Kategoria: x-a-propos

Zawczasu

Myślenie jest męczące. Czasami bolesne.

Wielu ludzi pyta: „Kiedy mam myśleć, jeśli wciąż mam tyle do zrobienia?”

Rano czy wieczorem?

W wannie czy pod prysznicem?

W pracy czy w domu?

A odpowiedź na pytanie „Kiedy myśleć?” jest tak prosta, jak konstrukcja cepa:

Zawczasu!

Myśleć należy zawczasu!

Przed, a nie po!

I tyle…

Zabawy z procentami

8020FOTO

Jeśli czytasz BIZNES BEZ STRESU, z pewnością doskonale wiesz, na czym polega Zasada Pareta. Na wszelki wypadek przypominam, że zgodnie z nią 20% twojego wysiłku daje 80% efektów. Wynika stąd wniosek, że podstawą sukcesu jest skupianie się na tym, co przynosi największe profity. Zarówno materialne, jak i niematerialne.

Shawn Blanc postanowił przeprowadzić spekulację myślową polegającą na podnoszeniu Zasady Pareta do kolejnych potęg, a wynik swoich dociekań przedstawił we wpisie „What’s Your Minimum Effective Dose?” [shawnblanc.net].

Zauważ, że jeśli masz czas i jesteś w stanie w pełni zrealizować wszystkie swoje plany, to 100% twojego wysiłku da 100% zamierzonego efektu:

8020FOT1

Jednak zawsze trzeba od czegoś zacząć, więc najpierw zajmij się tą częścią pracy, która przyniesie ci największy efekt. Właściwy wybór tego, co zrobisz w pierwszej kolejności, jest znacznie ważniejszy od ilości „odwalonej roboty”. Zgodnie z Zasadą Pareta 20% wysiłku może ci przynieść aż 80% efektu:

8020FOT2

A co by było, gdybyś jeszcze raz zastosował Zasadę Pareta – to znaczy z poprzednio wybranych 20% wysiłku wybrał 20%, żeby osiągnąć 80% efektu z poprzednio oczekiwanej 80-procentowej części całkowitego efektu? Jak łatwo policzyć, „Pareto do kwadratu” sprawi, że 4% wysiłku da ci 64% efektu:

8020FOT3

Zastosowanie tej reguły po raz trzeci, czyli kolejne wyselekcjonowanie 20% wysiłku dającego największy efekt prowadzi do szokującego rezultatu: do realizacji ponad połowy twoich planów, wystarczy niespełna JEDEN PROCENT twojego wysiłku!

8020FOT4

Oczywiście wybór kierunku działania przynoszącego największy efekt nie jest wcale taki łatwy, ponieważ nie znasz przyszłych okoliczności, które będą dla ciebie wsparciem lub przeszkodą. Jedno jest jednak pewne – odrobina odpowiednio skupionego wysiłku może odmienić twoje życie.

Wstań więc z łóżka, rusz tyłek z kanapy i zrób coś rozsądnego. Załatw choć jedną sprawę.

W ten sposób zapewnisz sobie ponad połowę sukcesu!

Słuchaj, Justysiu…

„Słuchaj, Justysiu, żeby była jasność, demokracji w zespole nie ma, ja podejmuję decyzje.” – Michał Wiśniewski, lider zespołu Ich Troje do przyjętej właśnie, kolejnej wokalistki Justyny Majkowskiej.

Powiedz to swoim pracownikom na samym początku waszej współpracy.

Grzecznie, ale stanowczo.

A potem z żelazną konsekwencją się tego trzymaj.

Zasięgaj ich opinii, proś o rekomendacje, ale decyzje podejmuj sam.

I najważniejsze: wprowadź zasadę, że decyzje się realizuje, a nie kontestuje.

Piszę o tym w 15. rozdziale mojej książki „Teraz! Jak już dziś zmienić jutro?”.

Widzimisja Prezesa

Wiele polskich firm prywatnych tylko pozornie może pochwalić się ponadprzeciętną sprawnością działania. Znakomicie wypadają jedynie w porównaniu z państwowymi molochami i organizacjami, gdzie ludzie nie chcą lub nie umieją efektywnie pracować.

Atutem firm prywatnych jest to, że w ich przypadku istnieją konkretni właściciele, którym zależy na sukcesie, ponieważ inaczej poszliby z torbami. Swoimi własnymi torbami, a nie torbami należącymi do społeczeństwa, czyli do nikogo.

Problem w tym, że bardzo często właściciele ci nie umieją prawidłowo zarządzać swoim przedsiębiorstwami. Nie umieją, ale uważają się za mistrzów biznesu – przecież ich firmy są w stanie błyskawicznie odbierać klientów krajowym, państwowym „potentatom”.

To przeświadczenie o własnej doskonałości sprawia, że strategią organizacji staje się „Widzimisja Prezesa” – jego nieprzekładalna na język maluczkich, niezawodna intuicja, bez której wszystko rozleciałoby się w proch i pył.

Teoretycznie spółki prawa handlowego powinny być zabezpieczone przed takimi „widzimisjami” strukturą zarządzania składającą się z Walnego Zgromadzenia Wspólników lub Akcjonariuszy, Rady Nadzorczej i Zarządu działających zgodnie z rozsądnymi regulaminami i praktykami prowadzenia biznesu. Jednak często to właściciel jest Prezesem, a Rada Nadzorcza bardziej przypomina Radą Rodzinną niż kompetentne ciało opiniotwórcze. W takich warunkach nie ma mowy o budowie sprawnej, samodzielnej organizacji.

Na dłuższą metę warsztaty rzemieślnicze stoją na przegranej pozycji w starciu z profesjonalnie kierowanymi korporacjami, które czerpią swoją mądrość z większej liczby źródeł niż tylko głowa Prezesa. Mają wypracowane sposoby zaspokajania potrzeb klientów, szacowania ryzyka i opłacalności przedsięwzięć oraz organizowania produkcji w mniejszej lub większej skali.

A dla krajowego „widzimisjonarza” zarówno przegranie przetargu („O rany, skąd ja wezmę na ZUS?”), jak i jego wygranie („O rany, sam tego nie dam rady zrobić!”) bywa przyczyną popadnięcia w tarapaty.

Dlaczego wygrana to kłopot?

Ponieważ bardzo często przedsiębiorstwo pozbawione odpowiedniej osnowy organizacyjnej musi posługiwać się hasłem „wszystkie ręce na pokład” bardziej pasującym do klęsk żywiołowych niż do sukcesów gospodarczych. Ale wtedy pożary zaczynają wybuchać na innych pokładach i trzeba natychmiast biec je gasić. W ten sposób załoga spędza gros czasu na bieganiu z wiadrami, zamiast na uszczęśliwianiu klienta.

Pamiętaj:

Nawet jeśli jesteś twórcą firmy i wiesz, co chcesz osiągnąć, nie przeszkadzaj ludziom, którzy potrafią twojemu przedsiębiorstwu nadać charakter wydajnej maszyny do zarabiania pieniędzy. Na samym entuzjazmie daleko nie zajedziesz.