Tag: odwlekanie

Perfekcja procesu

CELOWOJuż wielokrotnie i na różne sposoby rozprawiałem się na łamach Biznesu Bez Stresu z perfekcjonizmem. Dlaczego? Dlatego, że jest to przypadłość, na którą cierpię od dzieciństwa. Lubię to, co dopracowane, nieskazitelne, bezbłędne i nieporysowane. W najważniejszych sprawach warto być perfekcjonistą. Ale co zrobić, jeśli pragnienie doskonałości przenika cię na wskroś i powstrzymuje od działania, ponieważ podejrzewasz, że rezultat nie będzie celujący?

Czytaj dalej…

Syndrom zgrabnej sterty papierów

Zgrabna Sterta Papierów

Tak! Niestrudzenie namawiam wszystkich do porządkowania swojego otoczenia, usuwania rzeczy niepotrzebnych, a dla tych potrzebnych znajdowania należnego im, godnego miejsca. Jest tylko jedno ale…

Porządkowanie nie może stać się istotą twojego życia, jeśli nie jest ono pracą, którą wykonujesz zawodowo.

Tymczasem porządkowanie bardzo często zastępuje właściwe działanie. To jeden ze sztandarowych sposobów odwlekania przez udawanie, że się jest zajętym.

Pomyśl o tym, jeśli jesteś prezesem, dyrektorem albo kierownikiem, a twoim głównym zajęciem jest przeprowadzanie niekończących się reorganizacji.

Pomyśl o tym, jeśli jesteś kierownikiem projektu, a twoim głównym zajęciem jest uaktualnianie tabelek, harmonogramów i wykresów oraz dbanie o to, żeby segregatory z dokumentacją miały właściwe kolory.

Pomyśl o tym, jeśli jesteś programistą, a twoim głównym zajęciem jest formatowanie kodu i korekta stylistyczna obszernych komentarzy, którymi ten kod opatrzyłeś.

Pomyśl o tym, jeśli na twoim biurku rośnie sterta nieprzeczytanych listów, pism i dokumentów, a twoim głównym zajęciem jest dbanie o to, żeby ta sterta się nie przewracała i miała zgrabny, strzelisty kształt.

Te wszystkie przypadki są objawem syndromu zgrabnej sterty papierów, na który cierpisz. Ale nie martw się, z tego można się wyleczyć. Musisz tylko zdobyć się na pierwszy krok:

Przestań zaprzeczać, że cierpisz na syndrom zgrabnej sterty papierów!

Przestań się oszukiwać, że działanie polega na „byciu zajętym”. Nie! Działanie polega na wyznaczaniu sobie, swojemu zespołowi i swojej organizacji celów i ich osiąganiu. Porządek w tym pomaga, ale nie może być celem samym w sobie!

Czy jesteś gotowy podjąć to wyzwanie?

Czy jesteś gotowy do walki z syndromem zgrabnej sterty papierów, który pożera twoją energię i sprawia, że stoisz w miejscu, zamiast dziarsko osiągać kolejne sukcesy?

Spróbuj! Wierzę, że ci się uda!

Utrata kontroli

Strach jest główną przyczyną odwlekania.

Różne są źródła tego strachu. Na przykład często obawiamy się utraty kontroli.

Jak to? – być może zdziwisz się w tym miejscu. – Przecież podejmujemy działania, żeby zwiększyć swój wpływ na rzeczywistość, żeby ją zmieniać podług własnego uznania i nad nią panować!

Niby tak – po to właśnie co rano zwlekasz się z łóżka i zaczynasz coś robić. Ale jednocześnie bardzo często paraliżuje cię strach wynikający z obawy związanej z nieprzewidywalnymi efektami ubocznymi twojego działania. Bo choć masz jakieś swoje plany i nadzieje, to zdajesz sobie również sprawę z tego, że rogata rzeczywistość wcale nie musi być skłonna do pełnej i zgodnej współpracy. Czegoś da ci więcej, czegoś mniej, a czasami uśmieje się do rozpuku, widząc twoje próby jej okiełznania.

