KlubBBS: Ćwiartka plotera

BBS150GBW poprzednim odcinku historii TesTeqa zapowiedziałem, że zdradzę tajemnicę, w jaki sposób stałem się trzecim ojcem WB Electronics – największej prywatnej firmy działającej na polskim rynku zbrojeniowym. Odpowiedź jest prosta: znalazłem się we właściwym miejscu i we właściwym czasie z odpowiednim bagażem w głowie.

W połowie lat 1990-tych Panowie W. i B., dwaj główni założyciele WB Electronics, współpracowali z jednym z wojskowych instytutów, który usiłował stworzyć system kierowania ogniem artylerii naziemnej. Z różnych powodów praca ta szła ciężko i powoli. Jedną z przyczyn był fakt, że informatycy w mundurach postanowili opracować swoje oprogramowanie w języku Fortran, a w tych czasach już prawie wszyscy przestawili się na kodowanie w Pascalu, C i C++. Jeszcze poważniejszą przeszkodą okazał się brak sprzętu, na którym miałaby ta fortranowa bestia działać. Nie mogły to być zwykłe, biurowe komputery. Musiały wytrzymywać jazdę w pojeździe gąsienicowym, wstrząsy związane z wystrzałami oraz trudne warunki eksploatacji w okopach i wojskowych namiotach. Myślicie, że to łatwe? Do dziś większość komputerów źle się czuje, gdy temperatura spada poniżej zera albo na ich obudowie osiada rosa.

Firma WB Electronics była startupem, który ambitnie postanowił wypełnić tę ekscytującą lukę na polskim, a potem na światowym rynku zbrojeniowym. Ale żeby ją wypełnić, potrzebny był spec od pecetów – osoba, która umiałaby skonstruować przenośny komputerek dla zwiadowców oraz dostosować do potrzeb pola bitwy oprogramowanie BIOS w wojskowych laptopach. I tu wracamy do kwestii bagażu, który miałem w głowie: posiadałem wiedzę i doświadczenie niezbędne do skutecznego wykonania tych zadań. To dlatego Panowie W. i B. zaprosili mnie do udziału w tej ekscytującej przygodzie biznesowej. Jaki był tego efekt? Popatrzcie sami. Oto moje dywagacje na temat klawiatury komputerka zwiadowcy:

WBPCKLAW

A to już komputerek zwiadowcy w działaniu:

WBPC9600

Po udanych testach na poligonie przeszedłem dwuetapowy, artyleryjski chrzest. Najpierw wypiłem jakąś tajemniczą miksturę z osmalonej łuski, która pozostała po strzelaniu. A potem zawisłem na lufie haubicy w celu otrzymania rytualnego uderzenia dosyłaczem w tyłek:

WBLUFA2

Komputery zdały egzamin. Oczywiście było to zasługą całego, rosnącego w siłę zespołu WB Electronics, który uhonorowałem statuetkami sporządzonymi przez lokalnego artystę z łusek nieco mniejszego kalibru:

WBTOPAZ

Sukcesy WB Electronics nie mogły przejść niezauważone i od tego czasu na Międzynarodowych Salonach Przemysłu Obronnego w Kielcach przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej zaczęli odwiedzać nie tylko stoiska przedsiębiorstw państwowych i zagranicznych, ale również polskich firm prywatnych:

WBMSPO

Praca dla WB Electronics była wielką, wspaniałą przygodą biznesową, którą zakończyłem 31 grudnia 2014 roku („Coś się kończy, coś zaczyna”), żeby podjąć nowe wyzwania. Pierwszym z nich była książka („Teraz! Jak już dziś zmienić jutro?”), a o kolejnych członkowie Klubu Biznesu Bez Stresu dowiedzą się jako pierwsi.

Nie wyjaśniłem jeszcze, skąd w mojej głowie wziął się bagaż wiedzy i doświadczeń, który sprawił, że byłem trzecim ojcem spółki WB Electronics. Żeby to zrozumieć, musimy się cofnąć w czasie do drugiej połowy lat 1980-tych, pomiędzy wpis „Nauka jazdy” a wpis „KlubBBS: Dlaczego TesTeq?”.

