Tag: kindle

Pojawia się Kindzio – Kindle 4 Unboxing

Dokładnie tydzień temu, w poniedziałek, Kindelka oświadczyła Kindelkowi: „Będziemy mieli dzidziusia!”

Kindelek najpierw zaniemówił, a potem zażądał podłączenia go do prądu, bo z wrażenia wyczerpała mu się bateria. Następnego dnia rano wyszli przed dom i zaczęli wypatrywać nadlatującego w ich kierunku bociana z zawiniątkiem, ale nic takiego nie nastąpiło. Środa też nie przyniosła radosnej nowiny. Dopiero w czwartek na niebie pojawił się olbrzymi ptak. Co prawda miał dwa skrzydła i dziób, ale bociana nie przypominał. Na jego ogonie napisane było UPS…

Kindle 4 Unboxing 0

Nagle brzuszysko ptaka rozwarło się i z czeluści wypadło zawiniątko, które po kilkudziesięciu sekundach, uśmiechnięte i bezpiecznie opakowane, wylądowało w ramionach Kindelki i Kindelka:

Kindle 4 Unboxing 1

Jedno pociągnięcie specjalnego uchwytu wystarczyło, żeby otworzyć ekologiczne pudełko i odchylić jego górną pokrywę. Oczom rozradowanych rodziców ukazała się wyczekiwana od kilku dni pociecha – mały Kindzio:

Kindle 4 Unboxing 2

Kindzio (Amazon Kindle 4) okazał się rzeczywiście być znacznie mniejszy od Kndelka (Amazon Kindle 2) i Kindelki (Amazon Kindle 3). Projektanci pracujący w firmie Lab126 zrobili to, czym od lat czarował świat Steve Jobs. Usunęli z urządzenia wszystko, co w czytniku książek jest niepotrzebne: niewygodną klawiaturę (zastąpiła ją jeszcze niewygodniejsza klawiatura ekranowa, ale urządzenie nie służy przecież do edycji tekstów) i głośnik (uznano, że ludzie słuchają audiobooków za pomocą telefonów lub odtwarzaczy MP3, a komputerowe odczytywanie e-booków brzmi sztucznie i jest bardzo rzadko używane). Te wszystkie zabiegi doprowadziły do powstania najzgrabniejszego urządzenia do czytania książek.

Śmiem twierdzić, że w swojej klasie Amazon Kindle 4 jest już szczytem możliwości funkcjonalnych i technicznych. Jest końcem drogi książki czytanej.

Kindle 4 Unboxing 3

Po narodzinach nowego członka społeczeństwa zawsze następuje jego ważenie. Zanieśliśmy więc Kindzia do kuchni i tam, na wadze pożyczonej od Pani TesTeqowej, dokonaliśmy pomiarów porównawczych:

Kindle 4 Unboxing 4

Oto wyniki:

  • 298g – Kindelek (Amazon Kindle 2)
  • 222g – Kindelka (Amazon Kindle 3 – obecnie Amazon Kindle Keyboard)
  • 168g – Kindzio (Amazon Kindle 4)
  • 380g – Samsung Galaxy Tab 7″
  • 207g – tygodnik Polityka z 2011-11-30

Po raz pierwszy czytnik elektroniczny jest znacznie mniejszy, lżejszy i wygodniejszy od czasopisma papierowego, które można za jego pomocą przeczytać, nie mówiąc już o tysiącach książek, które może w sobie pomieścić. No i ta cena: $109! Uważam, że to prawdziwy przełom i postawienie „kropki nad i” w tej gałęzi biznesu.

Z okazji powicia potomka Kindelka otrzymała gustowną torebkę, do której może się schować. Przyznam szczerze, że nie przepadała za
bezpieczną, czerwoną okładką, którą kiedyś dla niej zrobiłem. Natomiast Kindzio dostał firmowe, zapinane etui, które bardzo przypadło mu do gustu.