Kiedy nic nie robisz, wiesz, że nic od ciebie nie zależy i nad tą swoją niemocą masz pełną kontrolę. Zero pozostaje zerem bez żadnego ryzyka, ale i bez żadnej nadziei.

Jeśli zaś przystępujesz do działania, wywołujesz zaburzenie we wszechświecie, którego wszystkie atomy zaczynają rezonować – każdy na swój, niekontrolowany przez ciebie sposób.

I to właśnie cię przeraża.

Całkiem niepotrzebnie, ponieważ wszechświat raczej woli ci sprzyjać, niż robić wbrew, jeśli tylko masz dobre intencje.

Nie odwlekaj więc i bierz się do roboty, bo z niecierpliwością czekam na owoce twojej kreatywności!

E-mail? Nie żartuj!

Oprócz braku natchnienia i braku gruntownych podstaw teoretycznych ludzie często stosują następującą wymówkę:

Nie zabrałem się za to, bo co chwilę przychodziły do mnie jakieś maile.

I znów – osoby, które tak się tłumaczą, święcie wierzą, że ich podstawowym obowiązkiem w pracy jest natychmiastowa reakcja na każdą wiadomość pojawiającą się w ich skrzynce odbiorczej.

Co za bzdura!

Są oczywiście stanowiska, gdzie rytm pracy wyznaczają zgłoszenia wymagające niezwłocznej interwencji, ale… ty nie pracujesz ani w straży pożarnej, ani w policji, ani w pogotowiu ratunkowym, ani w strukturach zarządzania kryzysowego. Masz do wykonania konkretną robotę i bynajmniej nie jest to „oczekiwanie na kolejny mail”.

Przecież nie wpiszesz sobie do CV, że twoją podstawową umiejętnością zawodową jest ciągła gotowość do odebrania informacji za pomocą poczty elektronicznej!

Dlatego:

  • Po pierwsze: przestań stosować tę wymówkę.
  • Po drugie: zrewiduj swoją politykę obsługi pocztowej skrzynki odbiorczej.

Oto 3 zasady, które uchronią cię przed e-mailową bieżączką:

  1. Przeglądaj i analizuj zawartość skrzynki pocztowej nie częściej niż 3 razy dziennie.
  2. Przydziel temu zadaniu konkretny, ograniczony czas – na przykład 9:30-10:00, 12:30-13:00, 15:30-16:00.
  3. Każdą wiadomość czytaj tylko raz i decyduj (na przykład zgodnie ze wskazówkami Davida Allena), co zamierzasz zrobić w odpowiedzi na każdą z nich.

I najważniejsze:

Jeśli to możliwe, wyłącz w swoim programie pocztowym automatyczne pobieranie korespondencji z serwera. Unikniesz w ten sposób rozpraszającej cię pokusy, żeby podejrzeć, czy coś nowego nie pojawiło się w skrzynce odbiorczej. O wyznaczonych godzinach inicjuj ten proces ręcznie.

No, to skoro już to wiesz, ruszaj do pracy, żeby zrobić coś naprawdę ważnego, a nie tylko taplać się w świecie pozornego zaabsorbowania sprawami.

Teoria? Nie żartuj!

TEORIA

Oto kolejny, po ubiegłotygodniowym, wpis z cyklu „nie żartuj!”. Równie często jak o natchnieniu zdarza mi się słyszeć inne usprawiedliwienie:

Nie zabrałem się za to, bo nie zdążyłem przeczytać podręcznika.

Osoby, które tak się tłumaczą, święcie wierzą, że do wykonania zadania potrzebna jest im wiedza teoretyczna na poziomie co najmniej profesorskim. Sam miewam takie ciągoty. Czasami wydaje mi się, że przeczytanie lub choćby kupienie kolejnego podręcznika sprawi, że będę perfekcyjnie biegał, pływał, planował przedsięwzięcia, uprawiał pietruszkę lub redagował wpisy blogowe.

