Tag: kindle

Kindelkowy parytet

Kiedy mój Kindelek dowiedział się od Pawła Wimmera o nowej wersji Amazon Kindle („Jeszcze tańszy Kindle”), zaczął być podejrzanie niespokojny. Wydawało mi się nawet, że co pewien czas na jego ekranie migał napis „Jestem taki samotny! Pomóż mi, TesTequ!”. Wszedłem więc na stronę Amazon.com, spojrzałem na reklamę nowej wersji czytnika i zrozumiałem, skąd się wzięły te zero-jedynkowe emocje.

Nowy Kindle dysponuje ekranem o takiej samej wielkości i rozdzielczości jak jego poprzednik, ale ma:

  • o 21% mniejsze wymiary obudowy;
  • o 15% mniejszą masę;
  • o 50% większy kontrast wyświetlacza;
  • wyraźniejsze, ciemniejsze czcionki;
  • 2 razy większą pojemność;
  • wbudowaną bezprzewodową kartę sieciową WiFi;
  • poręczniejszy układ klawiszy.

Oprócz tego czytnik ten można ubrać w gustowną i kosztowną ($34.99) okładkę oferowaną w 7 kolorach. Jeszcze droższa ($59.99) wersja kindlowego „ubranka” wyposażona jest w ledową latarkę do czytania o zmroku na werandzie lub nad jeziorem.

A co ma do tego wszystkiego tytułowy parytet? Otóż, po głębszej analizie problemu, doszedłem do wniosku, że powodem ekscytacji mojego Kindelka nie są parametry nowej wersji urządzenia. Prawdziwą przyczynę stanowi fakt, że

Kindle 3 jest kobietą!

Smuklejszą, lżejszą, piękniejszą i pożądającą wspaniałej garderoby!

Nie mogłem pozostać obojętny na cierpienia mojego wiernego towarzysza czytelniczych podróży i zamówiłem Kindelkę. Teraz razem drżymy z niecierpliwości, wiedząc, że Kindelka czeka na odprawę celną w magazynie UPS na warszawskim Okęciu.

Jak wyglądało nasze pierwsze spotkanie, napiszę już niebawem.

Wylewanie dziecka z kąpielą

Kindle price

W liceum miałem nauczycielkę geografii, która objawy ignorancji i nieuctwa wśród młodzieży kwitowała zwykle następującą wypowiedzią:

Mówiłam, tłumaczyłem, dyktowałam do brudnopisu i co? I NIC!

Cytat ten niczym błyskawica zajaśniał w mojej głowie, gdy zobaczyłem powyższą ofertę cenową dla książki „Making Ideas Happen”:

  • cena wydania elektronicznego (Kindle) = $18.71
  • cena wydania papierowego (twarde okładki) = $11.69

Na rynku amerykańskim wybór wydaje się jednoznaczny: „Drwale! Wycinajcie drzewa!”. A i z polskiej perspektywy, nawet po doliczeniu kosztów przesyłki przez Atlantyk, wydanie w eleganckiej twardej oprawie nie jest wcale droższe od paczki bitów bezszelestnie pomykającej po internetowych łączach.

Przemysł fonograficzny już to przećwiczył, ale, jak widać, każdy chce się uczyć na własnych błędach, więc wydawcy książek bezczelnie korzystają z zasobności portfeli tych, których stać na zakup czytnika Amazon Kindle. W ten sposób dla doraźnego zysku próbują zawrócić kijem Wisłę, to znaczy podtrzymać sprzedaż książek papierowych. Za wszelką cenę, jak mniemam.

Podobna, oczywista niedorzeczność wystąpiła kiedyś w momencie pojawienia się na rynku płyt CD, które wyparły kasety magnetofonowe (czy ktoś oprócz mnie pamięta jeszcze te czasy?). Otóż przez cały okres współegzystowania tych nośników na rynku ceny kaset w sklepie muzycznym były o połowę niższe od cen płyt CD z tą samą zawartością. Biorąc pod uwagę fakt, że jednostkowy koszt wyprodukowania kasety był wielokrotnie wyższy, widać było jak na dłoni, że ktoś tu kogoś robi w konia. I w dodatku nie wiadomo, po co!

