Tag: ekonomia

Pracownicy i zasoby ludzkie

Jeżeli myślałeś, że poprzedni wpis „Odklejeni od rzeczywistości” był szczytem subiektywizmu i wrednego kapitalistycznego podejścia autora BIZNESU BEZ STRESU, to się myliłeś. Pod wpisem tym pojawił się znakomity komentarz czytelnika orginal_replica, zawierający między innymi osobistą przypowieść przedsiębiorcy o przekazywaniu firmy pracownikom, którzy nawet za darmo nie chcą otrzymać w spadku dochodowego biznesu. Ponieważ nie wszyscy czytają komentarze i nie pojawiają się one w kanale RSS, postanowiłem zacytować ten tekst w ramach dzisiejszego wpisu. Słowa są ostre i bezkompromisowe, ale przypominam, że można spotkać ludzi, których one nie dotyczą – pracowników, na których można zawsze polegać i którzy dołożą wszelkich starań, żeby każdą sprawę doprowadzić do korzystnego dla firmy finału. Mam nadzieję, że Ty, Drogi Czytelniku, należysz do tego grona.

Oto komentarz czytelnika orginal_replica:

Kilka lat temu pisaliśmy o podobnym problemie. Dosyć ostro opisałem [cenzura – pejoratywne określenie grupy osób, które zachowują się w sposób niekulturalny], która pracuje w większości firm. Zostałem za to zganiony przez Damę Blogową. I rzeczywiście – z punktu widzenia pracodawcy jest lepiej mówić o bezcennych siłach, które utrzymują firmę w ruchu :))). Za kogo on (pracodawca) ich ma – nie musi mówić; i to jest święto prowda.

Ale – w każdej firmie są pracownicy i zasoby ludzkie. Zasoby to jest ta część, która ma nikłe lub żadne umiejętności (chodzący przewód pokarmowy), łatwo zastępowalne przez inne jednostki z tego klastra. Wymagają bardzo dużo uwagi i nadzoru, sześć razy przytaknie, że rozumie, po czym tak schrzani robotę jak nikt przedtem. W poniedziałki potrzebuje urlopu na żądanie. Danie wypłaty w środku tygodnia to zezwolenie na kolejny urlop na żądanie do następnego poniedziałku.

Zupełnie nieistotny jest tu poziom formalnego wykształcenia. Któryś z przedmówców pisał o mizerii absolwentów szkół prywatnych. Od 20 lat mam te same doświadczenia – absolwenci 85% kierunków wyższej szkoły gotowania na gazie czy ultrafioletowej pielęgnacji paznokci są ofiarami marketingu i braku rozeznania własnych rodziców. Im razem się wydaje, że jak zapłacą, to dostaną produkt, o którym myśleli/marzyli dla swoich dzieci. Tylko – ci rodzice nie mają pojęcia jak powinien ów produkt wyglądać – no bo skąd? Wałęsa miał im powiedzieć?

Nie pojawia się w małej główce wątpliwość dlaczego dzieci prawnika, lekarza, inżyniera startują do uniwersytetu państwowego i przechodzą ciężki egzamin wstępny?

Nie ma kalkulacji – albo korepetycje, żeby się dostać na UW czy inny UAM i potem pomoc materialna dziecku przez 5 lat, albo tanie czesne w WYŻSZEJ SZKOLE CZEGOŚ TAM, zajęcia w soboty i niedziele i w perspektywie zmywak w Cork, jeśli dziecko opanuje „komunikatywnie” angielski. Wariant drugi to „sukces” polskiej prowincji. Wykołowanej i chcącej prostego obrazu świata „są chipsy, jest zabawa!”

No to kupują kolejną paczkę chipsów. A potem ma się 30 lat i pretensje do świata, że 10 ostatnich zostało zaprzepaszczone. Pytanie – dzięki komu?

Jeśli potrzebuję nowych pracowników z pojemnika „zasoby ludzkie”, to daję ogłoszenie do prasy – otrzymuję 200 zgłoszeń (z tego 100 wysyłanych wszędzie, często nie z moim adresem). Selekcjonuję 40-50 – na telefon odpowiada 20, spośród nich umawia się na spotkanie 15 osób. Przychodzi 5 – reszta nie ma świadomości, że niestawienie się na umówione spotkanie wymaga przynajmniej telefonu odwołującego. Z tych 5 osób 3 nie nadają się do tej pracy, z pozostałych 2 po miesiącu zostaje jedna, bo drugiej np. „mąż zabronił pracować na pierwszą zmianę!” I to jest sukces rekrutacji!!!

Drugi gatunek to pracownicy – osoby rozumiejące ekonomikę firmy, zarządzające zasobami ludzkimi. Zazwyczaj wykształceni w uczelniach państwowych lub samorodki wyselekcjonowane w procesie rekrutacji wewnętrznej. Ich główna cecha to odpowiedzialność za to, co robią. Chęć dokształcania się. Ale często strach przed samodzielnym podejmowaniem decyzji. Tu pracodawca ma duże pole do popisu.

I to te osoby stanowią fundament każdej firmy, jej image.

Trzeba również wiedzieć, że nic nie jest dane raz na zawsze. Dlatego dobrze jest umieć wyselekcjonować osobę spośród pracowników, która osiadła na laurach i zajęła się obroną uzyskanej pozycji. Wtedy krótka piłka – likwidacja stanowiska i wypowiedzenie bez żadnych sentymentów. Rok później trzeba będzie użyć cztery razy mocniejszych argumentów.

I na koniec ciekawostka potwierdzająca tezę, że tylko około 3% ludzi chce i ma odwagę zajmować się biznesem.

W końcu ubiegłego roku wyjeżdżałem na dłużej za granicę i postanowiłem skończyć z działalnością gospodarczą. W lipcu wręczyłem wymówienia wszystkim pracownikom i jednocześnie przedstawiłem im ofertę bezpłatnego przejęcia mojej firmy wraz ze zleceniami i całą bazą danych. Miałem czwórkę pracowników (niektórzy byli u mnie 15 lat) i 50 osób zasobów ludzkich. Wszyscy pracownicy potraktowali moją propozycję jako osobisty zamach na ich… nie wiadomo co? Chciałem im oddać firmę, która dałaby im dochód 4 razy większy od ich pensji. Za friko. Po bardzo burzliwym dniu, kiedy mnie odsądzono od wszelkich uczuć ludzkich (jak śmiem im proponować odpowiedzialność za ich własną firmę!) – zrezygnowałem z pomysłu. Znalazłem młodą osobę, która przejęła po rodzicach biznes i przekazałem jej całość mojej firmy wraz z pracownikami i zasobami ludzkimi. Poprosiłem, żeby pracownikom obcięła na początku uposażenie o 30%, żeby mieć z czego podwyższać, kiedy będzie potrzeba. Zrobiła to i ma ich wszystkich do dyspozycji, ale nie na umowie o prace – jak ja – lecz na zleceniu.

