oglądać bieżący kolor majtek tej czy innej celebrytki. Dla każdego coś miłego, interesującego lub rozwijającego.

Nie przewidziałem jednak, że ten powszechny i natychmiastowy dostęp do wiedzy wywoła tak olbrzymią niechęć do jej pogłębiania. Ludzie przestają się uczyć, gimnastykować swój umysł, bo przecież wszystko można obecnie wyguglać.

Wyguglać rzeczywiście można, ale niewytrenowany mózg nie jest w stanie wspiąć się na wyższe poziomy abstrakcji. Nie ma fundamentu podstawowej wiedzy umożliwiającego budowanie bardziej złożonych struktur koncepcyjnych.

Bo nie wystarczy przeczytać, że istnieją bramki logiczne NAND i NOR, żeby potem zrozumieć, jak działają komputery. Trzeba „czuć” sposób ich działania, na tej podstawie zbudować „czucie” działania przerzutników i dalej rejestrów oraz zbudowanych z nich większych układów logicznych, takich jak procesory, pamięci i interfejsy.

Nie wystarczy też posiadanie pod ręką wykazu instrukcji języka Java, żeby pisać dobre programy komputerowe. Umysł profesjonalnego programisty „myśli” w języku Java (albo C++, albo Ruby), jest nim po prostu przesiąknięty. Dzięki temu może on tworzyć złożone systemy, nie sprawdzając co chwilę, czy składnia użytej instrukcji jest prawidłowa, a średnik postawiony we właściwym miejscu.

Z jednej strony żyjemy więc we wspaniałym środowisku, które karmi nas swoim bogactwem informacyjnym, z drugiej jednak strony grozi nam epidemia powierzchowności i płytkiego pojmowania otaczającego nas świata.

Mam nadzieję, że ten wirus nierozumienia jeszcze cię nie dosięgnął. Życzę ci tego z całego serca!

Jesteś towarem

Jak użytkownik blue_beetle serwisu MetaFilter słusznie zauważył:

If you are not paying for it, you’re not the customer; you’re the product being sold.

Czyli, w wolnym tłumaczeniu:

Jeśli dostajesz coś za darmo, to TY jesteś w tej transakcji sprzedawanym towarem.

Warto o tym pamiętać w szale przedświątecznych zakupów, w powodzi promocji i niebywałych okazji, którymi karmią nas media i świątynie konsumpcjonizmu.

Zwykle w tym kontekście myślisz przede wszystkim o swoich danych osobowych, które są wyłudzane za pomocą „kart stałego klienta” lub różnych loterii i konkursów, gdzie „każdy uczestnik wygrywa”.

Ale nie twoje imię i nazwisko są w tej transakcji najważniejsze. Chodzi o to, żebyś zaprzedał swoją duszę, a właściwie, mówiąc językiem racjonalistów i ludzi marketingu, żeby zawładnąć twoją uwagą. Bo ludzka uwaga i czas to dobra, które występują na ziemi w ograniczonej ilości – w przeciwieństwie do bitów i fal elektromagnetycznych, które można wytwarzać i przetwarzać bez ograniczeń (dopóki starczy energii, ale tym się nikt nie przejmuje).

Pamiętaj o tym wszystkim wtedy, gdy twoje oczy oślepi blask wystawnych iluminacji świątecznych, a twoje uszy ogłuszy dźwięk radosnych dzwoneczków tandetnego, mikołajowego zaprzęgu wykonanego w milionach egzemplarzy przez kiepsko wynagradzanych chińskich pracowników.