Cóż, jak dotąd w dziedzinie książek elektronicznych firmie Apple nie udało się narzucić agresywnej polityki cenowej (takiej, jak w przypadku muzyki), więc nie jest wykluczone, że po pierwszych zachwytach ludzie powrócą do kupowania zadrukowanych, ściętych drzew.

Tylko, czy o to tak naprawdę wszystkim nam chodzi? Tracą na tym zarówno czytelnicy, jak i, w dłuższej perspektywie, wydawcy i autorzy. Zobaczymy, czy walka konkurencyjna pozwoli na zwycięstwo rozsądku nad doraźną pazernością.

iPad dla… no właśnie. Dla kogo?

Oglądając zdjęcia z premiery tableta iPad firmy Apple zacząłem się zastanawiać, dla kogo przeznaczone jest to urządzenie. Oto moja analiza poszczególnych funkcji iPada:

  1. iPad jako przeglądarka internetowa. Wygląda na to, że jest to sztandarowe funkcja tableta. Szybka, przystosowana do dotykowej obsługi przeglądarka Safari powinna zapewniać miłe i wygodne surfowanie po internecie. Oczywiście w zasięgu bezprzewodowej sieci lokalnej WiFi lub, w przypadku droższych modeli, sieci telefonii komórkowej trzeciej generacji.
  2. iPad jako klient poczty elektronicznej. Z daleka funkcja ta wygląda imponująco, jednak dwuręczne korzystanie z dotykowej klawiatury wymaga położenia tableta na biurku lub na kolanach. W pierwszym przypadku patrzymy na ekran pod pewnym kątem, co moim zdaniem jest nieergonomiczne i będzie powodować odbijanie się otoczenia w szklanej powierzchni ekranu. W drugim przypadku konieczne jest założenie nogi na nogę (tak jak robił to Steve Jobs podczas prezentacji), co na dłuższą metę bywa niewygodne. No i to pochylenie głowy do przodu powodujące zwyrodnienie kręgosłupa szyjnego!
  3. iPad jako ramka do fotografii. Przewijanie fotografii muśnięciem dłoni to element interfejsu użytkownika, który swoją doskonałością zamyka drogę rozwojową w tej dziedzinie. Lepiej już po prostu się nie da. Ale przeglądanie to jedno, a załadowanie swoich fotografii do urządzenia to drugie. iPad nie dysponuje żadnym złączem umożliwiającym podłączenie aparatu fotograficznego, pamięci USB lub karty SD. Zdjęcia trzeba przesyłać, synchronizując urządzenie z innym komputerem za pomocą oprogramowania iTunes. Chyba wolę telewizor lub odtwarzacz DVD z odpowiednimi złączami.
  4. iPad jako telewizor. Moc obliczeniowa tableta wystarcza do płynnego oglądania filmów i programów w rozdzielczości HD. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że urządzenie to należy trzymać w rękach oglądając dwugodzinny film. Można je ustawić na podstawce, ale czy nie prościej i wygodniej jest po prostu włączyć telewizor? Na pewno zdrowiej dla kręgosłupa.
  5. iPad jako odtwarzacz muzyczny. No cóż… Do kieszeni się nie zmieści, więc należy traktować tę funkcjonalność jako dodatek otrzymany w promocji.
  6. iPad jako czytnik książek elektronicznych. Tu pomocne będzie porównanie z Amazon Kindle DX:
    Parametr Apple iPad Amazon Kindle DX
    Wymiary [mm] 242.8 x 189.7 x 13.4 264.2 x 182.9 x 9.7
    Masa [kg] 0.73 0.54
    Ekran 9.7″ LCD/IPS/LED 9.7″ E Ink Vizplex
    Rozdzielczość 1024 x 768 1200 x 824
    Kolor TAK NIE
    Dotykowy? TAK NIE
    Klawiatura Dotykowa Prztyczki
    Pamięć 16GB 4GB
    Cena $629 $489

    Każdy może wyciągnąć własne wnioski, ale ja do czytania książek wybrałbym Amazon Kindle DX. Świecące ekrany zbyt męczą moje oczy.

