Tag: ekonomia

Ekonomiczni progności

Jak mówi John Kay z London Business School: „Ekonomiczni progności… wszyscy mówią mniej więcej to samo, w tym samym czasie; stopień zgody między nimi jest zdumiewający. [Ale] to, co mówią jest niemal zawsze błędne”. I zawsze tak było. Na tydzień przed Wielkim Krachem w październiku 1929 roku – największym w historii – Irving Fisher z Uniwersytetu Yale, być może najwybitniejszy amerykański ekonomista tamtych czasów, twierdził, że amerykańska gospodarka osiągnęła „trwały i wysoki poziom stabilizacji”. Trzy lata później dochód narodowy obniżył się o ponad 50 procent. Ani jeden ekonomista tego nie przewidział.

Philip Ball „Masa krytyczna. Jak jedno z drugiego wynika”” (235)

Manifest antykapitalistyczny

„Zamienił stryjek siekierkę na kijek.”

Z realnego socjalizmu, który tak miał się do socjalizmu, jak pięść do nosa, przeszliśmy do realnego kapitalizmu. Gospodarkę powszechnego niedoboru zastąpiła gospodarka pozornej obfitości. Sklepy są pełne tego, czego nie potrzebujesz, i to nie tylko w wymiarze filozoficznym, ale i praktycznym. Reklamy zachęcają do zakupu towarów, których nie ma i nie będzie. I nie piszę tu o produktach niszowych (czyli o tak zwanym „długim ogonie”), ale o rynkowych hitach.

Pierwszy raz zacząłem przeczuwać, że coś jest nie tak z tym całym kapitalizmem i wolnym rynkiem, gdy prawie 10 lat temu Polska Telewizja Kablowa pracowicie okablowała moje osiedle domków jednorodzinnych i do dziś pies z kulawą nogą nie pojawił się, żeby zaproponować mi podłączenie. Gdy dwa lata temu zadałem firmie UPC (obecny właściciel sieci) podchwytliwe pytanie, czy kabel doprowadzony do mojej furtki może służyć do podłączenia internetu, odpowiedziano mi, że niestety nie, bo jest zbyt stary (kabel, nie internet). Cha, cha, cha! Pewnie zgnił albo zarósł zastygłymi w bezruchu elektronami. :-) I oczywiście nikomu nie przyszło do głowy, że można by mnie zaatakować marketingowo.

Czas płynie, a nasz kapitalizm coraz bardziej „realnieje”. Zapisałem się właśnie na tegoroczny bieg RunWarsaw i otrzymałem kupon rabatowy 15% na wyroby Nike. Ponieważ moje biegowe Adidasy nieco się już zużyły, zajrzałem do sklepu The Athlete’s Foot. Bardzo fajne buty Nike Air Pegasus mógłbym sobie tam kupić z rabatem, gdyby nie mój nienormalny (żartuję oczywiście) rozmiar stopy 42. W innym sklepie (Perfekt Sport w Arkadii) to samo. A buty nawet po uwzględnieniu rabatu kosztują ponad 300 zł. Czy oni na tym nie zarabiają? Nie ma butów? Trudno… To może chociaż polarek na zimę do biegania? Oczywiście mojego rozmiaru brak. I nie będzie! Czy ja jestem jakiś dziwny, czy tylko oryginalny?

Co najgorsze, podobne zjawiska występują także poza granicami naszego kraju. Ludzkie lenistwo połączone z powszechnym cięciem kosztów wpływa na ograniczenie oferty do „tego, co jest na magazynie”. Ekstremalny realny socjalizm ubrał wszystkich Chińczyków w jednakowe mundurki. Nie da się ukryć, że produkcja jednakowych ubrań w długich seriach jest najłatwiejsza i najbardziej opłacalna. A przecież o opłacalność i zysk chodzi w kapitalizmie, nieprawdaż?

PS. W zaprzyjaźnionej księgarni zapisałem się do zeszytu na społeczną listę oczekujących na wydanie „Winnetou” Karola Maya.

Geoarbitraż

W erze globalizacji bazowanie na regionalnej taniej sile roboczej jest jedynie spekulacyjnym zachowaniem wielkich korporacji. Nie można tego uznać za docelowy model działania światowej gospodarki, ponieważ poziomy życia w naturalny sposób będą się wyrównywać.

Liberalizacja rynków powoduje wyrównywanie się cen i płac pomiędzy krajami. Oczywiście zasoby Indii, Chin, Rosji i Brazylii są stosunkowo duże, co zapewnia odpowiednie okno czasowe dla spekulacji offshoringowych, ale w dalszym ciągu jest to stan nierównowagi tuż po połączeniu naczyń z różnym poziomem cieczy za pomocą coraz bardziej drożnego systemu rurek międzynarodowego handlu i kooperacji.

Wstydliwa tajemnica

„‚Wstydliwą tajemnicą nie jest to, że [outsourcing] zmniejsza koszty i zwiększa produktywność’, powiedział mi pewien amerykański prezes międzynarodowego koncernu z siedzibą w Londynie, ‚ale to, że ogromnie zwiększa jakość i wydajność pracy’. Jeden Hindus z Bangaluru wykona pracę dwóch lub trzech Europejczyków za niższą pensję, a ponadto nie weźmie sześciu tygodni urlopu. ‚Gdyby chodziło tylko o płace, można by przełknąć tę gorzką pigułkę i zachować godność, ale to, że w grę wchodzi także jakość pracy, jest okropne’, dodał ów prezes.” – Thomas L. Friedman („Świat jest płaski. Krótka historia XXI wieku”)