Tag: przypowieść

Dwa wilki

Jest taka piękna przypowieść w tradycji plemienia Nawahów. Pewnego razu stary wojownik powiedział swojemu wnukowi, że czuje, jak w jego duszy cały czas trwa walka. „Walczą ze sobą dwa wilki. Jeden to wilk zły, pełen gniewu, zazdrości, smutku, żalu, chciwości, arogancji, rozczulania się nad sobą, winy, urazy, kompleksów, strachu przed uleczeniem ciała i duszy, strachu przed sukcesem, strachu przed zgłębianiem prawdziwości tego, co mówią inni, strachu przed postawieniem się w czyimś położeniu i ujrzeniem świata jego oczami i sercem, zasłaniania się pustymi, fałszywymi wymówkami. Drugi wilk jest dobry. To wilk radości pokoju, miłości, nadziei, pogody ducha, skromności, dobroci, empatii, pamięci o tych, którzy starali się mi pomóc, choć nie zawsze efekty ich działań były doskonałe, woli wybaczania sobie i innym oraz świadomości, że mój los jest w moich rękach”.

Wnuczek pomyślał chwilę o tym, co właśnie usłyszał, i spytał: „Ale dziadku, a który wilk wygrywa?”. Stary wojownik odpowiedział: „Ten, którego postanowiłem dokarmiać”.

John Izzo „The Five Secrets You Must Discover Before You Die” (69)

Zderzenie łodzi

Jedna z buddyjskich legend opowiada o młodym rolniku, który w pocie czoła wiosłował swoją łodzią w górę rzeki, wioząc plony na targ w pobliskiej wiosce. Śpieszył się, ponieważ chciał jeszcze przed zmrokiem wrócić do domu po dostarczeniu produktów. Spojrzał przed siebie i ujrzał drugą łódź, która pędziła z naprzeciwka, kierując się wprost na niego. Rolnik zmienił kurs i jął gwałtownie wiosłować, żeby uniknąć zderzenia, ale to nie pomogło.

Zaczął wtedy krzyczeć w kierunku drugiej łodzi: „Zmień kurs, ty idioto! Staranujesz mnie! Rzeka jest szeroka! Uważaj!”. Ale i to nie przyniosło żadnego skutku. Łodzie zderzyły się z głuchym hukiem. Rozwścieczony rolnik nie przestawał wrzeszczeć: „Ty kretynie! Jak ci się udało uderzyć w moją łódź na samym środku takiej szerokiej rzeki! Odbiło ci?”.

Jednak gdy zajrzał do środka drugiej łodzi, zorientował się, że nikogo tam nie ma. Widocznie urwała się z cumy i swobodnie spływała z prądem w dół rzeki.

Morał stąd wynika następujący: Druga łódź jest zawsze pusta. Gdy się złościsz, wykrzykujesz swoje pretensje w kierunku pustej łodzi.

Marshall Goldsmith „What Got You Here Won’t Get You There” (63-64)

Zakon Milczących

Pewien młody człowiek wstąpił do Zakonu Milczących. Co jakiś czas opat zezwalał zakonnikom na przerwanie milczenia. Młodzieńca spotkało to po pięciu latach przebywania w zakonie, kiedy to opat pozwolił mu wypowiedzieć dwa słowa.

– Twarde łoże – powiedział po dłuższym namyśle.

– Przykro mi z tego powodu – odpowiedział opat. – Zobaczymy, co da się zrobić w tej sprawie.

Po następnych pięciu latach młody zakonnik dostał kolejną szansę wypowiedzenia dwóch słów.

– Zimne jedzenie – powiedział po bardzo długim namyśle.

– Może coś na to poradzimy… – odparł opat.

Po piętnastu latach pobytu w zakonie, gdy znowu nadarzyła się okazja wypowiedzenia dwóch słów, młody zakonnik powiedział:

– Opuszczam zakon.

– Tak chyba będzie najlepiej – odparł opat. – Od początku tylko narzekasz i narzekasz.

Na podstawie: Will Bowen „A Complaint Free World” (69-70)

Ciasteczka

Pewnego razu musiałam spędzić kilka godzin w poczekalni na lotnisku. Kupiłam więc sobie książkę do poczytania i ciasteczka, żeby coś w międzyczasie przekąsić. Obok mnie usiadł jakiś mężczyzna i też zatopił się w lekturze.

Ponieważ nieco zgłodniałam, wzięłam pierwsze ciasteczko z pudełka, które stało na stoliku. Jakież było moje zdziwienie, gdy mój sąsiad też wziął ciasteczko. „Co za bezczelny typ” – pomyślałam. – „Nawet nie spytał, czy może się poczęstować!” Gdybym była w gorszym nastroju, to chyba bym mu przyłożyła. Ale tymczasem postanowiłam nie reagować.

No i czego się można spodziewać po facecie? Za każdym razem, gdy sięgałam po ciasteczko, on też, bez żenady, częstował się, nie przerywając lektury. Coraz bardziej wzbierała we mnie złość, ale nie chciałam robić sceny w zatłoczonej poczekalni.

I nadeszła ta chwila, kiedy w pudełku zostało tylko jedno ciasteczko. „Ha!” – pomyślałam sobie. – „Co teraz zrobisz, palancie? Bezwstydnie zeżresz nawet to ostatnie ciasteczko, czy stać cię na choć odrobinę przyzwoitości?”

Mężczyzna sięgnął do pudełka, przełamał ciasteczko na pół i zjadł swoją część. Tego było już za wiele. Poderwałam się, spakowałam swoje rzeczy i poszłam wzburzona w kierunku bramki prowadzącej do mojego samolotu.

Gdy samolot uniósł się w powietrze, postanowiłam powrócić do przerwanej lektury, żeby całkiem wymazać z pamięci tę nieprzyjemną przygodę. Sięgnęłam do torebki po książkę i oniemiałam. Było tam fabrycznie zapakowane, nienaruszone pudełko moich ciasteczek.

Nigdy przedtem nie czułam takiego wstydu. Ten miły mężczyzna bez żalu i złości podzielił się ze mną swoimi ciasteczkami, a ja, tryskając jadem nienawiści, zjadłam, co nie moje i nawet nie podziękowałam! Tę nauczkę będę pamiętała do końca życia.

Na podstawie „The cookie story told in pictures”.