Kategoria: x-gtd

Powodziowe GTD

Sytuacja powodziowa na południu Polski jest bardzo trudna, a miejscami dramatyczna.

W kryzysie takim jak ten, metoda GTD (Getting Things Done) Davida Allena nie jest potrzebna. W kryzysie priorytety są jasne, a Najbliższe Działania determinuje żywioł, który atakuje ludzi i ich dobytek. Kryzys wymusza skupienie się na ratowaniu tego, co da się jeszcze uratować i zabezpieczaniu tego, co jest zagrożone.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy sytuacja wraca do normy. Nieznajomość lub lekceważenie podejścia proponowanego przez Davida Allena powoduje, że w wielu przypadkach zostajemy tak samo głupi po szkodzie, jak i przed szkodą. GTD pozwala przekuć wiedzę o tym, co się stało, w konkretne działania zmniejszające ryzyko powtórzenia się klęski w przyszłości:

A oto powodziowa implementacja metody GTD:

  • Gromadzenie danych – póki woda nie opadła, póki nie załatano dziur w wałach przeciwpowodziowych, zbierz informacje, jakimi drogami nastąpił atak na twoją miejscowość.
  • Analiza danych – zgromadzone notatki, zdjęcia i inne materiały przejrzyj i podziel na to, co ma jedynie wartość archiwalną lub nadaje się do wyrzucenia, i to, co wymaga podjęcia jakichś działań. Dla każdego z tych przedsięwzięć zdefiniuj Wizję Sukcesu i co najmniej jedno Najbliższe Działanie.
  • Porządkowanie danych – to, co nadaje się do wyrzucenia, wyrzuć, materiały archiwalne przekaż do archiwum, a zdefiniowane Projekty i związane z nimi Najbliższe Działania umieść na odpowiednich listach, żeby ci nie umknęły.
  • Przeglądy tygodniowe – co tydzień uczciwie przeglądaj swoje listy, kontrolując postęp prac służących zabezpieczeniu twojej miejscowości przed ponownym atakiem żywiołu.
  • Realizacja – to najważniejsze. Samo spisanie Projektów i Najbliższych Działań nic nie załatwi. Trzeba wziąć się do roboty i konsekwentnie doprowadzić do końca wszystkie zamierzenia, nie zapominając o tym, że im więcej wody upłynie w rzece, tym ta woda będzie wydawała się mniej groźna.

Mam nadzieję, że tym razem lokalne społeczności nie odpuszczą i zmobilizują się do pracy oraz walki o jak najlepsze zabezpieczenie swojego miejsca na ziemi przed chuligańskimi wybrykami szalejących sił natury.

7 lat z GTD

7 lat z GTD

Siedem lat temu pojawiłem się w księgarni sprowadzającej do Polski zagraniczne publikacje i sfinalizowałem zakup zamówionej i niecierpliwie wyczekiwanej pozycji, o której wydaniu dowiedziałem się z internetu. W ten sposób idee opisane w „Getting Things Done” Davida Allena zawitały do mojego życia.

I je zmieniły.

Zdecydowanie na lepsze.

Pierwszą „sztuczką” GTD, która zwielokrotniła moją efektywność, była zasada 2 minut nakazująca niezwłoczne załatwianie drobnych spraw. Ile papierków, dzięki tej zasadzie, bez gadania powędrowało do kosza i ile koszul zawisło grzecznie w szafie, zamiast walać się po pokojach, wiem tylko ja i… moja żona.

Później zrozumiałem, że sednem GTD jest odważne i aktywne podejmowanie wyzwań, które przynosi nam otaczająca rzeczywistość. Nie zamiatanie niewygodnych rzeczy pod dywan, ale systematyczne określanie swojego stosunku do każdej sprawy i w wielu przypadkach uczciwe mówienie: „NIE, nie jestem w stanie teraz się tym zająć, ponieważ mam na tapecie 3 inne projekty, które są dla mnie priorytetowe”.

