Tag: historia

Drugi Steve Jobs

Książka „Becoming Steve Jobs: The Evolution of a Reckless Upstart into a Visionary Leader” opisuje przemianę, jakiej doznał Steve Jobs pod wpływem doświadczeń i porażek podczas niebytu w Apple. To one wygładziły ostre krawędzie jego nieznośnego charakteru, które wcześniej nie pozwalały mu efektywnie korzystać ze wsparcia współpracowników. Oto kilka cytatów dotyczących „drugiego” pojawienia się Jobsa w Apple. Nadal bezwzględnego dla pajaców, ale znośnego i pragmatycznego w ocenie pozostałych.

Nie mogąc tej nocy zasnąć, Steve zadzwonił o drugiej do swojego przyjaciela i powiernika Andy Grove’a. Powiedział mu, że jest w rozterce, czy wracać do Apple, żeby pokierować firmą, i zaczął snuć swoje męczące rozważania na ten temat. Rozmowa ciągnęła się i ciągnęła, więc Grove, któremu chciało się spać, przerwał monolog Jobsa burknięciem: „Słuchaj, Steve, mam gdzieś to całe Apple. Po prostu coś postanów”.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 3248]

Drugim dużym ruchem Steve’a było przekonanie Woolarda, żeby pozwolił mu wymienić praktycznie całą radę dyrektorów – tę samą, która właśnie wyrzuciła Amelio i obsadziła Steve’a w roli rozgrywającego. Steve nie odczuwał żadnej wdzięczności. Był przekonany, że ci ludzie w równym stopniu przyczynili się do kłopotów Apple co Amelio. Potrzebował rady, która da mu niezbędne wsparcie do wprowadzenia prawdziwych zmian w firmie.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 3282]

„To było klasyczne” – wspomina Gates. – „Negocjowałem tę umowę z Amelio i Gil upierał się przy sześciu, w większości nieistotnych kwestiach. Gil był skomplikowany, dzwoniłem do niego, faksowałem dokumenty w święta. A tu nagle przychodzi Steve, rzuca okiem na umowę i mówi: „Dla mnie są ważne te dwie rzeczy, a to jest to, czego wy bez wątpienia chcecie od nas”. I bardzo szybko mieliśmy wszystko podpisane”.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 3305]

„Jego sposób podejmowania decyzji tak bardzo różnił się od tego, co robili poprzednicy” – wspomina Clow. – „Żadnego odsyłania rzeczy nie wiadomo gdzie do zatwierdzenia przez jakiegoś dyrektora marketingu, żadnych weryfikacji przez jakieś komitety. Za poprzednich rządów nigdy nie wiedziałeś, kto podejmuje decyzję. Za Steve’a było zupełnie inaczej. Był tylko on i ja. Nie jak w innych korporacjach, gdzie dyrektorzy zarządzający nie są tak bezpośrednio zaangażowani jak on”.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 3411]

Dziwnym zrządzeniem losu pod koniec 1998 roku poprzedni dyrektor Amelio złożył Steve’owi wizytę w kwaterze głównej Apple z ofertą zakupu dokumentacji i zapasów pozostałych po porzuconym projekcie ręcznego komputerka Newton. Kilka dni po tym spotkaniu Steve powiedział mi, że był zdumiony zainteresowaniem Amelia tematem reanimowania Newtona. Ale sprzedanie mu tych szczątków byłoby „okrutnym żartem”, stwierdził. „Potrafię być draniem, ale nie aż takim. Nie ma mowy, żebym pozwolił mu jeszcze bardziej się upokorzyć. Albo upokorzyć Apple”.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 3454]

Przed poproszeniem swoich inżynierów o opracowanie nowego produktu Steve chciał mieć pewność, że każdy rozumie, jak nowy projekt wpisuje się w ogólną strategię Apple. Chciał, żeby wszyscy posługiwali się tym samym scenariuszem i żeby plan gry był krystalicznie jasny. Nie mógł sobie pozwolić na żaden strategiczny chaos – taki, jaki dotknął prace nad komputerem NeXT.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 3500]

Steve nie przeprowadzał formalnych ocen swojego zespołu. „Podczas procesu antytrustowego rządu Stanów Zjednoczonych przeciwko Microsoftowi” – opowiada Tevanian – „Microsoft wezwał do ujawnienia całej mojej teczki personalnej z Apple. Siedzę więc z moim prawnikiem, Georgem Rileyem, i on mówi: „Dostałem twoją teczkę z kadr”. Otwiera ją, a tam jedna kartka z jakimiś nieistotnymi informacjami. Zdziwiony pyta: „Avie, a gdzie twoje dokumenty? Gdzie formularze rocznej oceny pracownika i pozostałe rzeczy?”. Powiedziałem mu, że nigdy nie miałem takiej oceny”.

