Miesiąc: Listopad 2009

Nie na wariata!

Dowiedziałem się ostatnio, że amerykańscy strażacy, po dotarciu na miejsce pożaru, postępują zgodnie z 7-punktową listą kontrolną. Nie znam treści wszystkich pozycji na tej liście, ale wiem, że gaszenie ognia znajduje się na piątym, a nie na pierwszym miejscu.

To ważne, żeby nawet w najtrudniejszych i wymagających największego pośpiechu sytuacjach nie dać się ponieść fantazji i nie działać „na wariata”. Zamiast kogoś uratować, można w ten sposób narobić więcej szkód i samemu niepotrzebnie narazić się na niebezpieczeństwo.

Pamiętaj zatem, żeby zawsze przed przystąpieniem do akcji najpierw sprawnie ocenić zaistniałą sytuację, następnie na podstawie dostępnych informacji podjąć najlepszą decyzję i dopiero wtedy ruszać do walki z żywiołem. A po akcji zabezpieczyć teren i podsumować przebieg działań w celu wyciągnięcia wniosków na przyszłość.

Tak postępują profesjonaliści – zarówno w straży pożarnej, jak i w każdej innej dziedzinie życia.

Wykluj się ze swojej skorupki!

Czy wciąż się kulisz w swojej skorupce?

Czy wstydzisz się zadzwonić do nieznanej osoby?

Albo poprosić kogoś o pomoc w załatwieniu swojej sprawy?

Albo wejść do pierwszego z brzegu pokoju w nieznanej instytucji?

A jeśli nawet to robisz, czy przypadkiem nie pokrywasz maską sztucznej pewności siebie lęków, które wciąż mocno spajają twoją skorupkę?

A może próbujesz ją rozbić niekontrolowaną agresją skierowaną na obserwatorów twojej szamotaniny?

To nic nie da!

I nie oszukuj się, że to samo przejdzie, że czas skruszy twoją skorupkę. Widziałem wiele niewyklutych osób, które raniły swoje dzieci i wnuki, nie mogąc poradzić sobie ze swoimi zahamowaniami. Ale widziałem też wielu młodych ludzi, którzy grubo przed maturą pozbyli się skorupki i radośnie zaczęli przyglądać się błękitnemu niebu, z ufnością otwierać zamknięte drzwi i spotykać po drugiej stronie innych, równie szczęśliwych „wyzwoleńców”.

Jak zatem wykluć się ze swojej skorupki? Oto 3 kroki – proste, lecz wymagające uczciwości i dyscypliny wewnętrznej:

  1. Przyznaj się sam przed sobą. Spojrzyj prawdzie w oczy, ponieważ najgorsza krzywda, jaką możesz sobie wyrządzić, polega na oszukiwaniu się i życiu w kłamstwie. Powiedz sobie „Tak, wstydzę się dzwonić do nieznajomych.” albo „Tak, stresuje mnie zwracanie się o pomoc.”, albo „Tak, czuję się głupio, gdy mam wejść do nieznanego pomieszczenia”. Zapisz to wyznanie na kartce papieru.
  2. Wyobraź sobie „najgorsze konsekwencje”. Zastanów się, czego właściwe się boisz. Co może się stać, kiedy zadzwonisz do nieznajomego (obcy głos odezwie się po drugiej stronie – to straszne! :-) ), poprosisz kogoś o pomoc (po prostu odmówi), wejdziesz do nieznanego pokoju (chyba nie będzie tam się czaił zbój z siekierą; najwyżej naburmuszony urzędnik, do którego będziesz mógł się uśmiechnąć!). Zapisz na kartce to, co sobie wyobraziłeś. W większości przypadków będzie ci głupio utrwalać na piśmie tak banalne i niegroźne „najgorsze konsekwencje”, ale jednak nalegam, żebyś je zapisał. Pamiętasz, jak w dzieciństwie bałeś się cienia, dopóki nie zobaczyłeś, że rzuca go twój miś oświetlony przez lampę? Tak samo jest z niewyobrażonymi i nienazwanymi „najgorszymi konsekwencjami”. To owce w wilczej skórze. Zerwij tę skórę.
  3. Podejmij 30-dniowe wyzwanie. Wykluwanie trwa zwykle miesiąc i każdego dnia wymaga wykonania tylko jednej czynności. Jeśli nie lubisz dzwonić do nieznajomych, codziennie znajdź pretekst do przeprowadzenia takiej rozmowy. Jeśli wstydzisz się zwracać o pomoc, codziennie znajdź okazję, żeby o coś poprosić. Jeśli stresuje cię wchodzenie do nieznanych pomieszczeń, codziennie znajdź powód, żeby zapukać do obcych drzwi. Liczę na twoją kreatywność w tym względzie! To może być niezła zabawa i próba sił, z której, przy odrobinie wytrwałości, z łatwością wyjdziesz zwycięsko. A po 30 dniach nie powinieneś mieć już takich kłopotów. Wyklujesz się, a twoja skorupka rozpadnie się na milion kawałków.