I w ten sposób poznałem cenę odwagi samodzielnej działalności gospodarczej.

Odklejeni od rzeczywistości

„Skąd biorą się tak odklejeni od rzeczywistości ludzie?” – zastanawia się Robert z Katowic, właściciel firmy reklamowej, który, tak jak wielu innych pracodawców, nie może zrozumieć beztrosko aroganckiej postawy nowego pokolenia pracowników. Pokolenia, które uważa, że należy mu się godna płaca za… samą przyjemność obcowania z nimi w ściśle przez nich wyznaczonych przedziałach czasu. Bo oczywiście o 16-tej idą na basen, a w lipcu wybierają się w Himalaje. Konieczność zostania po godzinach to zamach na ich wolność osobistą. W ostateczności mogą na to przystać, ale żeby to się więcej nie powtórzyło! No i za to niezwykłe wyrzeczenie należą im się dwa dni wolnego plus specjalna premia.

Zamieszczony w ostatnim wydaniu „Dużego Formatu” (czwartkowy dodatek do Gazety Wyborczej) artykuł pod tytułem „Oburzonych zapraszam do pracy” zawiera wypowiedzi pracodawców przerażonych postawą pokolenia Y, składającego się w większości z ludzi, którzy są oburzeni, że nie przygotowano dla nich miejsc pracy, a właściwie miejsc realizacji ich aspiracji – przede wszystkim finansowych. Firma to dla nich miejsce wypłaty wynagrodzenia pozwalającego wygodnie przeżyć i rozwijać swoje zainteresowania. O to, skąd biorą się te pieniądze, niech martwi się pracodawca.

Ale niestety ten wredny pracodawca nie ma drukarni banknotów. Naga prawda jest taka, że to klient przynosi do firmy pieniądze. I to tylko wtedy, kiedy jej pracownicy sprawią, że będzie zadowolony z ich usług. Zadziwiające, że tak trudno to zrozumieć.

Wielu młodych ludzi nie chce tej prostej zasady przyjąć do wiadomości i wolą, z dumnie uniesionym czołem, głosić wszem i wobec, że:

Dla ludzi z ich wykształceniem w tym kraju nie ma pracy!

Ferdynand Kiepski, nieudacznik z polsatowskiego serialu, staje się dziś wzorcem dla młodego pokolenia. BRAWO!

Jakim wykształceniem? O czym my tu w ogóle mówimy?

Abstrahując od faktu, że wiele uczelni uczy na niby, a studenci studiują na niby, sama, nawet najgłębsza wiedza teoretyczna to zaledwie punkt zaczepienia do zdobywania doświadczenia zawodowego. A doświadczenie można zdobyć tylko, prezentując aktywną postawę, podejmując nowe wyzwania, nie licząc co do minuty czasu pracy i starając się, żeby klient był autentycznie zadowolony z tego, co robimy. Kto tego nie rozumie, jest reliktem PRL-u.

Swoją drogą to ciekawe, że postawa „czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy” przetrwała zawieruchę zmiany ustroju i odżyła w nowej, konsumpcjonistycznej formie w mózgach pokolenia Y. A może po prostu jest to bezmyślność właściwa większości społeczeństwa, które uważa, że pracodawca powinien płacić, ale nie wymagać, bo wymaganie godzi w wolność osobistą człowieka.

Zastanówcie się nad tym, a szczególnie nad jedną banalną kwestią:

Skąd się biorą pieniądze, które wypłaca wam właściciel firmy?

Czysta energia przekrętu

Każdy kraj ma przekręty godne potęgi jego gospodarki. W związku z tym nie wiem, czy się cieszyć, czy smucić, że nasze przekręty polegają na podkradaniu tłucznia z budowy autostrady albo „przewymiarowywaniu” stadionów o kilkaset tysięcy złotych.

O ileż większe możliwości mają kreatywni biznesmeni w Stanach Zjednoczonych!

Weźmy przykład producenta paneli słonecznych – firmy Solyndra, z której historią można zapoznać się tu: „Fremont’s high-flying Solyndra hits a rough patch” (mercurynews.com). W skrócie było to tak:

  • 2005-05: Chris G. (doktorat na Uniwersytecie Stanforda) zakłada firmę Solyndra;
  • 2008-10: Solyndra wkracza na rynek paneli słonecznych (panele cylindryczne);
  • 2009-03: Solyndra otrzymuje rządowe gwarancje kredytowe: $535 000 000;
  • 2009-09: Sekretarz ds. Energii Steven C. i Gubernator Arnold S. wmurowują kamień węgielny;
  • 2009-12: Solyndra rozpoczyna przygotowywanie oferty publicznej;
  • 2010-03: Audyt wykazuje, że Solyndra pozyskała $970 000 000 i ma $557 700 000 długu;
  • 2010-05: Prezydent Barack O. odwiedza Solyndrę, żeby wyrazić wsparcie dla czystej energii;
  • 2010-06: Solyndra rezygnuje z przygotowywania oferty publicznej;
  • 2010-07: Nowym szefem firmy zostaje Brian H.;
  • 2010-11: Solyndra zamyka pierwszy zakład produkcyjny i zmniejsza plany produkcyjne.

Kiedyś mówiło się:

„There’s no business like show business.”

czyli „Żaden biznes nie dorówna show-biznesowi”.

Teraz czas na nowe hasło:

„There’s no scam like clean energy scam.”

czyli „Żaden przekręt nie dorówna czystej energii przekrętu”.

Może nie jest to perfekcyjne tłumaczenie, ale fajnie brzmi. :-)

Cudaki

Seth Godin napisał i opublikował kolejną książkę: „We Are All Weird”, czyli „Wszyscy jesteśmy cudakami”. Natychmiast poprosiłem moją Kindelkę o ściągnięcie elektronicznej wersji tego, ostatniego w tym roku, dzieła autora. Po jednym kliknięciu i dwudziestu sekundach mogłem zagłębić się w lekturze.

Tak jak kilka poprzednich książek Godina, „We Are All Weird” to monotematyczny manifest omawiający kolejny aspekt przeobrażeń światowej gospodarki, dokonujących się w wyniku wszechobecności internetu. Tym razem rzecz jest o wyzwaniach marketingowych związanych z faktem, że klienci są różni i te firmy, które to zauważą i przestaną hołubić statystyczną normalność, znajdą bardzo ciekawe nisze rynkowe do zasiedlenia. Dawniej osoba „odbiegająca od normy” była po prostu lokalnym wybrykiem natury. Internet sprawił, że lokalność straciła swoje znaczenie i cudaki różnego autoramentu mogą tworzyć dość liczne globalne plemiona związane wspólną pasją lub poglądami. Będąc kreatywnym odmieńcem wyznającym te same wartości, możesz w nich znaleźć krąg wiernych odbiorców dla swojej twórczości.

