Kategoria: x-sport

Idę biegać!

Za chwilę noworoczna przebieżka na dobry początek, ale przedtem podsumowanie poprzedniego, 2014 roku.

Znów miałem straszny, jeszcze większy niż rok temu przebieg – 1184 kilometry:

2014BIEG

Basen wyremontowany, plan pływania wykonany – 68 kilometrów:

2014PLYW

A windsurfing… Szkoda gadać, ale pilnie ćwiczę, żeby przywrócić mój kręgosłup do stanu używalności i jeszcze kiedyś wznieść się ponad ZERO:

2014WIND

A teraz idę biegać. Ty też możesz – masz moje oficjalne zaproszenie!

CZEŚĆ!

Basen Narodowy

Basen Narodowy

Chyba nie liczyłeś na to, że nie pojawię się na Basenie Narodowym, czyli warszawskim Stadionie Narodowym z premedytacją zalanym wodą przez organizatorów Halowego Pucharu Świata PWA w Windsurfingu?

Oto moje krótkie podsumowanie:

  • Niezwykła rozrywka i zabawa? TAK!
  • Popularyzacja windsurfingu? TAK!
  • Poważna rywalizacja? NIE!
  • Słońce, woda i wiatr? NIE!

Magiczne buty 2014

Magiczne Buty 2014

Kolejna wiosna zaatakowała mnie z pełną premedytacją i sprowokowała do wymiany moich wysłużonych, magicznych butów biegowych (na zdjęciu po lewej) na nowe (na zdjęciu po prawej).

Tym razem są to znacznie lżejsze od poprzednich szybkobiegi Brooks Adrenaline GTS 13.

Już pierwsza przebieżka pokazała, że osiągam w nich bardzo zbliżone rezultaty mierzone odsetkiem intymnych kontaktów wzrokowych nawiązanych z mijanymi w pędzie nadobnymi niewiastami.

I to mi daje do myślenia…

Może to wcale nie buty są przyczyną piorunującego pierwszego rażenia?

Może to całkiem coś innego?

Zmiany, zmiany, zmiany…

2013 rok…

Jaki był, taki był. Ważne, że się skończył.

Jestem usatysfakcjonowany swoimi osiągnięciami biegowymi. Przebiegłem rekordowe 1154 kilometry:

2013BIEG

Przedłużający się remont basenu był dobrą wymówką, żeby przepłynąć tylko niecałe 22 kilometry:

2013PLYW

Prawdziwa katastrofa dotyczyła zaś windsurfingu. Okoliczności i mój kręgosłup przyczyniły się do jednego wielkiego ZERA:

2013WIND

Nowy rok przynosi niespodziewaną i zadziwiającą zmianę dotyczącą mojego Dziennika Sportowego.

Jak co roku, zaczaiłem się na Moleskine Pocket Weekly Diary 2014 u wyłącznego, autoryzowango dystrybutora na Polskę – Czułego Barbarzyńcy. Czuwałem przez cały październik, listopad i grudzień, wiedząc, że mały kalendarzyk zamykany na gumkę za 39,60 zł (w promocji, normalna cena: 45,- zł) to znacznie rozsądniejsza propozycja niż prawie identyczny wyrób moleskinopodobny dostępny bez problemu w Empiku za 6,49 zł (w promocji, normalna cena: 12,99 zł). :-)

I nie doczekałem się!

Teraz moja snobistyczna dusza będzie przez cały rok cierpiała obcując codziennie z Dziennikiem Sportowym za 6,49 zł!

Dziennikiem, który, jak widać na poniższym zdjęciu, naprawdę niczym się nie różni od poprzednika (Moleskine po lewej, Empik po prawej):

Moleskine vs. Empik

Wygląda na to, że kapitalistyczna nędza dystrybucyjna dorównuje komunistycznej nędzy zaopatrzeniowej. A właściwie nie – jest jeszcze gorzej: w PRL-u towaru po prostu nie było w wystarczającej ilości; teraz jest, tylko ludziom się nie chce.

Cóż, ja zarobiłem, Empik zarobił, Czuły Barbarzyńca stracił, ale najważniejsze jest:

Żebyśmy zdrowi byli, czego z całego, wysportowanego serca życzę wszystkim Czytelnikom BIZNESU BEZ STRESU!

I sobie też!