Tag: polityka

Czym różni się polska polityka?

Doszedłem ostatnio do wniosku, że na pytanie:

Czym różni się polska polityka od polityki amerykańskiej?

prawidłowa odpowiedź brzmi:

NICZYM!

Lata wytężonej pracy, prób i błędów, sukcesów i porażek doprowadziły naszą politykę do pełnej zgodności z polityką Stanów Zjednoczonych.

Mógłbym poprzestać na tym oczywistym stwierdzeniu, ale naraziłbym się wówczas na zadziorne komentarze moich dociekliwych czytelników, którzy nie lubią gołosłowia i zawsze żądają twardych, niepodważalnych dowodów potwierdzających moje bezstresowe tezy. A zatem… oto one! Cztery przykładowe dowody stuprocentowej zgodności polityki prowadzonej przez dwóch największych sojuszników XXI wieku:

  • W dziedzinie walki z terroryzmem żołnierz polski, w bratnim przymierzu z żołnierzem amerykańskim, walczy z terroryzmem wszędzie tam, gdzie kiełkują ziarna zbrodniczej ideologii, której celem są Stany Zjednoczone – kolebka i wzór zachodniej demokracji.
  • W dziedzinie gospodarki zarówno Polska, jak i Stany Zjednoczone traktują priorytetowo inwestycje amerykańskich koncernów tak w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych, nie mówiąc już o całym świecie.
  • W dziedzinie turystyki zarówno Polska, jak i Stany Zjednoczone uważają za niedopuszczalne przekraczanie przez obywateli Polski w Stanach Zjednoczonych oraz obywateli Stanów Zjednoczonych w Polsce warunków pobytu określonych przez wystawione tym obywatelom wizy upoważniające do odwiedzenia danego kraju.
  • W dziedzinie etykiety zarówno Polska, jak i Stany Zjednoczone uważają za niedopuszczalne spóźnianie się kogokolwiek na spotkanie z Prezydentem Barackiem Obamą.

Wystarczy? Jeśli nie, to każdy, w ramach pracy domowej, sam sobie może znaleźć inne, równie dobre przykłady potwierdzające moje wiekopomne odkrycie, ponieważ pole zgodności polityk Polski i USA jest tak bezkresne, jak amerykańskie wielkie równiny zbudowane z mezozoicznych i trzeciorzędowych wapieni i piaskowców.

Terrorysta społeczny

W zamieszczonym 26 kwietnia wpisie „The bully-victim cycle” Seth Godin opisuje cykle zachowań „terrorysty społecznego” (tak na potrzeby tego wpisu tłumaczę angielskie słowo „bully” oznaczające osobę znęcającą się nad młodszymi i słabszymi).

Ulubionym terenem działania terrorysty społecznego są zebrania i fora publiczne. Gdy jego obrzydliwe postępowanie zostaje obnażone i napiętnowane przez innego uczestnika (lub świadka) dyskusji, terrorysta społeczny natychmiast kieruje swój atak na osobę, która ośmieliła się cokolwiek mu zarzucić. I nie robi tego wprost, lecz, przekręcając i tendencyjnie interpretując usłyszaną ocenę swoich uczynków, przedstawia siebie jako ofiarę bezprecedensowego ataku. Nierzadko widzowie takiego marnego przedstawienia dają się wywieść w pole i, wierząc w dobro ludzkiej natury, przymykają oczy na te skandaliczne zachowania. Swoją bierność tłumaczą zwykle tym, że postanowili dać terroryście społecznemu kolejną szansę. I następną. I następną. Niestety dla takiego indywiduum jest to najczęściej tylko kolejna okazja do obrażania, szydzenia, plucia jadem nienawiści i zasmradzania atmosfery.

Nie wiem, kto konkretnie sprowokował Setha Godina do opublikowania tego wpisu. Nie sądzę, żeby jego kanwą były występy polskich terrorystów, ponieważ zasięg naszych reprezentantów w tej dziedzinie jest ściśle lokalny ze względu na hermetyczny obszar ich zainteresowań i brak znajomości języków obcych. Wnioskuję zatem, że terroryzm społeczny stanowi zjawisko ogólnoświatowe. Należy się z nim oswoić, mieć świadomość jego występowania oraz spokojnie i skutecznie reagować na wszelkie jego przejawy.