I to wszystko na ten temat. :-)

Zgodnie z tradycją BIZNESU BEZ STRESU zamieszczam kilka cytatów, które uznałem za warte podkreślenia moim wirtualnym, kindlekowym markerem:


Uważam, że pchanie nas wszystkich w kierunku uniwersalnej normalności tylko po to, żebyśmy kupowali coraz więcej masowego chłamu, jest nieefektywne i złe. Biznesową okazję naszych czasów stanowi wspieranie cudaków, oferowanie im produktów i, jeśli tego chcesz, stawanie się jednym z nich.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 78)


W tej godzinie powinieneś podjąć dwie decyzje:
1. Czy chcesz tworzyć, oferować produkty i kierować swoją uwagę na szybko rosnącą populację osobników odbiegających od normy? Innymi słowy, po której stronie zamierzasz się opowiedzieć: obrony status quo czy wspierania odmienności?
i
2. Czy masz w sobie tyle siły, żeby zachęcać ludzi do działań prawych, użytecznych i przynoszących radość – w przeciwieństwie do tego, co system kazał im od zawsze robić? Czy sami powinniśmy decydować o swoich sprawach i innym pozwalać decydować o ich sprawach?

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 86)


Rynek masowy, wytwarzający przeciętne wyroby dla przeciętnych ludzi, został wynaleziony przez organizacje, które chciały, żeby ich fabryki i systemy działały wydajnie.
Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl o odwrotnej naturze tego stwierdzenia.
Najpierw była fabryka. Dzięki niej powstał rynek masowy. Nie na odwrót.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 98)


W manifeście tym nie mówię o cudakach z urodzenia. Mówię o ludziach, którzy podejmują świadomy wybór bycia odmiennymi.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 183)


Rozważmy tragiczny przypadek Van Gogha. Przez całe życie sprzedał tylko jeden obraz, żył w odosobnieniu przekonany, że jego sztuka jest (i zawsze będzie) odstawiana na boczny tor. Wyobraź sobie, jaki wpływ na jego życie i twórczość miałby kontakt z rosnącym kręgiem fanów i innych artystów.
Gdy artysta (nie tylko malarz, ale każdy, kto tworzy nowe idee i nowe dzieła) może liczyć na wzmocnienie oddziaływania swojej pracy, zmienia to zarówno jego samego, jak i podnosi poprzeczkę dla jego następców.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 309)


Pięćset lat temu władze Portugalii zakazały publikowania map Nowego Świata i innych podbijanych terytoriów. Nie chciały, żeby ktokolwiek dowiedział się, co tam jest. Wszechświatowa sieć i zamieszkujące ją plemiona łamią ten zakaz. Każdy publikuje dokładne mapy, dzięki czemu inni odkrywcy mogą poruszać się jeszcze szybciej.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 322)


Gdy się zbliżamy, rzeczywistość ulega obnażeniu. To już nie jest archetyp – to człowiek z krwi i kości. Może niewielkiego wzrostu, może ma tylko jedną nogę, może utyka, a może jego strój to łachmany. Z bliska praktycznie każdy jest nieco dziwny.
I w tym tkwi sedno sprawy: z bliska. Istota cyfrowych społeczeństw polega na tym, że ich członkowie mogą być teraz oglądani z bliska, a sieć pozwala nam skupiać nasze szkiełko badacza jednocześnie na wszystkich.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 606)


Zawsze, gdy społeczeństwo zauważa znaczącą odmienność, obrońcy status quo potępiają ją jako niemoralną. Zniesienie niewolnictwa było potępione jako niemoralne. Podobnie jak emancypacja kobiet czy ruch na rzecz pracy kobiet poza domem. Wiele pokoleń później większość z nas przekonała się, że było wręcz przeciwnie – przynajmniej w przypadku powyższych spraw i że nowa normalność (czyli ówczesna odmienność) stała się również nową moralnością.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 857)


Kiedy istotą religii przestaje być wiara, nadzieja, wyznanie, miłość i pozytywna zmiana, a wiodącą rolę zaczyna odgrywać posłuszeństwo, to takie organizacyjne utrwalanie status quo jest bezpośrednim zaczynem rodzącym odmienność. I w tym przypadku gra kartą moralności jest marnym pomysłem na budowę wspólnoty.

Seth Godin „We Are All Weird” (Amazon Kindle location 863)


Atlas zbuntowany

Pierwsza połowa XX wieku zmyliła wielu amerykańskich intelektualistów.

Gdy świat leczył rany po I Wojnie Światowej, Rosja przeobraziła się w Kraj Rad, który, z dumnie podniesioną głową, wyniósł do władzy robotnika i kucharkę.

Gdy świat pogrążył się w wielkim kryzysie na przełomie lat 20-tych i 30-tych XX wieku, Kraj Rad był jedynym państwem, które nie zauważyło tej depresji i kontynuowało elektryfikację oraz inne wielkie inwestycje zgodnie z centralnie wyznaczanym planem.

Gdy przyszło światu powstrzymać niemieckie podboje podczas II Wojny Światowej, to niezwyciężona Armia Czerwona wkroczyła do Berlina i to jej dowódcy przyjęli kapitulację III Rzeszy.

W latach 40-tych i 50-tych znaczna część społeczeństwa amerykańskiego zauroczyła się ideami sprawiedliwości społecznej. Z perspektywy mieszkańca podmiejskiego domku jednorodzinnego, zazdroszczącego swojemu szefowi znacznie większego metrażu, Kraj Rad mógł wydawać się lekiem na wszelkie zło.

Bo, jak mówi stare powiedzenie, najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma.

Nic dziwnego, że ta atmosfera entuzjazmu musiała działać na Ayn Rand jak płachta na byka. Ayn Rand urodziła się 2 lutego 1905 roku w Sankt Petersburgu jako Alissa Zinowiewna Rosenbaum i dopiero w 1926 roku, po skończeniu studiów wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Miała więc możliwość powąchać, czym naprawdę pachną wiecznie żywe idee Lenina.

Jako osoba inteligentna dostrzegła, że natura ludzka nie zmienia się w wyniku uchwalenia ustawy lub opublikowania dekretu. Ludzie dostosowują się do nowych warunków, ale nadal, z taką samą determinacją walczą o swoje. Im bardziej skomplikowany i centralnie zarządzany jest ustrój danej społeczności, tym większe jest pole do popisu dla szumowin i pozbawionych skrupułów miernot. Człowiek zdolny i uczciwy ma szansę tylko wtedy, gdy zasady działania są proste i dające się jednoznacznie interpretować.

