Tag: Winnetou

Wzdryg – kolejne cytaty

Oto druga porcja cytatów z e-książki Juliena Smitha „The Flinch” („Wzdryg”):


Przypomnij sobie, co się dzieje, gdy stoisz obok kogoś i nie jesteś w stanie rozpocząć z nim rozmowy? Nie chcesz lub masz ochotę, ale nie możesz? To bardzo pierwotne uczucie. Czujesz, że chcesz coś powiedzieć, ale dosłownie nie możesz, tak jakby powstrzymywała cię jakaś siła.
Gdy się to zdarzy, przyjrzyj się dokładnie, jak twoja porażka oddala się od ciebie. Nie chowaj się. Obserwuj, jak utracona okazja znika i zostawia cię sam na sam z twoim własnym poczuciem nieudolności. Nie odwracaj się. Poczuj niepokój w swoim sercu związany z oddalaniem się tej okazji na zawsze.
To, co właśnie zrobił z ci wzdryg, zrobi z całym twoim życiem. Dopóki go nie powstrzymasz.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 363)


W chwili stresu, wychodzą na wierzch wszelkie wzorce, do których się przyzwyczaiłeś. Jeśli przywykłeś do uciekania, uciekasz. Jeśli przywykłeś do zajmowania pozycji obronnej, właśnie to robisz. W ten sposób działasz pod presją. W dawnych czasach ta tendencja była mechanizmem zapewniającym człowiekowi skuteczną ucieczkę przed niedźwiedziami. Odwoływanie się do wyćwiczonych wzorców oznacza szybsze podejmowanie decyzji, co w sytuacji zagrożenia stanowi różnicę pomiędzy życiem a śmiercią.
Ale to odwoływanie się jest też powodem, dlaczego sprzeczkę z małżonkiem możesz odczuwać tak samo, jak walkę ze swoimi rodzicami – bo tym jest. Powrót do dawnego wzorca kłótni jest łatwy, więc powtarzasz to w kółko, tak jak woda spływająca ze wzgórza zawsze tą samą ścieżką. W twoim mózgu wyżłobienia są już głęboko wykształcone, więc zachowania stały się automatyczne. Są korytarzami.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 369)


Pierwszym krokiem jest powstrzymanie się od traktowania wszystkiego w kategoriach zagrożenia. Nie wystarczy jednak tylko chcieć – musisz się bardziej odkryć. Na przykład, jeśli już kiedyś dostałeś od kogoś w twarz, nie będziesz tak bardzo obawiał się napastnika na ulicy. Jeśli stawiłeś czoła wzdrygowi podczas medytacji, nie przerazi cię długa kolejka w banku. Buduj swoją wiarę w siebie na fundamencie szerszej bazy doświadczeń, do których będziesz mógł się odwoływać, a zobaczysz, że dasz radę znieść więcej, niż ci się wydawało. Kluczem jest robienie tego, co niewygodne. Poszerzasz wówczas swój obszar dobrego samopoczucia.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 384)


Większość ludzi nie chce w rzeczywistości stawiać czoła wzdrygowi; chcą tylko brać udział w filmie, który o nim opowiada. Chcą chwały bez cierpienia. Nie chcą blizn, bo lubią być delikatni w dotyku. Nie chcą być upokarzani; żądają szacunku, ale nie chcą na niego zasłużyć. Chcą, żeby im ktoś wręczył klucze do królestwa, ale to tak nie działa.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 443)


Podłóż ogień pod swoje poprzednie wcielenie. Nie potrzebujesz go. Jest zbyt zajęte zakupami, plotkowaniem, zrywaniem kartek z kalendarza i dziwieniem się, dlaczego ciągle stoi w miejscu. To stare wcielenie umrze i zostanie zapomniane przez wszystkich, z wyjątkiem twojej rodziny, a zastąpi je ktoś, kto pragnie zmieniać świat.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 464)


Pokonywanie wzdrygu polega na eliminowaniu wszystkiego, co bezcelowe, tchórzowskie i nałogowe, i zastępowaniu użytecznym. Użyteczne nie może zostać odkryte jako abstrakcja. Musi rzeczywiście stać się.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 476)


Za każdym wzdrygiem kryje się strach lub niepokój. Czasami uzasadniony, czasami nie. Bez strachu nie wzdrygasz się. Ale sprawa nie polega na wymazaniu strachu – musisz mu stawić czoło.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 479)


