Tag: motywacja

Najlepsze zabezpieczenie

Jak wiele czasu i wysiłku w ramach każdego przedsięwzięcia inwestujesz w:

  • przygotowywanie wymówek;
  • tworzenie zabezpieczeń „na wypadek”;
  • szukanie podstaw do zaprzeczenia, że „posiadałeś jakąkolwiek wiedzę na temat”;
  • chronienie swojego tyłka na wypadek, gdyby „coś poszło nie tak, jak trzeba”?

W pewnym momencie wysiłek ten będzie tak wielki, że twoja praca nie wyda żadnego owocu.

I to będzie najlepszym zabezpieczeniem przed jakąkolwiek krytyką i porażką.

Tylko… Czy o to tak naprawdę ci chodzi?

Na podstawie „Deniability” / Seth Godin.

Wielka Choroba Zachodu

Jest jeden obszar, w którym Buddyzm dał mi znaczącą przewagę nad innymi ludźmi. Uleczył mnie z tego, co nazywam Wielką Chorobą Zachodu.

Wielka Choroba Zachodu dotyka każdego, kto mówi lub myśli „Byłbym szczęśliwy, gdybym…” – i tu wstaw odpowiedni warunek.

  • Byłbym szczęśliwy, gdybym miał milion dolarów na koncie.
  • Byłbym szczęśliwy, gdybym przeniósł się do większego domu.
  • Byłbym szczęśliwy, gdyby moje dzieci zdały maturę.
  • Byłbym szczęśliwy, gdybym przeszedł na emeryturę.
  • Byłbym szczęśliwy, gdybym stracił 10 kilogramów.
  • Byłbym szczęśliwy, gdybym spłacił hipotekę.

Lista warunków szczęścia, które możemy wstawić, jest nieskończona, tak jak zestawienie ludzkich apetytów i pragnień. Ale to tylko złudzenie. Kiedy zdobywamy milion dolarów, nie jesteśmy usatysfakcjonowani – chcemy dodać do niego następny. Kiedy dzieci wreszcie się usamodzielniają, wcale nie stajemy się „wolni”; jakieś inne zobowiązania, na przykład choroba matki lub ojca, wkrótce zaczyna domagać się naszej uwagi. Gdy zrzucamy 10 kilogramów, osiągnięcie to okazuje się ulotne; wkrótce zdajemy sobie sprawę, że jeszcze ciężej jest utrzymać odpowiednią wagę.

„Byłbym szczęśliwy, gdybym…” jest bardzo zachodnim sposobem myślenia. Wierzymy, że osiągnięcie celu uczyni nas szczęśliwymi, łatwo ignorując fakt, iż linia, do której dążymy, zawsze przesuwa się nieco poza nasz zasięg. Czasami przemieszczamy ją sami. I nie ma w tym nic złego. Bez wyznaczonych celów nigdy byśmy niczego nie osiągnęli. Wielka Choroba Zachodu polega na tym, że całkowicie skupiamy się na przyszłości kosztem cieszenia się życiem, które przeżywamy właśnie w tej chwili.

Marshall Goldsmith „Mojo” (79-80)

Inercja i zmiany

Choć na każdym kroku deklarujemy, że pragniemy szczęścia i sensu w życiu (mało jest tych, którzy chcą nędznego i pustego życia), często popadamy w paradoksalną pułapkę, która na każdym zakręcie krzyżuje nasze plany. Nazywam to Paradoksem Mojo i chciałbym, żeby wryło ci się to w pamięć:

Naszą domyślną reakcją w życiu jest niedoświadczanie szczęścia.

Naszą domyślną reakcją w życiu jest niedoświadczanie sensu.

Naszą domyślną reakcją w życiu jest inercja.

Ujmując to inaczej: naszą codzienną standardową procedurą działania, czyli tym, co robimy częściej niż cokolwiek innego, jest kontynuowanie tego, co właśnie robimy.

