Tag: komunikacja

Trajkotanie

…dwie trzecie „spraw” omawianych w miejscu pracy dotyczy chwalenia się lub krytykowania.

Najbardziej zadziwiająca jest, oczywiście, całkowita bezcelowość tego trajkotania.

Przecież gdy ogłaszamy, jacy to jesteśmy mądrzy, niepowtarzalni lub wspaniali, nie uczymy się niczego nowego. Gdy mówimy, jaki ktoś jest głupi, niekompetentny lub zły, też nie uczymy się niczego nowego. Gdy słuchamy, jak ktoś inny opowiada tego typu rzeczy, również nie uczymy się niczego nowego. Gdyby istniała nagroda za najbardziej bezcelowe zachowanie w miejscu pracy, to właśnie byłoby to.

Marshall Goldsmith „Mojo” (162)

Najmądrzejszy z całej wsi i ludzie

…potrzeba bycia „najmądrzejszym z całej wsi” często skłania nas do niezwykle głupich zachowań. Prowadzi do kretyńskich kłótni, w których walczymy tylko o to, żeby udowodnić, że to my mamy rację, a nie nasz adwersarz. Jest też powodem, dla którego czujemy potrzebę powiedzenia komuś, kto dzieli się z nami ważną informacją, że „już to wiedzieliśmy”, chociaż sprawia im to przykrość. Jest przyczyną tego, że walczymy do ostatniej kropli krwi w obronie stanowisk lub decyzji, które dawno straciły już swój sens. Jest powodem, dla którego szefowie nie mogą oprzeć się udoskonalaniu pomysłów podwładnych i mówieniu: „To wspaniałe, ale byłoby jeszcze lepsze, gdybyś…” Prawdę powiedziawszy, jest to jedna z przyczyn, dlaczego jesteśmy tak kiepskimi słuchaczami. Tak wiele inwestujemy w to, żeby postrzegano nas jako mądrych, że zaczynamy wierzyć, iż nie musimy słuchać, co ludzie mają do powiedzenia; przecież jesteśmy tak zmyślni, że nawet gdy ich zagłuszymy, odniesiemy sukces.

Marshall Goldsmith „Mojo” (66)

Indyczenie się na ludzi za to, że są tacy, jacy są ma tyle samo sensu, co kopanie krzesła za to, że jest krzesłem. Twoje krzesło nie jest w stanie się poprawić – zawsze pozostanie krzesłem. Tak samo, jak ludzie, którzy cię denerwują. Są tacy, jacy są (gdybyś miał ich rodziców, ich geny i ich przeszłość, pewnie byłbyś taki sam). Nie musisz ich lubić, nie musisz się z nimi zgadzać, ani nawet ich szanować. Po prostu zaakceptuj ich istnienie – takich, jakimi są.

Marshall Goldsmith „Mojo” (83)

Tak naprawdę ludzie są głęboko nielogiczni. A my poświęcamy masę swojego cennego czasu na doszukiwanie się logiki w sytuacjach, gdzie jej wcale nie ma. Nasze umysły potrzebują porządku i uczciwości, równości i sprawiedliwości. A życie przeważnie nie jest ani uczciwe, ani sprawiedliwe.

Marshall Goldsmith „Mojo” (88-89)

Jeden z moich ulubionych klientów ma wspaniałe hasło: „Rzucaj wyzwania w górę, wspieraj w dół”. Firma ta zachęca wszystkich pracowników do wyrażania swojego zdania, a wszystkich kierowników do słuchania. Ale bierze też pod uwagę to, że jest taki czas i miejsce, żeby skończyć dyskusje, podać sobie ręce i zespołowo ruszyć do przodu.

Marshall Goldsmith „Mojo” (98)

Śmierć zinterpretowana

Telewizja pokazała, a uczeni podchwycili,
Że jednemu psu gdzieś w Azji można przyszyć łeb od świni.

Tak kiedyś proroczo śpiewał Jacek Kleyff, ale nie o psie z głową świni traktuje ten wpis.

Trzy dni temu telewizja opowiedziała mi tragiczną historię człowieka, który był leczony w szpitalu i został z tego szpitala wypisany. Następnie stanął przed komisją lekarską KRUS-u lub ZUS-u i komisja ta orzekła, że jest zdrowy i zdolny do pracy. Niestety po dwóch tygodniach niewłaściwie zdiagnozowana choroba podjęła kontratak i doprowadziła do śmierci swojej ofiary. Wówczas to komisja lekarska wydała nowe orzeczenie i stwierdziła, że zmarły nie jest już zdolny do pracy. Trudno odmówić logiki takiemu postanowieniu.

W całej tej historii najbardziej kuriozalna wydała mi się wypowiedź przedstawicielki KRUS-u lub ZUS-u:

„Fakt zgonu uznaliśmy za pogorszenie stanu zdrowia.”

W gruncie rzeczy bardzo podoba mi się taka, jakby zaczerpnięta z montypythonowskiego skeczu o martwej papudze, interpretacja. Dzięki niej przestałem bać się śmierci – wszak będzie to tylko pogorszenie stanu mojego zdrowia. Niewykluczone nawet, że jest na to jakieś lekarstwo…

Definicja robocza

Podkreślam zwrot „definicja robocza”, który może być ci obcy. Z pojęciem tym zapoznał mnie mój mentor, doktor Paul Hersey, jeden z pionierów w dziedzinie zachowań organizacyjnych. Kiedy doktor Hersey w ramach swoich wykładów omawiał tak szerokie zagadnienia jak „przywództwo” czy „zarządzanie”, zawsze zaczynał od „definicji roboczej” każdego takiego terminu. Wiedział, że tak otwarte pojęcia za każdym razem stanowiły zapalnik do debaty o znaczeniu poszczególnych słów i że każdy przypisywał im nieco inne znaczenie. Bez jasnych „definicji roboczych” mógłby mówić jedno, a jego studenci słyszeliby zupełnie coś innego. Nigdy nie twierdził, że jego definicje były lepsze od definicji wymyślonych przez kogoś innego. Zaznaczał tylko, że na potrzeby wykładu stanowią odzwierciedlenie intencji wykładowcy. Byłem zaskoczony, jak wiele czasu i energii doktor Hersey był w stanie zaoszczędzić, unikając dyskusji na temat prawidłowości lub jakości poszczególnych definicji. To stanowiło jedną z przyczyn, dla których był on uważany za wspaniałego nauczyciela: podczas wykładu studenci zawsze dokładnie wiedzieli, o czym jest mowa. – Marshall Goldsmith „Mojo” (18)