Tag: sport

Wejdź do wody!

W każdą sobotę i niedzielę chodzę rano na basen. Podczas aplikowania sobie solidnej dawki zdrowego ruchu mam okazję obserwować odbywające się tam lekcje pływania dla dzieci. Rodzice przyprowadzający swoje pociechy na zajęcia dzielą się na dwie grupy:

  1. Lądowców występujących w dwóch gatunkach: jedni obserwują naukę z bezpiecznej odległości, z ławeczek dla publiczności, a drudzy w szatni zabijają czas, zatapiając się w lekturze.
  2. Wodniaków zanurzających się razem z młodymi adeptami pływania w basenie i uczestniczących w lekcjach lub realizujących własne plany treningowe.

Który sposób jest skuteczniejszy?

Które dzieci szybciej uczą się mknąć po powierzchni wody i nurkować aż na samo dno?

Bywa różnie, jednak statystycznie rzecz biorąc, większość dzieci Wodniaków błyskawicznie zdobywa nowe umiejętności, a większość pociech Lądowców marudzi, płacze i z niechęcią wykonuje polecenia instruktora.

Dlaczego tak się dzieje?

Ponieważ rodzic jest dla dziecka wzorcem zachowań i nie rozumie ono, dlaczego ma się męczyć, skoro mamusia lub tatuś wygodnie sobie siedzi na brzegu.

Pamiętaj, jeśli jesteś liderem, nie wystarczy, żebyś kazał swoim ludziom wejść do zimnej wody. Raz i drugi rozkaz zadziała, ale potem podwładni znajdą sposoby, żeby tego uniknąć, tak jak i ty unikasz.

Dobry przywódca wchodzi ze swoimi ludźmi do wody. Nawet wtedy, gdy jest bardzo zimna!

Zmiany, zmiany, zmiany…

2013 rok…

Jaki był, taki był. Ważne, że się skończył.

Jestem usatysfakcjonowany swoimi osiągnięciami biegowymi. Przebiegłem rekordowe 1154 kilometry:

2013BIEG

Przedłużający się remont basenu był dobrą wymówką, żeby przepłynąć tylko niecałe 22 kilometry:

2013PLYW

Prawdziwa katastrofa dotyczyła zaś windsurfingu. Okoliczności i mój kręgosłup przyczyniły się do jednego wielkiego ZERA:

2013WIND

Nowy rok przynosi niespodziewaną i zadziwiającą zmianę dotyczącą mojego Dziennika Sportowego.

Jak co roku, zaczaiłem się na Moleskine Pocket Weekly Diary 2014 u wyłącznego, autoryzowango dystrybutora na Polskę – Czułego Barbarzyńcy. Czuwałem przez cały październik, listopad i grudzień, wiedząc, że mały kalendarzyk zamykany na gumkę za 39,60 zł (w promocji, normalna cena: 45,- zł) to znacznie rozsądniejsza propozycja niż prawie identyczny wyrób moleskinopodobny dostępny bez problemu w Empiku za 6,49 zł (w promocji, normalna cena: 12,99 zł). :-)

I nie doczekałem się!

Teraz moja snobistyczna dusza będzie przez cały rok cierpiała obcując codziennie z Dziennikiem Sportowym za 6,49 zł!

Dziennikiem, który, jak widać na poniższym zdjęciu, naprawdę niczym się nie różni od poprzednika (Moleskine po lewej, Empik po prawej):

Moleskine vs. Empik

Wygląda na to, że kapitalistyczna nędza dystrybucyjna dorównuje komunistycznej nędzy zaopatrzeniowej. A właściwie nie – jest jeszcze gorzej: w PRL-u towaru po prostu nie było w wystarczającej ilości; teraz jest, tylko ludziom się nie chce.

Cóż, ja zarobiłem, Empik zarobił, Czuły Barbarzyńca stracił, ale najważniejsze jest:

Żebyśmy zdrowi byli, czego z całego, wysportowanego serca życzę wszystkim Czytelnikom BIZNESU BEZ STRESU!

I sobie też!

Biegnij Warszawo za sensacją

Kolejny bieg Biegnij Warszawo za nami. 14 995 biegaczek i biegaczy wspólnie radowało się:

  • cudowną, słoneczną pogodą;
  • temperaturą, która sprzyjała biciu życiowych rekordów;
  • czasem spędzanym aktywnie na świeżym powietrzu;
  • wspaniałym towarzystwem ludzi, którzy chcą wspólnie dobiec do mety, nie podstawiając sobie wzajemnie nóg.

Była jednak grupa osobników, którzy z niepokojem patrzyli na tę eksplozję pozytywnych emocji, marszcząc swoje zatroskane czoła. I nagle wydarzyło się coś, czym mogli zapełnić puste szablony depesz agencyjnych: serce jednego z biegaczy nie wytrzymało wysiłku. Na coś takiego czekali od wielu lat!

Z całym szacunkiem dla nieszczęścia, które spotkało młodego człowieka i jego rodzinę, chciałbym was, drodzy dziennikarze, spytać, czym ta śmierć zasłużyła na wyróżnienie, na wymienianie jej jako głównego doniesienia w telewizyjnych i radiowych serwisach informacyjnych? Czy staruszce umierającej w szpitalu nie należy się równie eksponowane miejsce w waszych komputerach? O sercach nie wspominam, bo już dawno ich nie macie…

Stuknijcie się w głowę i zastanówcie, jak krzywe jest zwierciadło, w którym odbijacie rzeczywistość!

W Biegnij Warszawo 2013 nie pobiłem swojego ubiegłorocznego rekordu życiowego, ale 10 kilometrów pokonane w czasie 53’42” w rewelacyjnych okolicznościach przyrody jest dla mnie wystarczającą odtrutką na ohydę ziejącą z ekranów telewizyjnych i informacyjnych portali internetowych.

Biegnij Warszawo 2013

ChiRunning

ChiRunning

Popatrz na czerwoną linię trendu.

Kto by się spodziewał takiego nagłego postępu po latach biegania?

Niebieskie, pionowe sztachety na powyższym wykresie to moje wyniki na 8 kilometrów (mój podstawowy dystans biegowy) osiągane w ciągu lipca, sierpnia i września.

Wyraźnie widać skok mojej formy około 10 sierpnia. Od tego momentu większość przebieżek ukończyłem w czasie poniżej 44 minut, niekiedy zbliżając się do 41 minut!

I to bez bólu, bez stresu i bez zadyszki!

Cud?

Nie, to ChiRunning.

Specyficzna technika biegu wykorzystująca prawidłową, zrównoważoną postawę ciała i siłę grawitacji, a nie siłę mięśni. Mięśnie w dużej mierze pozostają rozluźnione, a ciebie napędza energia chi. Metodę tę opracowali i opisali w książce „ChiRunning: A Revolutionary Approach to Effortless, Injury-Free Running” Danny Dreyer i Katherine Dreyer. W Polsce pozycja ta ukazała się pod tytułem „Bieganie bez wysiłku” nakładem wydawnictwa Buk Rower.

Polecam!

Niech energia chi będzie z tobą!