Tag: raptularz

Do Władywostoku!

WLADYWOSW 2006 roku zacząłem prowadzić dziennik sportowy, w którym po każdym biegu pilnie zapisuję pokonany dystans, czas i warunki atmosferyczne. Zacząłem nieśmiało od 317 kilometrów rocznego przebiegu, żeby w 2016 roku dojść do ponad 100 kilometrów miesięcznie. Gdy podliczyłem to wszystko, okazało się, że przez 12 lat dobiegłem do Władywostoku! Nie do Władysławowa, nie do Białegostoku, ale do Władywostoku nad Morzem Japońskim! Mój biegowy licznik pokazuje dziś ponad 10 tysięcy kilometrów! I to nie jest moje ostatnie słowo!

Czytaj dalej…

Ile czasują włosy?

KWBARD1Mój niedawny wpis Ile to czasuje? zdobył olbrzymią popularność, ale też obnażył dość powszechne nieporozumienie związane z ograniczaniem liczby posiadanych przedmiotów. Otóż nie chodzi o to, żeby rezygnować ze wszystkiego, ale tylko z tego, co jest niepotrzebne lub nie sprawia właścicielowi osobistej przyjemności. Żeby nie być gołosłownym, postanowiłem wyjaśnić sprawę na przykładzie moich włosów.

Czytaj dalej…

Ostatni uśmiech

USMIECHPociąg ruszył. Stałem na korytarzu przy otwartym oknie. Wychyliłem się i pomachałem na pożegnanie mojemu tacie. Był sam na peronie małej mazurskiej stacji. Uśmiechnął się do mnie i odmachał z lekkim zawahaniem. Kto by pomyślał, że to był jego ostatni uśmiech, który zobaczyłem?

Czytaj dalej…

Miłość

Miłość 1

Słowa są niepotrzebne. Wystarczy spojrzeć na to zdjęcie, żeby nie mieć żadnej wątpliwości, że moi Rodzice się lubili, rozumieli i przyjaźnili.

Miłość 2

Słowa są niepotrzebne. Wystarczy spojrzeć na to zdjęcie, żeby dostrzec, jak wspaniałe miałem dzieciństwo. Moja Mama zawsze była w pobliżu i przeżywała ze mną wszystkie moje sukcesy i porażki.

Miłość 3

Słowa są niepotrzebne. Wystarczy spojrzeć na to zdjęcie, żeby poczuć, jak wielką siłą i odpornością na przeciwności losu obdarzał mnie przy każdej okazji mój tata.

Słowa są niepotrzebne…

Fortepian

YZA

W nawiązaniu do mojego wpisu sprzed tygodnia „Nie ufasz mi?” przypomniało mi się rozczarowanie, jakie swego czasu przeżyła moja Mama. Na powyższym zdjęciu zdaje się szukać niebiańskiej inspiracji do swojej różnorodnej twórczości.

Mama lubiła i rozumiała muzykę. W trudnych powojennych latach jej marzeniem stało się posiadanie fortepianu, na którym mogłaby pomuzykować. W połowie XX wieku porządny instrument był czymś luksusowym i zbyt drogim dla młodej osoby dopiero zaczynającej PRL-owską karierę zawodową. Mama wdrożyła zatem plan oszczędnościowy i po pewnym czasie uzbierała odpowiednią kwotę. Oczywiście kwota ta wystarczała tylko do zakupu używanego instrumentu w dobrym stanie, a nie „nówki-sztuki nieśmiganej”.

Jako osoba przezorna moja Mama wynajęła eksperta do zbadania fortepianu, który sobie upatrzyła. Fachowiec potwierdził, że wszystko jest w porządku i transakcja została zawarta. Instrument pojawił się w domu i stał się źródłem radości oraz mnóstwa pięknych dźwięków. Czas jednak płynął, a wraz z nim zaczął płynąć cały strój fortepianu. Coraz większy fałsz wdzierał się we wspaniałe melodie Beethovena, Chopina i Straussa.

Mama zaprosiła więc stroiciela, żeby przywrócił prawidłowe brzmienie niesfornych strun. Okazało się to niestety niemożliwe. To znaczy przez kilka dni po nastrojeniu wszystko wracało do normy, ale potem znowu potrzebna była korekta. Dlaczego? Ponieważ fortepian miał pękniętą ramę, na której naciągnięte były jego struny.

Jak to możliwe, że ekspert badający instrument nie dostrzegł tego krytycznego uszkodzenia? Otóż dostrzegł, ale za dochowanie tej tajemnicy został odpowiednio wynagrodzony przez sprzedającego…

Mama nie kupiła już kolejnego fortepianu, a ta przykra historia jest dowodem na to, że najbardziej powinniśmy obawiać się rzeczy, o których nie wiemy, że nie wiemy. W tym właśnie obszarze czają się prawdziwe niebezpieczeństwa. Sprawy, o których wiemy, że nie wiemy, nie są dla nas tak groźne.

Jaka stąd nauczka?

Strzeż się tego obszaru swojej niewiedzy, z którego istnienia nie zdajesz sobie nawet sprawy!

O moim Tacie

Tata Alpy

1997 rok. Pierwszy raz wybraliśmy się z Tatą na narty do Austrii. Mój Tata uwielbiał ten sport. Śmigaliśmy po 3-tysięcznikach, nie wiedząc, że to nasz ostatni wspólny wypad w góry. Ostatnia zima i ostatni śnieg. Pierwszy i ostatni lodowiec. To były czasy…

Jeśli chcesz poznać bliżej mojego Tatę, przeczytaj, proszę, te cztery wpisy:

Trzymaj się, Tato, gdziekolwiek jesteś!

Była sobie rodzinka…

Była sobie rodzinka… Zimą na dwa tygodnie wyprawiała się w góry. Tata i synek jeździli na nartach, a Mama spacerowała, fotografowała i rysowała. Mieszkali w starym góralskim domu, który nie spełniał może wszystkich europejskich norm, ale witał przybyszy gościnną atmosferą, jakiej dziś nie ma żaden pięciogwiazdkowy kombinat turystyczny zwany pensjonatem.

Zostały wspomnienia, kilka albumów z czarno-białymi zdjęciami i trzy rysunki.

Dziękuję Ci, Mamo!

Dzień Matki 2016 A - Bukowina Tatrzańska

Dzień Matki 2016 B - Bukowina Tatrzańska

Dzień Matki 2016 C - Bukowina Tatrzańska