Tag: przypowieść

Nie przepłacaj za gwizdek!

Beniamin Franklin opowiedział kiedyś następującą historię:

Gdy byłem siedmioletnim młodzieńcem, w świąteczny dzień wybrałem się – z kieszeniami wypełnionymi drobnymi – do pobliskiego sklepu z zabawkami. Tam, zauroczony dźwiękiem, jaki wydawał swoim gwizdkiem mijany po drodze chłopiec, za wszystkie posiadane pieniądze kupiłem ochoczo taki sam „przyrząd do robienia hałasu”.

Po powrocie do domu dumnie paradowałem, gwiżdżąc na okrągło i denerwując wszystkich członków rodziny. Moi bracia, siostry i kuzyni, rozumiejąc, jaki zrobiłem interes, wytłumaczyli mi, że czterokrotnie przepłaciłem za gwizdek i mogłem za te pieniądze kupić wiele innych, fajnych rzeczy. Tak wyśmiewali moją głupotę, że ze złości strasznie się popłakałem i wspomnienie tego zdarzenia zawsze już miało dla mnie gorzki, a nie, jak marzyłem, słodki smak.

Konsekwencje tej przygody okazały się jednak bardzo pożyteczne. Za każdym razem, gdy kusiło mnie później, żeby kupić jakąś niepotrzebną rzecz, mówiłem sobie: „Nie przepłacaj za gwizdek!” i pieniądze zostawały w mojej kieszeni.

Trzeba się bardzo starać

– Tato, ty wierzysz w Boga?

Spojrzał na mnie. Potem wolno powiedział:

– Widzę, że stajesz się mężczyzną.

Ja nie widziałem związku. Przez chwilę zastanawiałem się nawet, czy ktoś nie doniósł mu, że chodzę na dziewczyny na ulicę Paradis. Jednak dodał:

– Nie, nigdy nie udało mi się wierzyć w Boga.

– Nigdy się nie udało? Dlaczego? Trzeba się starać?

Popatrzył w otaczający go półmrok.

– Żeby wierzyć, że to wszystko ma jakiś sens? Tak. Trzeba się bardzo starać.

Eric-Emmanuel Schmitt „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu” (28-29)

Kosmiczny system operacyjny

W swojej książce „The Life of the Cosmos”, którą każdy powinien przeczytać, Lee Smolin podaje najlepszy opis, z jakim kiedykolwiek się spotkałem, jak nasz wszechświat wyłonił się z nicości wskutek niesamowicie precyzyjnej równowagi opisujących go podstawowych stałych. Masa protonu, siła grawitacji, zasięg słabych oddziaływań jądrowych i kilka tuzinów innych stałych podstawowych całkowicie determinuje rodzaj wszechświata powstającego w wyniku Wielkiego Wybuchu. Gdyby te wartości były choć odrobinę inne, wszechświat byłby tylko rozległym oceanem ciepławego gazu albo gorącym kłębkiem plazmy, albo jakimś innym, mało interesującym tworem – bublem, innymi słowy. Jedynym sposobem uzyskania wszechświata, który nie jest bublem, który składa się z gwiazd, ciężkich elementów, planet i życia, jest właściwe dobranie tych podstawowych liczb. Jeśli istniałaby gdzieś maszyna potrafiąca wypluwać wszechświaty o losowo dobranych stałych podstawowych, to na każdy wszechświat podobny do naszego produkowałaby 10 do potęgi 229 bubli.

(…)

Myślę, że przesłanie jest jasne: gdzieś tam poza granicami naszego wszechświata istnieje system operacyjny zakodowany w nieskończonych sesjach programowania przez swego rodzaju hakera-demiurga. Ten kosmiczny system operacyjny jest obsługiwany za pomocą linii poleceń. (…) Demiurg siedzi przy swojej klawiaturze i wstukuje na niej jedno polecenie za drugim, określając wartości podstawowych stałych fizycznych:

universe -G 6.672e-11 -e 1.602e-19 -h 6.626e-34 -protonmass 1.673e-27 ...

i gdy linia polecenia jest skończona, mały palec jego prawej ręki zatrzymuje się na wieczność lub dwie nad klawiszem enter w oczekiwaniu, co się wydarzy, a potem opada – i BUM! – słychać kolejny Wielki Wybuch.

Neal Stephenson „In The Beginning… Was The Command Line” (147-148)

Ostatni raz

Kiedy w poniedziałek swoim zwyczajem biegałem w kółko po stadionie, śnieżnobiałe obłoki leniwie przepływały nade mną po błękitnym niebie. Cóż za sielski widok! Jednak na zachodzie coś zaczęło się dziać: pod obłokami rozbudowywał się wał sino-szaro-pomarańczowych chmur burzowych. Z nieubłaganą konsekwencją jął zbliżać się w moim kierunku. Po następnych pięciu okrążeniach znienacka przebiegłem granicę oddzielającą oświetloną część świata od tej pogrążonej w cieniu. Tuż przed złowieszczym kordonem chmur pospiesznie odlatywała na południe sportowa awionetka. Była bardzo daleko, więc nie słyszałem strwożonego odgłosu pracującego silnika. Czyżby spłoszyła ją nadciągająca burza, która najwyraźniej mnie też zamierzała przestraszyć?

