To nie Szwajcaria

1listopaW komentarzu do wpisu Egzekucja Grzegorz przedstawił swoje doświadczenia z bezwzględnym egzekwowaniem prawa w Szwajcarii. Postanowiłem więc osobiście sprawdzić, jak reaguje polska policja, gdy obywatel zgłasza jej drobne wykroczenie.

Zanim przejdę do opisu mojego eksperymentu, przytoczę anegdotę opowiedzianą przez Grzegorza:

W czasie wakacyjnej przerwy na studiach wybraliśmy się z kolegami na tour po Europie samochodem rodziców. Będąc w Szwajcarii, zatrzymaliśmy się na nocleg na parkingu przy rzece. Tablice informowały o zakazie biwakowania, ale olaliśmy to, bo przecież osobówka to nie kamper. Wieczorem, gdy rozkładaliśmy przednie fotele i przygotowywaliśmy prowizoryczne posłanie, podszedł do nas starszy mężczyzna. Stanowczo oznajmił, że tu nie można spać i proszę jechać na camping. Zagroził, że zadzwoni na policję. Zignorowaliśmy jego słowo uznając, że pewnie tylko straszy i co on w ogóle od nas chce. Po dwudziestu minutach pojawił się inny przypadkowy człowiek. Sytuacja się powtórzyła. Kilka minut po jego odejściu zjawił się patrol. Najprawdopodobniej to ten pierwszy Szwajcar zdążył zadzwonić. Sytuacja nieprzyjemna. Cudem nie dostaliśmy mandatu. Wzięliśmy na litość przedstawicieli porządku publicznego. Udając się na camping, przeklinaliśmy Szwajcarów. Kapusie, donosiciele – epitetom nie było końca. Jednak dłuższa rozmowa i analiza zdarzenia uświadomiły nam, że to tylko dla nas są donosicielami. Dla innych spełniają obowiązek obywatelski.

Nie sądzę, żeby w Polsce turyści śpiący na parkingu w swoim pojeździe wzbudzili zainteresowanie stróżów prawa, chyba żeby nagle dopadła ich jakaś bolesna frustracja lub potrzeba materialna…

A teraz mój eksperyment.

Pierwszego listopada, zgodnie z odwieczną tradycją wybrałem się na cmentarz i jak zwykle moją praworządną duszę zaczęły gwałcić samochody parkujące na trawnikach, chodnikach i przystankach autobusowych. Obok pusty parking, ale chytrusy, których stać na auta po sto tysięcy złotych, zapewne uważają, że opłata w wysokości czterech złotych jest skandalicznym zdzierstwem.

W zasięgu wzroku dojrzałem dwóch policjantów pilnujących, żeby nikt nie wjeżdżał na odcinek ulicy tymczasowo zamknięty dla ruchu. Przeszedłem więc do nich przez tę ulicę i zagaiłem:

– Dzień dobry. Chciałbym zgłosić nieprzepisowo parkujące samochody. Stoją na trawnikach i chodnikach wzdłuż tej ulicy. Nawet na tym przystanku autobusowym.

W odpowiedzi zostałem pouczony, że źle parkującymi samochodami zajmuje się straż miejska, a ja rozmawiam z patrolem policji, który pilnuje ruchu. Moim zgłoszeniem nie zamierzają się zająć i nie przekażą sprawy innej służbie. Zostałem też pouczony, że przeszedłem na czerwonym świetle (przez ulicę zamkniętą dla ruchu). Muszę przyznać, iż ta kunsztowna sugestia, że sam też nie jestem bez winy, wzbudziła mój niekłamany podziw. Wszystko to zakomunikowano mi z nieznoszącym sprzeciwu spojrzeniem sugerującym, że najwyższy czas, żebym odszedł w pokoju. Co też uczyniłem.

Nie, nie twierdzę, że wszyscy polscy policjanci są inni niż szwajcarscy. Wystarczy jednak, że można spotkać takich, którzy wyraźnie pokazują, że Polska to nie Szwajcaria.

Polub moją książkę „Teraz!” na Facebooku!

14 thoughts on “To nie Szwajcaria

  1. (Bodaj) jeszcze zabawniejsze jest dopominanie się u stróżów prawa reakcji na ekscesy osób uporczywie (i z dookolnymi dolegliwościami) spożywających alkohol w mcach publicznych…

    Polubienie

  2. @a_cappella: A mi się za każdym razem robi przykro. Zgodnie z filozofią zaprezentowaną w mojej książce powinienem skorygować swoje postępowanie. Skończyć z wygórowanymi oczekiwaniami w stosunku do rzeczywistości albo wyemigrować do Szwajcarii…

