Tag: biznes

1000 prawdziwych fanów

Kevin Kelly, redaktor magazynu „Wired”, opublikował niedawno szereg esejów na temat rozpowszechniania twórczości artystycznej za pomocą internetu. W artykule, który ukazał się 4 marca bieżącego roku, postawił i udowodnił tezę, że 1000 prawdziwych fanów jest w stanie sfinansować artyście przyzwoite życie i warunki do tworzenia dzieł. Kevin Kelly nie byłby sobą, gdyby poprzestał na ogólnikach i nie rozpracował całego problemu w najdrobniejszych szczegółach. Najpierw zdefiniował więc pojęcie „prawdziwego fana”. Otóż jest nim osoba, która w ciągu całego roku jest gotowa wesprzeć swojego ulubionego artystę kwotą nie mniejszą niż jej własny, jednodniowy zarobek. Jedna dniówka to chyba nie jest zbyt wielkie poświęcenie, żeby docenić twórczość swojego idola i przy okazji uzyskać dostęp do unikalnych wersji jego dzieł oraz znaleźć się w klubie osób o zbliżonym guście.

Pokażmy ten mechanizm na przykładzie. Średnia, miesięczna pensja w Polsce przekroczyła obecnie 3 tysiące złotych, czyli 100 złotych dziennie. Zatem artysta szczycący się grupą 1000 prawdziwych fanów mógłby liczyć na roczny przychód w wysokości 100 tysięcy złotych. Oczywiście należy od tego odliczyć koszty wytwarzania dzieł, ale i tak jest to kwota, po którą warto się schylić. Tym bardziej, że nie wzięliśmy pod uwagę faktu, iż większą chęć do nabywania dzieł sztuki mają ludzie lepiej sytuowani, oraz tego, iż dzięki internetowi artysta może uzyskać dostęp do publiczności na całym świecie.

Czy zdobycie 1000 prawdziwych fanów jest trudne? Uważam, że twórca dzieł oryginalnych, niosących w sobie prawdę i wypełnionych natchnieniem nie będzie miał z tym żadnego problemu. Jeśli nie wśród polskich internautów, to w 150 razy większej światowej społeczności sieciowej. Jest tylko jeden warunek. O swoich prawdziwych fanów trzeba dbać. To nie jest relacja typu kasjer w hipermarkecie – klient z koszykiem. To relacja, która musi dawać fanom poczucie wyjątkowości i możliwości zdobycia dóbr niedostępnych zwykłym śmiertelnikom. I nie chodzi tu tylko o dobra materialne. Może to być na przykład znalezienie się na liście mecenasów, którzy przyczynili się do powstania konkretnego dzieła.

Ogród sztuk

Wśród ogólnej niemocy i narzekania, w piwnicach i zakamarkach kiełkują nasiona polskiej przedsiębiorczości. Wiosenna atmosfera skłoniła mnie do odwiedzenia jednej z takich piwnic. W ostatni zapiątek (czyli weekend) pracownia „OGRÓD SZTUK” zorganizowała dni otwarte. Można było obejrzeć i kupić ceramiczne cacuszka, ale nie to jest najważniejsze. Bardzo mili właściciele pracowni prowadzą zajęcia dla osób zainteresowanych tajnikami tego rzemiosła. Nigdy w życiu czegoś takiego nie robiłem, więc chyba najwyższy czas spróbować, nieprawdaż? Na zachętę kupiłem sobie ceramicznego smoka, żeby, uśmiechając się do mnie, przypominał mi o moich ceramicznych planach.

CERAMIKA

Ile warta jest darmocha?

Coraz częściej pojawiają się opinie, że nie da się ochronić treści elektronicznych przed nielegalnym kopiowaniem. Ostatnio z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Kevina Kelly, gdzie zdefiniowane zostały atrybuty treści elektronicznych, za które w przyszłości klienci będą chcieli zapłacić:

  • bezpośredniość i natychmiastowość – treści z pierwszej ręki przekazywane w czasie rzeczywistym;
  • indywidualizacja – treści „skrojone na miarę”, przeznaczone dla konkretnej osoby;
  • interpretacja – treści interpretujące informacje, które są przedstawione w sposób nieczytelny dla przeciętnego użytkownika (dobrym przykładem mogą tu być podręczniki wyjaśniające, jak za pomocą oprogramowania Microsoft Office uzyskać oczekiwany rezultat);
  • autentyczność – treści pochodzące ze źródeł gwarantujących oryginalność, legalność i najwyższą jakość;
  • dostępność – treści pochodzące ze źródeł gwarantujących ich dostępność dzięki elastycznemu i wszechstronnemu systemowi dystrybucji;
  • ucieleśnienie – reprezentacja treści elektronicznych w świecie rzeczywistym (luksusowo wydana książka w skórzanej oprawie, koncert zespołu muzycznego);
  • mecenat – odbiorcy CHCĄ płacić twórcom, których kochają (udowodniła to ostatnio grupa Radiohead, nie określając ceny opublikowanych w Internecie utworów; ludzie płacili, mimo że nie musieli);
  • odnajdywalność – w przepastnych otchłaniach internetu to, czego nie można znaleźć, jest nic niewarte, zatem użytkownicy będą skłonni zapłacić za skuteczne mechanizmy docierania do pożądanych treści.

Na podstawie „Better Than Free”.

Nierozsądny klient

Niektórzy klienci są nierozsądni. Oczekują, że sprzedawca dostarczy im oferowany towar i to w uzgodnionym terminie. I wcale nie chcą przyjąć do wiadomości, że staraliśmy się, ale po prostu nam nie wyszło. Że jeżeli produkt miał być gotowy we wrześniu, a jest styczeń następnego roku, to wypadałoby dać nam szansę, a nie bezczelnie domagać się realizacji kontraktu i grozić karami umownymi. Że jeżeli dostarczany samolot nie jest w stanie bez awarii dolecieć z Ameryki do Europy, to wypadałoby przymknąć oko, uśmiechnąć się przyjaźnie i dać się poklepać po ramieniu.

Tak… Niektórzy klienci są nierozsądni, ale my jesteśmy rozsądni i dlatego nieraz dostaliśmy już po tyłku.