I wtedy pomyślałem: „A jeśli to jest ostatnia burza, którą dane mi będzie zobaczyć w życiu?”

Poczułem rosnące w sercu zdziwienie i zachwyt: jakże potężne i majestatyczne sceny odgrywa właśnie dla mnie natura! Nietaktem byłoby boczyć się na te kilka kropel, które za chwilę spadną na moją głowę. I biegłem dalej, chłonąc atmosferę tego burzowego preludium godnego najlepszych mistrzów pędzla i pióra.

Postaraj się w codziennej gonitwie znaleźć czas na zdziwienie i zachwyt, tak jakbyś oglądał przedmiot swej zadumy po raz ostatni w życiu.

Zgubił buty

Słyszałem ostatnio historię 15-letniej dziewczyny, która wraz ze swoim 8-letnim bratem została w czasie okupacji wywieziona do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. 15-latka przeżyła swój pobyt w obozie, jej młodszy brat nie. Do końca życia nie mogła sobie jednak darować, że podczas ich ostatniej rozmowy w wagonie kolejowym zajmowało ją jedynie robienie chłopcu wyrzutów, że zgubił gdzieś swoje buty i jest na bosaka.

Pamiętaj, że słowa, które wypowiadasz, mogą być ostatnimi słowami, jakie usłyszy od ciebie twój rozmówca. A jeśli nawet nie, to pamiętaj, żeby drobiazgi nie przesłaniały ci spraw naprawdę ważnych.

Dwa wilki

Jest taka piękna przypowieść w tradycji plemienia Nawahów. Pewnego razu stary wojownik powiedział swojemu wnukowi, że czuje, jak w jego duszy cały czas trwa walka. „Walczą ze sobą dwa wilki. Jeden to wilk zły, pełen gniewu, zazdrości, smutku, żalu, chciwości, arogancji, rozczulania się nad sobą, winy, urazy, kompleksów, strachu przed uleczeniem ciała i duszy, strachu przed sukcesem, strachu przed zgłębianiem prawdziwości tego, co mówią inni, strachu przed postawieniem się w czyimś położeniu i ujrzeniem świata jego oczami i sercem, zasłaniania się pustymi, fałszywymi wymówkami. Drugi wilk jest dobry. To wilk radości pokoju, miłości, nadziei, pogody ducha, skromności, dobroci, empatii, pamięci o tych, którzy starali się mi pomóc, choć nie zawsze efekty ich działań były doskonałe, woli wybaczania sobie i innym oraz świadomości, że mój los jest w moich rękach”.

Wnuczek pomyślał chwilę o tym, co właśnie usłyszał, i spytał: „Ale dziadku, a który wilk wygrywa?”. Stary wojownik odpowiedział: „Ten, którego postanowiłem dokarmiać”.

John Izzo „The Five Secrets You Must Discover Before You Die” (69)

Zderzenie łodzi

Jedna z buddyjskich legend opowiada o młodym rolniku, który w pocie czoła wiosłował swoją łodzią w górę rzeki, wioząc plony na targ w pobliskiej wiosce. Śpieszył się, ponieważ chciał jeszcze przed zmrokiem wrócić do domu po dostarczeniu produktów. Spojrzał przed siebie i ujrzał drugą łódź, która pędziła z naprzeciwka, kierując się wprost na niego. Rolnik zmienił kurs i jął gwałtownie wiosłować, żeby uniknąć zderzenia, ale to nie pomogło.

Wtedy zaczął krzyczeć w kierunku drugiej łodzi: „Zmień kurs, ty idioto! Staranujesz mnie! Rzeka jest szeroka! Uważaj!”. Ale i to nie przyniosło żadnego skutku. Łodzie zderzyły się z głuchym hukiem. Rozwścieczony rolnik nie przestawał wrzeszczeć: „Ty kretynie! Jak ci się udało uderzyć w moją łódź na samym środku takiej szerokiej rzeki! Odbiło ci?”.

Jednak gdy zajrzał do środka drugiej łodzi, zorientował się, że tam nikogo nie ma. Widocznie urwała się z cumy i swobodnie spływała z prądem w dół rzeki.

Morał stąd wynika następujący: Druga łódź jest zawsze pusta. Gdy się złościsz, wykrzykujesz swoje pretensje w kierunku pustej łodzi.

Marshall Goldsmith „What Got You Here Won’t Get You There” (63-64)