Tag: komunikacja

Nie krzycz na kelnera!

Tak, wiem, masz rację. Skoro twój ulubiony schabowy jest w menu, kelner powinien po prostu przyjąć zamówienie, a nie udawać skruchę, mówiąc, że akurat dziś restaurację odwiedziła wycieczka Duńczyków i wyżarła całe zapasy tego tradycyjnego, polskiego przysmaku.

Masz też rację, gdy urzędnik w wydziale obsługi mieszkańców znienacka każe ci wypełnić jakiś głupi, długi jak rolka papieru toaletowego formularz, o którym wcześniej cię nie poinformowano.

W obu tych sytuacjach masz moralne prawo do uniesienia się, walnięcia pięścią w stół i nakrzyczenia na posłańca, który przyniósł ci niepomyślne wiadomości. W obecnych czasach zabijanie posłańca jest niestety karalne, więc pozostaje ci tylko krzyk.

Czy rzeczywiście?

Co osiągniesz, mieszając z błotem bogu ducha winną osobę? Przecież to nie kelner zjadł te wszystkie schabowe i zapewne to nie ten urzędnik złośliwie wymyślił dodatkowy formularz.

Co osiągniesz, wyżywając się na kimś, kto dysponuje dźwignią, za pomocą której może rozpogodzić lub zachmurzyć następne minuty, godziny czy dni twojego życia?

Dźwignią?

Tak! Kotleta i tak nie dostaniesz, a obrażony kelner skutecznie zepsuje ci humor, ruszając się jak mucha w smole, przynosząc brudne sztućce i serwując zimną zupę, do której, być może, nasikał jego kolega. Jesteś na przegranej pozycji, więc nie warto z tak błahego powodu stawiać świata na krawędzi konfliktu nuklearnego.

Zrugany urzędnik może poczuć się na tyle dotknięty, że twoje podanie na długie tygodnie zawieruszy się w niewłaściwej szufladzie i zamiast załatwionej sprawy będziesz toczył nierówną i w gruncie rzeczy niepotrzebną walkę z biurokratyczną machiną, która przestała cię lubić.

Czy to oznacza, że namawiam cię do konformizmu i zgody na wszelkie zło świata, które nas otacza?

Nie, nie o to chodzi!

Są rzeczy ważne, na które nie możemy patrzeć przez palce i których nie wolno nam lekceważyć. Ale są też sprawy bolesne przez chwilę, lecz nieistotne z dalszej perspektywy – sprawy, które właściwie przez nas potraktowane mogą uczynić nasz świat przyjemniejszym. Nawet mimo braku satysfakcji ze „słusznego ukarania winowajcy”.

Ciekawi cię zapewne, co ja robię w takich restauracyjnych lub urzędowych sytuacjach?

Kelnera proszę o polecenie mi innej potrawy, która, jego zdaniem, wynagrodzi mi zawód, jaki spotkał mnie w wyniku niecnego ataku żarłocznych Duńczyków. W ten sposób daję mu możliwość zdystansowania się od problemu i wzięcia odpowiedzialności za moją kulinarną satysfakcję. I zwykle nie spotyka mnie rozczarowanie.

Z urzędnikiem przez chwilę wspólnie narzekamy na rozrastającą się biurokrację i coraz większą liczbę formularzy wymaganych przez „tych z góry”, a potem z radością przyjmuję jego pomoc w sprawnym wypełnieniu rubryczek oraz oświadczenie, że teraz to już moja sprawa będzie na pewno załatwiona do końca tygodnia. I rzeczywiście jest załatwiona (w 99% przypadków).

Dlaczego to działa?

Dlatego, że przeszłości i tak nie jestem w stanie zmienić, a przyszłość przekazuję w ręce osoby, która może uczynić ją lepszą lub gorszą, dając wyraźnie do zrozumienia, że interesuje mnie leżąca w jej kompetencjach opcja pozytywna.

E-mail? Nie żartuj!

Oprócz braku natchnienia i braku gruntownych podstaw teoretycznych ludzie często stosują następującą wymówkę:

Nie zabrałem się za to, bo co chwilę przychodziły do mnie jakieś maile.

I znów – osoby, które tak się tłumaczą, święcie wierzą, że ich podstawowym obowiązkiem w pracy jest natychmiastowa reakcja na każdą wiadomość pojawiającą się w ich skrzynce odbiorczej.

Co za bzdura!

Są oczywiście stanowiska, gdzie rytm pracy wyznaczają zgłoszenia wymagające niezwłocznej interwencji, ale… ty nie pracujesz ani w straży pożarnej, ani w policji, ani w pogotowiu ratunkowym, ani w strukturach zarządzania kryzysowego. Masz do wykonania konkretną robotę i bynajmniej nie jest to „oczekiwanie na kolejny mail”.

Przecież nie wpiszesz sobie do CV, że twoją podstawową umiejętnością zawodową jest ciągła gotowość do odebrania informacji za pomocą poczty elektronicznej!