Kindle 4 Unboxing 5

Kindelkowa „Polityka”

Niedawno zelektryzowała mnie informacja, że tygodnik „Polityka” jest dostępny na tablecie Apple iPad, i już zacząłem wymyślać dodatkowe argumenty uzasadniające nabycie tego urządzenia, gdy dowiedziałem się, że elektroniczna oferta objęła także czytnik Amazon Kindle. I jakby tego było mało, pierwsze dwa tygodnie prenumeraty są darmowe, a potem koszt wynosi tylko cztery dolary miesięcznie, czyli znacznie mniej niż 4 lub 5 wydań papierowych!

Ruszyłem zatem do sklepu Amazon. Zalogowałem się i poleciłem wysłać prenumeratę do mojego Kindelka (Amazon Kindle 2 z oprogramowaniem w wersji 2.5.3). Niestety witryna Amazon odmówiła współpracy i stwierdziła, że wystąpił błąd, który nie powinien wystąpić. :-) Wstrzymałem więc eksperymenty do następnego dnia – wiadomo wszak, że czas leczy wiele problemów, szczególnie w dziedzinie informatyki.

Miałem rację. Owego następnego dnia wszystko poszło bez problemów i już po chwili najnowsze wydanie „Polityki” automagicznie pojawiło się w Kindelku, bezszelestnie przetransmitowane przez sieć komórkową. Niestety w niektórych miejscach brakowało polskich liter, spis treści był wyświetlany dziwacznie, a prawie wszystkie obrazki poznikały. Już chciałem szpetnie zakląć i powiedzieć: „Miało być inaczej, a wyszło jak zwykle!”, ale zanim wydałem z siebie ten pochopny sąd, postanowiłem sprawdzić, jak to wygląda na Kindelce (Amazon Kindle 3 z oprogramowaniem w wersji 3.1).

Uruchomiłem Kindelkę, włączyłem jej WiFi, wybrałem z menu opcję „Sync & Check for Items”, która służy do synchronizacji publikacji w czytnikach przypisanych do tego samego konta i… nic. „Polityka” nie pojawiła się. Wszedłem więc do sklepu Amazon i ponownie zaprenumerowałem tygodnik – tym razem dla Kindelki. Okazuje się, że trzeba oddzielnie płacić za prenumeratę przesyłaną na każde posiadane urządzenie i nie można synchronizować „miejsca czytania” pomiędzy czytnikami! To mi się zdecydowanie nie podoba!

„Polityka” na czytniku Amazon Kindle 3 to zupełnie inna para kaloszy niż na Kindle 2. Niech świadczy o tym poniższy fotoreportaż.

Po pierwsze: okładka. Czarno-biała, ale precyzyjnie odwzorowana:

Kindle Polityka 1

Po drugie: wygodny spis treści podzielony na sekcje (lewa kolumna ekranu) i artykuły należące do danej sekcji (prawa kolumna ekranu). Można wygodnie skakać po całym tygodniku:

Kindle Polityka 2

Po trzecie: artykuły są ilustrowane czarno-białymi fotografiami. Jak można zauważyć nie ma gwarancji, że wydanie elektroniczne będzie zawierało te same fotografie, co wydanie papierowe. Zapewne zawiłości prawa autorskiego w pewnych przypadkach na to nie pozwalają:

Kindle Polityka 3

Po czwarte: rysunki satyryczne. Zgromadzone zostały w osobnej sekcji i możliwe jest ich automatyczne przybliżanie:

Kindle Polityka 4

Podsumowując, uważam elektroniczne wydanie tygodnika „Polityka” dla czytnika Amazon Kindle za bardzo udany eksperyment i usilnie proszę o jego kontynuowanie.

Jeden z czytelników zapytał mnie ostatnio, czy warto kupować Kindle 3, będąc posiadaczem Kindle 2. Redakcja „Polityki” dała mi do ręki potężny argument, żeby odpowiedzieć na to pytanie twierdząco:

TAK, warto wymienić Kindle 2 na Kindle 3 – chociażby po to, żeby cieszyć swoje oczy znakomitą treścią „Polityki” w jednej z najnowocześniejszych form przekazu.