Sukces jest zjawiskiem cyklicznym. To wzrost i kurczenie się, równowaga i nierównowaga. Na twojej drodze stają coraz wyższe przeszkody. Przed przeskoczeniem każdej z nich musisz złapać równowagę, potem ją stracić, bo na tym polega skok. A potem powtarzasz to przed następną przeszkodą. Podobnie było, jak uczyłeś się chodzić. To naturalne – niewygoda jest niezbędnym czynnikiem postępu.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 492)


Każdy ma swoje taktyki uchylania się i bycia nazbyt pewnym siebie. Nie sposób wymienić wszystkie z nich. Ale rozwiązanie jest zawsze takie samo: bezwzględna, lecz współczująca szczerość w obliczu wszystkich tych kłamstw, które sam sobie opowiadasz.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 521)


Wzdryg

Wspominałem już na łamach BIZNESU BEZ STRESU, że jednym z moich młodzieńczych wzorców postępowania był Winnetou (Raptularz Winnetou). Ale nie tylko ze względu na szlachetne, honorowe podejście do ludzi i spraw. Drugim, fascynującym mnie aspektem indiańskiej mitologii była zdolność wojowników do stawiania czoła bólowi i przeciwnościom bez okazywania oznak cierpienia i strachu. Młodzieniec, żeby stać się mężczyzną, musiał przejść trudne próby dowodzące wytrzymałości jego ciała i niezłomności charakteru.

Z etosem tym znakomicie koresponduje DARMOWA, dostępna w księgarni Amazon e-książka Juliena Smitha „The Flinch”, co pozwoliłem sobie przetłumaczyć jako „Wzdryg”. Cóż to takiego „wzdryg”? To rzeczownik utworzony od czasownika „wzdrygać się” oznaczającego gwałtowne drgnięcie, grymas lub skulenie się w obliczu czegoś niebezpiecznego, trudnego lub po prostu niemiłego. Według autora, to właśnie zdolność do tolerowania i przezwyciężania wzdrygów jest podstawą sukcesów w życiu. Postawa godna Winnetou, którego, jak wiemy, wzdrygi się nie imały.

Polecając tę nieobszerną lekturę, serwuję zestaw smakowitych cytatów do przemyślenia:


W Erze Informacji kroki do osiągnięcia dowolnego celu są łatwe do wyszukania, wymyślenia, zapisania na serwetce i wykonania. Ale wciąż nie możesz się do tego zabrać. W tym filmie wciąż brakuje jakiegoś fragmentu. W tej książce ktoś wyrwał jedną ze stron. W tym równaniu występuje wielka niewiadoma X. Czy wiesz, co nią jest?
Ten X to wzdryg.
Wzdryg jest twoim prawdziwym przeciwnikiem i żadne nowe dane go nie pokonają. Kryje się za każdym nieszczęśliwym małżeństwem, za każdym skrywanym nałogiem i za każdym niespełnionym życiem. Za wzdrygiem zaś stoi chęć uniknięcia bólu, z którym zmaganie się wymagałoby od ciebie siły, jakiej się po sobie nie spodziewasz.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 55)


Stawienie czoła wzdrygowi jest trudne. Wymaga obnażenia kłamstw, które sobie wmawiasz, postawienia się rodzącym je obawom i zniesienia bólu wiążącego się z podróżą, w którą wyruszasz. I to bez cienia zawahania.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 64)


Jakiegokolwiek kształtu by nie przyjął, wzdryg jest po to, by stać na straży status quo. Szepcze ci do ucha słowa zniechęcenia, żebyś porzucił dobry pomysł, ponieważ wymagałby on dokonania zbyt wielu zmian. Nie pozwala ci widzieć zagrożenia w zbliżającym się konkurencie. To dlatego większość współczesnych filmów to nowsze wersje klasycznych arcydzieł kina, a najpopularniejsze książki to przeważnie kontynuacje bestsellerów. Wzdryg przywdziewa maskę wyrachowanego szefa, sceptycznego wydawcy lub ostrożnego przyjaciela.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 73)


Zderzenia samochodów. Wypadki rowerowe. Wybuchy. Tak, w takich chwilach potrzebujesz wzdrygu. Dzięki niemu jesteś w stanie przetrwać sytuacje, których się nie spodziewasz. Jeśli kiedykolwiek zostałeś napadnięty, wiesz, o co chodzi. Ludzie potrzebują wzdrygu, żeby przeżyć.
Czy na pewno? W życiu codziennym możesz nigdy nie napotkać żadnego niebezpieczeństwa. Twój świat jest bezpieczny, ale mimo to się wzdrygasz. Nie na widok niedźwiedzi, bo ich tu nie ma. Wzdrygasz się na myśl o publicznym wystąpieniu lub pójściu do klubu fitness. Wzdrygasz się w poczekalni u lekarza. Wzdrygasz się nawet w imieniu bohaterów oglądanego w telewizji serialu komediowego. Za każdym razem, gdy zapowiada się jakaś zmiana, pojawia się wzdryg. Niezależnie od tego, czy istnieje jakiekolwiek zagrożenie.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 100)