    Polubienie

  3. Nie dziwi mnie postawa policjantów. Oni nie traktują swojej pracy jak służby drugiemu człowiekowi. Są nauczeni zrobić tylko tyle, ile zostało im przydzielone. Nic więcej. Dlatego pilnują tylko tej jednej zamkniętej dla ruchu drogi. Razi mnie postawa innych ludzi. Gdyby i oni zareagowali – wtedy może byłaby szansa na zainteresowanie służb. Ale nie reagują, bo w naszej kulturze to, że komuś służymy oznacza, że jesteśmy sługami.
    W Szwajcarii władza lokalna (samorządowa) utrzymuje się z normalnej pracy, a obowiązki rządzenia wykonuje po godzinach w ramach wolontariatu. Lekarze, prawnicy, inżynierowie, przedsiębiorcy. Również ci z tego poważnego biznesu. Służą swoją wiedzą, doświadczeniem, zdolnościami organizacyjnymi. Za darmo. Pisał Pan o takiej postawie we wpisie „Oczywistość”.
    Przykład idzie z góry. W Szwajcarii są bardzo silne tradycje wolontariatu. Już licealiści angażują się w akcje CSR, pomoc w organizacji imprez sportowych itp. Dlatego tam zgłoszenie incydentu traktowane jest jak służba i obowiązek obywatelski.
    Polska to nie Szwajcaria. Pracujmy, aby ją zmienić. Wszyscy razem.

    Polubienie

  4. @Testeq

    piszesz „Skończyć z wygórowanymi oczekiwaniami w stosunku do rzeczywistości albo wyemigrować do Szwajcarii…”
    Nie tak łatwo zostać obywatelem Szwajcarii.
    Trzeba tam mieszkać co najmniej 12 lat, trzeba być poza tym kulturalnie i społecznie zintegrowanym, przestrzegać prawa i nie zagrażać bezpieczeństwu państwa.
    Można też ożenić się z obywatelką Szwajcarii, to wydatnie skraca czas do 5 lat oczekiwania..:-)

    Apropo widziałeś „Drogówkę” Smarzowskiego?

    Polubienie

  5. @Grzegorz: Nie oczekiwałem niczego od „innych ludzi”. Nie oczekiwałem też od policjantów, że opuszczą swój posterunek i rzucą się wypisywać mandaty. To, co powinni zrobić, to przekazać przez radio informację Straży Miejskiej. Moim zdaniem to ich obowiązek. ZAREAGOWAĆ, a nie upominać mnie, że przechodzę na czerwonym świetle przez zamkniętą dla ruchu ulicę!
    Rozmawiałem potem ze Strażą Miejską. Bardzo sympatyczni. Powiedzieli: „No niech Pan popatrzy, jak ci ludzie parkują!” Nie docierało do nich, że to oni powinni do tego nie dopuścić!

    Polubienie

  6. @ulotna_wiecznosc: Mogę się łatwo zintegrować i nie zagrażać, ale 12 lat to długo. Pozostaje ożenek, ale musiałbym przejść na islam, żeby mieć więcej żon. :-D

    Tak, oglądałem „Drogówkę”. „Psy” to to nie są, ale Smarzowski jest bardzo sprawnym reżyserem. Nie wiem, czy obecnie nie najlepszym.

    Polubienie

  7. Pracując na toruńskiej starówce w restauracyjnym ogródku miałam podobne zdarzenie. Poprosiłam panów policjantów wypisujących nieopodal mandaty na nieprawidłowe parkowanie o interwencję, ponieważ do ogródka wszedł pan mocno nietrzeźwy i głośno wyrażał swoje oburzenie w stosunku do grających w tym ogródku muzyków. Był agresywny także w stosunku do gości. Policjanci odpowiedzieli, że zajmą się pijanym jak skończą wypisywać mandaty. Z agresorem poradzili sobie kucharze. Policjanci nie zjawili się w ogóle.
    P.S. Ja już wyemigrowałam.

    Polubienie

  8. @Róża Wigeland: Witam, witam! Kopę lat! Obserwowałem emigracyjne sprawozdania, które teraz zmieniły się w dykteryjki. Czy projekt książkowy jest już dojrzały i pyszny?

    Polubienie

  9. No dobrze, TesTeqecku. A kie ci policjanci zareagowali po polsku, zamiast po śwajcarsku, to co Ci sie w kieseni otworzyło? Nóz cy… śwajcarski scyzoryk? :)

    Polubienie

  10. @TesTeq
    Poprzez wydawnictwo, ale ze współfinansowaniem. Sprawa w toku. Jeżeli to nie wyjdzie, to tak naprawdę nie wiem, co zrobię. Podejmę wówczas jakąś decyzję.

    Polubienie

  11. @rozawigeland: Życzę powodzenia. Ja wydałem książkę przez wydawnictwo i o ile produkcja wyszła znakomicie, to w zakresie promocji nie mogliśmy się dogadać. Jeśli będziesz chciała wydać sama, to Michał Szafrański ma na swoim blogu o oszczędzaniu masę wskazówek, jak to zrobić dobrze.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s