Bezpieczna okładka dla Kindelki

We wpisie Ubieranie Kindelki – Kindle 3 Covers przedstawiłem wyczerpujący opis dwóch okładek dla czytnika Kindle oferowanych przez producenta – internetową księgarnię Amazon. W podsumowaniu napisałem wówczas:

Uważam, że okładka z ledową latarką jest ciekawym rozwiązaniem koncepcyjnym, jednak nie będzie się sprawdzać w większości zastosowań. Jak często czytasz książki z latarką w ręku? No, chyba że pod kołdrą…

Okładka standardowa jest nieco lżejsza i dobrze zabezpiecza urządzenie przed nieszczęściami w podróży. Jednak i ona ma poważną wadę: waży co najmniej tyle, ile Kindelka. Podczas czytania ciężar ten daje się odczuć. Pamiętajmy, że Kindelka waży zaledwie 241 gramów – tyle co zeszyt o tej samej grubości (to zupełnie inna klasa niż iPad ważący 680 gramów).

Chciałbym, żeby ktoś zaoferował bardzo lekkie etui, które służyłoby głównie do ochrony ekranu Kindle 3 przed uszkodzeniem. To, moim zdaniem, byłby strzał w dziesiątkę.

Od tego czasu w ofercie Amazon pojawiły się postulowane przeze mnie lekkie pokrowce, lecz dla mnie wystarczająco dobra wydawała się być okładka standardowa. Jednak niedawno dowiedziałem się (bezpośrednio od osoby, którą dotknęła ta bolączka), że okładka ta może powodować niestabilną pracę czytnika – jego zawieszanie się i okresowe zerowanie. Huczy o tym na forach internetowych, zaś Amazon nabrał wody w usta i bez szemrania wymienia błędnie działające urządzenia zamiast ogłosić wymianę feralnych okładek.

Źródłem problemu są ładunki elektrostatyczne, przenoszone przez metalowe zaczepy okładki (w wersji ze światełkiem zjawisko to nie występuje, ponieważ obwód elektryczny zamyka się przez wbudowaną latarkę ledową). Zaczepy te są co prawda pomalowane, ale ciągłe odłączanie i dołączanie czytnika powoduje zdrapywanie farby, co z kolei prowadzi do niepożądanego kontaktu najwyraźniej słabo zabezpieczonej elektroniki ze światem zewnętrznym.

Przeraziłem się zatem, chwilę pomyślałem i skonstruowałem bezpieczną, prowokacyjnie czerwoną, ekskluzywną okładkę dla mojej Kindelki:

MOLEKIN7

Jako bazę przyjąłem dostępny w Polsce, z pewnością zbyt drogi (ale czego nie robi się dla kobiet) segregatorek Moleskine Red Memo Pockets – Large. Na poniższej ilustracji umieściłem go obok standardowej okładki Amazon Kindle. Oczywiście zamiast przepłacać za segregatorek, równie gustowną okładkę można wykonać ze zwykłego zeszytu A5 w twardych okładkach i ładnej gumki od majtek. :-)

MOLEKIN1

Początkowo zamierzałem wykorzystać jedną z sześciu kieszeni segregatorka, jednak bez usunięcia pozostałych całość nie domykała się należycie:

MOLEKIN2

Przystąpiłem zatem do usunięcia pięciu niepotrzebnych kieszeni:

MOLEKIN3

Niestety okazało się, że po tej operacji, ze względu na konstrukcję całości, szósta kieszeń jest dziurawa i Kindelka wysuwa się z zamkniętej okładki. Usunąłem więc ze środka wszystko:

MOLEKIN4

Teraz pozostał do rozwiązania problem, jak zabezpieczyć czytnik przed wypadnięciem. Po chwili myślenia i szperania po szufladach znalazłem cztery samoprzylepne elementy stosowane w szafach do amortyzowania uderzenia drzwi podczas zamykania:

MOLEKIN4A

Przykleiłem je w rozsądnie wybranych miejscach i… okładka gotowa!