W tym miejscu widzę na niektórych twarzach niedowierzanie i zwątpienie:

„Naprawdę? Przecież to nie może być takie proste! Czemu nikt mi wcześniej o tym nie powiedział? Eee tam, jestem do niczego, i tak mi nic nie pomoże…”

Jest w tym pewna racja. Jeśli wbijesz sobie do głowy, że nic ci już nie pomoże, to ja też nic na to nie poradzę. Jeśli wybierzesz życie w zakłamaniu i nie przyznasz przed samym sobą, że siedzisz w skorupce, to nie weźmiesz się za jej rozbijanie. Jeśli nie wyobrazisz sobie swoich strachów i ich nie nazwiesz, to będą coraz bardziej rosły, karmiąc się twoimi obawami.

Wiem jedno: można spojrzeć prawdzie w oczy, zrozumieć skąd się biorą cienie i przez 30 dni codziennie nokautować coraz słabszego, wrednego przeciwnika. Wiem to, ponieważ sam kiedyś wstydziłem się dzwonić do nieznajomych, prosić bliźnich o pomoc i pukać do złowrogo zamkniętych drzwi. Ale mi przeszło. Może nie samo, może wymagało to trochę pracy, ale wyklułem się i mojej skorupki nie da się już posklejać. Wierzę, że i tobie uda się to w stu procentach!

Wykluj się ze swojej skorupki!

Czym się różni GTD od łopaty?

Czym się różni metoda GTD (Getting Things Done) Davida Allena od łopaty?

W gruncie rzeczy niczym.

To nie łopata decyduje, gdzie i jak głęboki dół zamierzasz wykopać.

To nie GTD decyduje, czego i w jaki sposób zamierzasz dokonać. GTD jest tylko logiczną metodą, uporządkowanym zbiorem reguł, który pozwala twojemu umysłowi wypracować skuteczną ścieżkę realizacji przedsięwzięć. Oprócz tego GTD pomaga stwierdzić, czy twoje siły są odpowiednie do zamiarów.

W przeciwieństwie do innych systemów „zarządzania czasem” GTD nie obiecuje, że nadanie przedsięwzięciom priorytetów A-B-C lub 1-2-3 przyniesie ci automatyczną odpowiedź, co powinieneś zrobić tu i teraz. GTD służy budowaniu intuicji, dzięki której sam będziesz w stanie wybierać najlepsze w danym momencie działania.

Pamiętaj: metoda GTD to łopata, a nie kryształowa kula. Moje doświadczenia jednoznacznie wskazują, że w życiu znacznie częściej przydaje się dobra łopata. A kryształowa kula… ładnie wygląda na kominku.

TurboDymoMan na prezydenta!

W czerwcu 2008 roku w Irlandii odbyło się referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego reformującego ustrój Unii Europejskiej. Wyniki referendum były następujące (dane ze strony „Referendum Ireland”):

  • 3,051,278 uprawnionych do głosowania;
  • 1,621,037 wzięło udział w głosowaniu (53.13%);
  • 752,451 głosów „za”;
  • 862,415 głosów „przeciw”;
  • 6,171 głosów nieważnych.

TurboDymoMan (niewątpliwy kandydat na Prezydenta Unii Europejskiej), zapoznawszy się z tymi wynikami, tak zawstydził rząd Irlandii, że ten postanowił przeprowadzić kolejne referendum. Odbyło się ono w październiku 2009 roku. Przyniosło zgoła odmienne wyniki (dane ze strony „Referendum Ireland”):

  • 3,078,032 uprawnionych do głosowania;
  • 1,816,098 wzięło udział w głosowaniu (59.00%);
  • 1,214,268 głosów „za”;
  • 594,606 głosów „przeciw”;
  • 7,224 głosów nieważnych.

Zastanawiam się, jak to jest. Pierwszy mecz wygrali przeciwnicy ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, drugi jego zwolennicy. Czy zatem nie należałoby rozegrać trzeciego meczu na neutralnym terenie? A może liczą się małe punkty? A może ten się śmieje, kto się śmieje ostatni?

