GTD jest jak rusztowanie

Zadaniem budowniczego nie jest stawianie rusztowań.

Budowniczy buduje domy, remontuje je, ociepla, tynkuje, ozdabia…

A jednak, choć nie jest to jego bezpośrednim celem, sporo czasu zajmuje mu stawianie i rozbieranie rusztowań.

Podobnie jest z metodą Getting Things Done (GTD) Davida Allena.

Stanowi rusztowanie, które, przystawione do twojego życia, daje ci łatwy dostęp i kontrolę nad wszystkimi jego piętrami.

Ale pamiętaj: jesteś budowniczym swojego losu, a nie stawiaczem rusztowań.

Dobrze działający system GTD jest tylko narzędziem, zestawem drabinek i platform pomagających zajrzeć do każdego zakamarka nawet wtedy, gdy nie działa winda, a tragarze wnoszący szafę zablokowali klatkę schodową.

GTD nie jest celem, ale bardzo skutecznym środkiem.

Dbaj o swoje rusztowanie, żeby dobrze ci służyło (no, chyba że twoje życie wygląda jak szopa ogrodowa – wtedy wystarczy ci zwykła drabinka z hipermarketu), ale nie zapominaj, że mieszkasz w domu i to on jest najważniejszy!

Miłego budowania!

GTD jest jak cebula

Metoda Getting Things Done (GTD) Davida Allena przypomina cebulę. Nie jest łatwa do ogarnięcia i pokochania od pierwszego wejrzenia, ale obcując z nią przez dłuższy czas, odkrywasz kolejne wskazówki, jak uczynić swoje życie łatwiejszym, a potem pełniejszym.

Na początku zachwyca cię zasada 2 minut: Jeżeli załatwienie jakiejś sprawy zajmie ci nie więcej niż dwie minuty, po prostu zrób to. Nic nie zapisuj, nie odkładaj na później, lecz rach-ciach i po wszystkim. Okazuje się, że jest wiele rzeczy, które możesz w ten sposób skutecznie „opędzić”, w tym większość zasypującej cię poczty elektronicznej. Czytasz i kasujesz albo szybko odpowiadasz. Niewiele listów wymaga bardziej przemyślanej riposty. Zasada 2 minut skutecznie oczyszcza pole twojego działania z uciążliwych drobiazgów.

Drugim elementem GTD, który zaczynasz doceniać, jest zapisywanie wszystkich nowych pomysłów, zobowiązań oraz problemów do rozwiązania, by następnie przekształcać je w wykonywalne Projekty oraz Najbliższe Działania. Pomocne w tym procesie są trzy banalne pytania:

  1. Czy coś trzeba z tym zrobić?
  2. Jaki wynik załatwienia tej sprawy byłby satysfakcjonujący?
  3. Jakie jest najbliższe, konkretne działanie prowadzące do załatwienia tej sprawy?

Odkrywasz też, że Najbliższe Działania dla różnych przedsięwzięć warto umieszczać na listach „kontekstowych”, takich jak „praca”, „dom”, „zakupy”, „internet”, „czeka na” itp.

Kolejną warstwą cebuli GTD są Przeglądy Tygodniowe, które pozwalają ci nabierać pewności, że panujesz nad całokształtem swoich spraw. Zaczynasz rozumieć, że nie jesteś w stanie zrobić wszystkiego naraz i włączasz do swojego arsenału potężne narzędzie, jakim jest lista Może Kiedyś – miejsce przechowywania rzeczy, których załatwienie świadomie odkładasz na później.

W następnym kroku, mając pełną wiedzę o swoich aktywnych i nieaktywnych projektach, rozpoczynasz definiowanie obszarów odpowiedzialności, wyznaczasz sobie cele długoterminowe i wreszcie docierasz do sedna, czyli odpowiedzi na pytania podstawowe:

„Po co jestem na tej planecie? Jaki ślad chcę po sobie zostawić?”

GTD pozwala ci zastanowić się nad tymi problemami, ponieważ dzięki metodzie udało ci się zapanować nad uciążliwościami dnia codziennego. Właśnie – zapanować, bo nie chodzi o to, żeby zrobić wszystko, ale żeby zrobić to, co da ci najgłębszą satysfakcję i poczucie dobrze przeżywanego życia.

Być może, obierając tę cebulę, czasami zwątpisz i zapłaczesz, ale warto, naprawdę warto wziąć się za systematyczne usuwanie niepotrzebnego stresu ze swojego otoczenia!

Ja to zrobiłem!

W jednym z niedawnych wywiadów, robiący obecnie karierę w Stanach Zjednoczonych, brytyjski komik Ricky Gervais (między innymi autor świetnego serialu komediowego „The Office”) powiedział:

Dziś nie ma różnicy między sławą i niesławą. Wyrodził się nowy gatunek ludzi sławnych „zawodowo”, którzy nie robią nic, prócz bycia sławnymi. Nie tworzą nic nowego. A każdy z nas powinien przecież wnosić jakąś nową wartość. Dawać światu coś, czego przedtem nigdy nie było. Nieważne, czy jest to stół, film czy zadbany ogród – każdy powinien być twórcą. Każdy powinien coś zrobić, żeby móc potem usiąść, popatrzeć na swoje dzieło i powiedzieć: „Ja to zrobiłem!”.

A ty? Czy już coś zrobiłeś?

Prawdziwy krytyk

Prawdziwy krytyk cnoty się nie boi!

Coś przekręciłem?

„Prawdziwa cnota krytyk się nie boi” brzmi to przysłowie?

Nie, nie pomyliłem się.

Ludzi można podzielić na dwie kategorie:

  1. Niewielką grupę tych, którzy są wystarczająco odważni, żeby z niczego tworzyć coś nowego, ryzykując, że popełnią jakieś błędy i że nawet gdy dopną swego, mogą zostać odsądzeni od czci i wiary.
  2. Olbrzymią armię krytyków, którzy całą swoją energię skupiają na ocenianiu, doradzaniu, wdeptywaniu w ziemię, zachęcaniu i zniechęcaniu osób należących do pierwszej kategorii.

Bycie krytykiem jest cudowne.

Istnieje tysiąc pięćset powodów, dla których każde przedsięwzięcie może skończyć się niepowodzeniem. Krytyk ma sposobność je w dowolnie dobierać i układać, wykazując przy tym niezwykłą elokwencję i inteligencję, której nikt nie potrafi dorównać. Szczególnie ci, którzy są zajęci swoją robotą.

Dla szukających sensacji mediów krytyk zawsze będzie prawdziwą atrakcją i źródłem wszelkiej mądrości, w przeciwieństwie do mrukliwego człowieka czynu, który zamiast gadać, skupia się na załatwianiu bieżących spraw i usuwaniu przeszkód, aby jego projekt szczęśliwie dotarł do mety.

Masz do wyboru:

  • zostawić swój ślad we wszechświecie lub
  • brylować, krytykując tych, których ślady nie spełniają twoich standardów estetycznych.

Jaka jest twoja decyzja?