Kategoria: x-a-propos

Nie martw się!

Nie martw się!

Pomyśl i zacznij działać!

A jeśli naprawdę nic się nie da zrobić, to…

Nie martw się!

Bo martwienie się jest bezsensownym zajęciem. Nawet bardziej bezsensownym niż zawracanie kijem Wisły. Zajmuje twój czas i dusi twój umysł niczym zdradziecki czad mentalny.

A najgorsze jest to, że populacja zmartwień zasiedlających twoją głowę jest wielokrotnie większa niż rzeczywista liczba niepowodzeń czyhających na ciebie za rogiem. A zatem:

Nie martw się!

Odpowiedzialność

Odpowiedzialność jest kluczem do sukcesu – do życia przynoszącego spełnienie i poczucie dobrego wykorzystania chwil, które zadziwiającym zbiegiem okoliczności zostały nam podarowane.

Niestety wiele osób stosuje w tym kontekście niewłaściwą definicję słowa odpowiedzialność. Sądzą, że jest to obciążanie się winą za wszystkie swoje porażki, niedociągnięcia i wpadki – ciągłe biczowanie się za to, że nie jest się doskonałym. Nic bardziej błędnego!

Odpowiedzialność to gotowość do udzielania własnej odpowiedzi na pytania, jakie zadaje nam świat.

Oczywiście najlepiej jest, gdy te odpowiedzi są dobre, ale nie bądźmy perfekcjonistami. Według mnie istotę sprawy stanowi właśnie ta gotowość do przejęcia inicjatywy, przejścia z pozycji biernego obserwatora na pozycję podejmującego wyzwania aktywisty. Już taka zmiana postawy zapewni ci zasadnicze podwyższenie jakości życia i osiąganych rezultatów.

Ale to jeszcze nie wszystko. Istnieje wyższy stopień wtajemniczenia. Polega on na wyprzedzaniu pytań zadawanych przez świat i przygotowywaniu na nie optymalnych odpowiedzi.

A najwyższym stopniem wtajemniczenia jest zadawanie pytań światu, rzucanie mu własnych wyzwań i przez to kształtowanie otaczającej cię rzeczywistości.

Żeby jednak do tego dojść, zacznij od podstaw, czyli od odpowiedzialności rozumianej jako gotowość do udzielania własnej odpowiedzi na pytania, jakie zadaje ci świat. Wszystkie pytania, nawet te niewygodne.

Powodzenia!

Mit dzietności, czyli wielkie oszustwo emerytalne

Czytanie prasy za pomocą czytnika Amazon Kindle sprzyja skupieniu i uważnej analizie tego, co napisał autor artykułu. Tekst jest wyświetlany na ekranie niewielkimi fragmentami i w związku z tym wzrok nie ma tendencji do rozbiegania się po kolumnach, tak jak w przypadku wydania papierowego.

W ostatnim numerze „Polityki” przeczytałem artykuł redaktora Jacka Żakowskiego o kondycji polskiego państwa („Najjaśniejsza Patologia”), z którego ogólną wymową się zgadzam, lecz który zawiera jedno stwierdzenie budzące mój żarliwy sprzeciw. Pisząc o Otwartych Funduszach Emerytalnych, publicysta stwierdził:

„Nikt nie pytał, czy zamiast wydawać gigantyczne pieniądze na OFE, nie lepiej by było przeznaczyć je na zwiększenie dzietności.”

Twierdzenie, że większa liczba dzieci uratuje system emerytalny, to jeden z największych i najbardziej szkodliwych mitów, jakie w życiu słyszałem.

Tym razem, wyjątkowo :-), nie ucieknę się do teorii spiskowych i nie będę zarzucał nikomu chęci przekręcania naszej kasy przez propagowanie tej błędnej terapii.

Pomysł zaludnienia planety tabunem dzieci, które będą na nas pracowały, gdy przejdziemy na emeryturę, powstał w głowach ludzi nie rozumiejących istoty przemian społecznych i gospodarczych dokonujących się na naszych oczach.