W każdym razie, dzięki wczorajszej decyzji prezydenta Vaclava Klausa usunięta została ostatnia przeszkoda na autostradzie politycznej kariery TurboDymoMana. Europie potrzebny jest przywódca, który będzie w stanie zachować i utworzyć o 50% więcej miejsc pracy niż prezydent Obama i zbudować o połowę dłuższy gazociąg pod Bałtykiem niż planowany przez premiera Putina!

Mój plan dnia

Jeden z czytelników poprosił mnie o przedstawienie mojego standardowego planu dnia. Oto on (od poniedziałku do piątku):

  • 04:45 Pobudka, lekkie śniadanie, toaleta poranna oraz sprawdzenie, czy w mojej teczce Action Support są dokumenty niezbędne do załatwienia spraw, które chcę danego dnia załatwić.
  • 05:45 Jazda samochodem do firmy (słuchanie podcastów).
  • 06:30 Kawa, pielęgnacja blogu, poranny przegląd zadań.
  • 07:00 Czytanie i pisanie (dokumenty, literatura fachowa itp.).
  • 08:45 Drugie śniadanie.
  • 09:00 Spotkania, czytanie i pisanie, czyszczenie skrzynek spraw przychodzących.
  • 11:45 Lekki obiad (30 minut).
  • 14:45 Popołudniowy przegląd zadań.
  • 15:00 Jazda samochodem do domu (słuchanie podcastów).
  • 16:15 Biały ser z dżemem lub powidłami.
  • 16:30 Sport (bieganie, windsurfing, fitness) (słuchanie podcastów).
  • 17:45 Rodzina, zajęcia domowe, lektury, internet, telewizja itp.
  • 19:00 Duże jabłko.
  • 20:00 Kieliszek czerwonego wina.
  • 21:00 Wieczorny przegląd zadań i przygotowanie zawartości teczki Action Support na następny dzień.
  • 21:30 Toaleta wieczorna.
  • 22:00 Cisza nocna.

Jest to oczywiście plan standardowy, który w razie potrzeby ulega modyfikacjom (na przykład, gdy wieje wiatr, windsurfing ma najwyższy priorytet :-) ), jednak staram się go trzymać i wpływać na świat tak, żeby dopasowywał się do moich zwyczajów.

W soboty i niedziele pozwalam sobie pospać nieco dłużej, bo aż do 06:45. W te dni stałymi, obowiązkowymi punktami programu są: pływanie (poranny basen), spacer, rozliczenia z fiskusem oraz Przegląd Tygodniowy.

Mam nadzieję, że niczego istotnego w powyższym opisie nie pominąłem.

Jak wam się podoba mój plan dnia?

Tajemnice mojego Kindelka

Oto kilka nieudokumentowanych funkcji, które zdradził mi mój Kindelek. Możesz je wywołać wprowadzając „w ciemno” trzycyfrowy kod, gdy wyświetlony jest ekran „Settings & Device Information”:

  • 311 – wyświetla ekran „Available Wireless Providers” zawierający listę operatorów sieci komórkowych, w których zasięgu znajduje się urządzenie (we wpisie Kto się boi mojego Kindelka? zamieściłem przykład takiego ekranu);
  • 411 – wyświetla ekran „411 Page” zawierający szereg informacji o urządzeniu, między innymi: czy jest zarejestrowane, numer fabryczny, numer fabryczny części radiowej i wersję oprogramowania systemowego;
  • 611 – wyświetla ekran „611 Page” zawierający 5 stron parametrów technicznych dotyczących między innymi: wbudowanego modemu (w tym numer IMEI), karty SIM, sieci komórkowej oraz parametrów komunikacji z siecią komórkową i serwerami Amazon.

Oprócz tego, zawsze gdy za pomocą klawisza Menu wywołasz… menu, u góry ekranu pojawia się ilość wolnej pamięci, bieżący czas i informacja o trybie dostępu do sieci komórkowej – na przykład „3G”.

Jednak najważniejsza, ukryta funkcja Kindleka jest dostępna po naciśnięciu kombinacji klawiszy Shift-ALT-M:

KINDLE31

Oprócz gry „Saper” dostępne jest też GoMoku, czyli kółko i krzyżyk „do pięciu w linii”:

KINDLE32

Dla zainteresowanych podaję, że póki co nie musiałem jeszcze po raz drugi ładować akumulatora, mimo że nie wyłączam Kindelka całkowicie, tylko pozostawiam go w stanie uśpienia.