Tag: kino

Deus ex machina

helbombaWyobraź sobie szachowy pojedynek o tytuł mistrza świata. Dwaj pretendenci siedzą naprzeciwko siebie i w skupieniu wpatrują się w szachownicę. Każdy z nich dysponuje armią gońców, skoczków, wież i pionów dowodzonych przez króla i hetmana. Reguły tej gry są doskonale znane i takie same dla wszystkich. Zwycięży ten, kto potrafi lepiej dowodzić swoimi oddziałami. Ten, kto z tej samej materii stworzy bardziej kunsztowne dzieło strategiczne. A teraz wyobraź sobie, że nagle…

Czytaj dalej…

Czteroćwiartkowa Wigilia

WIGILIA4W hollywoodzkim przemyśle filmowym istnieje takie określenie: „four-quadrant movie”, czyli „czteroćwiartkowy film”. Odnosi się ono do filmów, które są oglądane z przyjemnością przez wszystkich. Mądrale z Hollywoodu podzielili kinowe audytorium na cztery grupy zgodnie z dwiema liniami podziału: na kobiety i mężczyzn oraz na ludzi poniżej i powyżej 25 roku życia. Filmy familijne są typowym przekładem „czteroćwiartkowców”, ale nie tylko one. Zdarzają się też czteroćwiartkowe komedie romantyczne i horrory.

Czytaj dalej…

Nie ufasz mi?

Uwielbiam „Rybkę zwaną Wandą”.

Podczas montażu każdego filmu reżyserzy zwykle rezygnują z szeregu nakręconych scen, ponieważ byłyby one tylko gustownymi ornamentami niewzbogacającymi głównego wątku opowieści. Na przykład do „Rybki… ” nie został włączony następujący dialog:

Wanda: Nie ufasz mi?

Otto: Nie.

Wanda: Och, cóż za „miłe” oświadczenie z rana! Bardzo, bardzo „miłe”!

Otto: Hej, to nic osobistego. Nie ufam nikomu i nie chcę, żeby ktokolwiek mnie obdarzał zaufaniem. Nie poradziłbym sobie z tym. Czy wiesz, dlaczego tak wiele związków się rozpada? Przez zaufanie! Zaufanie! Ludzie nie mogą znieść tej presji. Znika spontaniczność…

Ta sarkastyczna i gorzka w swojej wymowie scena nie daje mi spokoju. Z jednej strony to wspaniałe, gdy masz w swoim otoczeniu ludzi, którym ufasz. Ale z drugiej strony takie pragnienie rozbudza twoje oczekiwania wobec rzeczywistości. Przestajesz być wdzięczny za to, co masz, i wystawiasz się na ciosy, kiedy ludzie cię zawodzą.

Może rzeczywiście lepiej nie ufać nikomu? W takim sensie, w jakim robi to Otto: po prostu jako standardowe podejście do bliźnich, a nie coś dramatycznie osobistego?

Jeden z ludzi sukcesu powiedział mi ostatnio, że nie ufa nikomu i wcale mu to nie przeszkadza w efektywnej współpracy z podwładnymi, klientami i konkurentami. Twierdzi, że jego pole działania jest w ten sposób oczyszczone z nieuzasadnionych oczekiwań rodzących niepotrzebne emocje.

A ty? Co o tym sądzisz?

Czy jesteś wystarczająco silny, żeby nikomu nie ufać?

Jak blisko śmierć…

TIR grozy

Jak blisko śmierć musi przejść obok nas,
By człowiek zrozumiał swój los?

To pytanie zadał Andrzej Bianusz w polskim tłumaczeniu tekstu słynnego przeboju Boba Dylana „Blowin’ in the Wind”.

Ja też sobie je ostatnio zadałem, gdy o sekundę spóźniłem się na spotkanie z łamiącym wszelkie przepisy i zdrowy rozsądek, rozpędzonym tirem. Na animacji, którą widzisz powyżej, jadę zielonym samochodem po swoim pasie, a czerwony tir mknie na wprost, nie zważając, że jego pas ruchu się w tym miejscu kończy. Gdybym był odrobinę szybszy, zostałbym staranowany albo zrolowany pod jego naczepą…

Na szczęście tak się nie stało i bezpiecznie wróciłem do domu. A tam odkryłem niezwykły, szokujący, brytyjski serial „Black Mirror”, który podrzuca do przemyślenia dylematy etyczne związane z kierunkiem rozwoju naszej cywilizacji.

Odcinek „Be Right Back” prowokuje do rozważań, co by było, gdyby zaoferowano usługę kontaktu ze zmarłymi osobami. A właściwie nie ze zmarłymi osobami, ale z ich symulatorami stworzonymi na podstawie wszystkich materiałów, które te osoby zamieściły w internecie. Na ile odtworzony sposób wyrażania się i tembr głosu dawałaby wrażenie obecności tych, którzy odeszli na zawsze? Na ile rozmowa z nimi pomagałaby ukoić żal po stracie ukochanych i odczuwać ich wsparcie w trudnych chwilach?

Fascynujące, nieprawdaż?

A puenta? Puenta tego wpisu jest taka, że gdyby tirami kierowały komputery, a nie ludzie, to mniejsze byłoby prawdopodobieństwo, że moje życie zawisłoby na włosku. Dlaczego? Bo choć czasami maszyna może ulec uszkodzeniu, to przynajmniej nie jest głąbem z kompleksami!