Tag: rodzina

Jak uruchomić pociąg?

Pociągi czasami się zatrzymują.

Na stacjach też, ale zdarza się, że zastygają w kompletnym bezruchu w szczerym polu.

Bez jakiejkolwiek przyczyny, którą łatwo byłoby zidentyfikować.

Niektórzy twierdzą, że pociągi zatrzymują się w szczerym polu ze zmęczenia.

Siedzisz wtedy w coraz zimniejszym (w zimie) lub coraz cieplejszym (w lecie) przedziale i się wściekasz…

Niepotrzebnie!

Po prostu nie znasz niezawodnej metody uruchamiania takiego utrudzonego ciągłymi podróżami żelaznego smoka z gatunku wężowatych.

Metodę tę opracowała i dokładnie przetestowała moja Mama. Skuteczność procedury została jednoznacznie potwierdzona w stosunku do pasażerskich pociągów podmiejskich i dalekobieżnych. Badania nie objęły składów towarowych oraz zatrzymań wynikających ze słusznej walki kolejarzy o dobro pasażerów.

Na czym polega owa metoda?

Otóż, gdy pociąg, którym jedziesz, zatrzyma się w szczerym polu i wygląda na to, że postój potrwa dłużej, wyciągnij przed siebie obie ręce, uważnie obejrzyj swoje dłonie ubrane w rękawiczki (tak, tak, rękawiczki są niezbędnym rekwizytem w tej metodzie) i powiedz głośno, z nieukrywanym zdziwieniem: „Odbarwiają się!”. Wówczas pociąg ruszy.

Na ogół nie wierzę w takie zabobony, a wszelka magia jest dla mnie czarną magią, ale w tym przypadku mogę z pełnym przekonaniem wszystkim polecić to odkryte przez moją Mamę zaklęcie. Prawdopodobnie ma ono związek z odwracaniem kierunku ruchu barwnych elektronów w czasoprzestrzeni albo z czymś podobnym.

Musisz tylko pamiętać, żeby zawsze w podróży mieć ze sobą rękawiczki i umieć szczerze zdziwić się zmianą ich koloru, niezależnie od tego, czy tę zmianę dostrzegasz, czy nie. Rzeczywistość nie ma tu nic do rzeczy. Liczy się jedynie to, czy potrafisz przekonać pociąg, że: „Odbarwiają się!”.

Przy najbliższej okazji wypróbuj działanie rękawiczkowej metody uruchamiania pociągów i podziel się z nami swoim entuzjazmem w komentarzach pod tym wpisem!

Miłość nie polega na kupowaniu rzeczy

Na dzisiejszą, poświąteczną okazję przygotowałem cytat z najnowszej książki Leo Babauty i Courtney Carver „Clutterfree” („Odbałaganione”) dotyczący kwestii podchoinkowych (i nie tylko) prezentów:


Co zrobić z podarunkami?

Twoja osobista sprawność w dziedzinie ochrony swojego świata przed niepotrzebnymi rzeczami i usuwania tego, co przez lata się nagromadziło, nie wystarcza w sytuacji, kiedy jesteś obdarowywany przez innych. Otrzymywanie prezentów w związku z jakąś okazją, a często i bez niej, jest istotną, rodzącą bałagan i niełatwą do załatania nieszczelnością w systemie.

Szczerze mówiąc, stanowi to trudny do rozwiązania problem, który w dużej mierze pozostaje poza twoją kontrolą, choć jest parę rzeczy, które możesz zrobić, aby powstrzymać tę zalewającą cię rzekę niechcianych podarunków.

Przygotuj się do regularnych, długofalowych działań i do tego, że nie zawsze spotkasz się ze zrozumieniem. Będziesz musiał wykazać wiele cierpliwości oraz zrozumienia, że ludzie obdarowują cię nie ze złości, ale z miłości. A to przecież jest niezwykłym darem niebios.