Marshall Goldsmith „Mojo” (34)

Przez lata stałem się znawcą ludzi wykorzystujących swoje „zaprogramowanie” jako wymówkę. Słyszałem tych, którzy dominują i zawsze chodzą własnymi ścieżkami, obwiniających swoich rodziców o to, że ich zepsuli i spełniali każdą ich zachciankę (zaprogramowani na obwinianie swoich rodziców). Słyszałem otyłych, którzy obwiniali swoje geny za to, że nie mogą zrzucić zbędnych kilogramów (zaprogramowani na obwinianie swoich genów). Słyszałem fanatyków, którzy obwiniali dzieciństwo spędzone w małomiasteczkowym, pełnym nienawiści środowisku za swój brak tolerancji (zaprogramowani na obwinianie swoich sąsiadów). Słyszałem agresywnych, „zejdź-mi-z-drogi” sprzedawców, którzy obwiniali bezwzględną, darwinistyczną kulturę firmową za swoje gburowate zachowanie (zaprogramowani na obwinianie swojej firmy).

Marshall Goldsmith „Mojo” (49)

Pracując jako coach, pomagam ludziom sukcesu wdrażać pozytywne i trwałe zmiany w ich zachowaniu. Po wielu latach zrozumiałem teraz, że często powinienem był pomagać im zmienić tożsamość, czyli ich własną definicję samego siebie. Jeśli zmienimy nasze zachowanie bez zmiany tożsamości, możemy czuć się „fałszywi” lub „nieautentyczni”, niezależnie od wielkości osiągniętego sukcesu. Jeśli zaś zmienimy zarówno nasze zachowanie, jak i swoją definicję, możemy czuć się jednocześnie i inni, i autentyczni.

Nie jestem naiwny. Nie wierzę, że możemy stać się kimkolwiek – wedle własnych marzeń. Nigdy nie zostanę profesjonalnym koszykarzem. Choćbym nie wiem jak skupiał swoje pozytywne myśli, LeBron James i Kobe Bryant mogą spać spokojnie. Wszyscy mamy prawdziwe, fizyczne, środowiskowe i mentalne ograniczenia, których nie będziemy w stanie pokonać. Moje wyczerpujące badania pokazują, że jedno tylko jest pewne: zestarzejemy się i umrzemy. Nie możemy zmienić rzeczywistości samym tylko „pozytywnym myśleniem”.

Z drugiej jednak strony jestem zdumiony, jak wiele możemy zmienić, jeśli tylko sztucznie się nie ograniczamy. W mojej pracy widziałem liderów, którzy wprowadzili olbrzymie, pozytywne zmiany zarówno w sposobie traktowania innych ludzi, jak i w tym, jak sami siebie postrzegali.

Marshall Goldsmith „Mojo” (50)

Komu twój jeden procent?

Mam szczęście być w gronie tych osób, którym nie przysługuje moralne prawo do narzekania na swój los. Co roku moje zeznanie podatkowe określa znaczącą kwotę, którą jestem zobowiązany wpłacić na konto urzędu skarbowego. Jednak od pewnego czasu mogę zadysponować, na jaką organizację pożytku publicznego ma zostać przekazany jeden procent mojej daniny. Ten jeden procent nie jest już tak pokaźny, ale, jak mówi przysłowie, ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka. Spotykam się czasem z pytaniem, na co przeznaczyć ten jeden procent swojego podatku. Oto moja odpowiedź:

Rozejrzyj się wokoło.

Poszukaj wokół siebie ludzi, którzy swoją potrzebę niesienia pomocy innym ujęli w organizacyjne ramy. Rozejrzyj się po sąsiedztwie, popytaj rodzinę, popatrz uważnie, co znajduje się w domach, które mijasz, idąc lub jadąc do pracy. A potem, gdy zauważysz jakąś organizację pożytku publicznego, wstąp do niej, spotkaj się z pracującymi tam ludźmi, poczuj, czy ich zaangażowanie jest autentyczne i czy identyfikujesz się z realizowanymi przez nich celami. Jeśli tak, to nie będziesz miał już dylematu, na co przeznaczyć swój jeden procent. W przeciwnym przypadku szukaj dalej.

Oczywiście moja odpowiedź nie dotyczy tego, co zrobisz ze swoimi pieniędzmi w tym roku. Zostało już zbyt mało czasu na takie „śledztwo”. Masz zatem rok na zapoznanie się z tym, co dobrego dzieje się wokół ciebie – tuż za rogiem lub po przeciwnej stronie ulicy, i, być może, zaangażowanie się w tę działalność.

Warto zapuścić nieco korzeni w miejscu, w którym mieszkasz, a nie tylko traktować je jak hotelowy pokój na godziny.

Warto poznać ludzi, którym nie jest wszystko jedno i którym możesz pomóc.