Kategoria: x-a-propos

FOMO?

FOMO to popularny ostatnio skrót angielskiego określenia „fear of missing out”, które można zgrabnie przetłumaczyć na język polski jako:

OPPO – Obawa Przed Przegapieniem Okazji

FOMO to irracjonalny strach przed tym, że każdy twój wybór wiąże się z rezygnacją z wielu innych, lepszych możliwości, a także, że jeśli nie monitorujesz wszystkich dostępnych opcji, zmniejszasz szanse swojego życiowego sukcesu.

Oto przykłady FOMO:

  • Dzwoni twoja komórka. Nie masz w tej chwili ani czasu, ani ochoty z nikim rozmawiać, ale natarczywy sygnał nie daje ci spokoju. Przewierca ci umysł nieznośnym „odbierz mnie, odbierz mnie, może to coś ważnego, odbierz mnie, odbierz mnie…”. Prawdopodobieństwo, że akurat dzwoni do ciebie Bill Gates, żeby podarować ci 100 milionów dolarów, jest znikome, ale im dłużej ignorujesz dzwonienie, tym silniej czujesz niepokój, że taką, a może nawet lepszą okazję właśnie zaprzepaszczasz.
  • Znajomy zaprasza cię na piwo. Co zrobić? Odmówić? A może będzie super zabawa i spotkasz fajnych ludzi? Pójść? A co będzie, jeśli pod twoją nieobecność do drzwi zapuka seksowna sąsiadka, żeby pożyczyć odrobinę cukru do herbaty?
  • Wybierasz na studiach przedmioty. Ale które? Czy decydując się na etnografię śródziemnomorską, nie wyjdziesz na zaharowanego głupka, bo trzeba było zapisać się na filozofię skoku w bok lub probabilistyczne podstawy analizy toru lotu muchy nad krowim łajnem?

Powyższe przykłady wydają się być może niedorzeczne, ale nie znam człowieka, który nie popada w jakiejś sferze swojego życia w podobne rozterki. A tymczasem tak naprawdę bardzo rzadko przychodzi ci podejmować kluczowe decyzje, które odmieniają twoje życie i w przypadku których Obawa Przed Przegapieniem Okazji dałaby się uzasadnić. Zamartwiasz się w najbanalniejszych sytuacjach i paraliżuje cię strach przed niewłaściwym krokiem. Niepotrzebnie! Marnujesz w ten sposób swoją energię decyzyjną, która, jak ostatnio wykazano, zużywa się tak samo szybko, jak energia fizyczna czy intelektualna.

Zapobiegaj FOMO poprzez:

  1. Świadomość, że w mniejszym lub większym stopniu ty też cierpisz na tę przypadłość.
  2. Uczciwość wobec samego siebie i innych, FOMO bowiem żywi się złudzeniami.
  3. Ćwiczenie szybkiego podejmowania decyzji. Jak powiedział Nikodem Dyzma: „Umiejętność kierowania polega na umiejętności szybkiej decyzji, panie kochany!”. Dotyczy to również kierowania własnym życiem.
  4. Analizowanie dostępnych opcji pod kątem celów, do których dążysz, i wartości, które wyznajesz, a nie emocji, które podstępnie starają się potargać twój umysł.

Życzliwy klaps

Zdarza się, że czasami jesteś w bardzo, bardzo, bardzo mylnym błędzie. Albo tylko w mylnym błędzie. Z pełną determinacją brniesz w gęste maliny i jesteś jedyną osobą w promieniu tysiąca kilometrów, która nie widzi, że nie tędy droga.

Tłum obserwujący zbliżającą się katastrofę zwykle reaguje biernie, acz różnorodnie:

  • jedni zamierają z przerażenia;
  • inni czekają, ze złośliwą satysfakcją, na okazję do powiedzenia „A nie mówiłem!” albo „I dobrze mu tak!”;
  • jeszcze inni mają na końcu języka słowo przestrogi, ale krępują się je wypowiedzieć z obawy, że się obrazisz.

I tylko jedna osoba się nie waha. Bez zmrużenia oka wymierza ci siarczystego, acz życzliwego klapsa, zmieniając radykalnie twój punkt widzenia. Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a gdy piecze cię jeden pośladek musisz nieco zmienić pozycję… :-)

Nie obrażaj się więc na tego szlachetnego sadystę. Wręcz przeciwnie, pielęgnuj jego obecność w swoim otoczeniu. Oczywiście może się zdarzyć, że to on się myli i klaps będzie niezasłużony, ale znacznie lepiej otrzymywać, nawet bolesne, sygnały ostrzegawcze, niż żyć w błogiej nieświadomości.

Bądź zatem gotów na życzliwe przyjmowanie życzliwych klapsów, ponieważ to właśnie dzięki nim masz okazję korygować kurs swojej żeglugi przez życie i omijać mielizny, rafy oraz pirackie armady.