Jak to robić?

Przede wszystkim szybko i stanowczo, bo terrorysta społeczny to wrzód, a wrzody należy wyciskać, a nie smarować miodem.

Grażyna i Jarosław na nowej drodze życia

Co jest lepsze:

  • Uznanie 150 osób, których najwyraźniej nie stać na porządny telewizor i muszą chodzić do teatru?
  • Aplauz milionów widzów podatnych na reklamę proszku do prania i piwa?

To oczywiste, że popularność wśród pochłaniaczy telewizyjnej papki jest znacznie korzystniejsza od intymnego spotkania z wymagającymi najwyższego kunsztu aktorskiego snobami. Tę popularność można przecież wymienić na stosy rozkosznie szeleszczących banknotów, których w takiej ilości żaden dyrektor teatru w życiu nie widział na oczy!

Nie rozumiem więc, skąd to oburzenie na Panią Grażynę Szapołowską, która wybrała występ w telewizyjnej „Bitwie na Głosy”, a nie zmagania z „Tangiem” Mrożka. Teatr to nie miejsce dla tak pięknej i utalentowanej kobiety.

Co jest lepsze:

  • Poparcie kilkudziesięciu tysięcy Ślązaków i Kaszubów, którzy cenią swoją odrębność narodową?
  • Głosy milionów Polaków, którym wciąż zagrażają odwetowcy z Bonn?

Każdy na pierwszy rzut oka widzi, że milion to znacznie więcej niż tysiąc, więc i tu dostrzegamy, biało na białym i czarno na czarnym, oczywistą oczywistość. Jarosław Kaczyński dobrze pamięta, że jego kolega z rządowych ław powiedział kiedyś, iż Wersal się skończył. A jak się skończył? Każdy, kto liznął choć trochę historii, wie, że niemiecki imperializm podniósł głowę i najechał na Polskę wspólnie z imperializmem sowieckim. Miliony Polaków nie mogą się mylić w swoich podejrzeniach, gdy widzą, jak Niemcy i Rosjanie znów spiskują ponad naszymi głowami, budując eksterytorialną rurę pod Bałtykiem!

Ale nie o tym chciałem pisać. Poniosło mnie nieco i popłynąłem na fali historycznego wzburzenia…

Zarówno Grażyna Szapołowska, jak i Jarosław Kaczyński, wybierając jedną opcję, musieli skazać na zagładę wszystkie pozostałe możliwości. Dzięki jednoznacznemu skierowaniu wysiłków mogą działać znacznie skuteczniej, niż gdyby chcieli zadowolić wszystkich.

Czy odniosą sukces? Być może, jednak wierzę, że oprócz skuteczności liczy się także kierunek czynionych przez nas wyborów, że liczy się klasa, a nie tylko kasa i poklask.

Życzę zatem, na nowej drodze życia, Państwu Grażynie i Jarosławowi, żeby ani bitwa na głosy, ani bitwa z odwetowcami z Bonn nie przyniosły im nieodwracalnych szkód na niwie osobistej i zawodowej. Wszak reputację mamy tylko jedną niezależnie od tego, czy o nią dbamy, czy nie.

Upokorzony naród?

Polacy przykręcili do smoleńskiego kamienia tablicę.

Rosjanie ją odkręcili i przykręcili inną.

Polscy politycy stwierdzili, że czynem tym Rosjanie upokorzyli cały Naród Polski.

A ja twierdzę, że upokorzyć można tylko tych, którzy są słabi, podatni na upokorzenie.

Bo upokorzenie to wybór podobnie jak uczucie bycia obrażonym, o czym niedawno pisałem (Nikt nie może cię obrazić).

Upokorzenie to negatywna, pełna wewnętrznego żalu reakcja na czyjeś działanie.

To coś, co wypełnia pustkę w miejscu, gdzie powinno bujnie rozkwitać poczucie własnej wartości.

A zatem, jeśli upokorzony naród, to tylko z własnego wyboru…