Kategoria: x-lektury

Sprzedawcy XXI wieku

Według Daniela H. Pinka, autora książki „To Sell Is Human”, wszyscy jesteśmy sprzedawcami, mimo że większość z nas nie stoi za ladą ani wśród hipermarketowych półek, ani wśród nowiutkich samochodów wystawionych w salonie sprzedaży, usiłując uszczęśliwić bywalców tych przybytków masowej konsumpcji. Ale na każdym kroku, zarówno w pracy, jak i w domu, usiłujemy sprzedać nasze idee, poglądy i pomysły otaczającym nas ludziom. Usiłujemy im sprzedać naszą wizję świata.

Ponadto Daniel H. Pink zauważa, że w XXI wieku diametralnie zmienił się układ sił na rynku. Skończyła się dyktatura sprzedawców dysponujących lepszymi informacjami i znakomitym zapleczem prawnym. Dzięki powszechnemu dostępowi do wiedzy zgromadzonej w internecie, klienci otrzymali oręż zapewniający im równe szanse, a czasami nawet przewagę w transakcyjnym starciu.

Czy spostrzeżenia te warte są poświęcenia im całej książki? Nie wiem. Drążąc temat autor podjął próbę zredefiniowania tradycyjnej sprzedażowej mantry „A-B-C” z „Always-Be-Closing” („nie ustawaj w dążeniu do domknięcia transakcji”) na:

  • Attunement – pozostawaj w harmonii z ludźmi i okolicznościami;
  • Buoyancy – utrzymuj się na powierzchni oceanu odrzucenia;
  • Clarity – pomagaj ludziom identyfikować problemy, które mogą rozwiązać przy twojej pomocy.

Jeśli interesuje cię głębsze wejście w tę tematykę, przeczytaj całą książkę, jeśli nie, poprzestań na poniższych cytatach:

Umiejętność zmobilizowania innych do wymiany tego, co mają, na to, co im oferujemy, jest kluczowa dla naszego przetrwania i szczęścia.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 139]

Tradycyjny opis zachowań w ekonomii wyróżnia dwie najważniejsze formy aktywności: produkcję i konsumpcję. Ale dziś większość tego, co robimy, wydaje się dotyczyć również mobilizowania. To znaczy, mobilizujemy innych ludzi, by podzielili się swoimi zasobami – zarówno namacalnymi (na przykład gotówką), jak i nienamacalnymi (wysiłkiem, uwagą) – po to, żeby obydwie strony dostały to, czego chcą.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 306]

„Chodzi o przywództwo uszami, a nie ustami,” – mówi Ferlazzo.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 572]

„Ludzie pragną zawarcia uczciwej transakcji z miłą osobą.”

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 771]

Zwiększ swoją siłę, wytłumiając ją.

(…)

występuje odwrotna proporcjonalność między siłą i zdolnością do patrzenia na sprawy z innej perspektywy. Siła może uczynić nieczytelnymi sygnały, które odbierasz, zniekształcając oczywiste komunikaty i przesłaniając te subtelniejsze.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 945, 965]

Zgodnie z oczekiwaniami sprzedawcy-introwertycy nie osiągali tak dobrych wyników jak ekstrawertycy, zarabiając 120 dolarów na godzinę w porównaniu do 125 dolarów w przypadku ich bardziej towarzyskich kolegów. Ale obie te grupy nie dorównywały trzeciej: ambiwertykom.

Ambi-co?

