Miesiąc: Październik 2010

Rzeczywistość i fikcja

W książce „Wolność” Daniel Suarez kontynuuje opowieść o walce o przyszły kształt zachodniej cywilizacji, jaką toczą ludzie, których wysiłki koordynuje Demon, czyli zaawansowane oprogramowanie sieciowe, wyposażone w podstawowe, bardzo proste i już obecnie istniejące w grach komputerowych mechanizmy sztucznej inteligencji. Bo prawdziwą, zbiorową inteligencję Demona tworzą właśnie jego „żołnierze”. Armia ta dysponuje przerobionymi na śmiercionośne roboty pojazdami: zmodyfikowanymi samochodami „AutoM8” i jednośladami, które ochrzczono „kolcogrzbietami”.

Establishment, przeciwko któremu walczy Demon, usiłuje ukryć istnienie problemu, wykorzystując do tego celu prywatne firmy public relations. Oto fragment zapisu z narady, w której wzięli udział przedstawiciele rządowych agencji i tychże firm. Zapewniam was, że manipulacje w takiej skali czekają nas niebawem, o ile już nie żyjemy w spreparowanym świecie. Bo jak to było naprawdę z lądowaniem ludzi na Księżycu, atakiem talibów na World Trade Center i bronią masowego rażenia Saddama Husajna?

BCM: Nieważne. Jeśli do mediów wycieknie informacja, że Demon przejął kontrolę nad sieciami tysięcy korporacji, na giełdach wybuchnie panika.

CSC: Panie dyrektorze, mogę pana zapewnić z całą stanowczością, że żaden z umieszczonych w sieci filmików z kolcogrzbietami nie stanie się na tyle wiarygodny, by przebić się do mainstreamowych mediów.

NSA: Ale one rozprzestrzeniają się po całym internecie. Miliony ludzi już je widziały.

EndoCorp: Nie jest to problem nie do przejścia.

NSA: Co ma pan na myśli?

EndoCorp: Zastrzegliśmy znak firmowy „Kolcogrzbiet”.

NSA: I co to miałoby zmienić?

EndoCorp: Zyskujemy podstawę prawną do dysponowania wizerunkiem kolcogrzbietów. Rozsyłamy wiadomości, że to wiralowa kampania reklamowa nowej gry komputerowej.

CSC: A to oznacza, że opinia publiczna nie potraktuje ich poważnie.

NSA: Czyj to był pomysł?

CSC: Nie szukałbym pojedynczych osób. Za opracowanie strategii odpowiada nasz zespół do spraw public relations. Dzieci internetu będą je traktowały jako kampanię marketingu partyzanckiego.

CIA: Tylko że są świadkowie, którzy widzieli je naprawdę. Są też prawdziwe trupy. Jak to wyjaśnicie?

BCM: Rzeczywistość i fikcja mają w marketingu ten sam ciężar gatunkowy. Na szczęście rzeczywistość nie wystawia rachunków za reklamę.

CSC: Ich obecność i powtarzalność pozwala stworzyć wirtualną prawdę.

EndoCorp: Zajęliśmy się neutralizacją naocznych świadków na forach publicznych, zmieniając ich wątki we flame’y i podważając ich wiarygodność jako trendsetterów nowej gry, którzy realizują kampanię szeptaną. Stworzyliśmy też trójwymiarowe modele obiektów i fałszywe filmiki „zza kadru”, żeby udowodnić, że nagrania z telefonów i kamer przemysłowych to podróbki.

BCM: Czyli jest tak, że opinia publiczna wie o kolcogrzbietach, ale nie ma pojęcia, co tak naprawdę wie?

FBI: Wychodzi na to, że zaczęliśmy stosować sztuczki wroga?

BCM: Powiem więcej – może się okazać, że jeszcze na tym zarobimy.

Daniel Suarez „Wolność” (21-22)

Teoria wybitego dopalacza

Nie znam się na dopalaczach. Nie jestem chemikiem ani lekarzem, ani konsumentem tych substancji. W całej tej sprawie interesuje mnie jedynie obłuda i nieudolność naszego państwa.

We wpisie tym przyjmuję za dobrą monetę słowa naszego premiera, że dopalacze to zło, które władze będą tępiły z pełną determinacją. Nie wiem, czy są one groźniejsze od alkoholu, papierosów lub muchomorów, ale załóżmy, że tak jest. Niech to będzie nasza hipoteza robocza.