Ayn Rand rozumiała, że realizacja zasady „żołądki mamy jednakowe” nieuchronnie prowadzi do wspólnego dzielenia biedy, zamiast mnożenia bogactwa.

Jednym z najważniejszych dzieł Ayn Rand jest wydany w 1957 roku „Atlas zbuntowany”, w którym rysuje ona czarny scenariusz wdrażania wynaturzonych zasad sprawiedliwości społecznej w Stanach Zjednoczonych i przykrych konsekwencji tego procesu. Książka liczy ponad 1300 stron, czytam ją uważnie i wynotowuję co ciekawsze cytaty. Będę je kolejno publikował na łamach BIZNESU BEZ STRESU, mając nadzieję, że staną się przedmiotem ciekawych dyskusji oraz zasieją ziarno liberalizmu w jak największej liczbie głów.

Czas na pierwszy (dla znających tę książkę oczywisty) cytat:


– Kim jest John Galt?

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (19)


[2011-08-12] Atlas zbuntowany – branie odpowiedzialności


– Powiedziałaś, że zamówiłaś szyny u Reardena? – zapytał, unikając jej wzroku.
– Wczoraj wieczorem. Zadzwoniłam do nich z Cleveland.
– Przecież zarząd tego nie zatwierdził. Ja nie zatwierdziłem. Nie konsultowałaś się ze mną.
Wyciągnęła rękę, podniosła słuchawkę stojącego na biurku telefonu i podała mu.
– Zadzwoń i odwołaj – powiedziała.
James Taggart odsunął się.
– Tego nie powiedziałem – rzekł ze złością. – Tego bynajmniej nie powiedziałem.
– A zatem zostaje?
– Tego też nie powiedziałem.
Odwróciła się.
– Eddie, powiedz im, żeby przygotowali umowę z Rearden Steel. Jim ją podpisze. – Wyjęła z kieszeni zmięty kawałek papieru i rzuciła mu. – Tu są liczby i warunki.
– Ale zarząd nie… – zaczął James Taggart.
– Zarząd nie ma z tym nic wspólnego. Upoważnili cię do zakupu szyn trzynaście miesięcy temu. To, od kogo je kupisz, zależy od ciebie.
– Nie uważam, aby właściwe było podejmowanie takiej decyzji bez dania zarządowi szansy wyrażenia opinii. I nie rozumiem, dlaczego miałbym brać na siebie odpowiedzialność.
– Ja ją biorę.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (37-38)


[2011-08-15] Atlas zbuntowany – sprzeczności nie istnieją


– Udzielę ci wskazówki. Sprzeczności nie istnieją. Kiedykolwiek myślisz, że masz do czynienia ze sprzecznością, sprawdź przesłanki. Odkryjesz, że jedna z nich jest fałszywa.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (244)


[2011-08-16] Atlas zbuntowany – zaklinanie rzeczywistości


– Nie widzę najmniejszej potrzeby natychmiastowego działania – powiedział z urazą w głosie. – Co właściwie uważasz za tak alarmujące w obecnej sytuacji Taggart Transcontinental?
– Konsekwencje twojej polityki, Jim.
– Jakiej polityki?
– Na przykład tego trzynastomiesięcznego eksperymentu z Associated Steel. A także twojej meksykańskiej katastrofy.
– Zarząd zatwierdził umowę z Associated Steel – rzucił pospiesznie. – Zarząd głosował za budową linii San Sebastian. Nie rozumiem zresztą, dlaczego nazwałaś ją katastrofą.
– Ponieważ meksykański rząd wkrótce znacjonalizuje twoją linię.
– To kłamstwo! – Taggart prawie krzyczał. – To po prostu wredne plotki! Wiem z całkowicie wiarygodnego źródła, że…
– Nie pokazuj po sobie, że się boisz, Jim – rzekła drwiąco.
Nie odpowiedział.
– Nie ma sensu teraz panikować – powiedziała. – Wszystko, co możemy zrobić, to postarać się zamortyzować cios. A nie będzie to łatwe. Czterdzieści milionów dolarów to strata, po której nie od razu się pozbieramy. Ale Taggart Transcontinental przetrwało już wiele ciężkich ciosów. Dopilnuję, żeby i ten przetrwało.
– Odmawiam rozważania.tej możliwości. Absolutnie odmawiam rozważania możliwości, że linia San Sebastian może zostać znacjonalizowana.
– W porządku. Nie rozważaj jej.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (41)


[2011-08-17] Atlas zbuntowany – co jest uczciwe?


– Rozważmy sytuację przemysłu rud żelaza. Produkcja krajowa spada w zastraszającym tempie, zagrażając istnieniu całego hutnictwa. W całym kraju zamyka się huty. Jest tylko jedno przedsiębiorstwo górnicze, którego nie dotyka powszechna tendencja. Produkuje dużo i zawsze na czas. Kto jednak na tym korzysta? Nikt oprócz właściciela. Czy uważasz, że to uczciwe?
– Nie – rzekł Taggart – to nie jest uczciwe.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (69)


[2011-08-18] Atlas zbuntowany – autorytety?


– Państwowy Instytut Naukowy stanowi reprezentację największych umysłów tego kraju, panie Rearden.
– Tak mówią.
– Z pewnością nie chce pan przeciwstawiać ich ocenie swojego prywatnego zdania?
Chcę.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (221)


[2011-08-19] Atlas zbuntowany – okrucieństwo, podłość i egoizm


– Oto całe twoje okrucieństwo, podłość i egoizm! Gdybyś kochał swojego brata, dałbyś mu pracę, na którą nie zasłużył, właśnie dlatego, że na nią nie zasłużył – to byłaby prawdziwa miłość, życzliwość i braterstwo. Bo niby do czego służy miłość? Jeśli ktoś zasługuje na posadę, nie ma nic cnotliwego w tym, że mu się ją da. Cnotą jest dawanie tym, którzy nie zasługują.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (256)


– To naprawdę bardzo proste. Jeśli powiesz pięknej kobiecie, że jest piękna, co jej ofiarowałeś? To zwykły fakt, którego stwierdzenie nic cię nie kosztowało. Ale jeśli powiesz to brzydkiej kobiecie, ofiarujesz jej wielki hołd w postaci degeneracji pojęcia piękna. Kochać kobietę za jej zalety, nic nie znaczy. Ona na to zarobiła, to zapłata, a nie podarunek. Ale kochać ją za jej przywary – oto prawdziwy prezent, niezarobiony i niezasłużony. Kochać ją za jej przywary, to zbezcześcić dla niej wszelkie cnoty – i właśnie to jest prawdziwym hołdem miłości, bo wtedy poświęcasz swoje sumienie, swój rozum, swoją uczciwość i swoje nieocenione poczucie własnej wartości.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (367)