Ludziom, którzy nie są ani nazbyt ekstrawertyczni, ani krańcowo introwertyczni.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1117]

W Amazonie, jak w większości organizacji, odbywa się wiele zebrań. Ale podczas tych najważniejszych, obok miejsc zarezerwowanych dla menedżerów, mistrzów marketingu i czarodziejów programowania, Bezos stawia dodatkowe, puste krzesło. Ma ono przypominać zgromadzonym, kto jest najważniejszą osobą na sali: klient.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1183]

„Lewitacja jest niewidzialną siłą, która unosi cię ku niebu, podczas gdy grawitacja przeciwnie – ściąga cię na ziemię. Niekontrolowana lewitacja czyni cię ulotnym, oderwanym od gruntu i rzeczywistości. Niekontrolowana grawitacja wgniata cię w bagno nieszczęścia (…) ale zrównoważone sprawiają, że utrzymujesz się na powierzchni.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1452]

Wielokrotnie wykazano, że ludzie czerpią więcej zadowolenia z kupowania doznań niż rzeczy.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 1799]

Dla wielu z nas przeciwieństwem mówienia nie jest słuchanie. To czekanie. Gdy inni mówią, zwykle dzielimy naszą uwagę pomiędzy tym, co słyszymy, a tym, co sami zamierzamy za chwilę powiedzieć. Prowadzi to do marnych rezultatów obu tych czynności.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 2472]

Wpływając pozytywnie na wizerunek swojego partnera, nie pogarszasz własnego wizerunku – wręcz przeciwnie.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 2571]

Traktuj każdego tak, jakbyś traktował swoją ukochaną babcię.

[Daniel H. Pink, „To Sell Is Human”, Kindle loc. 2947]

Alex destylowany

Alex W. Barszczewski (polski trener, coach, life-mentor i autor samorozwojowego bloga dla młodych menedżerów Blog Alexa) w ramach, jak to sam nazwał, „działania badawczo-dydaktycznego” napisał i własnym sumptem wydał książkę „Sukces w relacjach międzyludzkich”.

Jako podręcznik z dziedziny rozwoju osobistego łączy ona w sobie dwie sprzeczne cechy – jest zarówno typowa, jak i unikalna:

  • typowa, przedstawia bowiem pewne koncepcje i narzędzia, które czytelnik może z pożytkiem zastosować w swoim życiu, o ile będzie w stanie zmobilizować się nie tylko do lektury, ale i do aktywnej, regularnej pracy nad sobą. Z doświadczenia wiem, że właśnie brak motywacji jest największym problemem blokującym samodoskonalenie, jednak autor atakuje ten problem już w prologu, przedstawiając trzy autobiograficzne scenki. Mają one przekonać czytelnika, że choć dziś, być może, jest w jednym dołku, jutro będzie w innym, ale pojutrze ma szansę zdobyć wszystko, co tylko sobie wymarzy. Ale do tego niezbędny jest sukces w relacjach międzyludzkich.
  • unikalna, opiera się bowiem na kultywowanym przez autora, ekstremalnie pragmatycznym podejściu do życia polegającym na skupianiu się na pozytywach i bezkompromisowym czyszczeniu emocjonalnego przedpola z tego, co negatywne. Oczywiście wszystko zgodnie z zasadami etycznymi zebranymi w postaci dekatrialogu Aleksa – listy 13 wskazówek wyznaczających zakres użycia opisywanego arsenału interpersonalnego. Jako że trudno się z nimi nie zgodzić, oto moja, zwięzła ich interpretacja:
    1. Szanuj każdego – także jego wolę nie bycia szanowanym.
    2. Szukaj w każdym czegoś dobrego.
    3. Podaruj coś każdemu – choćby uśmiech.
    4. Pielęgnuj tylko wzajemnie korzystne relacje.
    5. Pielęgnuj tylko relacje „bez łaski”.
    6. Dbaj o interesy słabszej strony relacji.
    7. Nie osądzaj pochopnie, bo możesz nie wiedzieć wszystkiego.
    8. Bez zbędnych emocji dystansuj się w przypadku dysonansu w relacji.
    9. Nieproszony, nie udzielaj rad.
    10. Proś, zanim zaczniesz egzekwować swoje prawa.
    11. Dziękuj, ponieważ nikt na tym świecie niczego nie musi.
    12. Psuj radość atakującej cię osobie.
    13. Nie daj się lekceważyć.

