Tag: decyzje

Liczba mnoga od „anegdota”

W audycji radiowej na temat pasażerskich przewozów kolejowych usłyszałem dwie wypowiedzi:

Przedstawicielka kolei: „Na podstawie danych o sprzedaży biletów i analizy przepływu strumieni pasażerów stwierdzamy, że ludzie wolą podróżować w dzień. Na podróże kuszetkami lub wagonami sypialnymi decydują się tylko na najdłuższych trasach – na przykład z Rzeszowa do Szczecina”.

Dziennikarz: „Potrzeba więcej nocnych połączeń. Byłem niedawno na dworcu kolejowym i widziałem, że w nocy jest tam dużo ludzi”.

W rewelacyjnej książce Marka Horstmana „The Effective Manager” znalazłem wspaniały cytat odnoszący się do powyższych wypowiedzi:

Liczbą mnogą od „anegdota” nie są „dane”.

Cóż to oznacza?

Chodzi o to, że pojedyncze obserwacje (czyli właśnie „anegdoty z życia”) nie mogą służyć do interpretacji rzeczywistości, wyciągania uzasadnionych wniosków i podejmowania racjonalnych decyzji. Do każdego zagadnienia należy podchodzić z należnym mu szacunkiem i wolą zebrania odpowiedniej liczby miarodajnych danych.

Niestety większość poradników dotyczących rozwoju osobistego, gospodarowania czasem albo zarządzania budżetem domowym grzeszy właśnie takim anegdotycznym podejściem. Autor opisuje swoje własne sukcesy i porażki, by na ich podstawie udzielać porad, co robić, żeby życie było lekkie, łatwe i przyjemne.

Anegdoty są potrzebne, ale nie do tego, żeby wyciągać z nich ogólne wnioski. Właściwa kolejność analizy i opisu rzeczywistości jest następująca:

  1. Zebranie danych o zjawisku na podstawie naukowo uzasadnionej procedury.
  2. Stworzenie i opisanie modelu zjawiska, który odpowiada zebranym danym.
  3. Zilustrowanie zjawiska „anegdotą z życia” (niekoniecznie swojego).
  4. Wyciągnięcie wniosków i przedstawienie racjonalnego sposobu reagowania na analizowane zjawisko.

Pamiętaj: jedno zdarzenie reguły nie czyni!

I tego sobie, jako autorowi książek, oraz tobie, jako ich czytelnikowi, życzę z całego serca.

Nie lekceważ słonia!

Widzisz słonia?

Tam, daleko?

Nieduży jest. Mniejszy od kota. Prawie taki mały jak mysz.

Ale nie daj się zwieść pozorom.

Z daleka wszystko wydaje się małe. Ale im bardziej się zbliża, tym realniejszym staje się zagrożeniem.

Tak samo jest z problemami. Gdy są daleko, wcale nie są mniejsze, tylko sprawiają takie niepozorne wrażenie.

Dlatego zajmij się nimi, zanim w niepohamowanym pędzie skierują się w twoją stronę i… cię stratują.

Nie lekceważ słonia tylko z tego powodu, że jest daleko…

Zmniejszanie niewiedzy o niewiedzy

Po czwartkowym wpisie „Fortepian” jedna z czytelniczek podzieliła się ze mną wątpliwościami, co powinna robić ze swoją niewiedzą o własnej niewiedzy.

Czy świadomość tego, że istnieją potencjalnie groźne obszary rzeczywistości, o których nie ma zielonego pojęcia, powinna ją frustrować i skłaniać do zamartwiania się?

Czy z faktu, że więcej jest rzeczy, których nie wie, niż tych, które wie, wynika, iż powinna o nich wszystkich myśleć i natychmiast zostać przytłoczona ogromem wszechświata?

Czy jedyną rzeczą, którą może zrobić, jest przysłowiowe „usiąść i zapłakać”?

Otóż nie!

Po pierwsze zajmij się tylko tym, co dotyczy twoich zamierzeń i na co możesz mieć realny wpływ. Ta część twojej niewiedzy o niewiedzy jest stosunkowo niewielka. Wydaje się olbrzymia, ale tylko dlatego, że jest nieznana. Strach ma wielkie oczy!

Zamartwianie się nie jest żadnym rozwiązaniem, ponieważ… niczego nie rozwiązuje. Nic nie zmienia, oprócz pogarszania twojej motywacji do działania.

Co zatem zrobić ze swoją niewiedzą o własnej niewiedzy?

  1. Pierwszy krok polega na myślowej spekulacji. W każdym obszarze swojego działania musisz się zastanowić, gdzie może „tkwić haczyk”. Wszystkich haczyków nie odkryjesz, ale zbyt często ludzie w ogóle nie podejmują prób ich namierzenia. Moja Mama, kupując fortepian, słusznie założyła, że powinna zasięgnąć opinii eksperta. Umknął jej jednak fragment niewiedzy obejmujący potencjalne związki eksperta ze sprzedającym. Czy mogła to przewidzieć? Mogła, ale nie było to oczywiste. Dlatego dołóż wszelkich starań, żeby znaleźć jakiekolwiek obszary swojej niewiedzy, ale nie frustruj się, jeśli mimo twoich wysiłków niektóre z nich pozostaną poza zasięgiem twojego radaru.
  2. Drugi krok polega na zmniejszeniu wpływu odkrytego obszaru niewiedzy na własne działania. W przypadku zakupu fortepianu, moja Mama mogła zwrócić się do innego eksperta, żeby dokonał niezależnego sprawdzenia instrumentu. Mogła też tego nie robić, akceptując istnienie pewnego poziomu ryzyka. Być może koszt dodatkowej ekspertyzy przewyższałby wartość całej transakcji. Najważniejsze, żebyś miała świadomość tego, że robisz wszystko, co w twojej mocy, aby zapobiec niemiłym, kosztownym niespodziankom.

Świetny przykład przeanalizowania obszaru własnej niewiedzy i zastosowania środka zaradczego pokazano w firmie „Negocjator”. Główny bohater nie może zaufać nikomu ze swojego środowiska, żąda więc włączenia do akcji negocjatora pochodzącego całkowicie spoza „układu”. Osoby najprawdopodobniej nieuwikłanej w lokalne rozgrywki.

Oczywiście nigdy nie będziesz miała żadnej gwarancji, że zidentyfikowałaś wszystkie obszary swojej niewiedzy i skutecznie zapobiegłaś czającym się w nich niebezpieczeństwom. Nie o to jednak chodzi. Ważne jest to, że podjęłaś trud zastanowienia się i zrobiłaś w tym względzie tyle, ile się dało.

To nie jest wybór pomiędzy nic-nie-robieniem a zrobieniem wszystkiego. Namawiam cię do zrobienia CZEGOKOLWIEK. Chwila namysłu sprawi, że twoje osiągnięcia będą znacznie większe od rezultatów działania 95% przedstawicieli rodzaju ludzkiego!