Oto nasze rady:

  • Zacznij o tym rozmawiać z przyjaciółmi, rodziną i współpracownikami. Z każdym, kto mógłby chcieć dać ci jakąś rzecz. Opowiedz im o swoim dziele odbałaganiania własnego życia, dlaczego jest to dla ciebie ważne i jak chcesz zmieniać swoje nawyki, aby pozostać odbałaganionym.
  • Zaproponuj im umowę, że nie będziecie obdarowywać się rzeczami. To może być czasami drażliwy temat, ale jeżeli okażesz pozytywne nastawienie i nie dasz im do zrozumienia, że robili coś, co ci się nie podobało, ich uczucia nie zostaną zranione. Okaż wdzięczność za dotychczasowe prezenty i po prostu wytłumacz im, że starasz się zminimalizować swój stan materialnego posiadania.
  • Zasugeruj alternatywne formy podarunków dla was i dla waszych dzieci. Dobre pomysły to finansowanie wspólnych wypraw, zakup standardowych towarów codziennego użytku, bonów do kin, restauracji, klubów odnowy biologicznej, myjni samochodowych itp.
  • Dobrze jest też porozmawiać o tym, że miłość nie polega na kupowaniu rzeczy. Ludzie przyzwyczaili się do okazywania swoich uczuć za pomocą kupowania prezentów. Ale jest wiele innych sposobów wyrażania miłości – na przykład wspólne spędzanie czasu. Podziel się swoimi pomysłami w tym zakresie.
  • Zaproponuj wzajemną wymianę rzeczy, których ty, twoja rodzina i twoi przyjaciele chcieliby się pozbyć. Zorganizuj internetowe forum wymiany, w ramach którego każdy będzie mógł zgłosić to, co mu jest niepotrzebne, zamiast obdarowywać kogoś kolejnym niechcianym prezentem.
  • Jeśli ludzie nadal będą cię obdarowywali, grzecznie dziękuj i okazuj wdzięczność, ale nie rezygnuj z dyskusji na temat istoty bałaganu, gromadzenia rzeczy i dawania prezentów. Staraj się nadawać tym rozmowom ton pozytywny i wolny od jakichkolwiek oskarżeń.
  • Po kilku miesiącach takich rozmów wyślij do wszystkich oficjalny komunikat, w którym ogłosisz, że choć doceniasz wszystkie otrzymywane podarunki, od tej chwili wprowadzasz nową zasadę, na mocy której każdy prezent będziesz przekazywał na rzecz organizacji dobroczynnych. Większość ludzi zrozumie, skąd ten pomysł, i zacznie poważnie traktować zmiany, jakich dokonujesz w swoim życiu.

Niektórzy zaczną cię traktować jak odmieńca, ale nie ma w tym nic złego. Pogadają trochę, a potem zaczną cię akceptować takim, jakim jesteś. To nic zdrożnego być osobą, która nie chce mieć tego, co jest jej niepotrzebne.


Biegnij Warszawo 2012

To był najchłodniejszy bieg Biegnij Warszawo od początku świata.

I bardzo dobrze!

Temperatura +10°C i zachmurzone niebo sprzyjały biciu rekordów życiowych, co skrupulatnie wykorzystałem.

Oto tabela moich dotychczasowych wyników uzyskanych w tej imprezie (dystans 10 kilometrów):

Chciałem osiągnąć czas poniżej 53 minut i udało się. Tradycyjnie razem ze mną z dystansem zmagały się moje kochane dzieciaki i też pobiegły szybciej niż w ubiegłym roku. A Pani TesTeqowa kibicowała nam z entuzjazmem i zapamiętaniem.

Było fajnie!

Biegnij Warszawo 2012

Matczyne nauki

Moja Mama była wspaniałą kobietą – projektantką fundamentów mojego stosunku do świata i nauczycielką, dzięki której zrozumiałem, co w życiu wypada robić, a czego nie, żeby żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Właśnie tak, zawsze w zgodzie z własnym sumieniem, a nie tylko łatwo i przyjemnie.

Jakież to staromodne i niepraktyczne w dzisiejszych czasach!