„Steve nie wierzył w przeglądy” – wspomina Jon Rubinstein. – „Nie znosił formalizmów. Jego podejście było następujące: Cały czas daję wam informację zwrotną, więc po co wam jeszcze formalna ocena roczna?”.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 3535]

Samce alfa i pajace

Oto kolejne cytaty z książki „Becoming Steve Jobs: The Evolution of a Reckless Upstart into a Visionary Leader”. Tym razem dotyczą one dwóch kategorii ludzi biznesu: samców-alfa i pajaców. Głównym celem samca-alfa, takiego jak Steve Jobs / Apple, Bill Gates / Microsoft, Larry Ellison / Oracle, jest postawienie na swoim i skierowanie firmy na właściwe tory. Głównym celem pajaca, takiego jak Gil Amelio / Apple, jest jak najdłuższe utrzymywanie się na stołku prezesa.

Alvy Ray Smith, jeden z założycieli Pixara, który był równie zuchwały jak Steve, nie ukrywał swojej pogardy dla wielu dzikich pomysłów Jobsa. Alvy Ray – wygadany facet z Mineral Wells w Teksasie – zapomniał więcej o grafice komputerowej niż Steve kiedykolwiek mógłby się dowiedzieć i słuchanie opinii Jobsa na temat tej czy innej wielkiej strategii przekraczało granice jego cierpliwości. W nieunikniony sposób ta współpraca musiała się zakończyć katastrofą. Jak dwaj chłopcy – samce alfa na boisku – zwarli się w walce o to, kto ma prawo używać białej tablicy do rysowania podczas zebrania zarządu. Doszło do absurdalnego pojedynku na wyzwiska. Choć Steve próbował potem przepraszać, Smith miał już tego dosyć. Odszedł wkrótce po tym wydarzeniu, żeby założyć swoją firmę i w końcu wylądować jako pracownik naukowy w Microsofcie.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 2164]

„To najgłupsza rzecz, jaką w życiu słyszałem” – Gates rzucał w kierunku współpracowników, których analiza biznesowa nie spełniała jego standardów, a potem zirytowany prowadził swój wywód, kiwając głową i mrucząc: „To wszystko jest tak totalnie przypadkowe”. Bill, nie bez przyczyny, zawsze uważał, że jest najinteligentniejszym facetem w okolicy. Za każdym razem starał się precyzyjnie przedstawić uzasadnienie dla omawianej decyzji, ale biada temu, kto potrzebował dodatkowych wyjaśnień. To mogło sprowokować wybuch sarkazmu lub, jeszcze gorzej, stłumiony, pasywno-agresywny gniew, który później nieoczekiwanie uzewnętrzniał się w miażdżącym stylu.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 2383]

„Był trudny” – wspomina Lasseter. – „Potrafił wejść do sali i powiedzieć: „Który z was ma upoważnienie do podjęcia decyzji o zakupie komputerów?”. Jeśli odpowiadali, że żaden, rozmowa była skończona. „Będę negocjował tylko z osobą decyzyjną” – rzucał i wychodził. Zawsze mówiliśmy, że Steve weźmie granat ręczny, wrzuci do sali i sobie pójdzie. Od pierwszej chwili to na nim skupiała się uwaga wszystkich zebranych”.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 2631]

Pewnego razu, przemawiając podczas kolacji do grupy osób, w której był Larry Ellison, Amelio próbował obrazowo przedstawić problemy, z jakimi boryka się firma. „Apple to łódka” – powiedział. – „Ma dziurę w burcie i nabiera wody. Ale na pokładzie jest skarb. Problem polega na tym, że każdy członek załogi wiosłuje w innym kierunku i łódka stoi w miejscu. Moim zadaniem jest sprawienie, żeby wszyscy wiosłowali w tym samym kierunku”. Kiedy Amelio wyszedł, Ellison odwrócił się do osoby stojącej obok i zapytał: „A co z tą dziurą?”.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 3151]