[2011-08-20] Atlas zbuntowany – cel działalności


– Nie wiem, dlaczego nazywasz moje postępowanie parszywym. Sądziłem, że rozpoznasz w nim mój szczery wysiłek wcielenia w życie tego, czego dziś uczą na całym świecie. Czyż nie uważa się powszechnie, że bycie samolubnym jest złe? W kwestii projektu San Sebastian wykazałem się całkowitą bezinteresownością. Czyż nie jest złem dążenie do realizacji osobistych celów? Nie miałem w tym projekcie żadnego osobistego celu. Nie pracowałem dla zysku – poniosłem straty. Czyż nie uważa się powszechnie, że usprawiedliwieniem przedsięwzięcia przemysłowego nie jest produkcja, lecz zapewnienie bytu pracownikom? Kopalnie San Sebastian były zatem najbardziej udanym przedsięwzięciem w historii przemysłu: nie wydobywały miedzi, ale zapewniły byt tysiącom ludzi, którzy przez całe życie nie osiągnęliby tego, co dostawali za jeden dzień niewykonywania pracy. Czyż nie uważa się powszechnie, że właściciel jest pasożytem i wyzyskiwaczem, a pracownicy tymi, którzy wykonują całą pracę i umożliwiają istnienie produktu? Ja nikogo nie wyzyskiwałem. Nie obciążałem kopalń San Sebastian swoją niepotrzebną obecnością: zostawiłem je w rękach ludzi, którzy się liczą. Nie szacowałem wartości nieruchomości. Zwróciłem się z tym do specjalisty od górnictwa. Nie jest to zbyt dobry specjalista, ale bardzo potrzebował pracy. Czyż nie uważa się powszechnie, że kiedy najmuje się człowieka do pracy, liczą się jego potrzeby, a nie umiejętności? Czyż nie sądzi się, że aby otrzymać towary, wystarczy ich potrzebować? Dochowałem wierności wszystkim zasadom moralnym epoki. Oczekiwałem wdzięczności i pochwały. Nie rozumiem, dlaczego się mnie potępia.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (179-180)


… nie lubię ludzi, którzy zbyt wiele gadają o tym, że wszystko, co robią, robią dla dobra innych ludzi. To nieprawda, a gdyby nawet nią było, nie uważam, żeby to było właściwe.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (258-259)


– Jestem całkowicie niewinny, skoro straciłem pieniądze, wszystkie swoje pieniądze, w imię słusznej sprawy. Moje motywy były czyste. Nie pragnąłem niczego dla siebie. Nigdy nie szukałem osobistego zysku. Panno Taggart, mogę z dumą powiedzieć, że w całym swoim życiu nigdy na niczym nie zarobiłem.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (376)


[2011-08-21] Atlas zbuntowany – pokrętne androny


Gospodarka rynkowa nie może istnieć bez rywalizacji. A zatem trzeba ludzi zmusić, żeby rywalizowali. Musimy więc sprawować władzę nad ludźmi, by ich zmusić do bycia wolnymi.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (167)


– Logika, mój drogi przyjacielu, jest najbardziej naiwnym ze wszystkich przesądów. Przynajmniej to zostało już w naszej epoce powszechnie przyjęte.
– Nie do końca jednak rozumiem, jak możemy…
– Jest pan ofiarą powszechnego złudzenia, polegającego na wierze, że wszystko można zrozumieć. Nie potrafi pan pojąć, że cały wszechświat jest jedną wielką sprzecznością.
– Sprzecznością z czym? – zapytała matrona.
– Z samym sobą.
– Ja… jak to?
– Moja droga pani, zadaniem myślicieli nie jest wyjaśniać, lecz demonstrować, że niczego wyjaśnić się nie da.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (167)


– Literatura przeszłości – mówił Balph Eubank – była płytkim oszustwem. Wybielała życie, by zadowolić burżujów, którym służyła. Moralność, wolna wola, osiągnięcia, szczęśliwe zakończenia, człowiek jako istota heroiczna – dla nas to wszystko brednie. Nasza epoka jest pierwszą, która nadała literaturze głębię, ukazując prawdziwą istotę istnienia.
– Co jest prawdziwą istotą istnienia, panie Eubank? – zapytała nieśmiało bardzo młoda dziewczyna w białej sukni.
– Cierpienie – oznajmił Balph Eubank. – Klęska i cierpienie..

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (167)


– To bardzo proste – rzekł Balph Eubank. – Powinno istnieć prawo ograniczające nakład każdej książki do dziesięciu tysięcy egzemplarzy. To otworzyłoby rynek literacki na młode talenty, świeże pomysły i twórczość niekomercyjną. Jeśli zabroni się ludziom kupować miliony egzemplarzy tego samego szmelcu, będą zmuszeni kupować lepsze książki.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (167-168)


– Wie pani, panno Taggart, uważam, że takiego silnika nie powinno się nigdy budować, nawet gdyby ktoś się dowiedział, jak to zrobić. Ta rzecz przewyższyłaby wszystko, co mamy, tak dalece, że byłoby to nie fair wobec pomniejszych naukowców, bo nie pozostawiłoby miejsca na ich osiągnięcia i umiejętności. Uważam, że silni nie powinni mieć prawa ranić poczucia własnej wartości słabych.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (423-424)


[2011-08-23] Atlas zbuntowany – liczy się wynik


– Wynajęłam pana, żeby wykonał pan tę pracę, a nie robił, co w pańskiej mocy – cokolwiek to jest.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (203)


[2011-08-24] Atlas zbuntowany – ruch i cel


Francisco potrafił zrobić wszystko, do czego się zabrał, lepiej niż ktokolwiek inny i bez wysiłku. W jego zachowaniu i świadomości nie było samochwalstwa ani porównywania się z innymi. Jego nastawieniem nie było: „Potrafię to zrobić lepiej niż ty”, lecz po prostu: „Potrafię to zrobić”. Przez „zrobić” rozumiał „zrobić doskonale”.
(…)
– Po co?
Było to pierwsze pytanie, jakie zadawał w kwestii jakiejkolwiek czynności, którą mu proponowano – i nic nie zmusiło go do jej wykonania, póki nie znalazł zadowalającej odpowiedzi. Przelatywał przez dni letniego miesiąca jak rakieta, ale zatrzymany w locie zawsze potrafił określić cel każdego dowolnie wybranego momentu. Dwie rzeczy były dla niego niemożliwe: stać bez ruchu i poruszać się bez celu.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (122, 123)