Najlepszymi lekcjami są te, podczas których doznałeś poparzeń. Bez blizn nie ma świadectwa i trwałej pamięci nauczki.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 155)


Za każdym nieodkrytym wzdrygiem kryje się lekcja. Jeśli będziesz wszystko robił zgodnie ze wskazówkami swoich rodziców, nigdy nie odkryjesz prawdy. Nigdy nie dotrzesz na skraj. Nigdy nie odbierzesz lekcji, których potrzebujesz.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 162)


Tę prawdę pewnie już znasz: świat to piec, w którym panuje ciągłe, bezlitosne ciśnienie. Albo cię zgniecie, albo staniesz się diamentem. Albo spłoniesz, albo zamienisz się w niezniszczalną stal.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 192)


Ralph Waldo Emerson powiedział: „Nie idź tam, dokąd prowadzi ścieżka, lecz tam tam, gdzie jej nie ma, i zostaw swój ślad.”

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 247)


Krishnamurti, wielki indyjski mędrzec, powiedział kiedyś: „Możesz wziąć kawałek deski przyniesionej z ogrodu do domu i zacząć codziennie wręczać jej kwiat. Po miesiącu będziesz to uwielbiał, a pomysł niezłożenia ofiary stanie się dla ciebie grzechem”. Innymi słowy, wszystko, do czego się przyzwyczaiłeś, robione wystarczająco długo, zaczyna wyglądać naturalnie, nawet jeśli naturalne nie jest.

Julien Smith „The Flinch” (Amazon Kindle location 343)


Matczyne nauki

Moja mama była wspaniałą kobietą – projektantką fundamentów mojego stosunku do świata i nauczycielką, która pozwoliła mi zrozumieć, co w życiu wypada robić, a czego nie, żeby żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Właśnie tak, zawsze w zgodzie z własnym sumieniem, a nie tylko łatwo i przyjemnie.

Jakież to staromodne i niepraktyczne w dzisiejszych czasach!

Pewnego razu, gdy mama odprowadzała mnie do przedszkola, moją uwagę przykuł mężczyzna sprawnie poruszający się po ulicy o kulach – mężczyzna, który nie miał jednej nogi. Po prostu nie mogłem oderwać od niego wzroku. Wtedy moja mama powiedziała:

„Nie gap się tak! Pomyśl, jak ten pan się czuje, kiedy wszyscy oglądają się za nim zaciekawieni, jak radzi sobie ze swoim nieszczęściem.”

Może sformułowała to nieco inaczej, ale na całe życie zapamiętałem tę naukę: nie należy zaspokajać swojej ciekawości, jeśli nie służy to niczemu ponad własną uciechę, a może komuś sprawić przykrość. Od tej pory zawsze starałem się jednym rzutem oka oceniać, czy dana osoba potrzebuje pomocy, a jeśli nie, uśmiechać się życzliwie i zajmować swoimi sprawami.

Dzisiejsze czasy, szczególnie w swej tabloidowo-plotkowej sferze, są niestety całkowitym zaprzeczeniem tej podstawy mojego wychowania.

Na przykład nigdy nie wytykałbym palcem osoby, która spociła się i na jej bluzce zaznaczyły się ciemne plamy pod pachami. A takie ordynarne zachowanie propagują portale typu plotek.pl. Oto trzy przykładowe wpisy z ostatnich dni:

  • Za duża suknia Stenki, niedopasowana bielizna Zielińskiej i spłaszczony biust Rosati, czyli wpadki na gali Orły 2012
  • Ups! Madonna zapomniała zrobić pedicure…
  • UPS! Cameron Diaz się spociła!

Na takie rzeczy po prostu nie wypada publicznie zwracać uwagi. Ludzie popełniają błędy, pocą się, przejęzyczają, ale to nie ich „wpadki” są żenujące. Największą „wtopę” zaliczają redaktorzy, którzy relacjonują i akceptują do publikacji tego typu materiały. Redaktorzy, którzy przegapili tę część edukacji przedszkolnej i nadal uważają za stosowne podglądanie, jaki kolor mają majtki dziewczynek. Nie wierzycie? A wpis „Ola Szwed ZAŚWIECIŁA majtkami! A tak się starała…” o czym niby świadczy?