Komunizm chylił się już wtedy ku upadkowi i wpuścił do swojej zagrody wilki, czyli przedsiębiorstwa polonijno-zagraniczne. Te niewielkie, działające na kapitalistycznych zasadach manufaktury bezlitośnie wykorzystywały choroby gospodarki nakazowo-rozdzielczej. Jedną z takich chorób był stały brak dolarów. Przedsiębiorstwa państwowe potrzebowały nowoczesnych komputerów osobistych i urządzeń peryferyjnych, ale nie miały skąd wziąć dewiz na ich zakup. Dysponowały tylko szybko tracącymi na wartości złotówkami. Ale dolary w Polsce były – na prywatnych kontach obywateli. Niewidzialna ręka rynku błyskawicznie więc połączyła potrzeby z zasobami za pomocą magicznego słowa ZYSK.

Działało to tak:

  1. Obywatel Abacki zdobywał skądś dolary (na przykład przysyłała mu je ciotka z Londynu albo kupował pod Peweksem od cinkciarza).
  2. Obywatel Abacki zamawiał części do komputerów lub urządzenia peryferyjne (drukarki, monitory, plotery) na Dalekim Wschodzie, wysyłał dolary i po miesiącu odbierał i clił towar na lotnisku w Warszawie. Jeśli obywatel Abacki lubił się wspinać, to zabierał pieniądze ze sobą i wracając z Himalajów przywoził z wyprawy plecak wypełniony pecetowymi procesorami i płytami głównymi.
  3. Obywatel Abacki darowywał sprowadzony przez siebie towar obywatelowi Babackiemu – najlepiej członkowi swojej rodziny, ponieważ wówczas podatek od darowizny był najniższy.
  4. Obywatel Babacki, dzieląc się zyskiem z obywatelem Abackim, odsprzedawał towar przedsiębiorstwu polonijno-zagranicznemu, którego pracownicy składali ze sprowadzonych części komputery zgodne z IBM PC i wyposażali je w polskie litery.
  5. Przedsiębiorstwo polonijno-zagraniczne sprzedawało z jeszcze większym zyskiem nowoczesny sprzęt zachwyconym firmom państwowym i w ten sposób zapewniało wakacje na tropikalnych wyspach swoim właścicielom oraz godne płace składaczom pecetów.

Byłem takim składaczem. Najczęstszym problemem, który rozwiązywałem w tej pracy, było dopasowanie polskiej, rzemieślniczej obudowy (tego nie opłacało się sprowadzać) do chińskiej płyty głównej. Ileż to ja się napiłowałem tej blachy profesjonalnym pilnikiem-iglakiem! Ale oprócz tego zdobyłem unikalną wiedzę o architekturze i budowie komputerów osobistych oraz ich oprogramowania systemowego. Korzystałem wówczas z wydawanych w drugim obiegu, dostępnych na giełdzie komputerowej przy ulicy Grzybowskiej w Warszawie takich fundamentalnych dzieł literatury jak:

TTQIBMPC

To właśnie stąd wziął się ten bagaż w mojej głowie, który dziesięć lat później został doceniony przez Panów W. i B.

PS. Dociekliwi czytelnicy zapewne się dziwią, dlaczego w schyłkowym PRL-u przedsiębiorstwa polonijno-zagraniczne same nie importowały z Dalekiego Wschodu części komputerowych i urządzeń peryferyjnych. Odpowiedź jest banalna. Tak jak firmy państwowe nie miały skąd ich wziąć w odpowiedniej ilości. Złotówka nie była wówczas wymienialna. Natomiast z tych czy innych względów państwo przymykało oko na operacje dewizowe obywateli.

Jeszcze dociekliwszych czytelników zapewne wprawił w osłupienie dziwaczny manewr z darowiznami sprzętu. Dlaczego importer darowywał kupiony towar pociotkowi, zamiast samodzielnie wszystko sprzedać i nie dzielić się zyskiem? Otóż gdyby importer sam sprzedał, to uznano by go za handlarza i musiałby zapłacić podatek dochodowy. A tak po prostu był dobrodziejem. Obdarowany zaś tylko pozbywał się rzeczy, które dostał za darmo, ale ich nie potrzebował. Zatem także nie był handlarzem i nie musiał płacić podatku dochodowego.

