Tag: przypowieść

Zakon Milczących

Pewien młody człowiek wstąpił do Zakonu Milczących. Co jakiś czas opat zezwalał zakonnikom na przerwanie milczenia. Młodzieńca spotkało to po pięciu latach przebywania w zakonie, kiedy to opat pozwolił mu wypowiedzieć dwa słowa.

– Twarde łoże – powiedział po dłuższym namyśle.

– Przykro mi z tego powodu – odparł opat. – Zobaczymy, co da się zrobić w tej sprawie.

Po następnych pięciu latach młodych zakonnik dostał kolejną szansę wypowiedzenia dwóch słów.

– Zimne jedzenie – powiedział po bardzo długim namyśle.

– Może coś na to poradzimy… – odparł opat.

Po piętnastu latach pobytu w zakonie, gdy znowu nadarzyła się okazja wypowiedzenia dwóch słów, młody zakonnik powiedział:

– Opuszczam zakon.

– Tak chyba będzie najlepiej – odparł opat. – Od początku tylko narzekasz i narzekasz.

Na podstawie: Will Bowen „A Complaint Free World” (69-70)

Ciasteczka

Pewnego razu musiałam spędzić kilka godzin w poczekalni na lotnisku. Kupiłam więc sobie książkę do poczytania i ciasteczka, żeby coś w międzyczasie przekąsić. Obok mnie usiadł jakiś mężczyzna i też zatopił się w lekturze.

Ponieważ nieco zgłodniałam, wzięłam pierwsze ciasteczko z pudełka, które stało na stoliku. Jakież było moje zdziwienie, gdy mój sąsiad też wziął ciasteczko. „Co za bezczelny typ” – pomyślałam. – „Nawet nie spytał, czy może się poczęstować!” Gdybym była w gorszym nastroju, to chyba bym mu przyłożyła. Ale tymczasem postanowiłam nie reagować.

No i czego się można spodziewać po facecie? Za każdym razem, gdy sięgałam po ciasteczko, on też, bez żenady, częstował się, nie przerywając lektury. Coraz bardziej wzbierała we mnie złość, ale nie chciałam robić sceny w zatłoczonej poczekalni.

I nadeszła ta chwila, kiedy w pudełku zostało tylko jedno ciasteczko. „Ha!” – pomyślałam sobie. – „Co teraz zrobisz, palancie? Bezwstydnie zeżresz nawet to ostatnie ciasteczko, czy stać cię na choć odrobinę przyzwoitości?”

Mężczyzna sięgnął do pudełka, przełamał ciasteczko na pół i zjadł swoją część. Tego było już za wiele. Poderwałam się, spakowałam swoje rzeczy i poszłam wzburzona w kierunku bramki prowadzącej do mojego samolotu.

Gdy samolot uniósł się w powietrze, postanowiłam powrócić do przerwanej lektury, żeby całkiem wymazać z pamięci tę nieprzyjemną przygodę. Sięgnęłam do torebki po książkę i oniemiałam. Było tam fabrycznie zapakowane, nienaruszone pudełko moich ciasteczek.

Nigdy przedtem nie czułam takiego wstydu. Ten miły mężczyzna bez żalu i złości podzielił się ze mną swoimi ciasteczkami, a ja, tryskając jadem nienawiści, zjadłam, co nie moje i nawet nie podziękowałam! Tę nauczkę będę pamiętała do końca życia.

Na podstawie „The cookie story told in pictures”.

Oczyść swój umysł

Pewnego razu do Japońskiego Mistrza Zen przybył profesor uniwersytetu, żeby zapoznać się z podstawami filozofii Zen. Już na samym początku rozmowy stało się jasne, że profesora wcale nie interesuje pogłębienie swojej wiedzy, lecz przede wszystkim chce zaimponować Mistrzowi swoimi poglądami na temat Zen. Mistrz wysłuchał cierpliwie przemowy profesora, po czym zaproponował mu wspólne wypicie herbaty. Po chwili filiżanka gościa wypełniła się aromatycznym napojem, jednak Mistrz nie przerwał nalewania i herbata zaczęła rozpływać się po stole.

