Kategoria: x-a-propos

15 wartości Asany

Firma Asana to nowy gracz na rynku oprogramowania wspomagającego organizację działania firm, zespołów oraz pojedynczych osób. Utworzyli ją byli pracownicy Facebooka i trzeba przyznać, że bardzo poważnie podeszli do zagadnienia. Czy im się powiedzie? Nie wiem, ale myślę, że mają duże szanse. Póki co moją uwagę zwróciła opublikowana na firmowej stronie lista 15 wartości Asany:

  1. Uważność.
  2. Równowaga.
  3. Uczciwość i przejrzystość.
  4. Rozum i intuicja w równowadze.
  5. Umyślność zamiarów bez przywiązania się do wyników.
  6. Działanie w obliczu strachu.
  7. Wykorzystywanie dźwigni.
  8. Pragmatyczny kunszt.
  9. Spokój umysłu.
  10. Honor.
  11. Firma jako kolektyw równych wśród równych.
  12. Inwestowanie w siebie samych i w siebie nawzajem.
  13. Przyznawanie się do błędów.
  14. Rozwiązywanie problemów – nawet nie swoich.
  15. Ufanie mądrości ponad zasadami i zachętami.

Nie wiem, czy jest to oświecony kapitalizm, czy trącąca spółdzielczymi ideałami utopia, ale podoba mi się.

Ciekawe, czy kultywowanie takich wartości jest możliwe bez akcjonariatu pracowniczego?

Ciekawe też, przy jakiej liczbie pracowników gra zespołowa zamienia się w indywidualne popisy i dryblingi?

Ile przeżyjesz dni?

Odpowiedź na tytułowe pytanie wydaje się być stosunkowo prosta. Jeśli z lepszym lub gorszym przybliżeniem przyjmiesz, że obecnie w Polsce średnia długość życia wynosi 3/4 wieku, to z łatwością wyliczysz, że od chwili narodzin do śmierci przeżyjesz:

75 * 365 = 27 375 dni (z przestępnym haczykiem)

Jeśli w życiu chodziłoby tylko o czystą buchalterię, to nie byłoby sprawy…

Ale zastanów się: czy dzień będący dokładną kalką dnia poprzedniego jest naprawdę kolejnym dniem? Czy tylko przewidywalną kopią składającą się z dobrze znanych, lubianych, znienawidzonych lub ignorowanych elementów? Takich jak odgłos budzika, poranna toaleta, droga do pracy, użeranie się z szefem i klientami, bezmyślna pogawędka z koleżanką, droga do domu czy przeleżenie reszty dnia na kanapie przed telewizorem.

Nie, nie namawiam cię do rewolucji, porzucania swojego dotychczasowego życia i wyjazdu do Tybetu. Tam też można przeżyć całe życie jednym dniem.

Proponuję ci podjęcie następującego zobowiązania:

Codziennie zrobię coś, co uczyni ten dzień innym od wszystkich poprzednich.

Pamiętasz czasy, kiedy byłeś dzieckiem? Wtedy każdy dzień był obietnicą czegoś nowego, jakiejś niespodzianki. Oczywiście im jesteś starszy, tym trudniej jest cię czymś zaskoczyć lub zadziwić, ale większa wiedza o świecie może w równej mierze być pożywką dla wirusa znudzenia, jak i rozbudzać motywującą do działania ciekawość.

Nie sil się na przesadną oryginalność i doskonałość w wymyślaniu codziennych odmienności. Wystarczy, że umyjesz zęby trzymając szczoteczkę w drugiej ręce albo pojedziesz do pracy inną drogą, albo uśmiechniesz się do klienta, zamiast na niego nakrzyczeć, albo przeczytasz wieczorem ciekawą książkę, albo spędzisz czas na medytacji.

Pamiętaj, że w ostatecznym rozrachunku, niezależnie od tego, ile dni przeżyjesz, to od ciebie zależy, ile z nich będzie wartych zapamiętania.

Emerytura 50

Blisko dwa lata temu opublikowałem wpis Emerytura Pawlaka, w którym przedstawiłem szczegółowe wyliczenie, dlaczego obecny system emerytalny jest bezsensowny. Niedawno Waldemarowi Pawlakowi znów wymknęło się, że na emeryturę z ZUS-u nie ma co liczyć. Przyznaję mu rację – oczywistość nadal pozostaje oczywistą oczywistością.