Praktycznie wszystkie idee zawarte w książce Alex przedstawiał już wielokrotnie w swoim blogu, ale zebrane w jednym miejscu stanowią właśnie ten tytułowy „destylat”, który moim zdaniem wart jest życzliwej uwagi. Tak, jak lepiej kupić pół litra niż zawracać sobie głowę zgłębianiem procesu produkcji zacieru i jego destylacji, tak lepiej wydać 35 złotych i zacząć pracę nad sobą niż utonąć na długie miesiące w odmętach bogatej, wielotematycznej, blogowej twórczości autora.

O tym, że Alex może mieć coś do powiedzenia w temacie relacji świadczą nie tylko jego słowa, ale i sama książka, która została:

  • profesjonalnie zredagowana przez Ewę J. Wytrążek – nawet długie, wielokrotnie złożone zdania oszlifowano tak, że są dostatecznie zrozumiałe i „czytające się”;
  • obdarzona skromną, gustowną okładką autorstwa Marty Sitkiewicz, przypominającą raczej podręcznik akademicki niż literaturę samodoskonaleniową;
  • wydrukowana dużą czcionką, ułatwiającą starszym czytelnikom pomykanie przez tekst bez nadmiernego męczenia oczu. Wierz mi, w pewnym wieku ten aspekt staje się naprawdę ważny. Znam wielu ludzi, którzy za pomocą tego kryterium dokonują preselekcji swoich lektur. Ja z tego powodu preferuję książki elektroniczne na czytniku Kindle, który pozwala mi dostosowywać wielkość czcionki do moich potrzeb. Jedynym mankamentem typograficznym tej pozycji są całe akapity wyróżnione podkreśleniem – wolałbym wytłuszczenie, które zwiększa czytelność, a nie ją zmniejsza.

Widać zatem, że autora wspierała grupa kompetentnych, zaangażowanych osób, co jest niewątpliwym przykładem sukcesu w relacjach międzyludzkich.

W książce „Sukces w relacjach międzyludzkich” znalazłem wiele interesujących spostrzeżeń i ćwiczeń. Oto niektóre z nich:

  • Szkodliwe niedziękowanie – tak jak Alex, mam alergię na tę gangrenę toczącą polskie społeczeństwo:

    Wielokrotnie w Polsce, życząc komuś powodzenia, otrzymuję dziwną odpowiedź: „Nie dziękuję” (bez przecinka czy pauzy po „nie” – brzmi to jak „niedziękuję”). Na pytania o powód takiej odpowiedzi słyszę: „Aby nie zapeszyć”…
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 49]

  • Bezpodstawna życzliwość stanowi również moją dewizę, lecz kluczowa jest tu następująca uwaga:

    Wyzwanie polega na tym, że nie może to być udawana czy choćby sterowana życzliwość na zawołanie, bo wtedy łatwo zostanie rozpoznana i zakwalifikowana jako manipulacja. To musi być integralny element Waszej osobowości.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 63]

  • Dobre słowo na „dzień dobry” to wyrwany z kontekstu cytat, który powinieneś sobie wydrukować i powiesić nad łóżkiem, żeby rano robił ci dobrze (każdy autor musi pogodzić się z tym, że czytelnik może zrobić dowolny użytek z jego twórczości :-) ):

    Znając siebie dość dobrze wiem, że – obok bycia czasem skuteczną maszyną do rozwiązywania problemów – jestem też, a może przede wszystkim, bardzo wrażliwym człowiekiem.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 110]

  • Istotne zastrzeżenie powinno, moim zdaniem, być zamieszczane w każdej pozycji samodoskonaleniowej, bo w końcowym rozrachunku chodzi przecież o twoje życie, a nie lepsze lub gorsze pomysły autora podręcznika:

    Oczywiście to, co napisałem powyżej, jest moim osobistym sposobem działania i efektem osobistego doświadczenia, co nie musi oznaczać, że jedynym lub najlepszym z możliwych. Nie zmienia to faktu, że dla mnie (i sporej grupy osób, które znam) funkcjonuje to znakomicie i to przez wiele lat. Dlatego zachęcam Was co najmniej do poważnego rozważenia tego, co czytacie w tej części książki, a najlepiej wypróbowania w praktyce.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 114]

