Właśnie przeczytałem książkę Billa Perkinsa „Die With Zero”, która po polsku został wydana pod tytułem „Śmierć z zerem na koncie”. Autor stawia w niej prowokacyjną tezę, że osoba, która pozostawia po sobie spadek, nieoptymalnie wykorzystała swoje życie. Majątek postawiony w ten sposób potomnym to świadectwo kiepskiego planowania i niewykorzystania okazji, które się miało do dyspozycji. Na podchwytliwe pytanie: „A co z dziećmi?” Perkins odpowiada w sposób zaskakująco logiczny i przemyślany.
Najlepsza opcja
W mojej książce „Teraz! Jak już dziś zmienić jutro?” zawarłem najskuteczniejsze znane mi metody, jak spośród wielu dostępnych opcji wybrać tę najlepszą, żeby później nie żałować podjętej decyzji. Nie wspomniałem tylko o jednym z kryteriów, które w większości sytuacji okazuje się kluczowe.
Rozchodzi się po kościach!
Jestem perfekcjonistą. Zawsze dbam o to, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. I dlatego – bynajmniej nie z zazdrości – denerwuje mnie, że tak wiele spartaczonych spraw rozchodzi się po kościach. Kiedy ja się staram, inni coś tam klecą naprędce, byle jak fastrygują i sklejają brązową taśmą pakową, żeby się nie rozpadło. I ku mojemu zdumieniu świat… oklaskuje ich heroiczną walkę z problemami, które sami bez ustanku tworzą. Ale nie o tym jest dzisiejszy artykuł, lecz o prawdziwym, a nie metaforycznym rozchodzeniu się po kościach. O rozchodzeniu się dźwięku.
Czy lubisz mizianie od dołu?
Czy lubisz mizianie od dołu? Bo ja właśnie nie. Dlatego tak długo się wstrzymywałem z przesiadką z mojego starego iPhone’a 8, wyposażonego w wymyślony jeszcze przez Steve’a Jobsa przycisk „Początek”, na coś nowego – bez tego przycisku. Ale w końcu się przesiadłem i po kilku miesiącach męki wpadłem na pomysł, jak uniknąć miziania od dołu, zastępując je… pukaniem od tyłu. :-)