Stając się Stevem Jobsem

Czytam teraz kolejną książkę („Becoming Steve Jobs: The Evolution of a Reckless Upstart into a Visionary Leader”), której bohaterem jest Steve Jobs. Moim zdaniem jest to najlepsza, jak dotąd, biografia tej złożonej postaci. Już sam tytuł wskazuje, że autorzy – Brent Schlender i Rick Tetzeli – wiedzieli, jak podejść do tematu. Bo istota fenomenu Jobsa polegała na tym, że dostawał od losu kolejne szanse uczenia się na swoich błędach i umiał te okazje wykorzystywać. Jeśli chciałbyś zrozumieć, dlaczego pod rządami Steve’a firma Apple stała się najpotężniejszą marką na świecie, sięgnij po tę książkę. Polecam.

A oto kilka różnorodnych, ciekawych cytatów:

Ed Catmull z firmy Pixar lubi mawiać, że ponieważ nie możesz sterować wyrokami losu, które – dobre, czy złe – i tak staną ci na drodze, najważniejsza jest twoja gotowość do stawienia im czoła.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 647]

Gates miał rację. Akceptacja faktu, że warto płacić za oprogramowanie, doprowadziła do powstania nowej, dynamicznej gałęzi przemysłu. Można postawić tezę, że największym cywilizacyjnym wkładem Gatesa nie był Microsoft, MS-DOS, system operacyjny Windows czy pakiet aplikacji biurowych Office używany przez setki milionów ludzi. Odegrał rolę orędownika idei, że oprogramowanie samo w sobie posiada realną wartość.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1163]

Osobiste zaloty Steve’a w stosunku do Sculleya, wówczas jeszcze prezesa Pepsico, zostały już wielokrotnie udokumentowane. To historia dwóch facetów, z których każdy dostrzegł w drugim dokładnie to, co sam chciał zobaczyć. Facetów przełykających ślinkę na myśl, jak współpraca odmieni ich życie, a później boleśnie się rozczarowujących.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1184]

„Choć wszystkie deklaracje Pana Jobsa na temat zarządzania są całkiem szlachetne i godne, w praktyce jest on okropnym szefem. … Jest sztandarowym przykładem menedżera, który zdobywa uznanie za swoje optymistyczne zobowiązania, a potem zwala całą winę na podwładnych za niedotrzymywanie terminów.” – [Jef Raskin]

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1230]

Na samym początku Steve oświadczył, że jego najważniejszym zadaniem w NeXT jest „stworzenie wspaniałej firmy”. To potencjalnie szlachetne marzenie stało się niedopracowanym, niejasnym i rozpraszającym przedsięwzięciem. Czasami dobre intencje Steve’a prowadziły do głębokiego, intelektualnego samooszukiwania się, kiedy rzeczy trywialne rosły do niebywałych rozmiarów, a sprawy podstawowe były zamiatane pod dywan.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1807]

Steve w NeXT mylił się i znieważał ludzi w takim samym stopniu, jak i na każdym innym etapie swojej kariery. Co więcej, w swoim znieważaniu stosował równouprawnienie. Regularnie wrzeszczał nie tylko na inżynierów, ale i na dyrektorów oraz sekretarki.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1859]

Przepełniała go pewność, że jest w stanie sprzedawać ludziom poczucie odkrywania przez nich ich nieuświadomionych potrzeb pod postacią technologicznych cudeniek. Ta pewność była często uzasadniona. Kiedy uniósł do góry wnętrze komputera NeXT i opisał je jako „najpiękniejszą płytkę drukowaną, jaką kiedykolwiek widział w swoim życiu”, widownia westchnęła, a potem wybuchła aplauzem, mimo że z odległości kilku metrów każda płytka drukowana wygląda tak samo. Klaskano nawet, gdy Steve pokazał trzymetrowy przewód zasilający. Tego dnia poszliby za nim nawet na koniec świata.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1905]

