Miesiąc: Listopad 2009

Listopadowe usposobienie

Zastanawia mnie, czy data najważniejszego święta narodowego ma związek z ogólnym usposobieniem danego społeczeństwa. Zależność taka byłaby dla nas, Polaków, doskonałym uzasadnieniem poruszania się po ulicach z opuszczoną głową i wzrokiem wbitym w ojczystą ziemię. Wszak w listopadzie jest pochmurno, ciągle leje deszcz i wieje paskudny, przejmujący wiatr…

Sedno GTD

Oto sedno strumienia zadań metody GTD (Getting Things Done) Davida Allena:

  1. Gromadzenie. Nie używaj swojego umysłu do pamiętania szczegółów. Twój mózg znakomicie sprawdza się jako kreator nowych wspaniałych pomysłów, lecz zarządzanie listami „do zrobienia” nie jest jego najmocniejszą stroną. Nie mieszaj nowych spraw z tym, co już przeanalizowałeś i uporządkowałeś.
  2. Analiza. Określ swój stosunek do danej sprawy. Jeśli wymaga ona działania, zdecyduj, jaki jest pożądany wynik i Najbliższe Działanie. Zrób od razu to, co nie zajmie ci więcej niż 2 minuty, a resztę przekaż komu innemu do wykonania lub zostaw sobie na później (zapisz w systemie, któremu ufasz). Jeśli sprawa nie wymaga działania, pozbądź się jej lub umieść ją w archiwum albo na liście Może Kiedyś.
  3. Porządkowanie. Stwórz łatwy w użyciu i niezawodny system, który nie rozsypie się nawet wtedy, gdy zachorujesz. Powinien się on składać z co najmniej 4 list: Projektów, Najbliższych Działań, Czeka Na i Może Kiedyś. Musisz mu ufać tak, jakby był twoim drugim mózgiem. W kalendarzu mogą znajdować się tylko te sprawy, które muszą być załatwione danego dnia. Na listę Najbliższych Działań wędrują zaś te rzeczy, które mają określony termin wykonania lub powinny być zrealizowane tak szybko, jak się da.
  4. Przegląd. Swój kalendarz przeglądaj codziennie, pozostałe elementy systemu nie rzadziej niż raz na 7-10 dni.
  5. Realizacja. Kontekst (czyli otoczenie zdefiniowane przez miejsce, czas i dostępne narzędzia) to pierwsze ograniczenie rodzaju działań, które możesz podjąć w danym momencie (dlatego warto podzielić listę Najbliższych Działań na kontekstowe podlisty). Zawsze będziesz miał więcej do zrobienia, niż jesteś w stanie zrobić. Kluczem bezstresowego działania jest zaufanie do własnych wyborów, których jakość zależy od intuicji zbudowanej podczas okresowych przeglądów systemu.

Nie na wariata!

Dowiedziałem się ostatnio, że amerykańscy strażacy, po dotarciu na miejsce pożaru, postępują zgodnie z 7-punktową listą kontrolną. Nie znam treści wszystkich pozycji na tej liście, ale wiem, że gaszenie ognia znajduje się na piątym, a nie na pierwszym miejscu.

To ważne, żeby nawet w najtrudniejszych i wymagających największego pośpiechu sytuacjach nie dać się ponieść fantazji i nie działać „na wariata”. Zamiast kogoś uratować, można w ten sposób narobić więcej szkód i samemu niepotrzebnie narazić się na niebezpieczeństwo.

Pamiętaj zatem, żeby zawsze przed przystąpieniem do akcji najpierw sprawnie ocenić zaistniałą sytuację, następnie na podstawie dostępnych informacji podjąć najlepszą decyzję i dopiero wtedy ruszać do walki z żywiołem. A po akcji zabezpieczyć teren i podsumować przebieg działań w celu wyciągnięcia wniosków na przyszłość.

Tak postępują profesjonaliści – zarówno w straży pożarnej, jak i w każdej innej dziedzinie życia.

Wykluj się ze swojej skorupki!

Czy wciąż się kulisz w swojej skorupce?

Czy wstydzisz się zadzwonić do nieznanej osoby?

Albo poprosić kogoś o pomoc w załatwieniu swojej sprawy?

Albo wejść do pierwszego z brzegu pokoju w nieznanej instytucji?

A jeśli nawet to robisz, czy przypadkiem nie pokrywasz maską sztucznej pewności siebie lęków, które wciąż mocno spajają twoją skorupkę?

A może próbujesz ją rozbić niekontrolowaną agresją skierowaną na obserwatorów twojej szamotaniny?

