Tag: życie

Prawdziwa twarz

– Jak pan interpretuje ewolucję poglądów ministra Rostowskiego, przez wiele lat pana bliskiego współpracownika? – zapytali Leszka Balcerowicza dziennikarze pod koniec wywiadu opublikowanego 18 września 2013 roku w Gazecie Wyborczej.

– Czasami człowiek przechodzi przez życie niepoddany testowi i nie wiemy, co w nim siedzi. I nagle okoliczności zmuszają go do pokazania prawdziwej twarzy. To jest właśnie przypadek Jacka Rostowskiego. I nie tylko jego – odpowiedział profesor.

Abstrahując od politycznego kontekstu tej wypowiedzi, zainspirowała mnie ona do głębokich przemyśleń:

  • Czy oblicze, które pokazuję bliźnim jest moją prawdziwą twarzą?
  • Jeśli nie, to czy jestem w stanie wyobrazić sobie test zrywający maskę, którą na co dzień przywdziewam?
  • Co wówczas wyszłoby na jaw?
  • A moi bliscy, znajomi i współpracownicy? Czy wiem, kim naprawdę są?

Na szczęście nie doszedłem do jakichś katastrofalnych wniosków, ale zatopienie się w takich rozważaniach może być szkodliwe dla zdrowia i życia, ponieważ niepostrzeżenie zaczynasz zbliżać się do krawędzi rzeczywistości. A to czasami boli…

Zaryzykuj jednak i zastanów się, co by z ciebie wyszło, gdyby nastała chwila prawdy…

Słodka bezczynność

„Dolce far niente”, czyli słodka bezczynność. Jest doskonała. Jest perfekcją najwyższej próby.

Bo przecież nic nie robiąc, nie możesz popełnić błędu. Premier Waldemar Pawlak powiedział kiedyś, że sprawy dzielą się na dwie kategorie: te, które same się załatwią i te, których załatwić się nie da. Wystarczy więc położyć się i czekać…

Natomiast działanie to droga kręta, pełna pułapek i niebezpieczeństw. Oraz… kibiców.

Kibice są zdradliwym sojusznikiem. Oklaskują twoje sukcesy, choć często uważają, że zawdzięczasz je tylko fartowi lub przychylności sędziego. Ale spróbuj tylko się potknąć – wtedy doping zamieni się w gwizdy, a dookoła zaczniesz słyszeć krzyki: „A nie mówiłem?”, „Wiedziałem, że tak będzie!”, „Gdybym tylko wszedł na boisko!”.

Ale nie wszedłeś, palancie, więc teraz grzecznie zamknij buzię i cichutko usiądź w kąciku!

Bo człowiek czynu nie zwraca uwagi na wszystko-wiedzących-lepiej kibiców, tylko robi swoje. Słucha ekspertów, ale puszcza mimo uszu bezwartościową krytykę zrzędliwych ciotek i starych kawalerów.

Nie leży i nie czeka, aż wszystko załatwi się samo. Jest świadom tego, że gdy na płycie stadionu nie dzieje się nic ciekawego, kamery kierują się na publiczność i to ona staje się głównym aktorem spektaklu.

Jasne, że trudniej jest przez 90 minut ganiać po boisku i zdobywać bramki, niż pajacować na trybunach, ale musisz sobie zadać pytanie, czy założenie kolorowego szalika i wygwizdanie zawodników jest twoim sposobem na życie, czy może jednak warto choć raz strzelić efektownego gola z przewrotki albo w ostatniej chwili uratować swoją drużynę przed utratą bramki.

Czy stać cię chociaż na to, żeby zadać sobie takie pytanie?

Pomyłki się zdarzają

Każdy czasem się myli. Nikt nie jest doskonały.

I to cię denerwuje – zarówno czyjeś błędy, jak i twoje.

Oto trzy refleksje na temat pomyłek, które pozwolą ci zredukować związany z nimi stres:

  1. Pomyłki się zdarzają. Takie jest życie. Zawsze coś może pójść nie tak. Ale pamiętaj, że znakomita większość ludzi nie wstaje rano z myślą, żeby zrobić ci na złość. Ty, mam nadzieję, też nie budzisz się codziennie z takimi intencjami.
  2. Ludzie mylą się, choć chcą dobrze. Robią to, co w danym kontekście wydaje im się sensowne, ale niestety nie zawsze ich ocena sytuacji jest prawidłowa. Zasługują więc na domniemanie niewinności. Trudno oczywiście wiecznie rozgrzeszać zatwardziałych recydywistów, ale każdy ma prawo do błędu w nowych dla niego okolicznościach.
  3. Nawet geniusze popełniają błędy. A ludzie przeciętni potrafią dokonywać niezwykłych czynów. Nikt nie jest doskonały, ale i nikt nie jest beznadziejny przez całe życie. Nie wyciągaj uogólnionych wniosków na podstawie jednego pozytywnego lub negatywnego zdarzenia.

Co w związku z tym powinieneś zrobić, gdy padniesz ofiarą pomyłki?

Spróbuj spojrzeć na sprawę z innej perspektywy.

Może w skali całokształtu twoich działań ta pomyłka nie jest wcale tak wielkim problemem?

Uśmiechnij się, zwracając uwagę zmartwionemu winowajcy.

Zajmij się rozwiązaniem problemu, a nie rozpamiętywaniem tego, co się już zdarzyło i pompowaniem czyjegoś (lub swojego) poczucia winy.

Bądź na TAK, a nie na NIE!

Prawie cztery lata temu we wpisie Nie dla „nie” wyznaczyłem jeden z kanonów mojej filozofii skutecznego eliminowania złych nawyków z własnego życia. Polega on na zastępowaniu negatywów pozytywami, a nie ich negowaniu.

Tylko w matematyce minus i minus dają plus. W życiu – dwa razy dłuższy minus.

Podejście to można obrazowo zilustrować na modnym ostatnio przykładzie „odłączania się od internetu”. Zobowiązanie takie często jest formułowane w następujący sposób:

Podczas urlopu pod żadnym pozorem nie będę łączył się z internetem. Ani za pomocą komputera, ani nawet komórki.

Co za głupota!

Dlaczego?

Ponieważ zaraz będziesz żałował, że nie możesz sprawdzić aktualnej, precyzyjnej prognozy pogody! Albo złamiesz swoje bohaterskie zobowiązanie. I tak źle, i tak niedobrze!

Moja rada jest taka:

Bądź na TAK, a nie na NIE!

Zamiast mówić „nie będę łączył się z internetem” powiedz sobie:

  • Będę łączył się z moimi dziećmi poświęcając im czas i uwagę.
  • Będę łączył się z moją drugą połową.
  • Będę łączył się z moimi rodzicami.
  • Będę łączył się z bieganiem i pływaniem.
  • Będę łączył się z harataniem w gałę.
  • Będę łączył się ze spacerami i słuchaniem śpiewu ptaków.
  • Będę łączył się z czytaniem książek.
  • Będę łączył się z innymi ludźmi w realnym świecie.

Masz tysiące możliwości pasujących do twojego temperamentu i upodobań!

Bądź na TAK, a nie na NIE!