[2011-08-25] Atlas zbuntowany – popularność


– No, zawsze byłam nielubiana w szkole i nie przejmowałam się tym, ale teraz odkryłam powód. Wydaje się niemożliwy. Nie lubią mnie nie dlatego, że robię coś źle, ale dlatego, że robię wszystko dobrze. Nie lubią mnie, bo zawsze miałam najlepsze stopnie w klasie. Nawet nie muszę się uczyć. Zawsze dostaję szóstki. Myślisz, że powinnam zacząć dla odmiany zbierać jedynki, żeby zostać najpopularniejszą dziewczyną w szkole?
Francisco zatrzymał się, popatrzył na nią i uderzył ją w twarz
(…)
– Aż tak cię zraniłam? – zapytała.
Wyglądał na zdumionego; to pytanie i uśmiech nie pasowały do dziecka.
– Tak – powiedział – jeśli ci to sprawi przyjemność.
– Sprawia.
– Nigdy więcej tego nie rób. To nie był dobry dowcip.
– Nie bądź idiotą. Co pozwoliło ci myśleć, że zależy mi na popularności?
– Kiedy dorośniesz, zrozumiesz, jak straszną rzecz powiedziałaś.
– Już to rozumiem.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (130, 130-131)


[2011-08-26] Atlas zbuntowany – nie obrażaj się na prawdę


– Nie obrażaj się nigdy na nikogo za to, że mówi prawdę.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (358)


[2011-08-27] Atlas zbuntowany – znamię mierności


– Panno Taggert, czy pani wie, co jest znamieniem mierności? Niechęć do cudzych osiągnięć. Te drażliwe miernoty, które siedzą i trzęsą się, żeby czyjeś dzieło nie okazało się większe od ich własnego, nie mają pojęcia o samotności, która przychodzi, gdy już osiągnęło się szczyt. Samotność tęsknoty za równym sobie: za umysłem, który będzie się cenić, i dziełem, które się będzie podziwiać. Wyszczerzają na ciebie zęby ze swoich mysich dziur, myślą, że sprawia ci przyjemność fakt, iż twoja inteligencja ich przyćmiewa, podczas gdy ty oddałbyś rok życia, żeby tylko zobaczyć pośród nich iskierkę talentu. Zazdroszczą ci osiągnięć, a ich marzenie o wielkości jest wyobrażeniem świata, w którym wszyscy uznają ich wyższość. Nie wiedzą, że to marzenie jest niezbitym dowodem mierności, bo ich wymarzony świat jest światem, którego nie zniósłby człowiek twórczy. Nie mogą wiedzieć, co czuje, otoczony przez gorszych od siebie – nienawiść? nie, nie nienawiść, nudę – potworną, beznadziejną, wyczerpującą, paraliżującą nudę. Cóż warte są pochwały i pochlebstwa ludzi, których się nie szanuje?

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (429-430)


[2011-08-28] Atlas zbuntowany – zakłamana, cyniczna ideologia


– Słowa to rzecz względna. Symbole. Jeśli nie będziemy używać brzydkich symboli, brzydota nie będzie istnieć.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (434)


…chcą, żebyśmy udawali, że widzimy świat takim, jakim oni udają, że go widzą.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (451)


Ci, których się kupuje, tak naprawdę nie są warci złamanego grosza, bo zawsze może się znaleźć ktoś, kto zaoferuje im więcej, więc droga jest otwarta dla każdego i robi się konkurencja w starym stylu. Ale jeśli masz coś na człowieka, wtedy jest twój; wtedy nikt cię nie przelicytuje i możesz liczyć na jego przyjaźń.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (471)


Czasy się zmieniają, a ludzie razem z nimi – przynajmniej ci mądrzy. Być mądrym, to znaczy wiedzieć, kiedy należy pamiętać, a kiedy zapomnieć.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (515)


– Długo szukaliśmy czegoś na pana. Wy, uczciwi ludzie, jesteście strasznie kłopotliwi. Ale wiedzieliśmy, że prędzej czy później powinie się panu noga – a na to właśnie czekaliśmy.
– Wydaje się pan z tego zadowolony.
– Czyż nie mam powodu?
– Przecież złamałem jedno z waszych praw.
– A jak pan sądzi, po co one istnieją?

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (519)


Punkt czwarty. Od chwili wejścia w życie niniejszego rozporządzenia zakazuje się tworzenia, wynajdywania, produkcji i sprzedaży jakichkolwiek nowych urządzań, towarów i dóbr, obecnie nie istniejących na rynku. Tym samym zawiesza się działalność Biura Patentów i Praw Autorskich.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (634)


[2011-08-29] Atlas zbuntowany – uczciwość


Człowiek uczciwy to taki, który wie, że nie może konsumować więcej niż wytworzył.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (489)


– Kiedy czuł pan dumę z szyn Linii Johna Galta – powiedział Francisco miarowym głosem, nadającym słowom bezwzględną wyrazistość – o jakich ludziach pan myślał? Czy pragnął pan, by z Linii korzystali równi panu – giganci energii produkcyjnej, tacy jak Ellis Wyatt, któremu miała pomóc coraz więcej osiągać?
– Tak – odparł entuzjastycznie Rearden.
– Czy pragnął pan, by korzystali z niej ludzie, którzy nie potrafią dorównać potędze pańskiego umysłu, lecz dorównują pańskiej uczciwości – tacy jak Eddie Willers – ludzie, którzy nigdy nie wynaleźliby pańskiego metalu, ale robią wszystko, co w ich mocy, pracują równie ciężko jak pan, żyją dzięki własnemu wysiłkowi i – jeżdżąc po pańskich szynach – dziękują w myślach człowiekowi, który dał im więcej, niż oni potrafili dać jemu?
– Tak – odparł łagodnie Rearden.
– Czy pragnął pan, by korzystała z niej skomląca hołota, która nigdy nie zdobywa się na żaden wysiłek, nie ma dość talentu, by być referentem, ale żąda zarobków prezesa firmy, dryfuje od porażki do porażki i żąda, by pan płacił jej rachunki, uważa swoje chęci za ekwiwalent pańskiej pracy, a swoje potrzeby za bardziej zasługujące na nagrodę niż pański wysiłek, domaga się, by celem pańskiego życia było służenie jej, by pańska siła była pozbawionym głosu i praw, nie opłacanym i nie wynagradzanym niewolnikiem jej niemocy, uważa, że pański geniusz obliguje pana do poddaństwa, a jej niekompetencja upoważnia ją do rządzenia, że do pana należy dawać, a do niej brać, że do pana należy produkcja, a do niej konsumpcja, że nie należy panu płacić ani w formie materialnej, ani duchowej, ani bogactwem, ani uznaniem, ani szacunkiem, ani wdzięcznością za to, by mogła jeździć po pańskich szynach, szydząc z pana i przeklinając, bo nie jest panu winna nawet jednego ukłonu? Czy tego pan pragnął? Czy to miało być pańską dumą?
– Prędzej wysadziłbym te szyny w powietrze – szepnął Rearden pobladłymi wargami.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (538)


