Był

Zadzwoniłem do niego w poniedziałek.

Nie odebrał służbowej komórki.

Chciałem, żeby jego firma odesłała nam wypożyczony sprzęt.

Oddzwonił po kilku godzinach i szarym jak mgła głosem powiedział: „Załatwię to”.

Ponieważ od początku roku nie było okazji ani spotkać się, ani nawet porozmawiać telefonicznie, rzuciłem zdawkowe, acz serdeczne: „Zdrowego i dobrego roku!”.

Podziękował i wzajemnie życzył mi tego samego.

Sprzęt przyjechał w piątek – dzień po tym, jak postanowił odejść z tego świata.

Nawet nie wiedziałem, że w sobotę był jego pogrzeb.

Zapewne miał swoje powody.

Zawsze będę go wspominał jako miłego, ciepłego i uczynnego człowieka.

Takiego, jakim sam chciałbym kiedyś być wspominany…

Róbta dzieci?

Gdzie się nie obejrzę, widzę i słyszę „autorytety” wieszczące zagrażającą nam (Polsce, Europie, całej naszej planecie) katastrofę demograficzną.

– Róbta dzieci! – krzyczą nagłówki gazet.

– Bo kto, jak nie one, zarobi na wasze emerytury? – pytają profesorowie.

Już nawet nie chodzi mi o instrumentalne traktowanie naszego potomstwa. Jesteśmy karmieni najidiotyczniejszym i najbezczelniejszym nadużyciem logicznym w historii, będącym podstawą tej demograficznej manipulacji. Otóż:

Spłodzenie i wychowanie dziecka nie jest warunkiem wystarczającym zapewnienia sobie godziwej emerytury!

Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy przeobrażenia cywilizacyjne, których jesteśmy świadkami, doprowadzą do gruntownej przebudowy i zmiany charakteru rynku pracy oraz struktur społecznych.

Komentując wpis „Wykształcona kobieta na wysypisku śmieci w Nairobi” u Torlina [torlin.wordpress.com] (a właściwie wieńczące ten wpis stwierdzenie: „Ale nasuwa się przy tym końcowa myśl, musi się coś na świecie zmienić, aby wykształcona kobieta nie musiała pracować na wysypisku. Wprawdzie żadna praca nie hańbi, no ale bez przesady.”) napisałem:

Będzie wręcz przeciwnie. Nawoływania do rodzenia i kształcenia dzieci, żeby zarobiły na nasze emerytury, są idiotyzmem. Przetrwają najbogatsi, którzy wynajmą najzdolniejszych, żeby zrobotyzowali cały proces wytwarzania dóbr. Dla reszty pozostaną proste usługi, takie jak supermarketowe kasjerstwo, śmieciarstwo, pielęgniarstwo w domach starców i prostytucja. Dlatego obrazek przedstawiający czytelniczkę na wysypisku śmieci jest precyzyjną, alegoryczną wizją przyszłości.

Moje proroctwo spełni się w każdym kraju, który będzie kultywował durną politykę rozwoju opartego na przyroście pogłowia ludności. A droga prowadząca do sukcesu w XXI wieku jest zupełnie inna! Polega ona na skupieniu całego wysiłku na kształceniu tych „najzdolniejszych, którzy zrobotyzują cały proces wytwarzania dóbr”. I nie, nie chodzi tu o nieludzką, wzorowaną na tradycji spartańskiej, selekcję nowo narodzonych dzieci pod względem ich zdolności. Chodzi o coś znacznie lepszego i mądrzejszego – o przebudowę systemu edukacyjnego tak, aby rozniecał, a nie tłumił dziecięcą kreatywność.

Marzenia…

Znacznie łatwiej jest grać na emocjach przyszłych matek i podsycać ich pragnienie posiadania dziecka pseudoracjonalnymi uzasadnieniami demograficznymi, obietnicami „becikowego” (kto nie chciałby dostać paru złotych ekstra) i wydłużonych urlopów (kto nie chciałby odpocząć od nużącej, rutynowej roboty na rzecz unikalnego zadania, jakim jest ukształtowanie nowego człowieka?).

