Tag: motywacja

Czas na dobro

„Kiedy naprawdę uświadomisz sobie, jak mało dobrych rzeczy jesteś w stanie zrobić w czasie, który masz do dyspozycji, zaczynasz na serio robić te dobre rzeczy, żeby zdążyć ich zrobić jak najwięcej.” – Merlin Mann

Szkoda, że nie można się tego nauczyć.

Zrozumiesz to dopiero wtedy, gdy poczujesz nieubłagany upływ czasu przeciekającego ci przez palce.

A nagrodę znajdziesz w spojrzeniu drugiej osoby…

A propos, czy pamiętasz, że jutro jest Dzień Babci, a pojutrze Dzień Dziadka?

Konkretny minimalizm

Minimalizm jest filozofią życia polegającą na karczowaniu tego, co zbędne, i skupianiu się na tym, co istotne. Oczywiście rzeczą względna jest zbędność. Niejeden dorobkiewicz musi wozić swój tyłek codziennie innym samochodem z obowiązkową przejażdżką raz w tygodniu rolls-royce’em do kościoła. Nie o tym jednak jest ten wpis.

Minimalista usuwa nadmiar ze swojego życia, odchudzając je, żeby było zwinniejsze i sprawniejsze.

Dlaczego to robi?

Ponieważ w pewnym momencie orientuje się, że to nie on ma rzeczy i sprawy do załatwienia, ale to one go mają.

I to by było na tyle w kwestii ideologicznego wstępu, a teraz czas na tytułowy konkret:

Dla każdej dziedziny swojego życia, którą chcesz zminimalizować, określ limit – konkretną liczbę rzeczy lub spraw w niej zawartych.

Oto przykłady:

  • na moim biurku znajduje się 5 rzeczy (monitor, klawiatura, skrzynka spraw przychodzących, lampka i teczka z materiałami dotyczącymi projektu, nad którym w danym momencie pracuję;
  • w bagażniku samochodu (oprócz standardowego wyposażenia) wożę 4 rzeczy: ciepłą kurtkę, torbę na zakupy, butelkę wody i rolkę ręczników papierowych;
  • każdego dnia wyznaczam sobie 3 Ważne Sprawy do Załatwienia;
  • mam 2 piżamy;
  • mam 1 żonę.

Chodzi o to, żeby dokonać krystalizacji ogólnej i nieuchwytnej idei minimalizmu za pomocą bezlitośnie precyzyjnych liczb. Liczb, które w każdym momencie pozwalają obiektywnie sprawdzić, czy to, co robisz, jest zgodne z twoimi zamierzeniami.

Skonkretyzuj swój minimalizm, a od razu poczujesz się lepiej!

David Allen ujawnia niewygodną prawdę!

W ramach jednego z ostatnio opublikowanych w internecie wywiadów David Allen ujawnił zaskakującą i dotychczas szerzej nieznaną prawdę na temat swojej metody Getting Things Done (GTD):

„GTD nie rozwiąże twoich problemów. Obnaży je jedynie w całej ich bezwstydnej okazałości i podpowie, jak możesz skutecznie sobie z nimi radzić.”

Usłyszawszy to, świat zamarł w niedowierzaniu, zawiedzeni entuzjaści łatwych rozwiązań wyszli na ulice i zaczęli palić opony, rządy wielu krajów opublikowały stosowne oświadczenia wyrażające zaskoczenie i niezadowolenie, a technologicznie uzdolnieni ministrowie wydali groźne pomruki na Twitterze.

Zdaniem komentatorów to kolejny, po rewelacjach ujawnionych przez Edwarda Snowdena, cios zadany powszechnemu błogostanowi cywilizacji zachodniej i poczuciu, że jacyś „oni” cały czas dbają o interesy każdego z nas i że nie musimy nawet ruszać palcem, żeby zawsze „było dobrze”.

Czas się przebudzić!

To był piękny sen, ale prawda jest taka, że w ostatecznym rozrachunku to ty jesteś jedyną osobą zainteresowaną rozwiązaniem twoich problemów. Metoda GTD z jej ścieżkami postępowania i tworzonymi na tej podstawie listami projektów oraz zadań stanowi doskonałe narzędzie, ale tylko wspierające twoje działania, a nie je zastępujące.

Zatem:

Do roboty!

Nikt tego nie zrobi za ciebie!

Zmiany, zmiany, zmiany…

2013 rok…

Jaki był, taki był. Ważne, że się skończył.

Jestem usatysfakcjonowany swoimi osiągnięciami biegowymi. Przebiegłem rekordowe 1154 kilometry:

2013BIEG

Przedłużający się remont basenu był dobrą wymówką, żeby przepłynąć tylko niecałe 22 kilometry:

2013PLYW

Prawdziwa katastrofa dotyczyła zaś windsurfingu. Okoliczności i mój kręgosłup przyczyniły się do jednego wielkiego ZERA:

2013WIND

Nowy rok przynosi niespodziewaną i zadziwiającą zmianę dotyczącą mojego Dziennika Sportowego.

Jak co roku, zaczaiłem się na Moleskine Pocket Weekly Diary 2014 u wyłącznego, autoryzowango dystrybutora na Polskę – Czułego Barbarzyńcy. Czuwałem przez cały październik, listopad i grudzień, wiedząc, że mały kalendarzyk zamykany na gumkę za 39,60 zł (w promocji, normalna cena: 45,- zł) to znacznie rozsądniejsza propozycja niż prawie identyczny wyrób moleskinopodobny dostępny bez problemu w Empiku za 6,49 zł (w promocji, normalna cena: 12,99 zł). :-)

I nie doczekałem się!

Teraz moja snobistyczna dusza będzie przez cały rok cierpiała obcując codziennie z Dziennikiem Sportowym za 6,49 zł!

Dziennikiem, który, jak widać na poniższym zdjęciu, naprawdę niczym się nie różni od poprzednika (Moleskine po lewej, Empik po prawej):

Moleskine vs. Empik

Wygląda na to, że kapitalistyczna nędza dystrybucyjna dorównuje komunistycznej nędzy zaopatrzeniowej. A właściwie nie – jest jeszcze gorzej: w PRL-u towaru po prostu nie było w wystarczającej ilości; teraz jest, tylko ludziom się nie chce.

Cóż, ja zarobiłem, Empik zarobił, Czuły Barbarzyńca stracił, ale najważniejsze jest:

Żebyśmy zdrowi byli, czego z całego, wysportowanego serca życzę wszystkim Czytelnikom BIZNESU BEZ STRESU!

I sobie też!