  • Wielkoduszność we własnym interesie jest niezwykle skuteczną i jednocześnie szlachetną strategią definiowania i osiągania własnych celów w sytuacjach pokonfliktowych:

    Chodzi o to, aby po pozytywnej zmianie zachowania partnera nie mścić się na nim za poprzednie rundy, nie odgrywać się i nie dawać nauczki. Taka pamiętliwość przyczyniała się do pogorszenia wyniku końcowego w konkursie, co potwierdzam też moimi obserwacjami życiowymi. Niestety większość ludzi skupia się w takich wypadkach na wymierzeniu sprawiedliwości, zamiast na własnych pożądanych wynikach.
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 189-190]

  • Koniec – czyli przytoczone w książce, celne, niemieckie powiedzenie:

    „Lepszy bolesny koniec niż ból bez końca.”
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 200]

  • Mistrz ciętej riposty – tak nazwałem ostatni rozdział książki, w którym Alex przedstawia sposoby radzenia sobie z „dobrymi radami” i zarzutami formułowanymi przez bliźnich. Podobno poniższe pytanie jest świetną pierwszą reakcją pozwalającą skutecznie zbić z pantałyku „zatroskanego” agresora:

    „Co chcesz przez to powiedzieć?”
    [Alex W. Barszczewski, „Sukces w relacjach międzyludzkich”, s. 229]

Wierzę, że moja recenzja sprawi Aleksowi przyjemność, więc mam prośbę:

Jeśli jesteś bywalcem Blogu Alexa, powiedz mu o tym wpisie!

Amator i profesjonalista

W poprzednim wpisie uraczyłem was cytatami z książki Stevena Pressfielda „Do the Work”. Dziś czas na „Turning Pro”:

Czasami, gdy przeraża nas podążanie za swoim prawdziwym powołaniem, zwracamy się w kierunku powołania zastępczego. Ta zastępcza kariera stanowi namiastkę tego, co prawdziwe. Jej kształt jest trudny do odróżnienia, a kontury zwodniczo podobne. Ale zastępcza kariera nie pociąga za sobą żadnego ryzyka. Jeśli poniesiemy porażkę, konsekwencje nie mają dla nas żadnego znaczenia.

Czy twoja kariera jest tylko namiastką?

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 228]

Różnica pomiędzy amatorem a profesjonalistą polega na nawykach. Amator ma amatorskie nawyki, profesjonalista – profesjonalne.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 318]

Uzależnienia zastępują nasze powołanie. Ulegamy im zamiast pielęgnować powołanie. Dlaczego? Ponieważ podążanie za swoim powołaniem wymaga pracy. Jest trudne i bolesne. Wymaga wystawienia się na cierpienia związane z wysiłkiem, ryzykiem i obnażeniem się.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 356]

Byliśmy amatorami żyjącymi w przeszłości lub marzącymi o przyszłości, lecz całkowicie zaniedbującymi wykonywanie – tu i teraz – pracy niezbędnej do posuwania spraw naprzód.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 369]

Życie, które nazywamy „normalnym”, wcale normalne nie jest. Mąż lub żona, dzieci, kredyt hipoteczny, praca na etacie… Kto powiedział, że to jest życie? Co jest takiego wspaniałego w spędzaniu czasu w fabryce albo w biurowej klitce?

Ty i ja, artyści i przedsiębiorcy, żyjemy życiem bliższym naturalnemu, jeśli mnie o to pytasz.

Wędrujemy jak inne stworzenia. Podążamy za swoją Muzą, niczym za słońcem. Gdy zbierzemy plon, pakujemy się i ruszamy w drogę ku nowym wyzwaniom.

Nie jest to złe życie.

Jest samotne. Twarde. Nie dla każdego. Ale, tak jak życie wędrowca, ma swoje zalety.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 494]

Rozpraszanie się może z pozoru wyglądać niewinnie. Jak możemy sobie szkodzić, bawiąc się, flirtując albo ciesząc się owocami wielkiego, wspaniałego świata?