McNealy ze wspólnikami powołał do życia firmę Sun po to, żeby sprzedawać mnóstwo komputerów, służyć klientom i zarobić masę pieniędzy. Steve założył NeXT, ponieważ wściekł się na Johna Sculleya i Apple, ponieważ rozpaczliwie pragnął drugiego aktu przedstawienia i ponieważ czuł się z urodzenia odpowiedzialny za ciągłe zadziwianie świata. Kiedy Steve tworzył NeXT, rzeczywiście istniał nieobsłużony fragment rynku komputerowego do zaatakowania – sukces MaNealy’ego to udowodnił. Ale Steve był wciąż młody, niedojrzały i nie wyobrażał sobie, że w branży komputerowej ktoś oprócz niego może mieć jakiekolwiek znaczenie. Patrzył w lustro, kiedy McNealy wyglądał przez okno, żeby dowiedzieć się, czego naprawdę potrzebuje świat.

[Brent Schlender, Rick Tetzeli, „Becoming Steve Jobs”, Kindle loc. 1971]

Moje pióro…

Moje pióro

Moje pióro papier skrobie.
Nowe pióro kupię sobie.
I kleksów już nie zrobię.

Może nie pióro i nie papier, choć… część notatek nadal sporządzam w tradycyjny sposób. I nie robię kleksów!

Moja książka powstaje w postaci ulotnych sekwencji bitów, co w czasach, kiedy pisałem swoje wprawki, było niewyobrażalne dla większości z nas. Tylko Stanisław Lem wiedział, co się święci.

A moja Pani Wychowawczyni miała niezłe wyczucie, nagradzając piątkami najwcześniejsze utwory TesTeqa… ;-)

Szaleństwo przekute w metodę

Uważnie czytana biografia Jony’ego Ive’a odkrywa wiele ciekawych informacji na temat bezwzględnej jazdy po bandzie, jaką uprawiał Steve Jobs i jaką nadal kultywuje jego firma. Ostatnio wyszło na jaw, że przedstawiciele Apple zaczynają rozmowy z partnerami od stwierdzenia: „Z dostawcami nie negocjujemy. Bądźcie dorośli i podpisujcie umowę bez gadania”.

Oto kilka ostatnich, smakowitych cytatów z tej interesującej książki:

Już w 1996 roku magazyny pełne niesprzedanych komputerów niemal pociągnęły Apple na dno, dlatego teraz hołdowano zasadzie „im mniej zapasów, tym lepiej”. Zresztą Cook sam kiedyś powiedział, że zapasy „nie są po prostu złe, lecz fundamentalnie złe”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 272]

Satzger, ulegając narastającej frustracji, wyraził w końcu opinię, że amerykański dostawca nie ma w ogóle wyobrażenia o tym, jakiej jakości oczekuje Apple. „W Apple elementy wykonane „całkiem dobrze” nie mają prawa bytu – stwierdził. – Amerykańskie firmy nie potrafiły pojąć, że w produktach Apple każda część, z którą klient ma bezpośredni kontakt, musi być nieskazitelnej jakości. Klienci dostrzegali nawet najdrobniejsze niedociągnięcia”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 275]

„Steve ma skłonność do wydawania pośpiesznych opinii i dlatego nie pokazuję mu niczego w obecności innych – wspomina Jony. – Mógłby bowiem stwierdzić: „To zwykłe gówno” i zdusić pomysł w zarodku. Pomysły to bardzo ulotna materia i dopóki znajdują się w fazie rozwoju, trzeba się z nimi obchodzić delikatnie. Wiedziałem, jak ważny może być ten projekt, i dlatego zdawałem sobie sprawę, że gdyby Steve go upieprzył, byłaby to wielka szkoda”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 286]

Jobs poinformował szefów projektu, że mogą przejąć wszystkich pracowników, których tylko będą potrzebowali, ale pod żadnym pozorem nie wolno im rekrutować ludzi spoza firmy. „To był nie lada orzech do zgryzienia – wspomina Forstall. – Ja poradziłem sobie, wyszukując ludzi, którzy byli prawdziwymi mistrzami w swoim fachu, naprawdę niesamowitymi inżynierami, po czym ściągałem ich do mojego biura, prosiłem, żeby usiedli i mówiłem: „W swojej obecnej roli sprawdzasz się naprawdę fantastycznie. Twój szef cię uwielbia. Przed tobą świetna kariera w Apple, jeśli po prostu będziesz dalej robił to, co robisz, co lubisz robić. Ale mam dla ciebie pewną ofertę, pewną opcję. Rozpoczynamy nowy projekt. Jest tak tajny, że na razie nie mogę ci nawet powiedzieć, o co chodzi”… I ku mojemu zdumieniu cała grupa niewiarygodnie utalentowanych osób zgodziła się podjąć tak postawione wyzwanie. Tak oto stworzyłem zespół, który napisał oprogramowanie do iPhone’a”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 294-295]