  7. iPad jako komputer/konsola do gier. Większość spośród 140 000 aplikacji opracowanych dla iPhone’a powinna działać w skali 1:1 i w trybie dwukrotnego powiększenia. Nowe aplikacje będą wykorzystywały dodatkowe zasoby urządzenia. Kto wie? Może doczekamy się „zabójczej aplikacji”.
  8. iPad jako elektroniczna mapa. Wszystko byłoby dobrze, gdyby prawdopodobnie (informacje są w tym względzie niejednoznaczne) nie zapomniano wbudować prawdziwego odbiornika nawigacji satelitarnej GPS. Po prostu tego nie rozumiem. W dzisiejszych czasach?
  9. iPad jako osobisty asystent. Kalendarz, książka adresowa i notatnik są piękne i intuicyjne. Ale przecież to samo mogę mieć w iPhone’ie, który mieści się w kieszeni!
  10. iPad jako narzędzie profesjonalisty. Badania pokazują, że profesjonaliści (architekci, projektanci, muzycy, pisarze, menedżerowie itp.) znacznie efektywniej wykonują swoją pracę, gdy mają do dyspozycji standardową klawiaturę i mysz. Urządzenia dotykowe nie zapewniają odpowiedniej precyzji i szybkości działania. iPad umieszczony w oferowanej przez Apple podstawce z klawiaturą mógłby pełnić taką rolę, ale wówczas użytkownik musiałby dodatkowo wozić ze sobą takie akcesorium. Wątpię, żeby zestaw taki zapewniał wygodną pracę w podróży.
  11. iPad jako telefon/wideotelefon. Nic na ten temat. Z podanych informacji wynika, że dostępne będą tylko usługi przesyłania danych.

Podsumowując, uważam, że iPad jest kolejnym dziełem sztuki w dziedzinie wzornictwa przemysłowego i powinien być omawiany na zajęciach z projektowania wyrobów i interfejsów człowiek-maszyna, mimo że nazbyt przypomina iPoda Touch.

Dręczy mnie jednak zasadnicza wątpliwość:

Czy ludzie potrzebują komputerów w kształcie tabliczki?

Moim zdaniem: NIE!

Uważam, że standardowy notebook/netbook jest doskonalszą i wygodniejszą w użytkowaniu formą komputera osobistego – przynajmniej w przypadku narzędzia służącego twórczemu człowiekowi XXI wieku. Tabliczka być może bardziej się przyda biernemu konsumentowi treści multimedialnych, przesiadującemu od rana do wieczora na kanapie.

A ty? Co o tym sądzisz?

Duży Kindel u bram

Drżyj, konkurencjo!

Na stronie Amazon pojawiła się informacja, że 19 stycznia 2010 rozpocznie się wysyłka międzynarodowej wersji Kindle DX – czytnika książek elektronicznych z ekranem o przekątnej 9.7 cala. Dla osób, które powstrzymały się do tej pory z zakupem wersji 6-calowej ze względu na zbyt mały, ich zdaniem, ekran, to ciekawa propozycja. Oto najważniejsze parametry urządzenia:

  • wyświetlacz: elektroniczny papier o przekątnej 9.7″, rozdzielczości 1200 x 824 punktów (150 punktów na cal), wyświetlający obraz monochromatyczny o 16 poziomach zaczernienia;
  • wymiary: 264 mm x 183 mm x 10 mm;
  • masa 535 g;
  • wymagania systemowe: brak – nie wymaga posiadania komputera;
  • pojemność pamięci: 4 GB (w tym 3.3 GB dla użytkownika);
  • czas pracy pomiędzy ładowaniami akumulatora: 2 tygodnie z wyłączoną łącznością bezprzewodową, 1 tydzień z włączoną;
  • czas pełnego ładowania akumulatora: 4 godziny;
  • łączność bezprzewodowa: modem komórkowy HSDPA (3G) obsługujący także EDGE/GPRS, Amazon pokrywa wszelkie koszty korzystania z sieci komórkowych;
  • port USB: USB 2.0 (gniazdo mikro-USB) do ładowania akumulatora i opcjonalnego połączenia z komputerem;
  • audio: gniazdo stereo 3.5 mm do podłączenia słuchawek, wbudowane głośniki stereofoniczne;
  • obsługiwane formaty danych: bez konwersji: Kindle (AZW), PDF, TXT, Audible (formaty 4, Audible Enhanced (AAX)), MP3, niechroniony MOBI, PRC; po dokonaniu konwersji: HTML, DOC, RTF, JPEG, GIF, PNG, BMP;
  • cena: $489.00 plus koszty przesyłki i opłat celnych.

