Tag: edukacja

Kursomania

EDUKACJAKursomania jest nowym, utajonym rodzajem konsumpcjonizmu. Kiedyś szło się na kurs, żeby zdobyć kwalifikacje potrzebne do zrobienia czegoś pożytecznego. Dziś wielu ludzi uczestniczy w zajęciach edukacyjnych tylko po to, żeby poczuć się lepiej, zabić samotność albo mieć co wpisać do CV. To dobra wiadomość dla sprytnych nauczycieli i kołczów, gorsza dla zagubionych uczniów, przez których wiedza przelatuje jak przez dziurawe wiadro… Dlaczego tak się dzieje?

Czytaj dalej…

Jak się uczyć?

EDUKACJAPoczątek roku szkolnego jest zawsze pretekstem do edukacyjnych refleksji. W zgiełku bieżących przepychanek wokół wdrażanej „reformy”, umyka nam sedno problemu. Dlaczego napisałem „reformy” w cudzysłowie? Ponieważ nie mamy do czynienia z reformą edukacji, lecz z modyfikacją administracyjnego zarządzania szkołą, która w swojej istocie nie zmieniła się od XIX wieku.

Czytaj dalej…

Zmniejszanie niewiedzy o niewiedzy

Po czwartkowym wpisie „Fortepian” jedna z czytelniczek podzieliła się ze mną wątpliwościami, co powinna robić ze swoją niewiedzą o własnej niewiedzy.

Czy świadomość tego, że istnieją potencjalnie groźne obszary rzeczywistości, o których nie ma zielonego pojęcia, powinna ją frustrować i skłaniać do zamartwiania się?

Czy z faktu, że więcej jest rzeczy, których nie wie, niż tych, które wie, wynika, iż powinna o nich wszystkich myśleć i natychmiast zostać przytłoczona ogromem wszechświata?

Czy jedyną rzeczą, którą może zrobić, jest przysłowiowe „usiąść i zapłakać”?

Otóż nie!

Po pierwsze zajmij się tylko tym, co dotyczy twoich zamierzeń i na co możesz mieć realny wpływ. Ta część twojej niewiedzy o niewiedzy jest stosunkowo niewielka. Wydaje się olbrzymia, ale tylko dlatego, że jest nieznana. Strach ma wielkie oczy!

Zamartwianie się nie jest żadnym rozwiązaniem, ponieważ… niczego nie rozwiązuje. Nic nie zmienia, oprócz pogarszania twojej motywacji do działania.

Co zatem zrobić ze swoją niewiedzą o własnej niewiedzy?

  1. Pierwszy krok polega na myślowej spekulacji. W każdym obszarze swojego działania musisz się zastanowić, gdzie może „tkwić haczyk”. Wszystkich haczyków nie odkryjesz, ale zbyt często ludzie w ogóle nie podejmują prób ich namierzenia. Moja Mama, kupując fortepian, słusznie założyła, że powinna zasięgnąć opinii eksperta. Umknął jej jednak fragment niewiedzy obejmujący potencjalne związki eksperta ze sprzedającym. Czy mogła to przewidzieć? Mogła, ale nie było to oczywiste. Dlatego dołóż wszelkich starań, żeby znaleźć jakiekolwiek obszary swojej niewiedzy, ale nie frustruj się, jeśli mimo twoich wysiłków niektóre z nich pozostaną poza zasięgiem twojego radaru.
  2. Drugi krok polega na zmniejszeniu wpływu odkrytego obszaru niewiedzy na własne działania. W przypadku zakupu fortepianu, moja Mama mogła zwrócić się do innego eksperta, żeby dokonał niezależnego sprawdzenia instrumentu. Mogła też tego nie robić, akceptując istnienie pewnego poziomu ryzyka. Być może koszt dodatkowej ekspertyzy przewyższałby wartość całej transakcji. Najważniejsze, żebyś miała świadomość tego, że robisz wszystko, co w twojej mocy, aby zapobiec niemiłym, kosztownym niespodziankom.

Świetny przykład przeanalizowania obszaru własnej niewiedzy i zastosowania środka zaradczego pokazano w firmie „Negocjator”. Główny bohater nie może zaufać nikomu ze swojego środowiska, żąda więc włączenia do akcji negocjatora pochodzącego całkowicie spoza „układu”. Osoby najprawdopodobniej nieuwikłanej w lokalne rozgrywki.