Awans: ZA CO czy PO CO?

To zjawisko występuje w każdej organizacji: w dużej i małej, biznesowej i politycznej, wojskowej i cywilnej. W każdej.

W miarę rozwoju lub na skutek naturalnych procesów wymiany kadr na stanowiskach kierowniczych pojawiają się wakaty, które trzeba zapełnić, żeby w mechanizmie organizacyjnym nie brakowało kluczowych trybików. Nadchodzi wtedy czas na brzemienną w skutki decyzję: kto zajmie narożne biuro z widokiem na rzekę?

Istnieją dwa krańcowo różne powody mianowania pracowników na wyższe stanowisko:

  1. ZA CO? – metoda wyboru menedżera na podstawie wydarzeń z jego i firmowej przeszłości, najczęściej przybierająca formę wynagrodzenia go za dokonania na dotychczasowym stanowisku pracy.
  2. PO CO? – metoda wyboru menedżera na podstawie jego predyspozycji do kształtowania przyszłości organizacji lub jej fragmentu.

ZA CO? to w większości przypadków podejście błędne, opierające się na założeniu, że dobry programista, brukarz czy redaktor będzie potrafił pokierować ludźmi wykonującymi pracę, na której sam tak dobrze się zna. Nie jest to wykluczone, ale stosunkowo mało prawdopodobne.

PO CO? to podejście skupione na przyszłości – na celach firmy i strategiach ich osiągania, do których realizacji dobierani są poszczególni menedżerowie. Dobrze, jeśli są to ludzie, którzy sprawdzili się już w kierowaniu innymi przedsięwzięciami, ale na przykład:

  • dobry programista może być brany pod uwagę, jeśli nie tylko tworzy dobry kod, ale potrafi też spojrzeć szerzej na cele tworzenia tego kodu i narzucić kolegom profesjonalizm w zakresie modularyzacji i dokumentacji oprogramowania;
  • dobry brukarz może być brany pod uwagę, jeśli nie jest mu obojętne, czy chodnik będzie równy, czy krzywy oraz czy kostki brukowej wystarczy do ułożenia mozaiki zgodnie z założeniami projektu;
  • dobry redaktor może być brany pod uwagę, jeśli poza jakością swoich tekstów dba o rozwój gazety i szuka nowych pomysłów na przyciągnięcie szerszej rzeszy wiernych czytelników.

Oczywiście wszystkie te rozważania nie mają żadnego znaczenia w sytuacji, kiedy jedynym kandydatem do awansu jest syn właściciela…

Wstydliwa rzecz

Jesteś dobrym człowiekiem. Masz swoją pasję polegającą na robieniu czegoś, co przynosi pożytek, radość lub rozrywkę bliźnim. Coraz więcej osób chce skorzystać z twojej wiedzy, pomocy i czasu. I sowicie cię wynagrodzić. A ty się wstydzisz…

Wstydzisz się wyznaczyć słuszną cenę za swoją usługę lub produkt.

Bo paraliżuje cię podstawowa wątpliwość:

Jak mogę brać od kogoś pieniądze za coś, czego robienie sprawia mi tak wielką przyjemność?

I z trudem wiążesz koniec z końcem, rozwijając swoją pasję po godzinach, po powrocie z nielubianej pracy do domu. Wielu potrzebującym musisz odmawiać, bo przecież się nie rozerwiesz. Doba ma tylko 24 godziny. Musisz się kiedyś wyspać, a twoja rodzina musi jakoś dotrwać do pierwszego.

To zaklęty krąg, którego źródłem jest idiotyczne przekonanie, że ludzie powinni ci płacić tylko za to, co sprawia ci trudność, jest nudne i czego nie lubisz robić. Że ich pieniądze są rekompensatą za twoje cierpienia.

Co za bzdura!

Jeśli tylko masz pożyteczną pasję i wiesz, że inni chcieliby skorzystać z twoich talentów i umiejętności, nie wahaj się ani chwili. Wyznacz cenę za swoje usługi. Jaką cenę? Taką, która:

  • pozwoli ci zrezygnować z kieratu i całkowicie poświęcić się pasji;
  • zapewni ci środki do życia;
  • umożliwi ci rozwijanie pasji, tak abyś mógł coraz lepiej pomagać coraz większej liczbie potrzebujących.

I nie bądź za skromny, nie wyznaczaj zbyt niskiej ceny. Pamiętaj, że wojna cenowa to równia pochyła prowadząca do bankructwa. Jeśli dla pozyskania klienta musisz obniżyć cenę, zachęć go specjalną, ograniczoną w czasie promocją, ale nie zmieniaj swojego cennika.

Niech twoim atutem będzie wiedza, praktyka i profesjonalizm, a nie taniocha.

Nie wstydź się, tylko zobacz, z jaką radością ludzi chcą wynagradzać cię za rozwiązywanie ich problemów.

Ile zatem kosztuje godzina twoich usług?