[2011-08-30] Atlas zbuntowany – niech ci się nie wydaje


…pomyśl o pierwszym człowieku, który wpadł na pomysł zrobienia stalowego dźwigara. Wiedział, co widzi, co myśli i czego chce. Nie mówił „Wydaje mi się…” i nie przyjmował poleceń od tych, którzy mówią „Moim zdaniem…”

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (605)


[2011-08-31] Atlas zbuntowany – Prometeusz


– John Galt to Prometeusz, który zmienił zdanie. Przez wieki rozdzierany przez sępy za to, że przyniósł ludziom ogień bogów, zerwał w końcu łańcuchy i odszedł, zabierając ze sobą ogień – do czasu, gdy ludzie zabiorą sępy.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (611)


[2011-09-02] Atlas zbuntowany – sprawiedliwy podział pomysłów


– Geniusz to przesąd, Jim – rzekł powoli Ferris, z dziwnym naciskiem, jakby wiedział, że nadaje kształt temu, co mgliście zarysowało się w ich umysłach. – Nie ma czegoś takiego jak intelekt. Ludzki umysł jest produktem życia w grupie. Sumą wpływów, które osobnik zaczerpnął od otaczających go stworzeń. Nikt niczego nie wynajduje, a jedynie daje wyraz pragnieniom społecznym. Geniusz jest sępem intelektualnym, który chciwie zagarnia pomysły należące się prawnie społeczeństwu. Każda myśl jest kradzieżą. Kładąc kres prywatnym fortunom, doprowadzimy do sprawiedliwego rozdziału dóbr. Kładąc kres geniuszowi, doprowadzimy do sprawiedliwego podziału pomysłów.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (636)


[2011-09-03] Atlas zbuntowany – gwarancja bezpieczeństwa


– Czy aby te wasze koleje są bezpieczne? – zapytał nerwowo Gilbert Keith-Worthing.
– Pewnie, do diabła! – uniósł się Kip Chalmers. – Mamy tyle ustaw, rozporządzeń i regulacji, że to cholerstwo nie ma prawa nie być bezpieczne!

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (686)


[2011-09-04] Atlas zbuntowany – powinniśmy znaleźć czas


– Chodźmy – powiedziała.
– Możemy odpocząć, jeśli jest pani zmęczona, panno Taggart.
– Nic mi nie jest. Nie mamy czasu czuć się zmęczeni.
– To nasz wielki błąd, Panno Taggart. Powinniśmy wreszcie znaleźć czas.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (787)


[2011-09-08] Atlas zbuntowany – istota kłamstwa


Ludzie sądzą, że kłamca odnosi zwycięstwo nad ofiarą. Ja jednak nauczyłem się, że kłamstwo jest sprzeniewierzeniem się samemu sobie, bo rezygnuje się z własnej rzeczywistości na rzecz człowieka, którego się okłamuje, czyniąc go swoim panem i skazując się od tego momentu na udawanie takiej rzeczywistości, jakiej domagają się jego poglądy. I jeśli dzięki kłamstwu osiąga się doraźny cel, płaci się potem cenę niszczącą to, czemu owa zdobycz miała służyć. Człowiek, który okłamuje świat, jest od tej pory niewolnikiem świata.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (980)


[2011-09-09] Atlas zbuntowany – wielka polityka


Z pełnych uznania szeptów tłumu Stadler dowiedział się, że mały człowieczek w wymiętym płóciennym garniturze, wyglądający na krętacza i kroczący żwawo pośrodku grupki, to niejaki pan Thompson, głowa państwa. Pan Thompson uśmiechał się, marszczył brwi i wyszczekiwał odpowiedzi na pytania reporterów, Ferris zaś kręcił się wśród gromadki jak łaszący się kot.
Stadler zauważył, że zbliżają się do niego.
– Panie Thompson – zaintonował dźwięcznie Ferris – czy mogę przedstawić profesora Stadlera?
Oczy krętacza przez ułamek sekundy sondowały Stadlera z wyrazem zabobonnej czci, jakby zobaczyły zjawisko należące do mistycznego królestwa, niedostępnego umysłowi pana Thompsona – a jednocześnie z przeszywającą, wyrachowaną przebiegłością cwaniaka, pewnego, że wszystko można ocenić jego kategoriami. Gdyby wyrazić to spojrzenie słowami, brzmiałoby: „Niech no ja cię rozgryzę”.
– To zaszczyt, profesorze, bez wątpienia – rzekł energicznie pan Thompson, potrząsając dłonią Stadlera.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (937)


– Panie Meigs – zapytała, wiedziona na wpół rozbawioną, na wpół gorzką ciekawością – jaki ma pan plan gospodarczy na pojutrze?
Podkrążone brązowe oczy spojrzały na nią bez wyrazu.
– Jest pani niepraktyczna – powiedział ich właściciel.
– Teoretyzowanie na temat przyszłości jest całkowicie bezsensowne – rzucił ostro Taggart – kiedy musimy się skupić na aktualnej sytuacji. Patrząc perspektywicznie…
Patrząc perspektywicznie, wszyscy kiedyś zdechniemy – rzekł Meigs.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (961)


…ujrzał w jego napiętych wargach, wysuniętej brodzie i zmrużonych oczach obraz nastoletniego osiłka, gotowego do wysunięcia filozoficznego argumentu zamykającego się w słowach: „Bo w ryj dostaniesz!”

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (1251)


[2011-09-10] Atlas zbuntowany – droga do szczęścia


Mówiła płynnie, z pogodną pewnością, świadoma jedynie radości z pełnienia właściwej sobie roli we właściwym świecie, gdzie nic nie jest ważniejsze od propozycji rozwiązania problemu.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (907)


Zaakceptuj nieodwracalny fakt, że twoje życie zależy od twojego umysłu. Przyznaj, że wszystkie twoje zmagania, wątpliwości, oszustwa i uniki były desperacką próbą ucieczki przed odpowiedzialnością wolnej świadomości – dążeniem do automatycznej wiedzy, instynktownego działania, intuicyjnej pewności – i chociaż nazywałeś to tęsknotą do stanu anielskiego, w istocie dążyłeś do stanu zwierzęcego. Przyjmij za swój ideał moralny dążenie do bycia człowiekiem.
Nie mów, że boisz się zaufać umysłowi, bo tak mało wiesz. Czy bezpieczniej jest ufać mistykom, odrzucając własną skromną wiedzę? Żyj i działaj w jej granicach i do końca życia ją rozwijaj. Wykup swój umysł z lombardu autorytetów. Zaakceptuj fakt, że nie jesteś wszechwiedzący, ale odgrywanie zombi nie zapewni ci wszechwiedzy – że twój umysł jest zawodny, ale pozbycie się go nie uczyni cię niezawodnym – że jeden własny błąd jest bezpieczniejszy niż dziesięć prawd przyjętych na wiarę, bo ten pierwszy pozostawia ci środki do naprawienia go, ostatnie zaś niszczą w tobie zdolność odróżnienia prawdy od błędu. W miejsce swojego marzenia o nieskończonej automatycznej wiedzy zaakceptuj fakt, że człowiek zdobywa wiedzę wyłącznie własnym wysiłkiem – i właśnie to wyróżnia go we wszechświecie, to jest jego naturą, moralnością i chwałą.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (1200)