Ale tymczasem nasze życia spływają do kanalizacji, banał za banałem, błahostka za błahostką, w porcjach po 140 znaków.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 535]

Występuje zasadnicza różnica pomiędzy porażką, która jest naturalnym i normalnym elementem życia, a uzależnieniem od porażek.

Gdy jesteśmy uzależnieni od porażek, przynoszą nam one satysfakcję. Za każdym razem, gdy przegramy, w głębi serca czujemy ulgę.

Istnieje coś takiego jak „urok porażki” eksploatowany przez wieki przez przymierających głodem poetów, romantycznych samobójców i inne zagubione na własne życzenie dusze. Ten urok odczynia porażkę i przemienia ją w „sukces”.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 543]

Strach jest podstawowym kolorem wewnętrznego świata amatora. Strach przed porażką, strach przed sukcesem, strach przed wygłupieniem się, strach przed niespełnieniem oczekiwań lub ich przekroczeniem, strach przed biedą, strach przed samotnością, strach przed śmiercią.

Jednak główną rzeczą, której boimy się jako amatorzy, jest wykluczenie z naszego plemienia: gangu, paczki, mamy i taty, rodziny, narodu, rasy, religii.

Amator obawia się, że kiedy stanie się profesjonalistą i podąży za swoim powołaniem, będzie musiał zmierzyć się z tym, kim naprawdę jest i czego może dokonać.

Amator jest przerażony, że jego plemię, ujrzawszy kim naprawdę jest, wyrzuci go za drzwi na mróz, żeby umarł w samotności.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 709]

Profesjonalista jest tak samo przerażony jak amator. W gruncie rzeczy, może nawet bardziej, ponieważ znacznie dotkliwiej wie, kim jest i jak wygląda jego wewnętrzny wszechświat.

Różnica polega na tym, co robi w obliczu stającego przed nim strachu.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 720]

Amator jest narcyzem. Widzi świat hierarchicznie. Wciąż porównuje się z innymi, nadymając się, gdy mu się powodzi, i popadając w desperacki niepokój, gdy jego gwiazda gaśnie.

(…)

Amator ściga się z innymi i wierzy, że nie może zwyciężyć, jeśli jego konkurent nie poniesie porażki.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 727]

Amator wierzy, że przed przystąpieniem do działania musi otrzymać zgodę od jakiejś Wszechmocnej Instancji: kochanka lub małżonka, rodzica, szefa lub innego autorytetu.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 785]

Kiedy stajemy się profesjonalistami, przestajemy uciekać od naszych strachów. Zatrzymujemy się, odwracamy i stawiamy im czoło.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 885]

Amator ćwierka na Twitterze. Profesjonalista pracuje.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 1078]

Do roboty!

Zupełnie nie wiem, dlaczego na łamach BIZNESU BEZ STRESU tak mało uwagi poświęciłem książkom Stevena Pressfielda:

Wszystkie one traktują o profesjonalnym podejściu do pracy i pokonywaniu wewnętrznego Oporu, który powstrzymuje nas od tworzenia dzieł będących w zasięgu naszych umiejętności i zasobów. Szczerze polecam przeczytanie tych pozycji. Pomagają zrozumieć i pokonać demony niszczące naszą kreatywność i potencjał twórczy.

Dziś cytaty z „Do the Work”:

Oto trzej najbezmyślniejsi faceci, jacy przychodzą mi do głowy: Charles Lindbergh, Steve Jobs i Winston Churchill. Dlaczego? Ponieważ każdy inteligentny człowiek, który zrozumiałby, jak niemożliwie trudne zadania sobie postawili, w ogóle nie przystąpiłby do ich realizacji.

Ignorancja i arogancja są niezbędnymi sprzymierzeńcami artysty i przedsiębiorcy. Muszą oni być albo wystarczająco nieświadomi trudności związanych z tym, czego zamierzają dokonać, albo wystarczająco zarozumiali, żeby bezkrytycznie wierzyć w możliwość dotarcia do swojego celu.

