Taki cel nie rokuje

nierokuj„Taki cel nie rokuje” – oświadczył w jednym z odcinków serialu „Mentalista” pewien hinduski milioner. Diagnoza ta była wynikiem błyskawicznie przeprowadzonego studium wykonalności projektu o kryptonimie „ROMANS ZE ŚLICZNOTKĄ”. Przedmiot tego studium stanowiła zakochana w swoim mężu, zjawiskowo piękna nieznajoma. Niewątpliwie to właśnie dzięki umiejętności trzeźwej oceny sytuacji ten kalifornijski playboy dorobił się swojego pokaźnego majątku.

Pragmatyczne, acz nieco instrumentalne podejście do rzeczywistości cechuje praktycznie wszystkich ludzi sukcesu i odróżnia ich od tych, którzy nie potrafią okiełznać swoich emocji.

Nieudacznicy, zazdrośnicy i złośliwcy nazywają taką postawę cynizmem. Tymczasem jest to realizm w najczystszej postaci. Realizm, który świetnie opisał w swojej książce „Podręcznik mądrości tego świata” Józef Maria Bocheński. Polecam!

Racjonalnie myślący człowiek umie bez żalu porzucać mrzonki – czyli to, co i tak jest nieosiągalne. Natomiast bez skrupułów wykorzystuje te okazje, które w jego ocenie „rokują”.

Tak właśnie postępował mój kolega Jacek, z którym dawno, dawno temu żeglowaliśmy w promieniach letniego słońca po mazurskich jeziorach. Precyzyjnie wybierał cele swoich wakacyjnych podbojów – cele, które niekoniecznie przyćmiewały blaskiem swojej urody całą okolicę, ale właśnie „rokowały”, czyli dawały nadzieję na miłe spędzenie czasu i najwyższy zwrot z inwestycji. ;-)

Jaki stąd wniosek?

Przymierzając się do każdego przedsięwzięcia, oceń, czy ono „rokuje”. Jeśli nie „rokuje”, zmarnujesz tylko czas i być może przegapisz to, co naprawdę mógłbyś osiągnąć. Albo, tak jak Stanisław Wokulski, stracisz wszystko oślepiony urodą jakiejś – nie tobie przeznaczonej – panny Izabeli Łęckiej…

Kup „Teraz!” – książkę o podejmowaniu właściwych decyzji!

11 thoughts on “Taki cel nie rokuje

  1. Świetny wpis. Ważne są cele, nie marzenia. Precyzyjnie zdefiniowane będą osiągalne.
    Mój kolega z liceum po kilkuletniej przygodzie w Wielkiej Brytanii wrócił do kraju. Zapytałem go kilka lat temu: Dlaczego? Odpowiedział, że to nie rokuje. Mimo, że tam nie pracował ani na zmywaku, ani na budowie wrócił. Przyjął się do dużej rodzinnej firmy, za stawkę niewiele ponad najniższą krajową. Dziwiłem mu się. Dziś po kilku latach jest kierownikiem i zarabia tzw. średnią krajową. To niezła pensja jak na człowieka z przedziału 35+ w stu tysięcznym mieście na wschodzie małopolski. Ale nie stoi w miejscu. Uczy się rosyjskiego (firma handluje ze wschodem) i będzie robił MBA. Celuje w dyrektorski stołek. Wyższa pensja, służbowa Octavia i parę jeszcze fajnych dyrektorskich gadżetów. Prezesem pewnie nigdy nie zostanie, bo to firma rodzinna. Ale cały czas się rozwija i potrzebuje specjalistów. Kto wie, może kiedyś zobaczę go w RN tej firmy?
    PS. Zazdrośnicy nie są tacy źli. Zazdrość nie musi prowadzić do destrukcji, może do rozwoju – stymuluje do większego wysiłku i pracy.

    Lubię to

  2. @Grzegorz: W tej rodzinnej firmie może i nie zostanie prezesem, ale przecież może założyć własną! Ważne, że poznaje mechanizmy biznesu. Polecam książkę „The Personal MBA” Josha Kaufmana.