Co za bzdura!

Prawda jest taka, że amator czyta kolejne podręczniki, a profesjonalista bierze się do roboty.

Dlaczego?

Bo przedawkowanie teorii działa paraliżująco. Zamiast coś zrobić, zgłębiasz dobre i złe rady z trzeciej ręki i poznajesz tysiące przyczyn mogących sprawić, że poniesiesz porażkę. I po co ci to?

Teoria bez praktyki jest jak olbrzymi fundament bez ścian i dachu. Nie da się w takim domu mieszkać. Oczywiście ścian i dachu nie można stawiać na piasku, ale teoretycy zajmują się tylko wlewaniem betonu do dziury w ziemi.

Zatem… Do dzieła!

Praktyka czyni mistrza!

Teoria to ślad, który wszechświat zostawia w tobie. Praktyka to twój ślad we wszechświecie.

Natchnienie? Nie żartuj!

Bardzo często zdarza mi się słyszeć od znajomych (nie od podwładnych) następujące usprawiedliwienie:

Nie zabrałem się za to, bo nie miałem natchnienia.

I w wielu przypadkach osoby, które tak się tłumaczą, rzeczywiście wierzą, że do napisania raportu, pracy magisterskiej czy programu komputerowego potrzebny im jest jakiś szczególny stan ducha. Jakieś nadprzyrodzone objawienie.

Co za bzdura!

Prawda jest taka, że amator czeka na natchnienie, a profesjonalista bierze się do roboty.

Dlaczego?

Bo natchnienie czeka na okazję do działania, ale trzeba mu ją dać!

Ktoś spytał kiedyś Somerseta Maughama, czy pisze zgodnie z jakimś harmonogramem, czy też wtedy, gdy ma natchnienie.

– Piszę tylko wtedy, gdy mam natchnienie – odpowiedział pisarz. – Na szczęście natchnienie nawiedza mnie codziennie rano, punktualnie o dziewiątej.

Pablo Picasso stwierdził zaś: Gdy przychodzi natchnienie, zastaje mnie przy pracy.

Odnoszący międzynarodowe sukcesy polski oboista i kompozytor Wojtek Blecharz oświadczył w wywiadzie opublikowanym w Wysokich Obcasach 25 maja 2013 roku: Nie wierzę w wenę. Wierzę w systematyczną, intensywną pracę.

Chcesz więcej przykładów?

Po co?

Bo przyjemnie jest poodwlekać jeszcze trochę przystąpienie do działania?

Proszę bardzo, ale nie tutaj!

Tylko lenie czekają na natchnienie!

Spisek szóstkowiczów

Z okazji Dnia Wagarowicza (cóż to za głupia nazwa przypisana temu radosnemu dniu symbolizującemu nadchodzącą wiosnę) chciałbym podzielić się swoimi wrażeniami z lektury książki „The Straight-A Conspiracy: A Student’s Secret Guide to Ending the Stress of High School and Totally Ruling the World” autorstwa pary Hunter Maats i Katie O’Brien („Spisek szóstkowiczów: Tajny przewodnik ucznia, jak skończyć ze stresem w liceum i zacząć rządzić światem”).

Niestety pod tym chwytliwym tytułem znalazłem jedynie, spowite w pozornej aurze tajemniczości, standardowe rady edukacyjne. Autorzy dowodzą, że aby zapewnić sobie dobre stopnie i sukces w szkole, należy systematycznie zdobywać wiedzę, starać się dogłębnie zrozumieć poszczególne tematy, a nie bazować na zakuwaniu tuż przed sprawdzianami i liczeniu na szczęśliwą gwiazdę jako jedynym czynniku, który może uratować przed katastrofą. A już myślałem, że wynaleziono coś nowego… :-(

