Tag: biznes

Zakłopotanie

Pod wpisem Dziewczyny, róbcie swoje! obiecałem, że zajmę się „zakłopotaniem”. Napisałem wówczas w komentarzu:

Jeżeli swoim zachowaniem lub kulturą organizacyjną prowadzimy do zakłopotania rozsądnych ludzi, to coś jest nie tak.

Na przykład jako pracodawca deklarujesz politykę równych szans i liczysz na zatrudnienie w dziale informatyki większej liczby kobiet. Dziwisz się, że po wizycie w twojej firmie większość kandydatek rezygnuje, a te, które zdecydowały się podjąć pracę, odchodzą po kilku miesiącach. A czy zwróciłeś uwagę na kalendarz wiszący na ścianie w pokoju informatyków? Zatrudniasz kulturalnych pracowników i w świetle prawa nic nagannego się nie dzieje, jednak nietrudno się domyślić, że gołe cycki na ścianie w jaskini programistów mogą wprawiać w codzienne zakłopotanie pracującą tam dziewczynę.

Zwracaj uwagę na takie „drobiazgi”, które mogą urastać do rangi nierozwiązywalnych problemów. Nie trać wartościowych ludzi, a swoje słowa wspieraj działaniami.

Nie pozwalaj „zakłopotaniu” prowadzić twojej polityki kadrowej!

Holakracja

Brian J. Robertson, informatyk, który został menedżerem, postanowił zrewolucjonizować sposób zarządzania organizacjami. Wymyślił holakrację, czyli system operacyjny przedsiębiorstwa lub instytucji, w którym władza i podejmowanie decyzji zamiast być narzucane odgórnie, są podzielone według fraktalnej holarchii samozarządzających się grup. Firmy takie jak David Allen Company, Zappos czy Medium próbują wdrażać tę metodę i twierdzą, że przynosi ona wymierne korzyści.

Właśnie ukazał się podręcznik holakracji napisany przez jej twórcę. A oto fragment, który wyjaśnia, jak autor wpadł na pomysł mający na celu istotne usprawnienie działania każdej organizacji:

Po starcie wydawało się, że wszystko jest w porządku. Jednak niedługo potem zauważyłem, że na pulpicie miga jakaś lampka. Opatrzona była etykietą „NISKIE NAPIĘCIE”. Nie byłem pewien, co to oznacza – na kursie pilotażu nie omawiano zbyt dokładnie konstrukcji samolotu. Popukałem w lampkę, licząc, że zgaśnie, ale na próżno. Nie wiedząc, jak zareagować, zrobiłem to, co wydawało mi się najrozsądniejsze – sprawdziłem poprawność wszystkich pozostałych wskazań. Prędkość lotu i wysokość były w porządku. Kurs też. Poziom paliwa – odpowiedni. Wszystkie przyrządy meldowały mi, że nie mam się czym martwić. Zaakceptowałem więc ten konsensus i w efekcie pozwoliłem zadowolonym wskaźnikom „przegłosować” tę nieszczęsną lampkę niskiego napięcia. Zignorowałem ją. Nie mogła przecież oznaczać niczego ważnego, skoro wszystkie inne parametry były w porządku!

Okazało się, że była to bardzo zła decyzja. W jej efekcie kompletnie się pogubiłem, znalazłem się w środku burzy, bez świateł i łączności radiowej, lecąc „na oparach” i naruszając przestrzeń powietrzną międzynarodowego portu lotniczego. Cały ten katastrofalny bieg wydarzeń rozpoczął się, gdy pozwoliłem, żeby migające światełko zostało „przegłosowane”. A ono informowało mnie o problemie, o którym nie wiedział żaden inny przyrząd. Zatem, choć był to „głos mniejszości”, powinien być wysłuchany i wzięty pod uwagę. Zlekceważenie jego mądrości tylko dlatego, że inne źródła informacji nie dostrzegały zagrożenia, było krótkowzroczną decyzją, którą mogłem przypłacić życiem.