Z finansowego punktu widzenia wdrożenie technologii unibody wymagało podjęcia przez Apple olbrzymiego ryzyka. Firma rozpoczęła poważne inwestycje około 2007 roku, w pierwszej kolejności podpisując kontrakt z japońskim producentem frezarek na zakup wszystkich wyprodukowanych przez niego maszyn w ciągu kolejnych trzech lat. Według jednego ze źródeł oznaczało to aż dwadzieścia tysięcy sterowanych komputerowo frezarek rocznie w cenach od 250 tysięcy do miliona dolarów za sztukę. Na tym jednak nie koniec. Apple zakupiło jeszcze więcej maszyn, skupując wszystkie frezarki CNC, jakie udało im się znaleźć. „Wykupili wszystkie dostawy – mówi pewne źródło. – Dla innych firm praktycznie nie zostało już nic”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 331]

Kapryśna determinacja Steve Jobsa

Steve Jobs wielkim przedsiębiorcą był.

Dlaczego?

Myślę, że dzięki swojej kapryśnej, ale bezkompromisowej determinacji. Po prostu wyciskał z rzeczywistości to, co chciał, nie bacząc na potrzeby i uczucia współpracowników. Czy to moralne? Może i nie, ale niewykluczone, że bez tej presji Apple zatrzymałoby się tam, gdzie inne firmy, i nie stało najcenniejszą marką świata.

Oto kilka smakowitych cytatów z biografii Jony’ego Ive’a opisujących kapryśną determinację Jobsa:

„Gdy pokazaliśmy projekt inżynierom – opowiadał Jobs – podali mi trzydzieści osiem rozmaitych powodów, dla których nie mogą tego zrobić. Ja na to: „Nie, nie, robimy to”. Oni zapytali: „A właściwie dlaczego?”. A ja odpowiedziałem: „Dlatego, że jestem dyrektorem generalnym i sądzę, że da się to zrobić”. No i wprawdzie niechętnie, ale to zrealizowali”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 175]

Segall zaproponował pięć potencjalnych nazw, z czego cztery dla zmyłki – jako tło dla tej, która go naprawdę zauroczyła, czyli iMac. „Odnosiła się do Maca, a „i” oznaczało internet – mówi. – Ale mogło również znaczyć „osobisty” [ang. individual], „pełen wyobraźni” [ang. imaginative] i wiele innych rzeczy, które iMac zaczął z czasem reprezentować”.

Jobs odrzucił wszystkie pięć nazw, ale Segall nie zamierzał się poddawać w kwestii iMaca. Kiedy wrócił z trzema czy czterema nowymi pomysłami, jeszcze raz spróbował przekonać go do swojej ulubionej nazwy. Tym razem Jobs odpowiedział: „W tym tygodniu już nie uważam, że jest zupełnie do bani, ale wciąż mi się nie podoba”.

Segall nie usłyszał już nic więcej na temat nazwy od samego Jobsa, ale znajomi donieśli mu, że szef Apple kazał nanieść słowo „iMac” na prototypy za pomocą sitodruku, żeby mógł zobaczyć, jak będzie się na nich prezentowało.