Dlatego:

  • Po pierwsze: przestań stosować tę wymówkę.
  • Po drugie: zrewiduj swoją politykę obsługi pocztowej skrzynki odbiorczej.

Oto 3 zasady, które uchronią cię przed e-mailową bieżączką:

  1. Przeglądaj i analizuj zawartość skrzynki pocztowej nie częściej niż 3 razy dziennie.
  2. Przydziel temu zadaniu konkretny, ograniczony czas – na przykład 9:30-10:00, 12:30-13:00, 15:30-16:00.
  3. Każdą wiadomość czytaj tylko raz i decyduj (na przykład zgodnie ze wskazówkami Davida Allena), co zamierzasz zrobić w odpowiedzi na każdą z nich.

I najważniejsze:

Jeśli to możliwe, wyłącz w swoim programie pocztowym automatyczne pobieranie korespondencji z serwera. Unikniesz w ten sposób rozpraszającej cię pokusy, żeby podejrzeć, czy coś nowego nie pojawiło się w skrzynce odbiorczej. O wyznaczonych godzinach inicjuj ten proces ręcznie.

No, to skoro już to wiesz, ruszaj do pracy, żeby zrobić coś naprawdę ważnego, a nie tylko taplać się w świecie pozornego zaabsorbowania sprawami.

Spust cyfrówki

Nie, to nie jest wpis o cyfrowych aparatach fotograficznych.

To wpis o nowej, starej tradycji – tradycji gospodarskiego doglądania spustów.

Dawno, dawno temu, kiedy Polska była niepodważalną potęgą gospodarczą, Nasz Drogi Przywódca, Pierwszy Sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Towarzysz Edward Gierek miał zwyczaj podróżować ze swoją świtą po całym kraju, ale ze szczególnym upodobaniem nawiedzał okręgi górniczo-hutnicze, by swym gospodarskim okiem osobiście doglądać spustów surówki. I naród cieszył się wraz ze swym władcą oglądając w Dzienniku Telewizyjnym lejący się szerokim, acz zdyscyplinowanym strumieniem, rozgrzany do białości półprodukt polskiej myśli technicznej i czynu robotniczego.

Obecnie, gdy Polska ponownie stała się niepodważalną potęgą gospodarczą, Zieloną Wyspą Europy, Minister Michał Boni kontynuuje tę przepełnioną pozytywnymi fluidami tradycję, podróżując zygzakiem po kraju i osobiście doglądając włączania prztyczków uruchamiających cyfrową emisję telewizyjną w kolejnych województwach. Te uroczyste spusty cyfrówki sprawiają, że odtąd radosny, kolorowy cyfrotok może lać się równie szerokim i zdyscyplinowanym strumieniem wprost do oczu coraz większego grona rozradowanych obywateli.

Bo zasady polityki i marketingu pozostają niezmienne, niezależnie od tego, kto i w jakim celu się nimi posługuje. Wszystko polega na wykreowaniu ciekawej narracji zdolnej zadomowić się w umysłach wychowanych na bajkach, w których zawsze zła wiedźma przegrywa, a piękna królewna i piękny królewicz żyją długo i szczęśliwie – tu wśród nas, a nie za siedmioma górami i siedmioma lasami.

Dobranoc…

Trujące nowiny

Rolf Dobelli to ciekawa postać – warto do niego zajrzeć.

Właśnie publikowane jest angielskie tłumaczenie jego książki „The Art of Thinking Clearly” („Sztuka jasnego myślenia”), a z amerykańskiego Amazona można za darmo ściągnąć „Five Ways of Thinking Clearly: An extract from The Art of Thinking Clearly” („Pięć sposobów jasnego myślenia: Wyciąg ze ‚Sztuki jasnego myślenia'”).

Jeszcze bardziej za darmo, w brytyjskim Guardianie można przeczytać jego artykuł pod tytułem „News is bad for you – and giving up reading it will make you happier”[guardian.co.uk] („Nowiny są szkodliwe – powstrzymanie się od ich czytania uczyni cię szczęśliwszym”).

Oto lista zidentyfikowanych przez autora toksyn, którymi rozpowszechniane przez media nowiny zatruwają twój umysł:

  1. Nowiny wprowadzają cię w błąd poprzez niewłaściwe rozkładanie akcentów.
  2. Nowiny są nieistotne. Znakomita większość z nich nie ma żadnego wpływu na twoje życie.
  3. Nowiny niewiele ci wyjaśniają. Ich ilość nie zamienia się w jakość rozumienia świata.
  4. Nowiny zatruwają ci ciało stale pobudzając twój układ limbiczny.
  5. Nowiny zwiększają liczbę błędów poznawczych, podsuwając ci zniekształcony obraz rzeczywistości.
  6. Nowiny blokują twoje myślenie, skutecznie rozpraszając umysł.
  7. Nowiny uzależniają jak narkotyki.
  8. Nowiny pożerają twój czas.
  9. Nowiny redukują motywację do działania.
  10. Nowiny zabijają kreatywność.