Jak osiągnąć ten stan umysłu? Przez bezmyślność. Przez niepozwalanie sobie na główkowanie.

Dziecko nie ma żadnych kłopotów z wiarą w to, co jest nie do wiary. Geniusz i wariat też. Tylko my, ty i ja, z naszymi wielkimi mózgami i małymi sercami, jesteśmy tymi, którzy wątpią, zbyt dużo myślą i się wahają.

Nie myśl. Działaj.

Zawsze możemy zrewidować i naprawić to, co zbroiliśmy. Ale nie osiągniemy nic, jeśli nie zaczniemy działać.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 156]

Wyobraź sobie pudełko z pokrywką. Weź je do ręki. Otwórz.

Co jest w środku?

Może żaba, może jedwabna apaszka, a może złota moneta. Ale sztuczka polega na tym, że niezależnie od tego, ile razy otworzysz pudełko, zawsze coś w nim jest.

Spytaj mnie o moją religię. To właśnie jest to.

Wierzę niewzruszenie, że w pudełku zawsze coś jest.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 178]

Nie przygotowuj się. Zacznij.

Pamiętaj, że naszym wrogiem nie jest brak przygotowania; nie jest też trudność projektu, aktualna sytuacja rynkowa lub puste konto w banku.

Wrogiem jest Opór.

Wrogiem jest nasz trajkoczący umysł, któremu wystarczy dać jedną nanosekundę, żeby zaczął wymyślać wymówki, alibi, ewidentne samousprawiedliwienia i miliony powodów, dla których nie możemy / nie powinniśmy / nie zrobimy tego, co wiemy, że jest niezbędne.

Zacznij, zanim będziesz gotowy.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 197]

Nawet najkulturalniejsza matka rodzi swoje dziecko spocona, wytrącona z równowagi, klnąc przy tym jak szewc.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 222]

Miałem trzydzieści lat, kiedy w mojej głowie zrodziła się pierwsza prawdziwa myśl. Wszystko do tego czasu było albo tym, co buddyści nazywają trajkotem „małpiego umysłu”, albo odbiciem tego, co powiedzieli mi rodzice lub nauczyciele, co zobaczyłem w wiadomościach lub przeczytałem w książce, co usłyszałem od kogoś na ulicy.

W tej książce, gdy mówię „nie myśl”, rozumiem przez to: nie słuchaj trajkotu w swojej głowie.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 309]

Kiedy ty i ja zabieramy się do stworzenia czegoś – sztuki, biznesu, pracy naukowej, miłości – lub osiągnięcia wyższego poziomu naszego „ja”, wyzwalamy nieuchronną, przeciwną naszym planom reakcję wszechświata.

Ta reakcja to Opór. Opór jest aktywną, inteligentną, wielopostaciową, złośliwą siłą – niestrudzoną, bezlitosną i niegasnącą, której jedynym celem jest zatrzymanie nas na drodze do stania się lepszymi i osiągania naszych ambitnych zamierzeń.

Wszechświat nie jest obojętny. Jest aktywnie wrogi.

(…)

Nigdy nie wyeliminujemy Oporu. Nigdy nas nie zostawi w spokoju. Ale możemy go przechytrzyć i sprzymierzyć się z siłami równie potężnymi jak on.

Jednego tylko – nigdy, przenigdy – nam nie wolno: zlekceważyć Oporu, nie docenić go lub pominąć w naszych rachubach.

Musimy traktować Opór poważnie, tak jak Sigourney Weaver traktowała Obcego, a Święty Jerzy smoka.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 336]

Profesjonalista nie odbiera ani sukcesu, ani porażki osobiście. To bardzo ważne.

Fakt, że nasz projekt zakończył się katastrofą, nie jest wyznacznikiem naszej wartości jako istot ludzkich. To tylko błąd. To problem, a problem może zostać rozwiązany.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 695]