W tym kontekście przypomina mi się jeszcze jedna lekcja, której udzieliła mi moja mama:

Szliśmy pewnego razu ulicą, a ja zobaczyłem za płotem dużego psa. Tupnąłem. Pies warknął ostrzegawczo. Tupnąłem drugi raz. Pies zdenerwowany zaszczekał. Podskoczyłem i zamachałem rękami. Pies zaczął ujadać. Wtedy moja mama wkroczyła do akcji i powiedziała:

„A gdyby nie było tego płotu, to też byś drażnił tego psa? Czy raczej byś zmykał, gdzie pieprz rośnie?”

Zrozumiałem, o co jej chodziło, i od tego czasu nigdy już nie prowokowałem tych, którzy mieli ograniczone możliwości odpowiedzi na mój atak. Uznałem, że to jest niehonorowe zachowanie niegodne Winnetou, którym zawsze chciałem zostać.

Internet i dzisiejsze media są właśnie takim płotem zabezpieczającym zazdrośników i nienawistników przed reakcją atakowanych przez nich osób. Przecież Cameron Diaz nie będzie szukać niewychowanego redaktora, któremu wydaje się, że dokonał bohaterskiego czynu, sprawiając jej przykrość.

I nie jest tu żadnym wytłumaczeniem, że wyśmiewana aktorka nigdy nie dowie się o tych niestosownych komentarzach albo że ją one nic nie obchodzą, albo że wyznaje zasadę, iż nieważne jest, co się o niej mówi, ważne, żeby się mówiło. Jej stosunek do tej sprawy jest tu nieistotny, brak wychowania bowiem pozostaje brakiem wychowania niezależnie od okoliczności.

Człowiek przyzwoity zachowuje się przyzwoicie niezależnie od tego, czy ktoś patrzy, czy nie.

Zgadzasz się?

Uaktualnienie Kindelka

Mój Czytelnik Krissto doniósł uprzejmie tydzień temu, że Amazon udostępnia właśnie uaktualnienie oprogramowania swojego czytnika książek elektronicznych. Włączyłem więc bezprzewodowość Kindelka i z niecierpliwością czekałem, co się stanie. Już po chwili w menu ekranu „Settings” wyszarzona do tej pory opcja „Update Your Kindle” stała się czarna. Wybrałem ją i… nic. Przeszedłem do ekranu „Home”, a tam znienacka pojawił się podręcznik „Kindle User’s Guide, 4th Ed.”. Wróciłem ponownie do ekranu „Settings”, wybrałem opcję „Update Your Kindle” i… znowu nic. Odczekałem chwilę i spróbowałem trzeci raz. Udało się:

KINVER23

Podejrzewam, że nieudane próby wynikały z faktu, że moja niecierpliwość była większa od szybkości transferu uaktualnienia oprogramowania przez Whispernet (w tym bezpłatnie przez polską sieć komórkową).

Aktualizacja zakończyła się pełnym sukcesem. Nic nie zginęło, a Kindelek ochoczo wyświetlił listę załadowanych do niego książek. Dopiero teraz zauważyłem, że listę tę można filtrować („Personal Docs” – tu są PDF-y, „Subscriptions” – tu są gazety, „Books” – tu są książki zakupione w Amazon lub pozyskane w inny sposób (na przykład w formacie PRC) oraz „All My Items” – tu jest wszystko) i sortować („Most Recent First” – ostatnio czytane na górze, „Title” – tytuły w kolejności alfabetycznej oraz „Author” – autorzy w kolejności alfabetycznej):

Kindle Filter and Sort

Nową funkcją czytnika jest możliwość obracania zawartości ekranu. Nie dotyczy to przeglądania sklepu Amazon i Wikipedii (a propos – czytnik oferuje dostęp tylko do angielskiej wersji Wikipedii). Jednocześnie odpowiednio modyfikowany jest kierunek działania minidżojstika. Do zmian orientacji ekranu służy dodatkowa opcja „Screen Rotation” w menu wywoływanym klawiszem zmiany wielkości czcionki i układu tekstu:

Kindle Screen Rotation

Największą sensacją medialną było jednak wzbogacenie urządzenia o możliwość przeglądania plików PDF bez, wymaganej wcześniej, konwersji. We wpisie Kindelek z PDF-ami na plaży przedstawiłem problemy, jakie czasami stwarzała ta konwersja. Teraz jest znacznie lepiej. Polskie litery w podręcznikach stworzonych na podstawie „Wakacyjnego kursu ZTD” są interpretowane prawidłowo. Treść pliku PDF jest automatycznie dopasowywana do szerokości ekranu zarówno podczas wyświetlania w pionie (wówczas mieści się cała strona), jak i w poziomie (wówczas widać tylko pół strony). Nie ma możliwości ręcznego powiększania zawartości! Nie można też dodawać własnych notatek i podkreśleń – pozostają tylko zakładki. Jeśli PDF nie składa się z samych ilustracji, można go przeszukiwać, ale w pliku ZTDPL.PDF oprogramowanie nie znalazło słowa „prosty”, zaś w pliku „Wakacyjny_kurs_ZTD” bez problemu. Oczywiście o wprowadzaniu polskich znaków nie ma mowy:

KINPDFPL

Zmasakrowany poprzednio podczas konwersji z formatu PDF „Productive Magazine” obecnie jest prawidłowo interpretowany, lecz… prawie nieczytelny. Niewyłuskany tekst jest tak mały, że przeczytanie go graniczy z cudem, nawet gdy jest wyświetlony w poziomie. Można jedynie ogólnie podziwiać wspaniałą pracę projektanta szaty graficznej tego wydawnictwa. Podsumowując, dobrze prezentują się jedynie proste PDF-y z wyraźną, nieskomplikowaną treścią:

KINPDFEN

Na koniec przeprowadziłem jeszcze eksperyment z polską klasyką pobraną z witryny „bookini.pl”, którą wskazał mi mój Czytelnik Aldek. W formacie PRC ściągnąłem „Wiersze wybrane” Bolesława Leśmiana i dwa pierwsze tomy „Winnetou” Karola Maya (dlaczego nie ma trzeciego, ja się pytam!). Kindelek wyświetla je bez żadnego problemu:

KINPRC

Wiele radości może sprawić włączenie czytania na głos polskich książek, ponieważ oprogramowanie czytnika spodziewa się tekstów w języku angielskim. Jest to doprawdy odkrywcza interpretacja, która uwalnia poezję i prozę od ich potocznego znaczenia, na rzecz praktycznie niezrozumiałych ewolucji fonetycznych. :-)

Nowa wersja oprogramowania jest zdecydowanie żwawsza. Szybciej przełącza strony i odświeża ekran, jednak to przyspieszenie nieco mnie niepokoi. Mam obawy, że niebezpiecznie podkręcono szybkość pracy procesora, od czasu do czasu bowiem w okolicach mojego Kindelka czuję zapach rozgrzanej elektroniki. Naprawdę. Nie żartuję. Mam nadzieję, że nie skończy się to efektownym stopieniem obudowy urządzenia.

To tyle na temat uaktualnienia oprogramowania Amazon Kindle. W związku z dużą popularnością tego tematu, utworzyłem nową kategorię BIZNESU BEZ STRESU o nazwie „kindle” i umieściłem w niej wszystkie dotychczasowe wpisy dotyczące tego czytnika:

Raptularz Winnetou

Raptularzem nazywano w dawnej Polsce księgę do odręcznego notowania wydarzeń, spostrzeżeń i anegdot. Sprowokowany komentarzami jednego z moich czytelników, którego bardzo zainteresowała moja skromna osoba, postanowiłem zainaugurować nową kategorię wpisów i nazwać ją raptularzem. W jej ramach będę wspominał znaczące wydarzenia z mojego życia, które sprawiły, że stałem się tym, kim jestem, i nie patrzę z niechęcią na faceta, którego widzę każdego ranka w lustrze. Oto moja pierwsza opowieść:

Dawno temu wraz z moim bliskim kolegą Jackiem byliśmy zimą w Bukowinie Tatrzańskiej. Nasi rodzice często organizowali wówczas takie wspólne wyjazdy. Mieliśmy pewnie po dziesięć albo jedenaście lat i w dzień niestrudzenie śmigaliśmy na nartach. Wieczory jednak były długie, więc nasza inwencja miała znakomite pole do popisu.