Znacznie trudniej jest dostosować system edukacji do nowej przyszłości, która gdzieniegdzie jest już obecna.

Gdzie?

Przykładowy argument potwierdzający moją diagnozę społeczną podpowiedział mi sam Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Na stronie Białego Domu [whitehouse.gov] czytamy :

„Remarks by the President at the Daimler Detroit Diesel Plant, Redford, MI”
(…)
Today, Daimler is announcing a new $120 million investment into this plant, creating 115 good, new union jobs building transmissions and turbochargers right here in Redford — (applause) — 115 good new jobs right here in this plant, making things happen.
(…)

Prezydent USA uznał za warte swojej obecności i płomiennego przemówienia utworzenie przez koncern Daimler 115 nowych miejsc pracy w fabryce, która pokryje zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych na samochodowe skrzynie biegów i turbosprężarki! Taka jest skala popytu na siłę roboczą w przemyśle wytwórczym! Apple też przenosi produkcję do USA. Politycy mówią, że „wracają miejsca pracy”, ale to nieprawda! Wraca produkcja, zautomatyzowana produkcja, a nie miejsca pracy.

Jaki stąd wniosek?

Chcesz mieć dzieci? Proszę bardzo, to wspaniała sprawa! Ale niech powodem powoływania nowego człowieka na świat nie będą dla ciebie zachęty rządu, kościoła czy kogokolwiek. To twoja decyzja i to ty musisz wziąć odpowiedzialność za przyszłość swoich potomków. Inni są tylko kibicami w tej rozgrywce lub konkurentami – sami walczą o to, żeby to ich dzieci, a nie twoje, zajęły najlepsze miejscówki w ekspresie odjeżdżającym w przyszłość.

Postanowienia nowodzienne

Minęły dwa miesiące kolejnego roku i chciałbym ci prosto z mostu zadać paskudne pytanie:

Jak tam się czują twoje postanowienia noworoczne?

Czy już po ptokach?

Czy po raz kolejny zawiodłeś na całej linii i okazałeś się niesłownym jemiołem?

O tym, dlaczego postanowienia noworoczne nie działają, pisałem między innymi tu Postanowienia noworoczne oraz tu Noworocznym postanowieniom mówimy NIE!.

Oprócz wymienionych w tych wpisach przyczyn niepowodzeń, jest jeszcze jedna: postanowienia noworoczne są zbyt duże, stanowią manifest wymarzonej zmiany w życiu, która to zmiana w żaden sposób nie przystaje do dotychczasowej codzienności.

Dlatego proponuję ci inną taktykę, opartą na sprawdzonych metodach ruchu Anonimowych Alkoholików oraz promowanych przez Leo Babautę sposobach wdrażania nowych nawyków.

Zamiast postanowień noworocznych, stosuj postanowienia nowodzienne.

Na czym to polega?

Codziennie rano wyznacz sobie zadanie, które zbliży cię do wymarzonego celu.

Dlaczego to działa?

Ponieważ podejście takie jest realistyczne i elastyczne. Na bieżąco dostosowujesz swoje postępowanie do okoliczności i dotychczasowych osiągnięć.

Oto przykład postanowienia noworocznego: „Muszę coś zrobić ze swoją kondycją – będę co dwa dni przebiegał co najmniej 5 kilometrów.”

Pierwszego stycznia nie zaczynasz, ponieważ jesteś zmęczony po hucznej zabawie sylwestrowej, drugiego stycznia wyskakuje mróz -20 stopni, trzeciego musisz zostać dłużej w pracy i nie uśmiecha ci się bieganie w ciemnościach, a czwartego łapie cię katar i masz kilka dni z głowy. A potem? Potem jest już po ptokach – zawiodłeś, nie ma co wracać do tematu i czekasz na kolejną, noworoczną okazję postanowieniową.