Oczywiście nigdy nie będziesz miała żadnej gwarancji, że zidentyfikowałaś wszystkie obszary swojej niewiedzy i skutecznie zapobiegłaś czającym się w nich niebezpieczeństwom. Nie o to jednak chodzi. Ważne jest to, że podjęłaś trud zastanowienia się i zrobiłaś w tym względzie tyle, ile się dało.

To nie jest wybór pomiędzy nic-nie-robieniem a zrobieniem wszystkiego. Namawiam cię do zrobienia CZEGOKOLWIEK. Chwila namysłu sprawi, że twoje osiągnięcia będą znacznie większe od rezultatów działania 95% przedstawicieli rodzaju ludzkiego!

Fortepian

YZA

W nawiązaniu do mojego wpisu sprzed tygodnia „Nie ufasz mi?” przypomniało mi się rozczarowanie, jakie swego czasu przeżyła moja Mama. Na powyższym zdjęciu zdaje się szukać niebiańskiej inspiracji do swojej różnorodnej twórczości.

Mama lubiła i rozumiała muzykę. W trudnych powojennych latach jej marzeniem stało się posiadanie fortepianu, na którym mogłaby pomuzykować. W połowie XX wieku porządny instrument był czymś luksusowym i zbyt drogim dla młodej osoby dopiero zaczynającej PRL-owską karierę zawodową. Mama wdrożyła zatem plan oszczędnościowy i po pewnym czasie uzbierała odpowiednią kwotę. Oczywiście kwota ta wystarczała tylko do zakupu używanego instrumentu w dobrym stanie, a nie „nówki-sztuki nieśmiganej”.

Jako osoba przezorna moja Mama wynajęła eksperta do zbadania fortepianu, który sobie upatrzyła. Fachowiec potwierdził, że wszystko jest w porządku i transakcja została zawarta. Instrument pojawił się w domu i stał się źródłem radości oraz mnóstwa pięknych dźwięków. Czas jednak płynął, a wraz z nim zaczął płynąć cały strój fortepianu. Coraz większy fałsz wdzierał się we wspaniałe melodie Beethovena, Chopina i Straussa.

Mama zaprosiła więc stroiciela, żeby przywrócił prawidłowe brzmienie niesfornych strun. Okazało się to niestety niemożliwe. To znaczy przez kilka dni po nastrojeniu wszystko wracało do normy, ale potem znowu potrzebna była korekta. Dlaczego? Ponieważ fortepian miał pękniętą ramę, na której naciągnięte były jego struny.

Jak to możliwe, że ekspert badający instrument nie dostrzegł tego krytycznego uszkodzenia? Otóż dostrzegł, ale za dochowanie tej tajemnicy został odpowiednio wynagrodzony przez sprzedającego…

Mama nie kupiła już kolejnego fortepianu, a ta przykra historia jest dowodem na to, że najbardziej powinniśmy obawiać się rzeczy, o których nie wiemy, że nie wiemy. W tym właśnie obszarze czają się prawdziwe niebezpieczeństwa. Sprawy, o których wiemy, że nie wiemy, nie są dla nas tak groźne.

Jaka stąd nauczka?

Strzeż się tego obszaru swojej niewiedzy, z którego istnienia nie zdajesz sobie nawet sprawy!

Bez porażki

Z okazji nadejścia wiosny mam dla ciebie niezwykły prezent.

Wpis, który odmieni twoje życie!

Wpis, który sprawi, że już nigdy nie poniesiesz porażki!

Sądzę, że to mój najważniejszy tekst od czasu napisania książki „Teraz! Jak już dziś zmienić jutro?”, a może nawet i od początku istnienia BIZNESU BEZ STRESU.

Do tej pory w twoim życiu było tak: podejmowałaś jakieś działanie i albo się udawało, albo nie. Albo odnosiłaś sukces, albo ponosiłaś porażkę.

Czas to zmienić! Od dziś zacznij myśleć tak, jak najznamienitsze umysły każdej epoki. Tak jak myśleli Albert Einstein, Maria Skłodowska-Curie, Thomas Edison i Steve Jobs.