    Lubię to

  3. TesTeq, tak! To właśnie wyróżnia ludzi sukcesu. Potrafią dostrzec błędy innych i wprowadzić niezbędne korekty już u siebie. Ciekaw jestem jaki % ludzi przeniosło czyjś pomysł na własne podwórko i odniosło sukces? Od razu na myśl przychodzą mi bracia Krzanowscy z Krosna. Młodszy z braci, Jerzy, pracował kilka lat w USA w fabryce mebli i to co się nauczył wykorzystał po powrocie w Polski. Oczywiście jego pracodawca z USA pomógł udzielając wsparcia, ale już po kilku latach bracia spłacili swojego partnera zza wielkiej wody i do dziś już samodzielnie prowadzą potężną firmę, która produkuje 8 mln sztuk krzeseł rocznie. Wracając do tematu – starszy z braci przed biznesem meblarskim prowadził knajpę. Był 1992r. Szło podobno wszystko – tak przynajmniej mówią Ci, którzy w tamtych czasach prowadzili biznesy. Jednak uznał, że to nie rokuje i zmienił kierunek. Razem z bratem i 3 osobową ekipą zaczęli składać fotele biurowe z włoskich elementów…
    Chciałbym przytoczyć jeszcze jeden przykład. Jest u nas w mieście przedsiębiorca, który w pewnym momencie nie tyle zmienił branżę, co kierunek. Lata 80-te. Prosty człowiek po zasadniczej szkole zawodowej rozbiera mięso na jednym z miejskich bazarów. Klientów sporo, zyski duże. Na początku lat 90-tych otwiera swój zakład mięsny. Dobre czasy dla branży. Schodzi wszystko co wyprodukuje i firma się rozwija. Po kilku latach wchodzą pierwsze sieci spożywcze do Polski. To dobry klient, ale słaby płatnik. Co się nie sprzeda wraca do zakładu już po terminie ważności. Trzeba wyrzucać. Firma staje nad przepaścią. Problemy płatnicze, magazyny pełne towaru. Przedsiębiorca zmienia kierunek i otwiera pierwszy przydrożny bar. To co się nie sprzeda do mniejszych sklepów ląduje w bigosie, fasolce i sosach do placków ziemniaczanych. Gastronomia to trudny biznes. Duże koszty, średnie zyski. Od razu pojawiają się „doradcy”, którzy mówią, że to się nie uda. Warto tutaj przytoczyć te słowa: „Powiedz komuś o swoim pomyśle, to zaraz znajdą się ludzie, którzy powiedzą, że to się nie uda” (parafraza z książki „Thorn” Tomka Tomczyka). Skąd ja to znam. ;-). Dziś firma tego człowieka posiada ponad 20 przydrożnych barów, w tym kilka przy nowych autostradach. Do tego kilka domów weselnych, hotel, sklepy firmowe, własny zakład garmażeryjny. Zmienił kierunek. Dziś nie sprzedaje już na tony mięsa do jednego sklepu, a jedynie kilogramy bezpośrednio klientowi. Może i ma mniej, ale zawsze pewne. Jego konkurencja nie poszła tą drogą. Sprzedawali w hurcie do Polski i na eksport Dziś każde polityczne zawirowania (embarga) pokazują, że ten jego kierunek był właściwy.
    To co podziwiam u ludzi sukcesu to bycie krok przed innymi. Plany A, B i C. I odwaga, pozwalająca w każdej chwili na zmianę. Nie każdy jest w stanie się na to odważyć.

    Lubię to

  4. @Grzegorz: Dziękuję za ten obszerny komentarz. To są świetne przykłady! A propos świetnych przykładów – właśnie czytam ważną książkę z przykładami: „Simplify” Richarda Kocha i Grega Lockwooda.

    Lubię to

  5. Jest jeszcze jedna trudność – jak rozpoznać cel, który rokuje, mimo że wszyscy wkoło mówią coś przeciwnego?
    Wiele jest takich historii, jak choćby James Dyson, który „w 1978 roku zdenerwował się malejącą wydajnością odkurzacza. 5 lat i 5127 prototypów później stworzył odkurzacz bezworkowy.” Ponieważ nie udało się sprzedać swojego wynalazku żadnemu liczącemu się producentowi, dla których ten wynalazek nie rokował, otworzył swą własną firmę.

    Lubię to

  6. @Krzysiek: Słusznie. Intuicja rozróżniania między tym, co nie rokuje, a tym, co daje jakąś nadzieję na sukces, przychodzi z doświadczeniem. A doświadczenie budujemy podejmując i dobre, i złe decyzje.
    Steve Jobs powiedział: „innowacja polega na odrzuceniu tysiąca pomysłów”. Moim zdaniem nie tylko innowacja. Rozdrabniamy się, zbyt często mówiąc TAK. Dlatego należy raczej skreślać niż dopisywać rzeczy do swojej listy przedsięwzięć.

    Lubię to

  7. @TesTeq, a jednak! Czyli słowa, że „co cię nie zabije, to cię wzmocni” nie mają przełożenia w biznesie? To całkiem logiczne, bo jeśli nawet nie „zabije” i wzmocni, to może sponiewierać na całe lata. Reasumując – doświadczenie w biznesie poznajemy po umiejętności odrzucania słabo i średnio rokujących projektów, a nie po wychodzeniu wzmocnionym po porażkach.

    Lubię to

  8. @Grzegorz: Niezupełnie. Pamiętajmy, że największe sukcesy w Apple Steve Jobs odniósł po powrocie z banicji. Na szczęście wyrzucenie z własnej firmy nie zabiło go, ale skłoniło do refleksji i nauczyło, jak działać zręczniej i dojrzalej, żeby osiągać swoje cele.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s