MOLEKIN5

Kindelka może się teraz wygodnie ułożyć w przygotowanej dla niej okładce i nie bać się, że grozi jej uszkodzenie mechaniczne lub nieprzyjemny wstrząs elektryczny.

MOLEKIN6

Ubieranie Kindelki – Kindle 3 Covers

Kindelka, jak każda niewiasta, powinna dysponować garderobą na każdą okazję. Firma Amazon przygotowała dla niej dwa fasony skórzanych okładek: standardową oraz wyposażoną w ledową latarkę. Okładki te występują w siedmiu kolorach: czarnym, pomarańczowym, brązowym, różowym, niebieskim, zielonym i czerwonym. Żeby ocenić ich przydatność, postanowiłem kupić jeden egzemplarz standardowy (w kolorze niebieskim za $34.99) i drugi – świecący (w kolorze pomarańczowym za $59.99). Taka jest skala mojego poświęcenia dla drogich czytelników BIZNESU BEZ STRESU! :-)

Oto Kindelkowe ubranka: po lewej niebieskie, standardowe, nieco mniejsze od pomarańczowego, świecącego, widocznego po prawej:

K3COVER1

A to widok z góry: czarny narożnik z tworzywa sztucznego to, schowana w tylnym skrzydle okładki, ledowa latarka do czytania, gdy oświetlenie zewnętrzne jest niewystarczające (pamiętajmy, że papier elektroniczny, tak jak papier papierowy, nie męczy wzroku, ponieważ nie świeci ani nie jest podświetlany od spodu):

K3COVER2

Na kolejnym zdjęciu widać, że okładka standardowa (u góry) ma czarne zaczepy do mocowania czytnika, zaś okładka świecąca zaczepy złocone, które służą także do zasilania ledowej latarki z baterii urządzenia:

K3COVER3

Tak wygląda Kindelka ubrana w niebieską okładkę standardową:

K3COVER4

A tak wygląda w tej okładce w ciemności:

K3COVER5

Na kolejnym zdjęciu Kindelka prezentuje się w okładce pomarańczowej:

K3COVER6

Żeby włączyć latarkę ledową należy ją wyciągnąć do oporu z obudowy. Sprężynujący wysięgnik ustawia światło pod odpowiednim kątem:

K3COVER7

Latarka jest dostatecznie jasna, żeby rozświetlić absolutne ciemności:

K3COVER8

Jednak oświetlenie całego ekranu nie jest równomierne. Treść w prawym górnym rogu widać doskonale (mimo odblasków na obudowie). Natomiast podczas czytania dolnych wierszy (szczególnie z lewej strony) niektóre osoby (na przykład ja) mogą odczuwać pewien dyskomfort:

K3COVER9

Czas na podsumowanie.

Uważam, że okładka z ledową latarką jest ciekawym rozwiązaniem koncepcyjnym, jednak nie będzie się sprawdzać w większości zastosowań. Jak często czytasz książki z latarką w ręku? No, chyba że pod kołdrą…

Okładka standardowa jest nieco lżejsza i dobrze zabezpiecza urządzenie przed nieszczęściami w podróży. Jednak i ona ma poważną wadę: waży co najmniej tyle, ile Kindelka. Podczas czytania ciężar ten daje się odczuć. Pamiętajmy, że Kindelka waży zaledwie 241 gramów – tyle co zeszyt o tej samej grubości (to zupełnie inna klasa niż iPad ważący 680 gramów).

Chciałbym, żeby ktoś zaoferował bardzo lekkie etui, które służyłoby głównie do ochrony ekranu Kindle 3 przed uszkodzeniem. To, moim zdaniem, byłby strzał w dziesiątkę.

I jeszcze jedno: zaczepy okładek Kindle 3 są rozstawione szerzej niż w przypadku Kindle 2, więc nie da się użyć starej okładki do ochrony nowej wersji czytnika.