Niech twoim pierwszym krokiem ku poszanowaniu własnej wartości będzie nauczenie się, aby traktować jako kanibala każdego, kto żąda od ciebie pomocy. Takie żądanie świadczy, że uważa on twoje życie za swoją własność – i o ile to roszczenie samo w sobie jest wstrętne, znacznie wstrętniejsze jest co innego: twoja zgoda. Pytasz, czy w takim razie należy kiedykolwiek komuś pomagać? Nie – jeśli uważa to za swoje prawo i twój moralny obowiązek wobec niego. Tak – jeśli takie jest twoje własne pragnienie, oparte na osobistej przyjemności, jaką daje ci wartość danej osoby i jej zmagań. Cierpienie jako takie nie jest wartością, jest nią natomiast walka człowieka z cierpieniem. Jeśli postanawiasz pomóc komuś, kto cierpi, rób to tylko z uwagi na jego cnoty, na jego walkę o wyzdrowienie, potęgę jego rozumu, fakt, że cierpi niezasłużenie – wtedy twoje działanie pozostaje wymianą, a jego cnota jest zapłatą za twoją pomoc. Pomaganie człowiekowi pozbawionemu cnót, pomaganie mu tylko dlatego, że cierpi, akceptacja jego wad i potrzeb jako roszczenia jest natomiast akceptacją hipoteki zera na twoich wartościach. Człowiek nie posiadający cnót jest człowiekiem nienawidzącym istnienia i kierującym się przesłanką śmierci; pomaganie mu jest akceptacją jego zła i popieraniem jego destruktywnych działań. Hołd złożony zeru, choćby tylko w postaci grosza, którego braku nie odczujesz, albo życzliwego uśmiechu, na który nie zasłużyło, jest zdradą życia i wszystkich usiłujących je zachować. To właśnie te grosze i uśmiechy złożyły się na upadek waszego świata.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (1201-1202)


Przysięgam – na swoje życie i swoją miłość do niego – że nigdy nie będę żył dla innego człowieka ani prosił go, by żył dla mnie.

Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (1213)


[2011-09-12] Atlas zbuntowany – wybór należy do ciebie!

Dzisiejszy wpis kończy maraton cytatów, które wynotowałem z książki „Atlas zbuntowany” Ayn Rand. Szkoda, że ta opowieść jest tak bardzo odległa od realiów dzisiejszego świata i od prawdziwej kondycji rodzaju ludzkiego.

Dla autorki ludzie dzielą się na trzy grupy (jakże uproszczony jest to podział):

Grabieżcy to nieudacznicy, którzy szantażem lub siłą zawłaszczają owoce kreatywności twórców. Standardowy wygląd takiego osobnika jest odpychający i odpowiada jego charakterowi – na przykład:

Miał tłustą, tępą twarz i oczy zabójcy. – Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (985-986)

Twórcy to ludzie, którzy potrafią użyć swoich umysłów i rąk, by posuwać cywilizację naprzód i ci, którzy, choć nie dysponują odpowiednią wiedzą i talentem, wspierają gigantów w ich dziele. Standardowy wygląd takiego herosa jest następujący:

Ubrany był w luźne spodnie i granatowy sweter, miał złote włosy i twarz tak perfekcyjnie piękną, że Dagny wpatrywała się w niego wstrząśnięta, nie z podziwem, lecz z niedowierzaniem. – Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (980)

Wpatrywała się w twarz klęczącego przy niej mężczyzny – i wiedziała, że przez wszystkie minione lata była gotowa oddać życie za ten widok: twarz nie nosiła żadnych oznak bólu, strachu czy winy. Dumne usta sprawiały wrażenie, jakby ta duma karmiła się sobą samą. Wydatne kości policzkowe przywodziły na myśl arogancję, napięcie i pogardę – a jednak nie było tam żadnej z tych cech, lecz ich końcowa suma: spokojna determinacja i pewność oraz bezwzględna niewinność, nie szukająca przebaczenia ani go nie udzielająca. Ta twarz nie musiała nic ukrywać ani przed niczym uciekać, nie bała się widzieć ani być widziana – i dlatego pierwszą rzeczą, jaką dostrzegła w niej Dagny, było ogromne skupienie w oczach. Ten człowiek wyglądał, jakby wzrok był jego najcenniejszym narzędziem, a używanie go – bezgraniczną, radosną przygodą; jakby w pełni pochwalał to, co widzi, i samego siebie; siebie – za zdolność widzenia, świat – za to, że jest tak niezmiernie wart oglądania. Przez chwilę miała wrażenie, że ma przed sobą czystą świadomość – a zarazem nigdy przedtem ciało mężczyzny nie przykuło jej uwagi w tym stopniu. Cienka tkanina ubrania wydawała się raczej podkreślać, niż ukrywać sylwetkę; opaleniznę skóry, twarde, ascetyczne, wytrzymałe ciało o budowie tak precyzyjnej, jakby zostało odlane w formie – wyglądał jak zrobiony z metalu o łagodnym połysku, czegoś w rodzaju stopu glinu z miedzią. Kolor skóry zlewał się z kasztanową barwą włosów, których luźne kosmyki przybierały w blasku słońca odcień złota. Całości dopełniały oczy, jedyna część odlewu nie złagodzona i prawie nie połyskująca: miały barwę głębokiej, ciemnej zieleni światłą odbijającego się od metalu. – Ayn Rand „Atlas zbuntowany” (807-808)

Przy okazji daje się w tych opisach zauważyć metalurgiczną obsesję autorki. :-)

Wszyscy pozostali to ci, którzy jeszcze nie wybrali drogi twórców, ale nie są też aktywnymi grabieżcami. Po prostu wygodnie jest im żyć w cieniu haseł nieudaczników – haseł usprawiedliwiających brak odpowiedzialności za własny los i gloryfikujących zasadę: każdemu wedle jego potrzeb, niezależnie od jego zasług.

I to by było na tyle.

A ty?

Kim ty jesteś?

Ohydnym grabieżcą, pięknym twórcą, czy szarą masą, której „się należy”?

Wybór należy do ciebie!