Mimo to odkryłem w tej książce jedno ważne spostrzeżenie. Jako piątkowicz (w moich czasach skala ocen nie zawierała szóstki) nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego słabsi uczniowie, wyrwani do tablicy, uparcie starali się zgadywać odpowiedzi, zamiast włożyć nieco wysiłku i postarać się dociec istoty rzeczy. Teraz wiem, że winne temu były dwa błędy w ich myśleniu:

  1. Nieuczciwe porównania. Nie włożywszy ani grama wysiłku w naukę, zakładając, że i tak nie mają szans, porównywali się z tymi, którzy odrobili swoją pracę domową, ale ich sukcesy przypisywali jedynie wrodzonym talentom lub oświecającej interwencji sił nadprzyrodzonych.
  2. Nierealistyczne oczekiwania. Chcieli natychmiast, po włożeniu pierwszego grama wysiłku, doścignąć najlepszych, nie biorąc pod uwagę faktu, że dla zredukowania „wypracowanych” dotąd sporych zaległości ten gram to zdecydowanie za mało. Do tego czasu prymusi zdążyli już przecież systematycznie „przerzucić” kilka kilogramów.

Co mi teraz ta wiedza da? Nie wiem. Przytoczę zatem dla potomności kilka zaznaczonych przeze mnie w tym „podręczniku oczywistości” fragmentów:


Sprawdzanie informacji, których nie jesteś pewien, nie jest dodatkowym elementem procesu nauki; to jest właśnie jego istota.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 825)


Możesz skupić uwagę tylko na jednej nieautomatycznej czynności naraz. Wielozadaniowość uwagi jest tylko mitem.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 919)


Emocje są zwarciem w ludzkim umyśle i wyzwalają zachowania niezbędne do przetrwania.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 1115)


Gdy odczuwasz strach, krew płynie do twych stóp, żeby przygotować cię do ucieczki. Gdy odczuwasz gniew, krew płynie do twych rąk, żeby przygotować cię do walki.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 1189)


Ludzie nie odwlekają załatwiania spraw dlatego, że są leniwi. Robią to, ponieważ kierują się emocjami. Wstyd, strach, zwątpienie we własne siły wyzwalają u nich pragnienie odłożenia na później rozpoczęcia działania.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 1485)


OTO SZEŚĆ ZASAD BYCIA MICHAELEM JORDANEM W KAŻDEJ DYSCYPLINIE!

  1. Nigdy nie zapominaj o podstawach.
  2. Agresywne planuj czas.
  3. Korzystaj ze wskazówek trenera.
  4. Myśl o swojej marce, którą budujesz.
  5. Jedyne, co się liczy, to to, co robisz teraz.
  6. Bycie znakomitym jest mniej stresujące niż bycie średniakiem.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 5002)


Występuje wielka różnica pomiędzy, jak to określa psycholog Martin Seligman, „przyjemnościami” a „spełnieniami”. Przyjemnościami są takie rzeczy, jak oglądanie telewizji, jedzenie lodów, szwendanie się po centrach handlowych czy granie w gry wideo. Nie wymagają wiele wysiłku i zawsze wydają się najlepszą opcją spędzenia czasu. Natomiast spełnienia są wyzwaniami, które sprawiają, że dobrze się ze sobą czujemy – na przykład nauka nowych rzeczy, doskonały wynik testu czy zakończenie dużego projektu.

Wadą przyjemności jest to, że są nietrwałe. Uszczęśliwiają cię na kilka minut, ale nigdy nie przynoszą satysfakcji. Pierwsza czarka lodów smakuje cudownie, ale przy trzeciej ogarnia cię obrzydzenie. Natomiast szczęście wynikające ze spełnienia za każdym razem smakuje tak samo dobrze. Nigdy nie znuży cię osiąganie czegoś odlotowego. Zawsze jest to wspaniałe uczucie. Nie blaknie z upływem czasu; po latach nadal będziesz je czuł. Spełnienia są kluczem do właściwego postrzegania swojej wartości.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 5281)