Pewnego razu Jacek zaproponował zapasy na śniegu. Ubraliśmy się, wyszliśmy za chałupę, w której mieszkaliśmy, wyznaczyliśmy granice pola walki i określiliśmy jej reguły. Potem zwarliśmy się w pojedynku mocarzy i przez pierwsze minuty walczyliśmy jak równy z równym. Niestety w miarę upływu czasu szło mi coraz gorzej i kilka chwil później leżałem na śniegu przygnieciony ciężarem Jackowego ciała. Ale nie chciałem się poddać, za żadne skarby nie chciałem uznać swojej przegranej. I wtedy… chwyciłem Jacka za włosy, mocno pociągnąłem do tyłu i w ten sposób uwolniłem się od przytłaczającego mnie ciężaru. Droga do wygranej stanęła otworem, ale nagle obydwaj przestaliśmy walczyć. Obydwaj – a szczególnie ja – wiedzieliśmy, że stało się coś strasznego, że dalszy pojedynek nie ma sensu. Wróciliśmy do domu i tego wieczora nie odezwaliśmy się już do siebie ani słowem.

Była to moja godzina prawdy. Zawsze chciałem być Indianinem. Tak jak Winnetou postępować zgodnie z zasadami i stawiać honor ponad wszystko. A tymczasem w ten mroźny, zimowy wieczór nie potrafiłem uznać swojej porażki i jak zwykły tchórz użyłem nieczystego zagrania. Tego dnia zrozumiałem, czego nie wolno, a co należy robić, żeby stać się prawdziwym Indianinem.

Nigdy więcej nie pociągnąłem już swojego przeciwnika za włosy.

Manifest antykapitalistyczny

„Zamienił stryjek siekierkę na kijek.”

Z realnego socjalizmu, który tak miał się do socjalizmu, jak pięść do nosa, przeszliśmy do realnego kapitalizmu. Gospodarkę powszechnego niedoboru zastąpiła gospodarka pozornej obfitości. Sklepy są pełne tego, czego nie potrzebujesz, i to nie tylko w wymiarze filozoficznym, ale i praktycznym. Reklamy zachęcają do zakupu towarów, których nie ma i nie będzie. I nie piszę tu o produktach niszowych (czyli o tak zwanym „długim ogonie”), ale o rynkowych hitach.

Pierwszy raz zacząłem przeczuwać, że coś jest nie tak z tym całym kapitalizmem i wolnym rynkiem, gdy prawie 10 lat temu Polska Telewizja Kablowa pracowicie okablowała moje osiedle domków jednorodzinnych i do dziś pies z kulawą nogą nie pojawił się, żeby zaproponować mi podłączenie. Gdy dwa lata temu zadałem firmie UPC (obecny właściciel sieci) podchwytliwe pytanie, czy kabel doprowadzony do mojej furtki może służyć do podłączenia internetu, odpowiedziano mi, że niestety nie, bo jest zbyt stary (kabel, nie internet). Cha, cha, cha! Pewnie zgnił albo zarósł zastygłymi w bezruchu elektronami. :-) I oczywiście nikomu nie przyszło do głowy, że można by mnie zaatakować marketingowo.

Czas płynie, a nasz kapitalizm coraz bardziej „realnieje”. Zapisałem się właśnie na tegoroczny bieg RunWarsaw i otrzymałem kupon rabatowy 15% na wyroby Nike. Ponieważ moje biegowe Adidasy nieco się już zużyły, zajrzałem do sklepu The Athlete’s Foot. Bardzo fajne buty Nike Air Pegasus mógłbym sobie tam kupić z rabatem, gdyby nie mój nienormalny (żartuję oczywiście) rozmiar stopy 42. W innym sklepie (Perfekt Sport w Arkadii) to samo. A buty nawet po uwzględnieniu rabatu kosztują ponad 300 zł. Czy oni na tym nie zarabiają? Nie ma butów? Trudno… To może chociaż polarek na zimę do biegania? Oczywiście mojego rozmiaru brak. I nie będzie! Czy ja jestem jakiś dziwny, czy tylko oryginalny?

Co najgorsze, podobne zjawiska występują także poza granicami naszego kraju. Ludzkie lenistwo połączone z powszechnym cięciem kosztów wpływa na ograniczenie oferty do „tego, co jest na magazynie”. Ekstremalny realny socjalizm ubrał wszystkich Chińczyków w jednakowe mundurki. Nie da się ukryć, że produkcja jednakowych ubrań w długich seriach jest najłatwiejsza i najbardziej opłacalna. A przecież o opłacalność i zysk chodzi w kapitalizmie, nieprawdaż?

PS. W zaprzyjaźnionej księgarni zapisałem się do zeszytu na społeczną listę oczekujących na wydanie „Winnetou” Karola Maya.