Tymczasem opinię publiczną zaczęła rozgrzewać debata na temat podwyższenia wieku emerytalnego w celu podtrzymania przy życiu dogorywającego bezsensu. No może niezupełnie bezsensu – wszak Zakład Ubezpieczeń Społecznych jest miejscem wypłaty zasiłków tysiącom pracujących tam urzędników oraz istotnym źródłem przychodów dla firm budowlanych, meblowych i informatycznych.

Mógłbym tak dalej wdeptywać leżącego w ziemię, ale nie o tym jest ten wpis.

A o czym?

O błędnej taktyce negocjacyjnej przeciwników podwyższenia wieku emerytalnego.

Drodzy Związkowcy! Pracownicy! Matki Polki! Młodzieży!

Skoro rząd twierdzi, że konieczne jest podwyższenie wieku przejścia na emeryturę dla kobiet i mężczyzn do 67 lat, nie protestujcie, żądając utrzymania obecnego status quo!

Szanowni Panowie! Naprawdę chcecie pracować do 65 roku życia?

A wy, Drogie Panie, harować do 60 roku życia?

Zastanówcie się, co robi firma Apple, gdy atakuje ją Samsung? Organizuje marsze? Oflagowuje swoją siedzibę? Żąda rozmów?

NIE! KONTRATAKUJE!

Słuchajcie zatem uważnie, bo nie będę powtarzać.

Nie przyjmujmy do wiadomości mętnych argumentów i pseudonaukowych wyliczeń. Nie żądajmy wycofania się rządu z tej reformy. Bądźmy pragmatyczni i zaproponujmy jej korektę. Niech naszym hasłem będzie:

Emerytura 50

Dlaczego rząd nie miałby zadekretować, że Polak zasługuje na pełną emeryturę w wieku 50 lat? Przecież obecny system i tak zbankrutuje, ale dzięki naszej wspólnej, społecznej propozycji stanie się to w radosnej, zrelaksowanej i wypełnionej narodową zgodą atmosferze.

Nowy system zapewni harmonijny trójpodział życia przeciętnego Polaka:

  • 25 lat dzieciństwa i nauki;
  • 25 lat pracy;
  • 25 lat zasłużonej emerytury.

Poza tym wprowadzenie obowiązkowego przechodzenia pięćdziesięciolatków na emeryturę rozwiąże palący problem bezrobocia zarówno w tej grupie wiekowej, jak i wśród młodzieży. To niepodważalny i ostateczny argument świadczący o tym, że nie ma rozsądnej alternatywy dla naszego programu:

Emerytura 50

Kto jest za?

Dzień Kobiet

Nie byłbym sobą, gdybym z okazji Dnia Kobiet nie zabrał się za być może przeintelektualizowane, ale całkiem pożyteczne rozważania.

Dzień Kobiet? To znaczy czyj? Przebojowej pani ministry, której niestraszne są polityczne boje i medialne nagonki, która bez wahania rozepchnie łokciami tłum napitych kiboli? Czy nieśmiałej dziewczyny marzącej o poślubieniu pięknego, pachnącego i bogatego młodzieńca, któremu urodzi trójkę zdrowych, mądrych i radosnych berbeci? A może naburmuszonej urzędniczki, na którą w domu czeka głodny leniwiec o twarzy przypominającej zupełnie nikogo albo Ferdynanda Kiepskiego?

Dzień Kobiet jest tak samo nieadekwatny, jak i Dzień Górnika dotyczący w równym stopniu wymuskanego, poruszającego się służbową limuzyną dyrektora kopalni, jak i umorusanego, spoconego kreta fedrującego na przodku.

Powiedzmy sobie szczerze: zarówno Dzień Kobiet, jak i Dzień Górnika zawsze będą przynosiły radość tym, którzy są na górze i gorycz tym, którzy spędzają życie niżej. Znacznie niżej.

Szczęście i pozytywne zbiegi okoliczności odgrywają w naszym życiu znaczącą rolę, ale ja bez chwili wytchnienia wierzę, że jeszcze bardziej liczy się nasza gotowość do korzystania z nadarzających się okazji. Gotowość poparta rzetelną wiedzą, umiejętnościami i doświadczeniami zgromadzonymi w praktycznym działaniu.

W XXI wieku podział na kobiety i mężczyzn, na górników i hutników stał się anachroniczny. Ważniejszy jest podział na ludzi aktywnych i biernych – na tych, którzy sami sięgają gwiazd, i na tych, którzy czekają, aż im manna spadnie z nieba.

Dlatego zamiast Dnia Kobiet świętujmy dziś Dzień Aktywnych i życzmy im optymalnego wykorzystania jedynej w swoim rodzaju okazji, jaką dostali od losu – okazji, która nazywa się ŻYCIE.