To nic nie da!

I nie oszukuj się, że to samo przejdzie, że czas skruszy twoją skorupkę. Widziałem wiele niewyklutych osób, które raniły swoje dzieci i wnuki, nie mogąc poradzić sobie ze swoimi zahamowaniami. Ale widziałem też wielu młodych ludzi, którzy grubo przed maturą pozbyli się skorupki i radośnie zaczęli przyglądać się błękitnemu niebu, z ufnością otwierać zamknięte drzwi i spotykać po drugiej stronie innych, równie szczęśliwych „wyzwoleńców”.

Jak zatem wykluć się ze swojej skorupki? Oto 3 kroki – proste, lecz wymagające uczciwości i dyscypliny wewnętrznej:

  1. Przyznaj się sam przed sobą. Spojrzyj prawdzie w oczy, ponieważ najgorsza krzywda, jaką możesz sobie wyrządzić, polega na oszukiwaniu się i życiu w kłamstwie. Powiedz sobie „Tak, wstydzę się dzwonić do nieznajomych.” albo „Tak, stresuje mnie zwracanie się o pomoc.”, albo „Tak, czuję się głupio, gdy mam wejść do nieznanego pomieszczenia”. Zapisz to wyznanie na kartce papieru.
  2. Wyobraź sobie „najgorsze konsekwencje”. Zastanów się, czego właściwe się boisz. Co może się stać, kiedy zadzwonisz do nieznajomego (obcy głos odezwie się po drugiej stronie – to straszne! :-) ), poprosisz kogoś o pomoc (po prostu odmówi), wejdziesz do nieznanego pokoju (chyba nie będzie tam się czaił zbój z siekierą; najwyżej naburmuszony urzędnik, do którego będziesz mógł się uśmiechnąć!). Zapisz na kartce to, co sobie wyobraziłeś. W większości przypadków będzie ci głupio utrwalać na piśmie tak banalne i niegroźne „najgorsze konsekwencje”, ale jednak nalegam, żebyś je zapisał. Pamiętasz, jak w dzieciństwie bałeś się cienia, dopóki nie zobaczyłeś, że rzuca go twój miś oświetlony przez lampę? Tak samo jest z niewyobrażonymi i nienazwanymi „najgorszymi konsekwencjami”. To owce w wilczej skórze. Zerwij tę skórę.
  3. Podejmij 30-dniowe wyzwanie. Wykluwanie trwa zwykle miesiąc i każdego dnia wymaga wykonania tylko jednej czynności. Jeśli nie lubisz dzwonić do nieznajomych, codziennie znajdź pretekst do przeprowadzenia takiej rozmowy. Jeśli wstydzisz się zwracać o pomoc, codziennie znajdź okazję, żeby o coś poprosić. Jeśli stresuje cię wchodzenie do nieznanych pomieszczeń, codziennie znajdź powód, żeby zapukać do obcych drzwi. Liczę na twoją kreatywność w tym względzie! To może być niezła zabawa i próba sił, z której, przy odrobinie wytrwałości, z łatwością wyjdziesz zwycięsko. A po 30 dniach nie powinieneś mieć już takich kłopotów. Wyklujesz się, a twoja skorupka rozpadnie się na milion kawałków.

W tym miejscu widzę na niektórych twarzach niedowierzanie i zwątpienie:

„Naprawdę? Przecież to nie może być takie proste! Czemu nikt mi wcześniej o tym nie powiedział? Eee tam, jestem do niczego, i tak mi nic nie pomoże…”

Jest w tym pewna racja. Jeśli wbijesz sobie do głowy, że nic ci już nie pomoże, to ja też nic na to nie poradzę. Jeśli wybierzesz życie w zakłamaniu i nie przyznasz przed samym sobą, że siedzisz w skorupce, to nie weźmiesz się za jej rozbijanie. Jeśli nie wyobrazisz sobie swoich strachów i ich nie nazwiesz, to będą coraz bardziej rosły, karmiąc się twoimi obawami.

Wiem jedno: można spojrzeć prawdzie w oczy, zrozumieć skąd się biorą cienie i przez 30 dni codziennie nokautować coraz słabszego, wrednego przeciwnika. Wiem to, ponieważ sam kiedyś wstydziłem się dzwonić do nieznajomych, prosić bliźnich o pomoc i pukać do złowrogo zamkniętych drzwi. Ale mi przeszło. Może nie samo, może wymagało to trochę pracy, ale wyklułem się i mojej skorupki nie da się już posklejać. Wierzę, że i tobie uda się to w stu procentach!

Wykluj się ze swojej skorupki!