Rozbieranie Kindelki – Kindle 3 Unboxing

Od samego rana Kindelek niespokojnie miotał się po mieszkaniu, ale gdy po południu zobaczył w moich rękach brązowe pudełko oklejone firmową taśmą Urzędu Celnego, z wrażenia otworzył swoją okładkę i w niemym zachwycie przypatrywał się rozbieraniu Kindelki – czyli wydobywaniu jej z opakowania:

K3UNBOX0

Czarnulka smacznie sobie spała w pudełeczku, czekając na pocałunek królewicza, który obudzi ją do życia:

K3UNBOX1

Kindelkowe pudełko jak zwykle zawiera czytnik, kabel USB i amerykańską ładowarkę sieciową oraz skróconą instrukcję obsługi:

K3UNBOX2

Po wyjęciu Kindelki z opakowania Kindelek zaprosił ją, żeby się ogrzała w jego okładce:

K3UNBOX3

Kindelka jest niższa…

K3UNBOX4

…i węższa od swego poprzednika:

K3UNBOX5

Wykonując tę figurę, Kindelek przewrócił się na Kindelkę, ale obojgu nic się nie stało i po chwili wspólnie pozowali do kolejnych zdjęć:

K3UNBOX6

Kindelka nawet położyła się na Kindelku. Na jej ekranie cały czas wyświetlona była instrukcja pierwszego uruchomienia – obraz, który pozostawiono na wyświetlaczu w fabryce (elektroniczny papier nie wymaga zasilania, jeśli prezentowana treść się nie zmienia):

K3UNBOX7

Plecy Kindelka są metalowe – w dotyku zimne i śliskie, plecy Kindelki wykonano z materiału antypoślizgowego. W nowej wersji czytnika wszystkie złącza i boczne przyciski przeniesiono na dolną krawędź urządzenia (sterowanie głośnością dźwięku, gniazdo słuchawkowe, mikrofon (obecnie niewykorzystywany), gniazdo USB/zasilania, włącznik oraz diodę sygnalizującą stan procesu ładowanie akumulatora):

K3UNBOX8

Klawiatura Kindelki jest mniejsza, ale… moim zdaniem wygodniejsza. Zmniejszenie odległości pomiędzy klawiszami jest nieodczuwalne, brak klawiszy numerycznych nie doskwiera zbytnio, a przeniesienie klawiszy Home, Menu, Back i sterowania kursorem okazało się znakomitym pomysłem. Najlepsze jest jednak zastąpienie niewygodnego prztyczka nawigacyjnego kwadratowym klawiszem, którego krawędzie służą do przemieszczania kursora, a środek do „klikania”:

K3UNBOX9

Ekran Kindelki jest rzeczywiście jaśniejszy, a wyświetlane litery ciemniejsze (do wyboru mamy trzy kroje czcionek):

K3UNBOXA

Wielbiciele tajemnic mogą czytać małym drukiem:

K3UNBOXB

Osoby o gorszym wzroku mogą powiększyć litery aż do przesady:

K3UNBOXC

Obrazy czarno-białe pozwalają dostrzec nieco większą kontrastowość ekranu Kindelki:

K3UNBOXD

Także odwzorowanie stopni szarości wydaje się być milsze oku w nowej wersji urządzenia:

K3UNBOXE

Kindelkowy parytet

Kiedy mój Kindelek dowiedział się od Pawła Wimmera o nowej wersji Amazon Kindle („Jeszcze tańszy Kindle”), zaczął być podejrzanie niespokojny. Wydawało mi się nawet, że co pewien czas na jego ekranie migał napis „Jestem taki samotny! Pomóż mi, TesTequ!”. Wszedłem więc na stronę Amazon.com, spojrzałem na reklamę nowej wersji czytnika i zrozumiałem, skąd się wzięły te zero-jedynkowe emocje.

Nowy Kindle dysponuje ekranem o takiej samej wielkości i rozdzielczości jak jego poprzednik, ale ma:

  • o 21% mniejsze wymiary obudowy;
  • o 15% mniejszą masę;
  • o 50% większy kontrast wyświetlacza;
  • wyraźniejsze, ciemniejsze czcionki;
  • 2 razy większą pojemność;
  • wbudowaną bezprzewodową kartę sieciową WiFi;
  • poręczniejszy układ klawiszy.