Drogo? Nie da się ukryć, ale cena jest zbliżona do cen innych urządzeń dysponujących tak dużym ekranem. Niewątpliwą zaletę stanowi dostęp do olbrzymiej (300 tysięcy publikacji w języku angielskim) księgarni i bardzo wygodny sposób dostarczania książek za pomocą sieci komórkowych.

„Odroczone czytanie” internetu Kindelkiem

Jak już wcześniej pisałem, Amazon Kindle nie zapewnia w Polsce bezpośredniego dostępu do internetu. Nie da się więc surfować za pomocą tego bezprzewodowego czytnika książek. Natomiast „odroczone czytanie” jest jak najbardziej możliwe. We wszechświatowej sieci można znaleźć wiele wartościowych tekstów, wpisów i felietonów, którym wypadałoby poświęcić więcej uwagi niż tylko przemknięcie wzrokiem po nagłówkach i wytłuszczeniach. Takich, które warto byłoby odłożyć do późniejszego przeczytania. Udało mi się znaleźć i przetestować znakomitą metodę wykorzystywania mojego Kindelka do tego właśnie celu.

Marco Arment opracował Instapaper – doskonałe narzędzie wspomagające „odroczone czytanie” internetu. Służy ono do tworzenia półki ze znalezionymi w sieci ciekawymi tekstami. Odnośniki do tych tekstów można grupować w folderach tematycznych:

Instapaper 1

Najważniejsze jest jednak to, że Instapaper za pomocą opcji „Kindle” potrafi ze skatalogowanych w danym folderze tekstów stworzyć jeden, zgrabnie sformatowany, wyposażony w spis treści i hyperlinki plik .mobi:

Instapaper 2

Jeśli przed tą operacją Amazon Kindle zostanie podłączony do złącza USB komputera, powstały w ten sposób plik .mobi można zapisać bezpośrednio w katalogu „documents” czytnika:

Instapaper 3

Nowe pliki pojawiają się natychmiast w katalogu książek urządzenia i można zacząć je czytać w domu, w łóżku, na plaży, na łódce albo w lesie, z dala od jakiegokolwiek zasięgu.

W celach testowych sporządziłem dwa pliki .mobi. Po pierwsze utworzyłem folder „spolsky”, w którym umieściłem odnośniki do trzech tekstów Joela Spolsky’ego (w języku angielskim):

  • „The Duct Tape Programmer”;
  • „Things You Should Never Do, Part I”;
  • „When and How to Micromanage”.

Do pliku .mobi zostały wciągnięte pierwsze dwa teksty. Trzeci był niestrawny zarówno w zestawie, jak i po umieszczeniu go w osobnym folderze. Zapewne występuje jakiś problem zgodności Instapaper z witryną Inc. Oto perfekcyjny wynik konwersji pierwszych dwóch tekstów – odpowiednia treść została pobrana ze stosunkowo złożonej witryny „Joel on Software”:

Kindle Mobi 0

Na drugi ogień poszły trzy artykuły Pawła Wimmera o czytniku eClicto (w języku polskim):

  • „eClicto – własne pliki”;
  • „eClicto – oprogramowanie i księgarnia”;
  • „eClicto – pierwsza przymiarka”.

