Autor: Krzysztof Wysocki

Dezorientowanie gaduły

Czasami mamy wątpliwą przyjemność rozmawiać z niepoprawnym gadułą. Mówi taki, co mu ślina na język przyniesie, w nieskończoność rozwija i pogłębia temat, ubarwiając swój wykład fraktalnymi dygresjami, które często pozwalają mu płynnie przejść do kolejnego zagadnienia.

Jedną ze znanych metod radzenia sobie w takich sytuacjach jest zdezorientowanie tokującego rozmówcy całkowicie abstrakcyjną uwagą nie na temat. Na przykład facet ze szczegółami przedstawia jedynie słuszny pomysł na rozwiązanie problemów komunikacyjnych Warszawy, a ty, ni z gruszki, ni z pietruszki, mówisz: „w Sydney dochodzi już dziewiąta” albo „arbuzy są czerwone w środku, a zielone na zewnątrz”.

Sposób ten nie daje stuprocentowej gwarancji sukcesu, jednak w wielu przypadkach jest skuteczny.

Spróbuj sam (ale może nie przy świątecznym stole).

Dopasowanie

We wpisie Lawina informacyjna podpowiadałem, skąd biorą się tematy do rozmowy. Gdy wraz z wiekiem i intensywnością życia problem ten uda nam się rozwiązać, stajemy przed kolejnym wyzwaniem. Bardzo istotna jest umiejętność dopasowania długości i głębi własnych wypowiedzi do aktualnych możliwości percepcyjnych odbiorcy. Jest to wyższa szkoła jazdy. Możliwości percepcyjne odbiorcy wynikają z wielu różnych czynników – począwszy od ogólnego poziomu jego wykształcenia i możliwości intelektualnych, poprzez wiedzę w danym temacie, warunki, w jakich odbywa się rozmowa, inne sprawy, które zaprzątają mu głowę, aż po jego chwilowe samopoczucie.

Tutaj nie ma prostej recepty albo wzoru matematycznego pozwalającego wyliczyć optymalne parametry naszej wypowiedzi. Rozwiązaniem jest sprzężenie zwrotne. Mówiąc, musimy jednocześnie obserwować, a jeszcze lepiej wyczuwać, reakcje słuchacza i do nich w czasie rzeczywistym dostosowywać to, co i jak mówimy.

Pamiętajmy, że powinniśmy dbać o skuteczność odbioru tego, co mówimy, a nie tylko o skuteczność naszego nadawania. Mówienie głośniej nie jest w większości przypadków receptą na skuteczny przekaz informacji.

Słabości krytyczne

We wpisie Słabości i mocności poruszyłem kwestię przekuwania własnych słabości, a właściwie cech, które tak postrzegamy, w mocności (czyli w swoje mocne strony) poprzez wydobycie ich praktycznych zalet. Wiele słabości można, bez zbytniego naciągania rzeczywistości, poddać temu procesowi, jednak nie wszystkie.

Obecnie uważa się, że człowiek powinien skupiać się na doskonaleniu swoich mocnych stron i zręcznym omijaniu obszarów, w których czegoś mu brakuje. Zgadzam się z tym poglądem, ale tylko w zakresie słabości standardowych.

Moim zdaniem słabości dzielą się na dwie podstawowe grupy:

  • słabości krytyczne, które blokują skuteczne funkcjonowanie w społeczeństwie (na przykład trudności w komunikacji lub wycieranie nosa w obrus) – te należy bezwzględnie wyeliminować;
  • słabości standardowe, które blokują pewną ścieżkę życiową – te należy sobie uświadomić i je ominąć albo przekuć w mocności.