Oprócz tego czytnik ten można ubrać w gustowną i kosztowną ($34.99) okładkę oferowaną w 7 kolorach. Jeszcze droższa ($59.99) wersja kindlowego „ubranka” wyposażona jest w ledową latarkę do czytania o zmroku na werandzie lub nad jeziorem.

A co ma do tego wszystkiego tytułowy parytet? Otóż, po głębszej analizie problemu, doszedłem do wniosku, że powodem ekscytacji mojego Kindelka nie są parametry nowej wersji urządzenia. Prawdziwą przyczynę stanowi fakt, że

Kindle 3 jest kobietą!

Smuklejszą, lżejszą, piękniejszą i pożądającą wspaniałej garderoby!

Nie mogłem pozostać obojętny na cierpienia mojego wiernego towarzysza czytelniczych podróży i zamówiłem Kindelkę. Teraz razem drżymy z niecierpliwości, wiedząc, że Kindelka czeka na odprawę celną w magazynie UPS na warszawskim Okęciu.

Jak wyglądało nasze pierwsze spotkanie, napiszę już niebawem.

Wylewanie dziecka z kąpielą

Kindle price

W liceum miałem nauczycielkę geografii, która objawy ignorancji i nieuctwa wśród młodzieży kwitowała zwykle następującą wypowiedzią:

Mówiłam, tłumaczyłem, dyktowałam do brudnopisu i co? I NIC!

Cytat ten niczym błyskawica zajaśniał w mojej głowie, gdy zobaczyłem powyższą ofertę cenową dla książki „Making Ideas Happen”:

  • cena wydania elektronicznego (Kindle) = $18.71
  • cena wydania papierowego (twarde okładki) = $11.69

Na rynku amerykańskim wybór wydaje się jednoznaczny: „Drwale! Wycinajcie drzewa!”. A i z polskiej perspektywy, nawet po doliczeniu kosztów przesyłki przez Atlantyk, wydanie w eleganckiej twardej oprawie nie jest wcale droższe od paczki bitów bezszelestnie pomykającej po internetowych łączach.

Przemysł fonograficzny już to przećwiczył, ale, jak widać, każdy chce się uczyć na własnych błędach, więc wydawcy książek bezczelnie korzystają z zasobności portfeli tych, których stać na zakup czytnika Amazon Kindle. W ten sposób dla doraźnego zysku próbują zawrócić kijem Wisłę, to znaczy podtrzymać sprzedaż książek papierowych. Za wszelką cenę, jak mniemam.

Podobna, oczywista niedorzeczność wystąpiła kiedyś w momencie pojawienia się na rynku płyt CD, które wyparły kasety magnetofonowe (czy ktoś oprócz mnie pamięta jeszcze te czasy?). Otóż przez cały okres współegzystowania tych nośników na rynku ceny kaset w sklepie muzycznym były o połowę niższe od cen płyt CD z tą samą zawartością. Biorąc pod uwagę fakt, że jednostkowy koszt wyprodukowania kasety był wielokrotnie wyższy, widać było jak na dłoni, że ktoś tu kogoś robi w konia. I w dodatku nie wiadomo, po co!

Cóż, jak dotąd w dziedzinie książek elektronicznych firmie Apple nie udało się narzucić agresywnej polityki cenowej (takiej, jak w przypadku muzyki), więc nie jest wykluczone, że po pierwszych zachwytach ludzie powrócą do kupowania zadrukowanych, ściętych drzew.

Tylko, czy o to tak naprawdę wszystkim nam chodzi? Tracą na tym zarówno czytelnicy, jak i, w dłuższej perspektywie, wydawcy i autorzy. Zobaczymy, czy walka konkurencyjna pozwoli na zwycięstwo rozsądku nad doraźną pazernością.