Umieściłem je w folderze „eclicto”, poddałem konwersji i zapisałem w Kindelku. Kolejność w spisie treści okazała się zgodna z kolejnością zdefiniowaną w folderze Instapaper, polskie litery nie sprawiły żadnego kłopotu, czytelność tekstu jest doskonała, a ilustracje wyraźne, choć czarno-białe. W tym przypadku Instapaper także poprawnie rozpoznał, co jest właściwą treścią wpisu, a co tylko oprawą:

Kindle Mobi 1

Kindle Mobi 2

Eksperyment ten przekonał mnie, że Amazon Kindle w połączeniu z Instapaper jest doskonałym narzędziem do „odroczonego czytania” internetu. Format .mobi, w przeciwieństwie do PDF, nie narzuca sztywnego formatu prezentacji tekstu, a Instapaper zaskoczył mnie inteligencją wyboru ze stron internetowych tych treści, o które chodzi czytelnikowi.

Noga czy głowa?

W związku z premierą polskiego czytnika książek elektronicznych eClicto (szerokie omówienie możliwości tego urządzenia znajdziesz tu: „eClicto – pierwsza przymiarka” / Paweł Wimmer) zacząłem się zastanawiać, jaki budżet ma to przedsięwzięcie. Cały czas odnoszę wrażenie, że jest ono prowadzone „z pewną taką nieśmiałością”. A właściwie nawet z dużą nieśmiałością i pokaźnym bagażem niewiary we własne siły. Cenę urządzenia skalkulowano zapewne prawidłowo – przy założeniu, że projekt musi zacząć na siebie zarabiać od godziny 8:00 10 grudnia 2009. I na tym chyba polega cały błąd.

Może warto było założyć, że ta inwestycja zwróci się po 3-5 latach i na początku sprzedawać czytniki za przysłowiową złotówkę. Można byłoby przyjąć strategię stosowaną w telefonii komórkowej i stworzyć klub książkowy, w ramach którego czytelnik miałby obowiązek kupować jedną książkę miesięcznie. Cóż, nie mój biznes, nie moja sprawa…

A dlaczego zatytułowałem ten wpis „Noga czy głowa?”? Dlatego, że zgodnie z informacjami podanymi przez Krzysztofa Klickiego, właściciela Kolportera (firmy oferującej eClicto), w latach 2002-2008 spółka ta „władowała” 40 milionów złotych w klub piłkarski Korona Kielce i nic na tym nie zarobiła (źródło: „Korona bez sponsora” / Wprost). Wątpię, żeby projekt eClicto miał podobny rozmach, więc śmiem twierdzić, że noga jest jednak ważniejsza od głowy.

Uaktualnienie Kindelka

Mój Czytelnik Krissto doniósł uprzejmie tydzień temu, że Amazon udostępnia właśnie uaktualnienie oprogramowania swojego czytnika książek elektronicznych. Włączyłem więc bezprzewodowość Kindelka i z niecierpliwością czekałem, co się stanie. Już po chwili w menu ekranu „Settings” wyszarzona do tej pory opcja „Update Your Kindle” stała się czarna. Wybrałem ją i… nic. Przeszedłem do ekranu „Home”, a tam znienacka pojawił się podręcznik „Kindle User’s Guide, 4th Ed.”. Wróciłem ponownie do ekranu „Settings”, wybrałem opcję „Update Your Kindle” i… znowu nic. Odczekałem chwilę i spróbowałem trzeci raz. Udało się:

KINVER23

Podejrzewam, że nieudane próby wynikały z faktu, że moja niecierpliwość była większa od szybkości transferu uaktualnienia oprogramowania przez Whispernet (w tym bezpłatnie przez polską sieć komórkową).

