Tag: życie

Jutro

Zawsze, kiedy nie mogłem zabrać się do jakiejś pracy, moja mama mobilizowała mnie, ironizując:

„Jutro, ach, jutro ja wszystko zrobię,
A dzisiaj jeszcze odpocznę sobie.”

Ale… nie o odwlekaniu i lenistwie jest ten wpis.

Niedawno usłyszałem wypowiedź amerykańskiego fizyka-celebryty doktora Michio Kaku, w której stwierdził on, że podstawową różnicą pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem jest zdolność do rozumienia pojęcia „jutro”. Nie da się ukryć, że to oczywiste uproszczenie celnie definiuje istotę ludzkiej inteligencji. Zdanie sobie sprawy z tego, że oprócz dnia dzisiejszego istnieje jeszcze jakieś „jutro”, jakaś przyszłość, na którą możemy wpływać naszymi postępkami, jest przywilejem, ale i utrapieniem istoty rozumnej.

Nasze troski i zmartwienia są ceną, jaką płacimy za umiejętność przewidywania i planowania przyszłości. Ceną za to, że jako gatunek zdominowaliśmy naszą planetę i zrobiliśmy wiele wspaniałych, ale także i strasznych rzeczy.

Z jednej strony przyjemnie i beztrosko jest żyć tu i teraz, nie dbając o żadne „jutro”. Jak pies – jeść, gdy podstawią miskę albo coś wlezie pod pysk, biegać za patykiem, tarmosić kapcie lub wylegiwać się na słoneczku. Z drugiej jednak strony takie podejście do życia zapewnia wieczną stagnację – „jutro” będzie zawsze takie samo, chyba że zmieni się coś w otoczeniu i trzeba będzie jakoś zareagować.

A ty?

Czy potrafisz zrównoważyć umiejętność czerpania radości z tego, co robisz teraz, z dbaniem o swoje jutro?

Czy twoje „dziś” nie przesłania ci twojego „jutra”?

I odwrotnie: czy twoje „jutro” nie przesłania ci twojego „dziś”?

Zastanów się nad tym…

Jeszcze dziś!

Nie odkładaj tego do jutra! ;-)

Jestem, jesteś, jesteśmy…

POST2014

Kiedy rano się budzę, otwieram oczy i stwierdzam:

„Jestem!”

Powiesz: „co za banał!”, ale ja nie uważam tego spostrzeżenia za banał.

Fakt, że nastał kolejny dzień, a ja mogę otworzyć oczy i uświadomić sobie swoje istnienie jest zadziwiającym cudem natury i niezwykłym darem, który codziennie otrzymuję. Przecież poprzedniego dnia, przed zaśnięciem nikt mi tego nie obiecywał!


Kilkanaście lat temu umówiłem się „na mieście” z moim przyjacielem Piotrkiem. Były straszne korki i Piotrek z wielkim trudem stawił się na to spotkanie. Punktualnie. Podobno powiedziałem wtedy na powitanie:

„Jest siedemnasta. Ja jestem. Ty jesteś.”

Tak mu się to spodobało, że do dziś wypomina mi te słowa… ;-)


W sobotę spotkaliśmy się w gronie przyjaciół na dorocznym podsumowaniu zawodów w postnym odchudzaniu. Nagle rozgorzała gorąca dyskusja na zadziwiająco popularny ostatnio temat: „Co jest najważniejsze w życiu?”.

Od pewnego czasu mam tę kwestię rozkminioną, więc powiedziałem:

„Jak to: „Co jest najważniejsze w życiu?”? Najważniejsze jest to, że siedzimy sobie tu teraz razem i rozmawiamy!”

Wszyscy zgodzili się za mną, bo przecież gdyby to spotkanie nie było w tym momencie najważniejszą rzeczą w naszym życiu, to byśmy się tam nie pojawili i tak miło nie spędzili czasu!

Długie dni, krótkie lata

Ktoś kiedyś powiedział:

„Dni się dłużą, ale lata lecą, jak z bicza strzelił.”

O co mu chodziło?

Może o to, że każdego ranka wstajesz i wydaje ci się, że masz jeszcze tyle godzin przed sobą, że na pewno wszystko zdążysz zrobić. Minuty płyną, a ty siedzisz na fesjbuczku albo gapisz się bezmyślnie w telewizor. Nadchodzi wieczór i kładziesz się spać, by odpocząć po tym „wysiłku”, który ani o milimetr nie przybliżył cię do twoich marzeń.

I tak, dzień po dniu, niepostrzeżenie mijają tygodnie, miesiące i lata. Dryfujesz przez ocean czasu, a ślad twojej podróży znika zanim ty zdążysz się oddalić.

Tymczasem gdybyś codziennie konsekwentnie poświęcał tylko jedną godzinę na realizację swoich zamierzeń, po roku miałbyś powody, żeby pogratulować sobie zdobycia nowej umiejętności, stworzenia dzieła sztuki, uprzytulnienia mieszkania, napisania książki czy zdobycia Mount Everestu.

Przestań się oszukiwać: każdego dnia wydaje ci się, że masz tak wiele czasu, ale przecież gołym okiem widać, że wciąż stoisz w tym samym miejscu…

Upiekło się!

Zrobiłeś coś źle.

Poniosłeś porażkę.

Schrzaniłeś.

Zastanów się jednak, co tak naprawdę się stało.

Podlicz straty.

Czy największą z nich jest twoja urażona duma?

Nadwyrężone poczucie własnej wartości?

Kolejny dowód na to, że nie jesteś dokonały?

Zauważ, że żyjesz!

Co prawda zagapiłeś się i przejechałeś skrzyżowanie na czerwonym świetle, ale tym razem na szczęście nikt, jadący z innego kierunku, nie uderzył w ciebie, nie poranił cię, nie zabił.

Zapamiętaj, żeby tego więcej nie robić, ale też uśmiechnij się, doceniając fakt, że tym razem ci się upiekło!