Opinie o szkodliwości dopalaczy znane są od wielu miesięcy, jeśli nie lat. Proceder sprzedaży tych substancji jako „wyrobów kolekcjonerskich” też nie został wymyślony wczoraj. Dlaczego więc nasza policja, prokuratura, sądy, wreszcie rząd tak długo tolerowały tę schizofreniczną patologię? Dlaczego nikt nie zajął się sprawą wtedy, kiedy punktów sprzedaży „wyrobów kolekcjonerskich” było pięć, a nie 1000? Dlaczego brakiem działania organy państwowe w pewnym sensie zachęcały do rozwoju tego biznesu w myśl zasady, że co nie zabronione, jest dozwolone?

Dlaczego urzędnicy pozwalali, żeby instytucje, których są przedstawicielami, były obiektem kpin i żenującej zabawy w słówka. To mi się po prostu nie mieści w głowie!

Przechodziłem niedawno obok pustego lokalu handlowego, na drzwiach którego wisiało ogłoszenie dotyczące możliwości jego wynajęcia. I w ogłoszeniu tym widniało zastrzeżenie, że przyszły najemca nie będzie mógł w tym miejscu handlować wyrobami kolekcjonerskimi i narkotykami. Ludzie! Czy wyście się z końmi na łby pozamieniali?

Dziwię się, że osoby rozpowszechniające pornografię dziecięcą nie zaczęły jeszcze jej udostępniać jako wyrobów kolekcjonerskich…

Uważam, że reguły powinny być jasne. Albo coś jest legalne i można to robić bez uciekania się do lingwistycznych sztuczek, albo nie. A jeśli nie, to każdy wykryty przejaw takiej działalności powinien być tępiony niezależnie od skali. Odkryto to już bardzo dawno temu, nazwano Teorią Wybitego Okna i zastosowano z powodzeniem w Nowym Jorku, a potem w wielu innych miejscach na świecie.

Ale do tego trzeba mieć jaja i być konsekwentnym…

Tymczasem idzie zima. Napraw w swoim domu uszkodzone okna, bo będzie zimno. Całego świata i tak nie zbawisz, ale możesz zrobić coś pożytecznego w zasięgu swojego wzroku. Powodzenia!

Paskudne pytania

Seth Godin zapowiedział niedawno, że nie opublikuje już w formie papierowej żadnej nowej książki. Jego ostatnim dziełem pozostanie na zawsze Linchpin. Niezupełnie dotrzymał słowa, ponieważ własnym nakładem wydał we wrześniu papierowy pięciopak „The ShipIt Journal Five Pack”. Ten zestaw pięciu identycznych zeszytów jednorazowego użytku jest dostępny za pośrednictwem księgarni Amazon, choć wysyłką zajmuje się sam Seth Godin. Każdy zeszyt służy do zmotywowania jego użytkownika do ukończenia projektu, za który właśnie się zabiera. Bo jak powiedział pewien polski polityk:

„Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy.” – Leszek Miller

Dodajmy, że dotyczy to w równym stopniu panie, które rozpoczynają jakieś przedsięwzięcia.

Nie wróżę niestety zeszytom Setha Godina zbyt wielkiej popularności. Zawierają one paskudne pytania (i wystarczająco dużo miejsca na wpisanie własnych odpowiedzi), które większość osób przez całe życie omija szerokim łukiem. A ci, którzy mają dość odwagi, zazwyczaj zeszytów nie potrzebują. Oto kilka z tych paskudnych pytań:

  • Kto jest twoim klientem?
  • Czego dotyczy projekt?
  • Kiedy zamierzasz go zakończyć?
  • Kto odpowiada za dotrzymanie terminu?
  • Czego się boisz?
  • Czego się tak naprawdę boisz (teraz powiedz prawdę)?
  • Dlaczego się boisz?
  • i tak dalej, i tak dalej, aż dokładnie zdefiniujesz przedsięwzięcie i szczerze określisz swój stosunek do jego ukończenia.

Dla Setha Godina wykrystalizowanie we własnym umyśle wizji końca projektu jest gwarancją powodzenia w działaniu. Dopóki sam nie zdefiniujesz celu, dopóty możesz lawirować i chować się za wymyślnymi wymówkami, kryjąc swój strach przed sukcesem lub porażką.

Realizacja przedsięwzięć to sport kontaktowy – nie wychodź na ring, jeżeli już w pierwszej rundzie zamierzasz położyć się na deskach. Zeszyty Setha Godina są niezłym narzędziem dla tych, którzy chcą przetrwać 12 rund, zdobyć motywację do walki i uwierzyć w możliwość zwycięstwa.