Tak jak redaktor Żakowski, pamiętam czasy, gdy zwiększenie produkcji odbywało się przez wybudowanie nowej hali fabrycznej i zatrudnienie tysiąca nowych pracowników. Gdy zwiększenie wydobycia węgla związane było ze ściągnięciem na Śląsk ludzi z całej Polski. Gdy w biurach i redakcjach znaczną część powierzchni zajmowały hale maszynistek (przepisujących przez kalkę teksty) lub hale wprowadzania danych do komputerów.

Jeszcze do niedawna postęp i rozwój odbywały się przede wszystkim poprzez zwiększanie zatrudnienia.

Ale to się skończyło!

W skali światowej można jeszcze znaleźć biedne regiony z tanią siłą roboczą i póki co koncerny wykorzystują te zasoby do niskonakładowego zwiększania produkcji w okresie przejściowym do pełnej automatyzacji. Ale nie minie jedno pokolenie, gdy ten model działania przestanie być zyskowny i przez to atrakcyjny. Wówczas znienacka okaże się, że do wyprodukowania odkurzacza, samochodu czy lampki stołowej nie potrzeba wcale tysięcy ludzi. Wystarczy kilkadziesiąt osób czuwających nad w pełni zautomatyzowanym procesem wytwórczym. Prawdopodobnie już niebawem po miastach zaczną krążyć bezpieczne autobusy i tramwaje bez kierownicy i siedzącego za nią kierowcy.

Głośne ostatnio zamknięcie Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu to nie przejaw spisku wrogiego Polsce kapitału. To znaczący sygnał, że nikt nie potrzebuje tak dużego terenu i tak wielu pracowników do produkcji kilkudziesięciu tysięcy samochodów rocznie.

Moja propozycja rozwiązania problemu emerytalnego jest zupełnie inna:

Tu nie chodzi o to, żeby więcej osób coś produkowało. Tu chodzi o to, żeby więcej zostało wytworzone na jednego emeryta potrzebującego na starość naszego wsparcia. Zatem nie chodzi o ilość dzieci, ale o ich jakość!

Apeluję więc:

Skończmy z „becikowym”!

Wprowadźmy „rozwojowe”!

Doceniajmy i premiujmy dzieci, które prą do przodu, zdobywają wiedzę i zakładają nowoczesne firmy. Premiujmy rodziców, którzy wierzą w swoje pociechy i starają się im pomóc wydobyć z szarości.

Czas skupić wysiłki Państwa Polskiego na nowoczesnej wydajności, a nie na radosnej prokreacji prowadzącej do powołania do życia tysięcy bezrobotnych.

Czas płynie

W takie dni jak dziś (nie pytaj mnie, dlaczego) zastanawiam się, jak to jest z tym czasem. Podobno płynie, podobno nieprzerwanie, ale skąd płynie, gdzie jest jego źródło i do jakiego morza wpada, tego nikt mi jeszcze nie wyjaśnił.

Ciekawi mnie też, dlaczego pojawiamy się znienacka w tym strumieniu chwil i czy czas porywa nas do oceanu wieczności, gdy odchodzimy z tego świata.

A może to nie my płyniemy w czasie, tylko czas przepływa przez nas wyciskając piętno na naszym ciele i umyśle, rzeźbiąc w nich meandrowe wąwozy i nieregularne pagórki i pozostawiając po sobie osobliwe ostańce. Gdzie w takim razie podziewa się to, co zostaje wypłukane? Na przykład złudna fascynacja światem, z którą wszyscy się rodzimy, ale z którą niewielu umiera? Albo wiara we własne siły i lepszą przyszłość?

Niezależnie od tego, jak to jest z tym czasem, warto bez skrupułów zadbać o jego jak najlepsze wykorzystanie – tu i teraz. Bo czasu, tak jak i Wisły, nie da się zawrócić. Ani kijem, ani nawet pompą strażacką.

Zatem:

Dbaj o każdą chwilę niezależnie od tego, czy to ty płyniesz przez nią, czy ona przenika przez ciebie!