Cała ta kombinacja z darowiznami charakteryzowała się jednak pewną niedogodnością. Obowiązująca wtedy ustawa o opodatkowaniu spadków i darowizn ograniczała wartość darowizn, jakie można było bezkarnie otrzymać w ciągu pięciu lat od jednego darczyńcy. W przypadku bliskiej rodziny była to stosunkowo duża kwota, ale ceny niektórych urządzeń komputerowych i tak ją znacznie przewyższały. Co w takiej sytuacji należało zrobić? Podzielić urządzenie! Przeanalizujmy to na przykładzie zakupu bardzo drogiego wówczas sprzętu, jakim był ploter:

  1. Państwo Abaccy wspólnie wysyłali dolary i sprowadzali ploter. Po odprawie celnej na lotnisku w Warszawie w świetle polskich przepisów pół plotera należało do pana Abackiego, a druga połowa do jego żony – pani Abackiej (z domu Babackiej).
  2. Pan Abacki połowę swojej połówki plotera (czyli ćwiartkę plotera) darowywał swojemu teściowi – panu Babackiemu (ojcu pani Abackiej), a drugą ćwiartkę swojej teściowej – pani Babackiej (matce pani Abackiej). Pani Abacka robiła to samo: jedną ćwiartkę plotera darowywała swojemu tacie – panu Babackiemu, a drugą swojej mamie – pani Babackiej. Co cztery darowizny, to nie jedna – fiskus mógł się tylko obejść smakiem! Po tej operacji teściowie, czyli państwo Babaccy, posiadali na spółkę cały ploter.
  3. Państwo Babaccy odsprzedawali obie połówki plotera przedsiębiorstwu polonijno-zagranicznemu i dzielili się zyskiem z córką i zięciem. Proste? Proste!

I właśnie dlatego zatytułowałem ten wpis „Ćwiartka plotera”. Zawsze fascynował mnie pozytywny wpływ bezmyślnej biurokracji na rozwój kreatywności Polaków.

6 myśli w temacie “KlubBBS: Ćwiartka plotera

  1. Dla mnie – dziecka postkomunistycznego – takie wpisy to prawdziwe perełki; serdeczne dzięki!

    Polubienie

  2. Łza się w oku kręci na takie wspomnienia. Mój pierwszy IBM miał kosmiczny zegar 16MHz (dopłata 500 000zł do standardu 14MHz). No i te przepisywane instrukcje Spectrum z wypożyczonego na 3godziny podręcznika.

    Polubienie

  3. @x-man66: Mój pierwszy pecet był tajwańskim PC/XT Turbo 8/10 MHz, do którego po pewnym czasie dokupiłem dysk 20 MB. ;-) A ksero „Spectrum ROM Disassembly” mam do dziś…

    Polubienie

  4. Były jeszcze państwowe przedsiębiorstwa BOMiS (Biuro Obrotu Materiałami i Surowcami), które kupowały całą drukarkę lub PCeta jak się im wskazało odbiorcę końcowego. Generalnie był obrót papierami. Wyjeżdżało się na wymianę lub konfę do BLN Zach, kupowało co trza, a po powrocie sprzedawało swojej katedrze poprzez BOMiS, czasem wcześniej darowując sprzęt wujowi, który pozbywał się go jako zbędnego…:-)
    A PCeta AT z Herkulesem, monitorem cz/b i dyskietkami 5 1/4 cala mam do dziś ( ca about 35 lat). Przed czterema laty jeszcze działał.

    Polubienie

  5. @Orginal_Replica: Tak, racja, ale ja obracałem się w kręgach polonijno-zagranicznych i z tego, co pamiętam, był jakiś myk związany z tym, że komputery powinny zostać „wyprodukowane”, a nie kupione w całości i sprzedane. A drukarki i monitory były częściami takiego „wyprodukowanego” zestawu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.