Pewnego razu, gdy Mama odprowadzała mnie do przedszkola, moją uwagę przykuł mężczyzna sprawnie poruszający się po ulicy o kulach – mężczyzna, który nie miał jednej nogi. Po prostu nie mogłem oderwać od niego wzroku. Wtedy moja Mama powiedziała:

„Nie gap się tak! Pomyśl, jak ten pan się czuje, kiedy wszyscy oglądają się za nim zaciekawieni, jak radzi sobie ze swoim nieszczęściem.”

Może sformułowała to nieco inaczej, ale na całe życie zapamiętałem tę naukę: nie należy zaspokajać swojej ciekawości, jeśli nie służy to niczemu ponad własną uciechę, a może komuś sprawić przykrość. Od tej pory zawsze starałem się jednym rzutem oka oceniać, czy dana osoba potrzebuje pomocy, a jeśli nie, uśmiechać się życzliwie i zajmować swoimi sprawami.

Dzisiejsze czasy, szczególnie w swej tabloidowo-plotkarskiej sferze, są niestety całkowitym zaprzeczeniem tej podstawy mojego wychowania.

Na przykład nigdy nie wytykałbym palcem osoby, która spociła się i na jej bluzce zaznaczyły się ciemne plamy pod pachami. A takie ordynarne zachowanie propagują portale typu plotek.pl. Oto trzy przykładowe wpisy z ostatnich dni:

  • Za duża suknia Stenki, niedopasowana bielizna Zielińskiej i spłaszczony biust Rosati, czyli wpadki na gali Orły 2012
  • Ups! Madonna zapomniała zrobić pedicure…
  • UPS! Cameron Diaz się spociła!

Na takie rzeczy po prostu nie wypada publicznie zwracać uwagi. Ludzie popełniają błędy, pocą się, przejęzyczają, ale to nie ich „wpadki” są żenujące. Największą „wtopę” zaliczają redaktorzy, którzy relacjonują i akceptują do publikacji tego typu materiały. Redaktorzy, którzy przegapili tę część edukacji przedszkolnej i nadal uważają za stosowne podglądanie, jaki kolor mają majtki dziewczynek. Nie wierzycie? A wpis „Ola Szwed ZAŚWIECIŁA majtkami! A tak się starała…” o czym niby świadczy?

W tym kontekście przypomina mi się jeszcze jedna lekcja, której udzieliła mi moja Mama:

Szliśmy pewnego razu ulicą, a ja zobaczyłem za płotem dużego psa. Tupnąłem. Pies warknął ostrzegawczo. Tupnąłem drugi raz. Pies zdenerwowany zaszczekał. Podskoczyłem i zamachałem rękami. Pies zaczął ujadać. Wtedy moja Mama wkroczyła do akcji i powiedziała:

„A gdyby nie było tego płotu, to też byś drażnił tego psa? Czy raczej byś zmykał, gdzie pieprz rośnie?”

Zrozumiałem, o co jej chodziło, i od tego czasu nigdy już nie prowokowałem tych, którzy mieli ograniczone możliwości odpowiedzi na mój atak. Uznałem, że to jest niehonorowe zachowanie – niegodne Winnetou, którym zawsze chciałem zostać.

Internet i dzisiejsze media są właśnie takim płotem zabezpieczającym zazdrośników i nienawistników przed reakcją atakowanych przez nich osób. Przecież Cameron Diaz nie będzie szukać niewychowanego redaktora, któremu wydaje się, że dokonał bohaterskiego czynu, sprawiając jej przykrość.

I nie jest tu żadnym wytłumaczeniem, że wyśmiewana aktorka nigdy nie dowie się o tych niestosownych komentarzach albo że ją one nic nie obchodzą, albo że wyznaje zasadę, iż nieważne jest, co się o niej mówi, ważne, żeby się mówiło. Jej stosunek do tej sprawy jest tu nieistotny, brak wychowania bowiem pozostaje brakiem wychowania bez względu na okoliczności.

Człowiek przyzwoity zachowuje się przyzwoicie niezależnie od tego, czy ktoś patrzy, czy nie.

Zgadzasz się?