[Brian J. Robertson, „Holacracy: The New Management System for a Rapidly Changing World”, Kindle loc. 66]

Organizacja, tak jak samolot, jest wyposażona w czujniki. Nie lampki i wskaźniki, ale istoty ludzkie, które autonomicznie pełnią swoje role i obserwują rzeczywistość. Zbyt często krytyczna informacja odebrana przez taki sensor jest ignorowana. Ktoś dostrzega coś ważnego, ale nikt poza nim tego nie widzi i nie istnieją żadne kanały przetwarzania takiego sygnału w pozytywną zmianę sposobu działania. W pewnym sensie często „przegłosowujemy” takie lampki niskiego napięcia zainstalowane w naszych organizacjach.

[Brian J. Robertson „Holacracy: The New Management System for a Rapidly Changing World”, Kindle loc. 79]

Parasol

Za oknem upał, a ja w poniedziałek o deszczu maili, a dziś o parasolu! Co jest?

Nic strasznego! Po prostu deszczowe metafory są bardzo obrazowe. Wszak każdy z nas nieraz solidnie zmókł.

W mojej zbliżającej się wielkimi krokami książce „Teraz! Jak już dziś zmienić jutro?” piszę również o tym, jak wielki błędem jest lekceważenie kwestii umów w życiu zawodowym i prywatnym. Umów spisanych na papierze i potwierdzonych podpisami wszystkich umawiających się stron.

Spotykam się z olbrzymią niechęcią do „tych papierów” będących dla wielu osób symbolem biurokracji.

Ale spotykam się również z wieloma rozczarowaniami i dramatami wynikającymi z tego, że w przeszłości ta niechęć wyraziła się wiarą, że „jakoś to będzie”, że sobie ufamy i że „nie ma sytuacji bez wyjścia”.

Ileż to spółek powstaje na podstawie ogólnego wzorca ściągniętego z internetu – wzorca, który nie uwzględnia istoty praw i obowiązków wiążących tych konkretnych wspólników. A potem pojawia się płacz, zgrzytanie zębów i wzajemne pretensje, „bo ja myślałem, że ty miałeś na myśli to samo co ja”.

Pamiętaj, że:

Umowa jest jak parasol – sięgasz po nią, kiedy pada deszcz, a nie wtedy, kiedy świeci słońce.

Natomiast spisujesz ją przy bezchmurnej pogodzie, kiedy wszyscy są przepełnieni optymizmem i wiarą, że tak będzie zawsze.

Nie będzie. Gwarantuję ci, że takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach i opowieściach z krainy wiecznej szczęśliwości.

Zadbaj o dobrą umowę, a jeśli to niemożliwe, odwróć się na pięcie i nie wracaj do tematu.

A z domu zawsze wychodź z parasolem. Może się przydać!

Seppuku

Od wieków, zgodnie z samurajskim obyczajem, japońscy generałowie w obliczu nieuniknionej klęski popełniali rytualne samobójstwo – seppuku. Rozcięcie brzucha stawało się dowodem ich niewinności i potwierdzeniem szczerości ich zamiarów. Śmierć oczyszczała ich ze wszelkich zarzutów.

W dzisiejszych czasach przywódcy ratują swój honor, ustępując ze stanowiska po upokarzającej porażce – na przykład w wyborach parlamentarnych lub prezydenckich. Niedawno zrobili tak w Wielkiej Brytanii: Ed Miliband (Partia Pracy), Nick Clegg (Liberalni Demokraci) i Nigel Farage (Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa).

A u nas?

Pan Przewodniczący Leszek Miller (Sojusz Lewicy Demokratycznej) wyciągnął z kapelusza i wystawił w zawodach prezydenckich Panią Magdalenę Ogórek, a po katastrofalnym wyniku udaje, że to nie on, tylko jakiś komitet podjął tę decyzję. Pani Wiceprzewodnicząca Joanna Senyszyn broni swojego szefa przed gniewnymi pomrukami ostatnich zwolenników SLD, pytając, dlaczego nikt nie domaga się dymisji szefa PSL, który też wystawił niewybieralnego kandydata.

Drodzy Państwo!

Honor to jest coś, co się ma w środku i co nie wymaga „domagania się”.

Honoru nie poddaje się pod głosowanie podczas posiedzenia zarządu partii.

Myli się ten, kto sądzi, że jest to wpis polityczny.

Ten blog dotyczy BIZNESU BEZ STRESU, którego głównym filarem jest kodeks etyczny nakazujący prowadzić ludzi zgodnie z jasnymi zasadami. Dlaczego? Ponieważ to lider zaraża swoim postępowaniem wszystkich członków organizacji.