„Najpierw dwukrotnie odrzucił tę nazwę, a potem pojawiła się na komputerach” – wspomina Segall. Według niego Jobs zmienił zdanie tylko dlatego, że małe „i” ładnie wyglądało na gotowym produkcie.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 177-178]

„Steve powiedział po prostu: „Nie uważasz, że masz obowiązek, zarówno wobec siebie, jak i wobec mnie, żeby zrobić to lepiej?”. Odpowiedziałem, że ma rację, po czym zabraliśmy się z powrotem do pracy, zrobiliśmy to jeszcze raz i wyszło lepiej. Jak zawsze”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 197]

Zabełtać ludziom w głowach

Biografia głównego projektanta Apple Jony’ego Ive’a zawiera wiele ciekawych informacji, w jaki sposób produkty tej firmy manipulują ludźmi. Oto kilka interesujących cytatów na temat decyzji projektowych podejmowanych w procesie konstruowania pierwszego iMaca:

Jak to ujął Jony, iMac miał być „bezwstydnie plastikowy” – co stało się źródłem pewnych utrudnień. „Nie chcieliśmy, żeby wyglądał tandetnie – wyjaśniał później Jony. – Komputer przystępny od tandetnego dzieli bardzo cienka granica, a nam zależało, żeby wyglądał właśnie przystępnie. W tamtych czasach technologia wciąż odstręczała od siebie olbrzymią liczbę ludzi, więc chcieliśmy im dać jasno do zrozumienia, że iMaca nie trzeba się bać.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 169]

Przezroczystość nadawała wrażenie przystępności, ale projektantom zależało, by uczynić iMaca jeszcze bardziej przyjaznym, więc umieścili na górze obudowy rączkę. Według Jony’ego wcale nie miało to na celu ułatwienia przenoszenia iMaca, tylko stworzenie więzi z użytkownikiem przez zachęcenie go do dotknięcia komputera. Była to ważna, a jednocześnie niemal nieuchwytna innowacja, która miała zmienić sposób podejścia użytkownika do sprzętu komputerowego.

„W tamtych czasach ludzie nie byli przyzwyczajeni do obcowania z technologią – tłumaczy Jony. – Nie dotkniesz czegoś, czego się boisz. Mogłem sobie łatwo wyobrazić, że moja mama, na przykład, bałaby się dotknąć iMaca. Dlatego pomyślałem, że gdyby dodać mu rączkę, to dzięki niej pojawiłaby się możliwość nawiązania z nim osobistego kontaktu. To było przystępne, intuicyjne rozwiązanie. Dawało przyzwolenie na dotyk. Poza tym wywoływało wrażenie, że komputer jest w pewien sposób uległy wobec użytkownika”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 171]

„Kiedy projektowaliśmy pierwszego iMaca, naszym celem nie było stworzenie produktu, który będzie wyróżniał się wyglądem, tylko zbudowanie najlepszego zintegrowanego komputera dla odbiorcy masowego. Jeśli przy okazji nabrał on nietypowego kształtu, to najwyraźniej tak miało być. Rzecz w tym, że bardzo łatwo być innym, ale bardzo trudno lepszym”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 172]

Następnie podszedł swobodnym krokiem do piedestału ustawionego na środku sceny i ściągnął czarną płachtę z iMaca, którego obudowa zalśniła w blasku jupiterów. Jobs sprawiał wrażenie, jakby oczekiwał oklasków, jednak widownia – dotychczas podekscytowana – zamarła.

„Jest cały przezroczysty! – ekscytował się Jobs. – Można zajrzeć do środka. Jest taaaki fajny!… A od tyłu prezentuje się lepiej niż inne komputery od frontu”.

W miarę, jak kamerzysta okrążał iMaca, pokazując go z różnych stron, zgromadzona w auli publiczność zaczęła okazywać coraz większe zainteresowanie. „Wygląda, jakby pochodził z innej planety – skonstatował Jobs z dumą, co wywołało falę śmiechu na widowni. – Dobrej planety. Takiej, na której mieszkają lepsi projektanci”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 181]

Brak stacji dysków sprawił, że również i Jony musiał się tłumaczyć. „Nie wiem, jak brzmi najlepsze wytłumaczenie Apple na brak stacji dyskietek – odpowiadał. – Ale mogę powiedzieć, co ja o tym sądzę. Kiedy się rozwijasz, zostawiasz pewne rzeczy za sobą. Stacja dyskietek, i będę bronił tej tezy do upadłego, to naprawdę przestarzała technologia. Wiem, co mówi się na ten temat, ale zupełnie się tym nie przejmuję. Jeśli robisz krok naprzód i nie napotykasz żadnych tarć, to znak, że zmiana, którą próbujesz wprowadzić, jest dużo mniej ważna, niż ci się wydaje”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 183]