W każdej sytuacji stosuj metodę eksperymentalną, która jest jedną z podstawowych metod badań naukowych. Na czym ona polega? To proste! Składa się z czterech kroków:

  1. Określ zjawisko, które będziesz badała.
  2. Zidentyfikuj warunki, za pomocą których chcesz wpłynąć na to zjawisko.
  3. Wywołaj zmiany tych warunków.
  4. Stwierdź, jak te zmiany wpłynęły na badane zjawisko.

Brzmi to trochę zawile, więc zaraz podam ci obrazowy przykład, ale najpierw zauważ, że nie ma tu mowy o porażce. Eksperyment zawsze się kończy sukcesem, którym jest dokonana obserwacja. Chyba że coś wybuchnie… ;-)

A oto obiecany przykład zastosowania metody eksperymentalnej:

  1. Jesteś studentką i badasz zjawisko „egzamin ze statystyki”.
  2. Nie masz wpływu na to, gdzie i kiedy się odbędzie. Możesz jednak zbadać, jak na twoją ocenę wpłynie ilość czasu poświęcona na naukę.
  3. Przed pierwszym terminem uczysz się przez jedną godzinę, a przed drugim – przez trzy dni po osiem godzin.
  4. W wyniku pierwszej fazy eksperymentu stwierdzasz, że jedna godzina nauki zapewniła ci jedynie prawo do powtórzenia egzaminu ;-). Przeprowadzasz więc drugą fazę, modyfikując warunek, za pomocą którego starasz się wpłynąć na zjawisko. Większa liczba godzin poświęconych na przygotowania pozwala ci osiągnąć oczekiwany wynik.

Metoda eksperymentalna sprawdza się w każdym przedsięwzięciu. W domu, w pracy, w urzędzie, u lekarza i podczas urlopu. Zamiast narzekać na los i czuć gorycz porażki, rejestrujesz wynik eksperymentu i powtarzasz go, modyfikując warunki, na które masz wpływ. Może się okazać, że oczekiwany przez ciebie rezultat jest sprzeczny z prawami natury – wówczas sukces eksperymentu polega na tym,… że sobie to uświadomisz.

Pamiętaj: eksperymentatorzy z definicji nie ponoszą porażek. Rezultaty odbiegające od oczekiwań są dla nich sukcesem wzbogacającym ich wiedzę i weryfikującym prawdziwość postawionej hipotezy.

Nie zapominaj też o tym, co powiedział kiedyś sam Albert Einstein:

„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.”

Życzę ci zatem racjonalnego i pozbawionego niezdrowych emocji eksperymentowania! Na wiosnę, w lecie, jesienią i w zimie.

List motywujący

Tak, to nie przejęzyczenie. Ten wpis mówi o liście motywującym, a nie motywacyjnym. O liście wzbudzającym w członkach zespołu pragnienie podjęcia wysiłku adekwatnego do ich prawdziwych możliwości.

Oto cytat z książki „Sztuka innowacji” Toma Kelleya i Jonathana Littmana:

Najlepsze zespoły są jak śnieżna kula staczająca się po zboczu, która zwiększa swój ciężar i nabiera impetu. Kilka śniegowych płatków bardzo szybko zmienia się w prawdziwą lawinę energii i entuzjazmu.

W jaki sposób mamy zabrać się za budowę takiego zespołu? Przede wszystkim zapomnijmy, czego uczyliśmy się w szkole. Musimy uwierzyć, że nasz zespół okaże się niesamowitym sukcesem jeszcze zanim rozpocznie pracę. W ten właśnie sposób postępuje Benjamin Zander, dyrygent zespołu Boston Philharmonic. Ten podziwiany nauczyciel muzyki kieruje się niezwykłą strategią wydobywania ze swych studentów wszystkiego, co w nich najlepsze. Pierwszego dnia zajęć mówi wszystkim swym studentom pierwszego roku, że dostają ocenę bardzo dobrą. Jest jednak warunek. Ich pierwszym zadaniem jest napisanie do niego listu – datowanego na ostatni dzień zajęć – wyjaśniającego, dlaczego zasługują na tę ocenę.

[Tom Kelley i Jonathan Littman, ” Sztuka innowacji”, s. 108-109]