Aktualizacja zakończyła się pełnym sukcesem. Nic nie zginęło, a Kindelek ochoczo wyświetlił listę załadowanych do niego książek. Dopiero teraz zauważyłem, że listę tę można filtrować („Personal Docs” – tu są PDF-y, „Subscriptions” – tu są gazety, „Books” – tu są książki zakupione w Amazon lub pozyskane w inny sposób (na przykład w formacie PRC) oraz „All My Items” – tu jest wszystko) i sortować („Most Recent First” – ostatnio czytane na górze, „Title” – tytuły w kolejności alfabetycznej oraz „Author” – autorzy w kolejności alfabetycznej):

Kindle Filter and Sort

Nową funkcją czytnika jest możliwość obracania zawartości ekranu. Nie dotyczy to przeglądania sklepu Amazon i Wikipedii (a propos – czytnik oferuje dostęp tylko do angielskiej wersji Wikipedii). Jednocześnie odpowiednio modyfikowany jest kierunek działania minidżojstika. Do zmian orientacji ekranu służy dodatkowa opcja „Screen Rotation” w menu wywoływanym klawiszem zmiany wielkości czcionki i układu tekstu:

Kindle Screen Rotation

Największą sensacją medialną było jednak wzbogacenie urządzenia o możliwość przeglądania plików PDF bez, wymaganej wcześniej, konwersji. We wpisie Kindelek z PDF-ami na plaży przedstawiłem problemy, jakie czasami stwarzała ta konwersja. Teraz jest znacznie lepiej. Polskie litery w podręcznikach stworzonych na podstawie „Wakacyjnego kursu ZTD” są interpretowane prawidłowo. Treść pliku PDF jest automatycznie dopasowywana do szerokości ekranu zarówno podczas wyświetlania w pionie (wówczas mieści się cała strona), jak i w poziomie (wówczas widać tylko pół strony). Nie ma możliwości ręcznego powiększania zawartości! Nie można też dodawać własnych notatek i podkreśleń – pozostają tylko zakładki. Jeśli PDF nie składa się z samych ilustracji, można go przeszukiwać, ale w pliku ZTDPL.PDF oprogramowanie nie znalazło słowa „prosty”, zaś w pliku „Wakacyjny_kurs_ZTD” bez problemu. Oczywiście o wprowadzaniu polskich znaków nie ma mowy:

KINPDFPL

Zmasakrowany poprzednio podczas konwersji z formatu PDF „Productive Magazine” obecnie jest prawidłowo interpretowany, lecz… prawie nieczytelny. Niewyłuskany tekst jest tak mały, że przeczytanie go graniczy z cudem, nawet gdy jest wyświetlony w poziomie. Można jedynie ogólnie podziwiać wspaniałą pracę projektanta szaty graficznej tego wydawnictwa. Podsumowując, dobrze prezentują się jedynie proste PDF-y z wyraźną, nieskomplikowaną treścią:

KINPDFEN

Na koniec przeprowadziłem jeszcze eksperyment z polską klasyką pobraną z witryny „bookini.pl”, którą wskazał mi mój Czytelnik Aldek. W formacie PRC ściągnąłem „Wiersze wybrane” Bolesława Leśmiana i dwa pierwsze tomy „Winnetou” Karola Maya (dlaczego nie ma trzeciego, ja się pytam!). Kindelek wyświetla je bez żadnego problemu:

KINPRC

Wiele radości może sprawić włączenie czytania na głos polskich książek, ponieważ oprogramowanie czytnika spodziewa się tekstów w języku angielskim. Jest to doprawdy odkrywcza interpretacja, która uwalnia poezję i prozę od ich potocznego znaczenia, na rzecz praktycznie niezrozumiałych ewolucji fonetycznych. :-)

Nowa wersja oprogramowania jest zdecydowanie żwawsza. Szybciej przełącza strony i odświeża ekran, jednak to przyspieszenie nieco mnie niepokoi. Mam obawy, że niebezpiecznie podkręcono szybkość pracy procesora, od czasu do czasu bowiem w okolicach mojego Kindelka czuję zapach rozgrzanej elektroniki. Naprawdę. Nie żartuję. Mam nadzieję, że nie skończy się to efektownym stopieniem obudowy urządzenia.

To tyle na temat uaktualnienia oprogramowania Amazon Kindle. W związku z dużą popularnością tego tematu, utworzyłem nową kategorię BIZNESU BEZ STRESU o nazwie „kindle” i umieściłem w niej wszystkie dotychczasowe wpisy dotyczące tego czytnika: