Co zamiast postanowień?

12WEEKYRPrzepraszam. To niekonstruktywne. Wymądrzam się tu i zniechęcam cię do podejmowania zobowiązań noworocznych, ale nic nie proponuję w zamian. Dziś naprawiam ten błąd. Oto trzy znakomite, sprawdzone w praktyce metody osiągania wyznaczonych celów:

  1. Sześciotygodniówka jest rytmem realizacji zadań stosowanym w firmie Basecamp. Kolejne cele są wyznaczane co sześć tygodni i muszą być zrealizowane do końca cyklu. Oczywiście zakres tych przedsięwzięć jest dopasowywany do istniejących sił i środków, a ich przedmiot wpisuje się w ogólną strategię przedsiębiorstwa. Sześć tygodni to okres wystarczająco długi, żeby zrobić coś znaczącego, i wystarczająco krótki, żeby cały czas czuć presję zbliżającego się terminu zakończenia pracy.
  2. Dwunastotygodniowy rok jest znakomitą metodą skupiania się na realizacji celów kwartalnych. Opisałem ją już cztery lata temu we wpisie „12-tygodniowy rok”. Podobnie jak sześciotygodniówka pozwala utrzymywać odpowiednią mobilizację i zaangażowanie przez cały okres realizacji zaplanowanego przedsięwzięcia. Znika więc problem początkowego odwlekania i końcowej bieżączki.
  3. Łańcuch Seinfelda jest sztuczką wspomagającą wyrabianie nawyków, którą spopularyzował aktor komediowy Jerry Seinfeld. W celu doskonalenia swojego dowcipopisarskiego rzemiosła postanowił codziennie poświęcać trochę czasu na wymyślanie i zapisywanie nowych tekstów. Aby się zmotywować, kupił sobie wielki, całoroczny kalendarz ścienny i czerwonym flamastrem przekreślał każdy dzień, kiedy udało mu się coś stworzyć. Zauważył, że po kilku dniach czerwone iksy zaczynają łączyć się w miły oku łańcuch sukcesów, który po prostu żal jest przerwać. Jeśli zastosujesz Łańcuch Seinfelda, właśnie ta chęć podtrzymania wspaniałej serii zwycięstw sprawi, że upragniony nawyk niepostrzeżenie wejdzie ci w krew.

A co ja stosuję?

Już odpowiadam: jestem zwolennikiem dwunastotygodniowego roku sprzężonego z metodą Getting Things Done (GTD) Davida Allena oraz tygodniowej wersji Łańcucha Seinfelda.

Na czym polega ta tygodniowa wersja?

Swój reżim biegowy utrzymuję, prowadząc dziennik sportowy. Cały haczyk polega na tym, że używam piekielnie drogiego kalendarzyka tygodniowego Moleskine. Kiedy łapie mnie zniechęcenie, przypominam sobie to fatalne uczucie towarzyszące wpisywaniu słowa NIC w tak kosztownym notatniku. I natychmiast nabieram ochoty, żeby się przebrać i wybiec na trasę.

Wybierz którąś z powyższych metod i skutecznie realizuj swoje marzenia!

Jeśli masz jakieś pytania, zadaj je w komentarzu albo za pomocą formularza kontaktowego.

5 thoughts on “Co zamiast postanowień?

  1. To ja też trochę pomarudzę.
    # 1. Czas taki, że chyba przydałby się podtytuł pod BBS – może „porady dla wykluczonych” – żeby nie stosować słów używanych przez hunów.
    # 2. Proponujesz czytelnikom ciężką pracę, dużo myślenia i nie dajesz 100% gwarancji. Dwa pierwsze elementy męczą, trzeci odstręcza. Jak w ogóle można coś takiego proponować przedstawicielom dumnego narodu, który po 26 latach wstaje z kolan? Chyba tylko dlatego, że jeszcze nie ma na to paragrafu.
    # 3. A przecież można przyjąć bezstresową „strategię korka na wodzie” – dobrać się w parę, w cztery lata machnąć trójkę dzieci (udokumentowano w takim przypadku dochód ok. 5 000 PLN do ręki bez potrzeby wypełniania PIT) i żyć spokojnie, wysypiać się, sprawdzać w internecie, co się jeszcze dodatkowo należy, wysyłać podania o dodatkowe wsparcie. Doczekać dochodu gwarantowanego, jeszcze lepszej opieki socjalnej ze strony państwa i niesłabnącej nadziei, że dobry naczelnik nie pozwoli na niedostatek. Zabierze tym, co mają więcej i da nam, potrzebującym.
    # 4. Nie będą się tworzyły zmarszczki od myślenia. Rodzina z trójką dzieci będzie dawana jako przykład dla innych, każdy proboszcz da gwarancję zbawienia na 105%. Gminny OPS przydzieli dwóch asystentów do powolnego uczenia się rzeczy niepotrzebnych, ale to zawsze jakaś rozrywka i ktoś pod ręką, kogo można zwyzywać i obwinić za wszystkie niesprawiedliwości.
    Jednym słowem, prawie wszystkie potrzeby zaspokojone. Przyjemnie, bez potrzeby wstawania o 6.00 albo bycia trzeźwym. Bez potrzeby wymyślania marzeń.
    # 5. I to jest nowa nisza dla blogowych trendsetterów. Jak dostać wszystko, co się może należeć, bez stresu i wysiłku.
    Zapewne będziesz umiał stworzyć lepszy i krótszy tytuł. Mnie się już nie chce myśleć… :)))

    Polubione przez 1 osoba

  2. @Orginal_Replica: Napisałeś, że pomarudzisz, ale Ci się nie udało! Przygotowałeś genialny, blogowy biznesplan! Tylko go wcielać w życie!
    Ale po co się męczyć? Może lepiej być korkiem na blogosferze?
    Powinni wprowadzić zasiłki dla blogerów w postaci kliknięć w reklamy. Wyobrażam to sobie tak, że Urząd Pracy zatrudniałby bezrobotnych do klikania u blogerów, którym przyznano wsparcie socjalne. :-)))

    Polubione przez 1 osoba

  3. Tylko nie seściotygodniówka! Najpierw bedzie jedno seściotygodniówka, potem drugo seściotygodniówka, potem trzecio seściotygodniówka i… wiadomo, co oznacajom trzy sóstki :)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s