BBS #0060: Sprzedałem deskę

Nie masz czasu czytać tego wpisu? To go posłuchaj! Tutaj albo w postaci podcastu Biznesu Bez Stresu dostępnego we wszystkich rozgłośniach od Apple po Spotify i YouTube!

Windsurfing 2010 Koniec Sezonu

Od wielu lat jestem zapalonym windsurferem. Deska była pierwszą rzeczą, która połączyła mnie z moją przyszłą żoną. Kupiliśmy ją na spółkę – przed węzłem małżeńskim była więc deska partnerska. Potem miałem kilka innych desek, ale żonę zawsze tę samą. A teraz sprzedałem deskę! Za bezcen! Dlaczego? Dlatego, że namówił mnie do tego Derek Sivers.

Trzy lata temu w hitowym artykule „Ile to czasuje?” napisałem, że nabywane rzeczy nie tylko zabierają nam pieniądze w związku z ich zakupem i eksploatacją, ale również pochłaniają nasz czas, który potem poświęcamy na utrzymywanie ich w dobrej kondycji. Musimy w kółko ładować i uaktualniać komputery, tablety i smartfony. Musimy konserwować, remontować i zabezpieczać rowery, łodzie, samochody i domy. Jeśli tego nie robimy, prędzej czy później odmawiają nam one posłuszeństwa.

W jednym ze swoich podcastów Derek Sivers zwrócił uwagę na trzecie obciążenie wiążące się z posiadaniem rzeczy. Jest to podświadome, emocjonalne zobowiązanie do ich używania. Często do zakupu motywują nas nasze aspiracje. Kupujemy buty do biegania, żeby biegać, rower, żeby jeździć na wycieczki, gitarę, żeby nauczyć się na niej grać, książki, żeby je przeczytać. Problem w tym, że potem nie starcza nam ani czasu, ani ochoty, żeby tym wszystkim się zająć. Ale jednak chcielibyśmy, bo przecież nie po to kupiliśmy to wszystko, żeby leżało i się kurzyło! I właśnie ten konflikt między wybujałymi aspiracjami a rzeczywistym działaniem nas frustruje.

Moja deska windsurfingowa była świetna. Miałem do niej dwa żagle na wiatry o różnej sile. Ale… leżała nieużywana od kilku lat. Dlaczego? Ponieważ zacząłem korzystać z wypożyczalni, gdzie mam do wyboru kilkanaście modeli desek i kilkadziesiąt żagli o różnej wielkości. Wszystko gotowe do użytku i to za cenę porównywalną z kosztem przechowywania nad wodą mojego prywatnego sprzętu.

Choć lubiłem moją deskę, to cały czas mnie stresowała, wywierając wirtualną presję: „Dlaczego tak leżę? Użyj mnie proszę! Przecież po to mnie kupiłeś!”. Dlatego poszedłem za radą Marie Kondo, pogłaskałem czule mój sprzęt windsurfingowy, podziękowałem mu, że tak dobrze mi służył, i oddałem go w dobre ręce. Niech pływa po jeziorach i zalewach świata i niech sławi moje imię, które ma wypisane niezmywalnym flamastrem na dziobie! ;-)

A ty? Czy masz rzeczy, które trzymają cię w szachu i wypominają ci, że ich nie używasz? Pozbądź się ich! I im, i sobie, i ich nowemu posiadaczowi wyświadczysz w ten sposób wspaniałą przysługę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.