Kategoria: x-sport

2010 – podsumowanie

W 2010 roku przebiegłem 755 kilometrów, co oznacza wzrost o ponad 60% w stosunku do roku poprzedniego:

2010 BIEGANIE

Przepłynąłem w basenie 92,9 km, co po ubiegłorocznym kryzysie oznacza powrót do normy:

2010 PŁYWANIE

Windsurfowałem przez 26 godzin i 35 minut, co jest wynikiem o połowę mniejszym niż w latach poprzednich – coś z tym trzeba będzie zrobić:

2010 WINDSURFING

Dziennik Sportowy na 2011 rok założony, a więc – alleluja i do przodu!

Moja motywatorka

W związku ze zmianą czasu na zimowy i jesiennymi szarugami zacząłem zastępować popołudniowe biegi po lesie ćwiczeniami na orbiterku (tu jest jego zdjęcie). Kiedy w środę przed Świętem Niepodległości schodziłem zziajany z tej piekielnej maszyny, Pani TesTeqowa niewinnie spytała:

– Będziesz jutro biegał?

– Nnnie wiem… Zacząłem już sezon halowy… – odpowiedziałem niepewnie.

– Ale ma być ładna pogoda! – nie dawała za wygraną.

– Zastanowię się. – zakończyłem pojednawczo temat biegania.

W czwartek rano przy śniadaniu Pani TesTeqowa zaatakowała ponownie:

– Zobacz, jak ładnie świeci słońce! I jest coraz cieplej!

– To co? Mam biegać? – spytałem zaczepnie.

– Przyzwyczaiłeś mnie do tego, że korzystasz z każdego skrawka błękitnego nieba. Jak chcesz, to pójdę na spacer i zrobię ci zdjęcia.

Cóż, nie jestem w stanie oprzeć się takiej zachęcie, więc uczciłem Święto Niepodległości 8-kilometrową przebieżką. Było wspaniale.

A wczoraj znów biegałem! Temperatura sięgnęła 15 stopni, co na połowę listopada jest zjawiskiem niezwykłym i godnym wykorzystania. I znów pomogła mi w tym krótka wymiana zdań z moją motywatorką.

Bo najważniejsze jest to, że u mojego boku niezawodnie stoi Pani TesTeqowa, która bez cienia złośliwości prostuje mnie do pionu w chwilach zwątpienia.

Posiadanie w swoim otoczeniu osoby, która przywołuje nas do porządku, jest jednym z najlepszych sposobów pokonania gnuśności. Może to być żona lub mąż, dziewczyna lub chłopak, przyjaciółka lub przyjaciel, koleżanka lub kolega, znajoma lub znajomy, sąsiadka lub sąsiad i tak dalej, i tak dalej… Ważne, żeby taki motywator nie kierował się zazdrością lub innym paskudnym uczuciem, lecz chęcią pomocy.

Moje szczęście polega na tym, że nie muszę daleko szukać wsparcia. Ono samo pojawia się przy śniadaniu albo podczas wieczornej rozmowy. Mógłbym się nastroszyć, słysząc te mimochodem rzucane komentarze Pani TesTeqowej, ale ja wybieram bezgraniczną wdzięczność za mobilizującą pomoc, jaką przez całe życie otrzymuję!

To nie do wiary!

Ciepły listopad 2010

To nie do wiary!

Zwykle 1 listopada był dla mnie pierwszym dniem zimowego sezonu kalesonowo-rajstopowego.

A tu masz babo placek!

Temperatura +14 stopni, ciepłe słoneczko i brak jakichkolwiek możliwości usprawiedliwienia gnuśności.

Skoro tak, skoro wizyty na cmentarzach zostały wykonane z należytą starannością, nie pozostało mi nic innego, jak przywdziać krótkie spodenki i lekką koszulkę z krótkimi rękawami i pogalopować do lasu. A tam, za drzewem, czaiła się, niczym wilk na Czerwonego Kapturka, Pani TesTeqowa uzbrojona w aparat fotograficzny. W ten sposób zostałem przyłapany na gorącym – tak, tak, naprawdę gorącym – uczynku, co widać na powyższym zdjęciu.

Szkoda tylko, że dzień skrócił się w ten weekend o godzinę, więc trudniej będzie zdążać po pracy na popołudniową przebieżkę. Ale póki co, pogoda dopisuje!

Niektóre przejawy globalnego ocieplenia są naprawdę miłe! :-)

Zwariowany weekend

Po pierwsze muszę przyznać się do kapitulacji: „weekend” tak się zadomowił w polszczyźnie, że żaden „zapiątek” już go nie zastąpi. Ale to tak na marginesie.

Sobota zaczęła się normalnie, to znaczy o ósmej rano zafundowałem sobie półgodzinne pływanie. Poranki w dni wolne od pracy to świetna pora na trening. Jest luźno i profesjonalnie. Spotykasz wtedy tylko tych, którzy przychodzą pływać wzdłuż, a nie w poprzek. :-)

A po południu wybraliśmy się z TesTeqiem Juniorem na zawody gokartowe. I to wcale nie w charakterze biernych obserwatorów, ale zawodników. Co prawda zielonych (nigdy przedtem nie jeździliśmy takimi pojazdami), ale gotowych na zwycięstwo. Na okrążenia treningowe, a potem kwalifikacyjne pierwszy wyruszyłem ja:

Gokarty TesTeq

Jeździłem rozważnie i romantycznie, budząc zachwyt rozpalonych fanek. Po mnie na torze pojawił się TesTeq Junior i pokazał ojcu, gdzie raki zimują. Ale ja zamiast zazdrościć, chodziłem dumny jak paw:

Gokarty TesTeq Junior

Niestety szybciej od nas jeździł jakiś koleś ze złamaną ręką, co naszą porażkę przyprawiło dodatkową nutką goryczy. :-)

Niedziela też rozpoczęła się standardowo – od porannej wizyty na basenie. Jednak zaraz potem wszyscy zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy robić utrudnienia w ruchu w centrum Warszawy, biorąc udział w biegu ulicznym na 10 kilometrów Biegnij Warszawo. Razem ze mną wystartował TesTeq Junior i Panna TesTeqówna, a nasze wysiłki wspierała Pani TesTeqowa. Wszyscy ukończyliśmy bieg bez zatrzymywania się, a ja pobiłem swój zeszłoroczny rekord (54’55”) wynikiem 53’04”. Gdybym nie zaplątał się i nie wypadł z rytmu przy wodopoju na szóstym kilometrze, to pewnie udałoby mi się zejść poniżej 53 minut. Na poniższym zdjęciu nasza trójka przed biegiem i nas dwóch już z medalami:

Biegnij Warszawo 2010

Ale to jeszcze nie koniec. Po obiedzie pojechałem nad Zalew Zegrzyński zabrać z przechowalni swój sprzęt windsurfingowy – wszak to koniec sezonu. Deska i dwa żagle ułożyły się na trawie udając motyla i pomachały skrzydłami wygładzonej zmierzchem gładkiej tafli wody. Do zobaczenia za rok…

Windsurfing 2010 Koniec Sezonu