Kolejnym odkryciem było uświadomienie sobie, jak ważne jest spisanie wszystkich, powtarzam: WSZYSTKICH, spraw, które zabiegają o moją uwagę. Dzięki temu mogę im poświęcać tyle tej uwagi, ile JA chcę, a nie tyle, ile ONE mi wyszarpią w dzień lub podczas bezsennych nocy. Oprócz tego mogę świadomie decydować, czego nie zamierzam w danym tygodniu robić, i czuć się z tym bardzo dobrze. Różnica bowiem między odwlekaczem a praktykiem GTD polega na tym, że odwlekacz stara się bezskutecznie wyprzeć z pamięci to, za co nie może się zabrać (te zmagania są źródłem ogromnego stresu), natomiast praktyk GTD podejmuje decyzję o umieszczeniu wybranych spraw na liście Może Kiedyś i fakt zarejestrowania ich w godnym zaufania miejscu daje mu pewność działania w innych przedsięwzięciach, które postanowił w tym czasie zrealizować.

Oprócz tych zmian w moim postępowaniu obcowanie z GTD przyniosło mi dwie dodatkowe korzyści:

  1. Poznałem osobiście Davida Allena, jego przemiłą żonę i nietuzinkowych pracowników David Allen Company oraz wirtualnie grono entuzjastów GTD kulturalnie dyskutujących na forach prowadzonych przez tę firmę. Poznałem też Michała Śliwińskiego, twórcę Nozbe – popularnej aplikacji obsługującej metodę GTD oraz wydawcę internetowego periodyku Productive! Magazine.
  2. Zmobilizowałem się do zrealizowania jednego ze swoich marzeń: odwiedzenia Wielkiego Kanionu. Dokonałem tego w ramach podróży do Stanów Zjednoczonych związanej z udziałem w ubiegłorocznym Szczycie GTD (GTD Summit) w San Francisco.

To były piękne lata i wierzę, że każdy z Was, Drodzy Czytelnicy BIZNESU BEZ STRESU, może, podobnie jak ja, zrealizować swoje marzenia. Zapraszam do GTD i służę pomocą!

Kanion

GTD-Day

Rok temu, 12 marca 2009 roku David Allen uroczyście otworzył pierwszy Szczyt GTD (GTD Summit).

Miałem zaszczyt i wielką przyjemność uczestniczyć w tym wydarzeniu i relacjonować je na łamach BIZNESU BEZ STRESU:

Sale konferencyjne i kuluary Szczytu GTD wypełniała atmosfera serdeczności, spokoju i gotowości do skutecznego działania.

Pomyślałem sobie, że warto upamiętnić to wydarzenie i niniejszym proklamuję:

GTD-Day, czyli Międzynarodowy Dzień GTD – 12 marca każdego roku.

Proponuję, żeby każdy GTD-owiec w tym dniu:

  • zaprezentował swoim znajomym podstawy metody GTD;
  • albo podarował komuś książkę „Getting Things Done”;
  • albo chociaż, jeśli nie chce być propagatorem GTD, wykonał porządny Przegląd Tygodniowy.

Happy GTD-Day to you!

Szczęśliwego Dnia GTD!

Tak czy siak, jest sprawa

Większość ludzi zwleka z podejmowaniem decyzji, co zrobić z daną sprawą, aż do momentu, kiedy:

  • zbiorą wystarczająco dużo informacji, żeby mieć 100% pewności, że decyzja ta będzie prawidłowa (to się nigdy nie zdarza);
  • są zmuszeni ratować dobytek po katastrofie będącej konsekwencją tego, że nie podjęli żadnej decyzji w odpowiednim czasie.

Uważają, że dopóki czymś się nie zajęli, to to coś nie istnieje.

Tymczasem sprawy istnieją niezależnie od naszej woli. Jeśli nie mamy nawyku zajmowania się nimi tuż po ich zauważeniu, zaczynają drążyć tunele pod podłogami, wyjadać jedzenie z lodówki, a niektóre, szczególnie zjadliwe, wzniecają nawet pożary i łamią nam kończyny.

Pamiętaj!

Tak czy siak, jest sprawa.

Niezależne od tego, czy zamknąłeś oczy, czy nie.