Nawet jeśli drugiego stycznia udałoby ci się zmobilizować do biegania, to twoje niewytrenowane mięśnie tak by się zakwasiły, że miałbyś dość i przez kolejny rok leżałbyś, jak dawniej, na kanapie przed telewizorem.

Tymczasem postanowienia nowodzienne możesz podejmować… CODZIENNIE! Nie musisz czekać do pierwszego stycznia. Każdy dzień jest dobry, żeby wykonać kolejny mały krok ku swoim marzeniom, więc… DO DZIEŁA!

  • Dzień 1. Przebiegnę/przemaszeruję 2 kilometry – sprawdzę, jak reagują moje mięśnie i moje serce.
  • Dzień 2. Straszny mróz, dzień odpoczynku w drodze do celu.
  • Dzień 3. Przebiegnę/przemaszeruję dwa i pół kilometra – powoli będę zwiększał codwudniową dawkę ruchu.
  • Dzień 4. Regeneracja sił to ważny element treningu.
  • Dzień 5. Musiałem zostać dłużej w pracy – cóż, zdarza się i tak.
  • Dzień 6. Przebiegnę/przemaszeruję 3 kilometry – wciąż podążam w dobrym kierunku.
  • Dzień 7. Katar! :-(
  • Dzień 8. Katar! :-( :-(
  • Dzień 9. Katar! :-( :-( :-(
  • Dzień 10. Po katarze przebiegnę/przemaszeruję 3 kilometry i z zadowoleniem stwierdzę, że kilkudniowa przerwa nie dokonała spustoszeń w mojej formie fizycznej! :-)
  • i tak dalej, i tak dalej, bez wielkich dramatów i podważania wiary we własne siły…

Pamiętaj, że bardzo trudno jest zmienić cały następny rok.

365 (a co cztery lata nawet 366) razy łatwiej jest zmienić następny dzień. A potem następny. I następny…

Tego właśnie ci życzę z okazji Nowego Dnia!

Kultura lidera

KULTPREM

Premier zapowiedział, że w połowie roku należy spodziewać się dużej „renowacji” Rady Ministrów. – Wielu ministrów pracuje ze mną od pięciu, prawie sześciu lat – czasami zmiany potrzebne są choćby po to, by budować nową synergię. – Gazeta Wyborcza, 2013-02-21.

Jeśli jesteś liderem i przewodzisz zespołowi, z którym chcesz dokonać wielkich rzeczy, jeśli pragniesz zjednoczyć ludzi wokół celu, do którego dążysz, nie mów publicznie, że za parę miesięcy wyrzucisz ich z drużyny, żeby budować nową synergię.

Dlaczego?

Bo ci, którzy pomogliby ci najbardziej, nie pójdą za tobą, podejrzewając, że staną się tylko kolejnymi pionkami do bicia w twojej rozgrywce.

Pozostanie ci zatem wybór między głupcami i karierowiczami.

Czy tego chcesz?

Jeśli nie, postępuj w następujący sposób:

  1. Wypowiadając się na forach publicznych, nie pozostawiaj cienia wątpliwości, że ty i twój zespół to jedność. Bierz odpowiedzialność zarówno za sukcesy, jak i porażki całej drużyny oraz poszczególnych jej członków.
  2. W ramach zespołu i w bezpośrednich kontaktach ze swoimi ludźmi bądź szczery i precyzyjny. Wyraźnie określaj cele, do których dążysz, rozdzielaj zadania i rozwiązuj problemy.
  3. Rekrutując członków swojego zespołu, bądź domyślnie na „nie”. Wszak łyżka dziegciu psuje smak całej beczki miodu, a rozstania są znacznie trudniejsze niż się to na początku wydaje.

Trudne?

Z pewnością!

I właśnie dlatego prawdziwi liderzy są tak rzadkim bogactwem naturalnym.