„Filiżanka jest pełna. Więcej już się nie zmieści” – nie wytrzymał przerażony profesor.

„Tak jak ta filiżanka” – odrzekł Mistrz, – „jesteś wypełniony własnymi poglądami i spekulacjami na temat filozofii Zen. Nie mogę ci pokazać, czym jest Zen, dopóki nie oczyścisz swojego umysłu.”

Obuj swoje stopy

Dawno, dawno temu wszyscy ludzie chodzili boso. Pewnego dnia królowa, przechadzając się po kamienistej plaży, rozcięła sobie stopę na ostrym kamieniu. Rozgniewana wezwała swych ministrów i rozkazała okryć całe królestwo dywanem ze skóry. Wówczas odezwał się najmądrzejszy z ministrów i zaproponował: „Zamiast okrywać cały świat, zabezpieczmy skórą podeszwy stóp wszystkich ludzi”. Królowej spodobał się ten pomysł i w ten sposób wynaleziono buty.

Zapewne jest to dla ciebie oczywiste, że okrywanie całego królestwa skórzanym dywanem tylko po to, żeby uchronić stopy przed zranieniem, ma niewiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. A co sądzisz o swojej strategii życiowej, którą chciałbyś objąć cały świat? Czy nie należałoby zająć się przede wszystkim nauką dbania o właściwy stan twojego punktu styczności ze światem? Według nauk Buddy, to „uważność” (mindfullness) może każdego z nas doprowadzić do tego punktu styczności.

Na podstawie „The Issue at Hand” Gila Fronsdala.

Przypowieść o rozgwieździe

W swoim manifeście „Making the Most of Your Time: Going Beyond To-Do Lists” Rajesh Setty przytacza następującą „Przypowieść o rozgwieździe” autorstwa Loren Eiseley:

Pewien pisarz lubił wyjeżdżać nad morze, żeby tam tworzyć swoje dzieła. Codziennie przed pracą przechadzał się po plaży, szukając natchnienia. Któregoś dnia, idąc wzdłuż brzegu, ujrzał w oddali sylwetkę tańczącego człowieka. Uśmiechnął się na myśl, że ktoś tańcem wita nowy dzień i przyspieszył kroku, żeby z bliska zobaczyć te radosne pląsy.

Gdy był już w niewielkiej odległości, dostrzegł, że te dziwne ruchy wykonuje młody człowiek i że to wcale nie jest taniec. Młodzieniec schylał się, podnosił małe przedmioty i wrzucał je do morza.

Pisarz zatrzymał się i krzyknął: „Dzień dobry! Czy mogę spytać, co robisz?”. Młody człowiek zastygł na chwilę, podniósł wzrok i odpowiedział: „Wrzucam rozgwiazdy do morza”. Niewiele to wyjaśniło zaskoczonemu pisarzowi, więc postanowił dalej drążyć temat: „Muszę zatem spytać, dlaczego wrzucasz rozgwiazdy do morza?”. Na to młodzieniec odrzekł: „Słońce zaczyna przygrzewać, a odpływ pozostawia rozgwiazdy na brzegu. Umrą, jeśli ich nie wrzucę do wody”.

Usłyszawszy to, pisarz odparł: „Ale, młody człowieku, czy nie zdajesz sobie sprawy, że ta plaża ciągnie się kilometrami i wszędzie na piasku leżą takie rozgwiazdy? Nie ma żadnego znaczenia, czy kilkadziesiąt z nich ocalisz, czy nie”. W tym momencie młodzieniec pochylił się, wziął do ręki kolejną rozgwiazdę i wrzucił ją do morza, a gdy wpadła do wody powiedział: „Dla tej jednej miało to znaczenie.”

Konto Osobistych Wspomnień

92-letni, niewysoki, żwawy i pełen godności staruszek – jeden z tych, którzy nawet w tak sędziwym wieku codziennie rano są elegancko ubrani, uczesani i nienagannie ogoleni – przeprowadził się właśnie dziś do domu opieki. Było to konieczne, ponieważ niedawno, po 70 latach małżeństwa, zmarła jego ukochana żona, a jako niewidomy, potrzebował pomocy bliźnich.

Po wielu godzinach cierpliwego oczekiwania w recepcji domu opieki uśmiechnął się promiennie, usłyszawszy, że jego pokój jest już gotowy. Kiedy podchodzili razem do windy, pielęgniarz obrazowo opisał mu ten pokój, nie zapominając nawet o kolorze zasłonek w oknie.

„Cudownie!” – wykrzyknął staruszek z entuzjazmem godnym ośmiolatka, który dostał wymarzoną, pluszową przytulankę.

„Dziadku, chwileczkę. Przecież nie widziałeś jeszcze swojego pokoju” – pielęgniarz starał się ostudzić zapał swojego podopiecznego.

„To nie ma żadnego znaczenia, mój drogi” – odparł staruszek. – „Szczęście to wynik decyzji podjętej znacznie, znacznie wcześniej. To, czy pokój będzie mi się podobał, czy nie, nie zależy od ustawienia mebli, ale od tego, jak umeblowałem swój umysł. A ja już zdecydowałem, że będzie mi się podobało.”

„Szczęście to decyzja, którą podejmuję codziennie rano, gdy się obudzę. Mam wtedy wybór. Albo spędzę cały dzień w łóżku z żalem rozmyślając o wszystkich częściach mojego ciała, które nie działają już tak, jak należy, albo wstanę i będę wdzięczny, że moje ciało jest jeszcze do czegoś zdatne. Każdy dzień to dar i tak długo, jak mogę otwierać oczy, skupiam się na tym dniu i na wszystkich szczęśliwych wspomnieniach, które zgromadziłem w ciągu swojego życia.

Starość jest jak konto bankowe. Wypłacać możesz tylko do wysokości salda. Zatem radzę ci gromadzić jak najwięcej szczęścia na tym Koncie Osobistych Wspomnień.

Na podstawie „Bank account of life – A simple story about happiness” Rajesha Setty.

Deser lodowy

W czasach, kiedy desery lodowe były znacznie tańsze niż dzisiaj, dziesięcioletni chłopiec wszedł do kawiarni hotelowej i usiadł przy stoliku. Gdy kelnerka postawiła przed nim szklankę z wodą, spytał: „Ile kosztuje deser lodowy?”

„Pięćdziesiąt centów” – usłyszał w odpowiedzi. Wygrzebał wówczas z kieszeni garść monet i uważnie je przeliczył. „A ile kosztuje zwykła porcja lodów?” – zadał kolejne pytanie. Wyraz zniecierpliwienia wkradł się na oblicze kelnerki, ponieważ pojawili się nowi klienci, którzy czekali przy wejściu na wskazanie im stolika. „Trzydzieści pięć centów” – odburknęła ze złością. Chłopiec znów przeliczył monety, po czym powiedział: „W takim razie poproszę zwykłą porcję lodów”. Kelnerka przyniosła zimny pucharek, położyła na stoliku rachunek i poszła obsługiwać innych gości. Chłopiec zjadł lody, zapłacił należność przy kontuarze i wyszedł. Gdy po pewnym czasie kelnerka zaczęła sprzątać stolik, wzruszenie ścisnęło jej gardło. Obok pustego talerzyka, starannie ułożone jedna na drugiej, leżały dwie pięciocentówki i pięć jednocentówek – jej napiwek.

Na podstawie „A simple story about thoughtfulness…” Rajesha Setty.